O tym, że jest nadzieja……

      

Za oknem znowu śnieg. Biały, puszysty, cieszy oczy – tak lekko, z gracją spadając na ziemię. A potem niknie w zetknięciu z nią.

Tak sobie myślę, że właściwie wszystko co dotknie ziemi, prędzej czy później kończy podobnie. Jakby to była jej wina, że przemijamy. Jakby ta „matka żywicielka” tylko czekała, by z powrotem zabrać wcześniej wydany „plon”.

Czasem zbyt szybko spotykamy się ze śmiercią, jeszcze nie potrafimy przyjąć jej do wiadomości, wytłumaczyć nie będziemy w stanie nigdy. Pojawiające się przy takiej okazji pytanie „dlaczego” zwykle pozostaje bez odpowiedzi. Dojrzały umysł znajduje sobie formę zastępczą. Dojrzały umysł okłamuje się, że dla tego, który odszedł stało się lepiej, że nie cierpi, że tam gdzie teraz jest cieszy się zdrowym, nieprzerwanym życiem. I jest szczęśliwy. Tej myśli trzymamy się kurczowo, bo to nam jest potrzebna, nie zmarłemu. To my musimy  uporać się z własnym lękiem.

Najtrudniej pogodzić się ze śmiercią, której można było zapobiec, która przytrafia się dziecku, człowiekowi zbyt młodemu, bezbronnej istocie. Może to być nie wykryta na czas choroba, błąd w sztuce lekarskiej, okrutna śmierć zadana na zimno, z premedytacją, czasem samobójcza. Paradoksalnie, jesteśmy w stanie zrozumieć zabójstwo w obronie własnej, swojej rodziny lub kraju.

Przemijanie jest bolesne, właściwie zawsze. Cierpienie dotyka nie tylko tego, który zbliża się ku końcowi.. Równie bardzo, a może nawet dotkliwiej cierpi ten, kto pozostaje. Jego cierpienie wykracza poza cielesność, obejmuje całą emocjonalną sferę życia, wykracza poza rzeczywistość, przenika marzenia i oczekiwania. Odejście człowieka zamyka tak wiele drzwi, że początkowo nie jesteśmy w stanie zauważyć tej nikłej szczeliny, przez którą sączy się nadzieja. Bo ona zawsze jest gdzieś obok nas, uśpiona, niezauważalna, ale jest, i czeka na swój czas.

To kilka moich przemyśleń, pewnie oczywistych, po wymianie e-maili z człowiekiem, który teraz bardzo cierpi (trzymaj się :*) oraz po przeczytanym felietonie Wojciecha Bonowicza.

 

37 myśli w temacie “O tym, że jest nadzieja……

  1. Ktoś kiedyś powiedział, ze nadzieja umiera ostatnia… To fakt, pomimo, że w obliczu najstraszniejszej z chorób ta nadzieja jest wręcz irracjonalna, to jednak trwa do końca. Kiedy wszystko się kończy najpierw jest pustka, niewyobrażalna, taka, ze człoweik budzi się rano i nie wie po co ma wstać, ma żal do świata, że istnieje, o wszystko… Później uczymy się żyć od nowa… nauczyłam się, ale jakiś kawałek mnie umarł… ta reszta która przetrwała nauczyła się pokory, nauczyła się cieszyć dniem, słońcem i nie przywiązywać zbytnio do życia, a skupić na tych którzy potrzebują mojej miłości, abym zdążyła im ją dać…

    Polubienie

    1. Bea, tymi słowami chciałam komuś dodać otuchy, a wyszła z tego dyskusja:-) Ale trzeba się cieszyć……dopóki moźna!!:-)

      Polubienie

  2. moim zdaniem i w moim przypadku akurat jest tak, że dopóki nie poczułam śmierci, nie dotknęłam cierpienia nie wiedziałam co to jest żyć … teraz rozumiem sens życia , śmierci i człowieczeństwo… a nadzieja… to jedno z najlepszych co dał nam Bóg .

