Zapach dzieciństwa…

Już dawno nie zasiadłam do pisania notki przed pustym ekranem. Chcąc nie chcąc wróciłam do starego, dobrego zeszytu i długopisu. Powinno być pióro, żeby się lepiej komponowało ale…bez przesady.

Więc kiedy tak zasiadam do pisania i patrzę na kremowe kartki  notatnika, wracają wspomnienia.

Mała dziewczynka, czwartoklasistka. Nowa szkoła, nowa klasa, nowe koleżanki. Mój pierwszy pamiętnik, w którym tak naprawdę nie miałam jeszcze wiele do opisywania. Dla zrekompensowania tego braku kaligrafowałam przepiękne litery, oddzielałam kolorowymi kredkami akapity. Pamiętacie jak pachniały kredki Bambino?

Potem liceum i nowy pamiętnik, młodzieńcze fascynacje, młodość, która trwa do dzisiaj, chociaż nieznacznie postarzała się, złapała kilka zbędnych kilogramów i zupełnie nikomu niepotrzebne zmarszczki.J

 Szkoda, że tamtego dziecinnego pamiętnika nie doprowadziłam choćby do końca jednej klasy. Mogłabym dzisiaj cofnąć się w daleką przeszłość. Pewnie byłoby to śmieszne doznanie, jednak bardzo chciałabym lepiej poznać to dziecko, którym byłam. Czy wyczytałabym coś zaskakującego, dziwnego? Wydaje mi się, że byłam szczęśliwa.

 Pamiętnik z czasów licealnych istnieje i ma się dobrze, ale musi minąć jeszcze kilka lat, zanim znowu po niego sięgnę. Musi odleżeć swoje.

Reklamy

57 myśli w temacie “Zapach dzieciństwa…

  1. Blog to też swojego rodzaju pamiętnik… coś o tym wiem, bo kiedy znów tu zajrzałam na swoim miejscu były dawne posty, komentarze i myśli zaklęte w literkach….Witaj znów Beatuś***

    Polubienie

    1. Masz rację, właściwie nawet wtedy, kiedy nie opisujesz swojego życia, to przecież przelewasz na papier jakieś swoje, może wymyślone, ale jednak swoje, emocje:)Aido, cieszę się, że znowu tu zaglądasz. Wierzę, że reaktywacja już blisko….tak jak wierzę w całą resztę….:)

      Polubienie

  2. Mój pamiętnik z dawnych lat leży sobie w szufladzie. Czasem go wyciągam wspomnieniowo i niemalże sikam po nogach czytając niektóre fragmenty. Ależ ja miałam kiedyś problemy… 😉 A jak będę staruszką to pewnie będę sikać po nogach wracając do kart archiwum blogowego. Mam tylko nadzieję, że ten Onet to przetrwa i zatrzyma to źródło wzruszeń do tego czasu!

    Polubienie

  3. Pisze pamiętnik od czasów studenckich. Już czwarty, gruby „tom”. Miał być rodzajem terapii w Pierwszej Depresji Światowej – i tak został aż do dziś. Czasem otwieram i czytam wspomnienia sprzed lat. I uśmiecham się sam do siebie. Zanurzam się jeszcze raz w tym świecie, w tych odgosach, zapachach… Albo przeżywam raz jeszcze chwile smutku… Różnie bywało w życiu, a to przeciez kawał czasu – wiele się wydarzyło.Ale jest i praktyczne zastosowanie – pamięć już nie ta. Więc korzystam czasem z pamięci zewnętrznej – jaką jest pamiętnik 😉

    Polubienie

  4. a ja nie chcialabym pamietac zapachow dziecinstwa, bo niestety nie bylo kolorowe, a raczej szare z zapachami wodki i papierosow, ble.

    Polubienie

  5. Nie prowadzilam