    Polubienie

    1. Myślę, że dopiero wtedy, kiedy jesteśmy naprawdę świadomi ciągłej obecności śmierci w naszym życiu, kiedy w pełni odczuwamy, że może, ma prawo przyjść w każdym momencie (nawet w tej chwili!), potrafimy żyć. Przestajemy wtedy myśleć: jutro, zobaczymy, brzydka pogoda, kiedyś mi przejdzie itd. Po co? Mogę iść na spacer, mogę zobaczyć śnieg, deszcz, słońce, odczuć, przytulić, posłuchać, porozmawiać, śmiać się, że znów jesteśmy w miejscu, do którego dojechaliśmy rowerem, że znów słyszę piosenkę, która mi się podoba, że znów włączyłam komputer i rozmawiam z kimś, kogo lubię;-) …dopiero wtedy chłoniemy świat i potrafimy się nim cieszyć:-) Póki nie jesteśmy świadomi stałej obecności śmierci i odpychamy tę myśl, nie umiemy cieszyć się, że żyjemy… jak bardzo banalnie by to nie zabrzmiało!

      Polubienie

      1. dokładnie tak, dlatego cieszy mnie dzień nawet deszczowy, bo on jest mój , może ostatni … ale mój i muszę go tak przeżyć jakby był tym ostatnim… a jutro… po co myśleć jak może nie nastąpić…

        Polubienie

        1. No moje Drogie!! Teraz to już poszłyście w skrajność:-)) Jakoś przecież planować można, a nawet trzeba….inaczej to (na przykład) nie starczyłoby mi kasy do 1-go następnego miesiąca:-))) Trochę sobie żartuję, ale prawdą jest, że warto cieszyć się życiem w jego najdrobniejszych szczegółach, warto te szczegóły dostrzegać i dobrze umieć korzystać z tego co daje nam los. Kłopoty i nieszczęścia przytrafiają się chyba właśnie po to, żebyśmy umieli cieszyć się potem chwilą spokoju gdy te kłopoty odejdą. W ciągłym szczęściu i euforii zatraca się zdrowy rozsądek:-)) I mogłabym z tego stwierdzenia wyciągnąć jakiś taki zagmatwany wniosek, że ludziom, którzy cieszą się chwilami, przytrafia się mniej kłopotów. Ja jestem tego przykładem, za co zawsze jestem ogromnie wdzięczna. Bo chyba naprawdę potrafię cieszyć się z drobiazgów.

          Polubienie

          1. To chyba nawet nie jest tak, że się mniej przytrafia, tylko oni inaczej na nie patrzą… To tak jak z tą szklanką, którą można widzieć do połowy pełną lub pustą: można przywiązywać, zapamiętywać, rozpamiętywać głównie to złe, które nas w ciągu dnia dotyka, a można machać na to ręką i choćby wracając z pracy cieszyć się, że nie leje nam za kołnierz, nie wieje w twarz, nie boli nas noga, a ekspedientka w sklepie dziś akurat nie warczała;-)) Czy trzeba od razu nie wiadomo czego?…;-)Pewnie, że tak się cały czas żyć nie da i trzeba myśleć o codziennych sprawach, by normalnie funkcjonować z ludźmi i dla ludzi… chodzi po prostu o podejście do świata i samych siebie.To tak gwoli uzupełnienia, bo wiem, że się rozumiemy!

            Polubienie

            1. Jasne, że rozumiemy:-)) Już kiedyś z Tomkiem P&D śmialiśmy się, że my się w zasadzie ze sobą zgadzamy, ale swoje wnioski piszemy w tak różny sposób, że wychodzi z tego niezła dyskusja. Niby o tym samym a inaczej:-)))

              Polubienie

          2. chodziło mi bardziej o planowanie dalekiej przyszłości…. :)a tak każdy dzień powinien dostarczać radości, nawet w maleńkim szczególe…. mnie cieszą małe rzeczy, wielkich nie potrzebuję…

            Polubienie

                1. Viveme, myslę, że o to tutaj chodzi. My przecież wiemy, że świata naszymi mądrościami blogowymi nie zbawimy:-) ale jeśli dobrze się przy tym bawimy, to dlaczego nie, prawda??

                  Polubienie

  3. Nie ma „dlaczego”! Przecież już w momencie urodzin wiadomo, że umrzemy, więc takie pytanie jest bezzasadne! Druga sprawa: to w końcu wierzymy w Boga, sens śmierci na krzyżu, czy nie… (temat jak najbardziej na czasie…) …bo jeśli nie, to co właśnie świętowaliśmy?… a jeśli tak, to przestańmy użalać się nad sobą, że ktoś odchodzi do Boga… Pewnie, że jest ciężko umierającemu: żal kończącego się życia, ludzki strach, co będzie dalej…- to nie podlega dyskusji.Jednak rozpacz osób, które zostają, to głównie żal nad sobą. Kontrowersyjne? Bulwersujące? Dlaczego rozpaczamy? …bo tego kogoś już z NAMI nie będzie, bo NAM pomagał, bo NAS wysłuchiwał, bo NAS wspierał, był dobrym człowiekiem, więc MY mogliśmy na niego liczyć… będzie NAM go brakowało… z czystego egoizmu. Może więc dajmy mu spokój, bo gdzie będzie mu lepiej niż u Boga, w którego podobno wierzymy, szczególnie jeśli przed śmiercią długo i niewyobrażalnie cierpiał… Chcemy mu zafundować tego jeszcze trochę? …żeby NAM było lżej? Przecież ten ktoś jest już szczęśliwy… chcemy go z powrotem ściągać na ziemię?… na ten „padół łez”?… dla kogo ma być tak dobrze: dla niego czy dla nas?

    Polubienie

    1. Krajanko, my to wszystko wiemy, dokładnie to wydaje mi się napisałam. To my, pozostający, tłumaczymy sobie odejście, bo nam jest łatwiej. A pytanie „dlaczego” zadajemy tylko wtedy, kiedy śmierć jest według nas przedwczesna, jeszcze nie oczekiwana, lub okrutna…. Tylko wtedy. Nikt przecież nie zadaje sobie tego pytania, gdy ochodzi stary czlowiek i szczęśliwie umiera ze starości. Tu nie o ten problem umierania chodziło.

      Polubienie

      1. Wiem, o jaką śmierć chodziło i nie miałam na myśli tej ze starości. Jeśli nawet umiera dziecko, to wszystko jest po coś, tylko że my nie potrafimy albo nie chcemy tego zrozumieć, zasklepiając się w swoim bólu… A przecież Bóg wie, co robi!… chyba że na sza wiara jest płytka i wybiórcza.Jakże często np.dzieci z oddziałów onkologicznych więcej rozumieją niż ich rodzice… zbyt często dzieci pocieszają rodziców… Każda śmierć boli, bo przynosi dla nas stratę. Nie można powiedzieć, że mniej kogoś boli, bo umarła stara babcia, która już swoje przeżyła, niż dziecko, które jeszcze mogło pożyć, bo to zależy od zbyt wielu rzeczy. Dziecka żal, czy nas nam bardziej żal, bo zostajemy bez dziecka?…przecież dziecko już nic nie czuje. A babci tylko trochę, bo już przestała nam być potrzebna?… czy to trochę nie jest tak?

        Polubienie

        1. Nie Krajanko, zupełnie nie tak to odbieram. Kiedy moja babcia, tak niedawno przecież, umierała, płakałam jak bóbr, jak stary bóbr, bo miałam już 30 lat. Płakałam za nią, za jej dobrocią, tym kim była dla mnie. Ale nie zadawałam sobie pytania „dlaczego” bo to oczywiste, że człowiek nie jest wieczny. Umarła mając prawie 90 lat…..cudów nie ma….Chyba musisz przyznać, że inaczej patrzymy na śmierć dziecka. Nie chodzi tu o bluźnienie od razu przeciwko Bogu, że zabrał maleństwo, choć są i tacy, którzy przeżywają załamanie wiary. Ale w tym kontekście pytanie „dlaczego” nabiera zupełnie innego znaczenia. My przecież doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie znamy planów Boga, zdajemy sobie też sprawę, że nam nie odpowie. Jest przecież wiele takich pytań retorycznych w naszym życiu. Myślę, że sam Bóg pozwala nam takie pytania stawiać, bo on przecież wie co w danym momencie przeżywamy. Daje nam też czas, który koi, kiedy nadejdzie ten własciwy moment. Nie odibera nam bólu, pozwala przeżywać go po swojemu. Wie, że jeśli w człowieku jest prawdziwa wiara, to bunt zelżeje, a to co najważniejsze – pozostanie.Nie wiem, czy dobrze oddałam to co chciałam, słowo pisane…..:-)

          Polubienie

          1. Widzisz, dla mnie to pytanie jest bezzasadne w każdym przypadku, bo przecież możemy odejść w każdej chwili, nie jest przecież powiedziane, że należy nam się życie aż do starości i musimy być świadomi faktu, że ono do nas nie należy. To my sobie zakładamy, że taki stan jest normalny, a inny nie. Nieprawda. Każdy może odejść w każdej chwili i TO jest przecież normalne, tylko nam jest z tym niewygodnie, dlatego tę myśl odpychamy, nie godzimy się z nią.Według mnie powinniśmy pytać nie „dlaczego”, bo bez powodu, nikt nam nic nie obiecywał, tylko „po co”, czego mamy się z tego nauczyć, co chciał nam pokazać, powiedzieć, na co zwrócić uwagę… a może ta osoba już po prostu zasłużyła na Niebo, więc po co ma żyć dalej – czy nie po to w końcu żyjemy?…Zwykle się słyszy:”taka tragedia”, „taka niepotrzebna śmierć”… Myślę, że Bóg zawsze ma jakiś zamysł. Nie ufamy Mu?… To tak jak z Chrystusem, który mówi w tekście Tomka (ale przecież przede wszystkim w Biblii), aby niewiasty nie płakały nad nim, tylko nad sobą, wyciągnęły wnioski dla siebie, a nie tylko rozpaczały po stracie i patrząc na czyjeś cierpienie… bo niepotrzebnie, za wcześnie… tak, jakbyśmy wiedzieli lepiej, kiedy to ma nastąpić…Ja oczywiście też cierpię po stracie i rozumiem to wszystko, ten ból, który składa wpół, który rozrywa krtań i wnętrzności, który nie pozwala złapać oddechu… ja tylko staram się zrozumieć… i wytłumaczyć, że coś jest nie tak w tym naszym sposobie myślenia, skoro radujemy się, że Chrystus zmartwychwstał… bo wychodzi na to, że nie wierzymy w sens tej śmierci… i w Jego zamysły… że Mu nie ufamy i nie godzimy się z Jego wyrokami…

            Polubienie

            1. A ja, dzięki Bogu, nie byłam doświadczana za często w tym względzie, co nie znaczy, że nie potrafię zrozumieć tych, którzy pytają „dlaczego”. Bo „po co” – to akurat wiem. To jest jedna z wielu prób, na które jestesmy w ciągu trwania naszego życia wystawieni. Dlaczego – to akt desperacji człowieka, to pytanie, które wypływa z rozpaczy, nie dla odpowiedzi. Tu jest różnica w moim i Twoim rozumieniu sprawy.Śmierć dziecka nie jest normą. jest tragedią. Jedynie śmierć ze starości jest naturalną koleją ludzkiego losu. Każda inna, KAŻDA – jest tragedią, mimo, że zdaję sobie po katolicku sprawę z tego, że to plan Boga.Ja to tak rozumiem. :-))

              Polubienie

              1. A ja muszę zapytać „po co”, bo od razu nie widzę, muszę się zastanowić, czego mam się nauczyć. Mylisz się sądząc, że mamy do tego inne podejście, myślę, że w życiu reagujemy bardzo podobnie, tyle że Ty mówisz o tym czysto ludzkim, życiowym wymiarze, a ja może nieco bardziej filozoficznie?…nie wiem, jak to dobrze określić.Doskonale rozumiem bunt, złość, poczucie niesprawiedliwości, kryzys wiary, nawet odejście od Boga i nie wydają mi się to dziwne ani niewłaściwe reakcje, uważam, że każdy ma do nich prawo i Bóg na pewno zrozumie. Rozumiem różne podejście do śmierci: w chorobie, starości, wypadku, rozróżnienie wieku…Po prostu staram się ułożyć w sobie filozofię, wiarę i życie, bo myślę, że to powinno iść w parze. Nie można chyba wiedzieć czegoś, ale żyć inaczej, wiara sobie, a życie sobie… To wyłącznie moje dylematy oparte na moim życiu i moich przemyśleniach. Moje próby wytłumaczenia sobie sensu śmierci i cierpienia… Nie wiem, czy słuszne i jestem jak najdalsza od tego, aby kogoś do nich przekonywać. Twój tekst ani mnie nie zdenerwował, ani zbulwersował, tylko skłonił do wyrażenia pewnych refleksji – jak zwykle i chyba o to chodzi:-) Gdyby się ktoś jeszcze włączył w dyskusję, byłoby to nieocenione:-))

                Polubienie

                1. Krajanko, bo ja nie jestem typem, który wkurza, czy wstrząsa……mam nadzieję. Nie wiem czy to źle czy dobrze:-) Każdy jest inny. Natomiast lubię, kocham wręcz rozmawiać, na tematy różne różniste. I o wierze i o miłości (co jakoś się ma do siebie prawda?), o życiu, sprawach damsko męskich, o pogodzie czy spadku cen na rynku:-)))Dlatego bardzo mnie dziwi polecenie onetu w kategorii kontrowersyjne. To chyba nie o mnie:-)))Pozdrawiam

                  Polubienie

                  1. Nie zauważyłam dotąd, że Twój blog jest kontrowersyjny;-)) Poprzedni miał chyba kobiecy punkt widzenia?…;-) Chociaż tak naprawdę to zależy co dla kogo jest kontrowersyjne, szczególnie przy takich tematach…

                    Polubienie

                    1. Krajanko, ten też ma tylko kobiecy punkt widzenia:-) To onet uznał, że jestem kontrowersyjna:-) i w dodatku wrzucił ten akurat tekst w zakładkę „dla dorosłych”:-)) Bardzo to dziwne:-)))

                      Polubienie

                2. PS To, że coś postrzegam inaczej, nie znaczy, że nie rozumiem innego podejścia. Zawsze zastanawiam się nad tym, skąd moja reakcja wynika, ale również nad tym, dlaczego czyjaś reakcja jest inna, co jest tego przyczyną, jakie czynniki się na to składają. Nigdy nie zakładam z góry, że mam rację ani że ma ją ktoś inny, po prostu staram się zrozumieć… Człowiek sam w sobie, jego życie oraz czynniki, jakie się na nie składają są zbyt różne, aby móc porównywać czy generalizować…Staram się wymieniać przemyślenia, poglądy, a nie przekonywać, że mam rację lub ktoś jej nie ma:-)

                  Polubienie

                    1. Sądzę, że tolerancja powinna być na tyle normą, aby nie odczuwać z tego powodu dumy;-))

                      Polubienie

  4. Wszystkich proszę o nie wpisywanie dalszych komentarzy – niech tak pozostanie – przeżyliśmy Wielki Tydzień i Wielkanoc, a atmosfera jak w Zaduszki – i ten śnieg, który wali jak oszalały – dziwne to jakieś takie –

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s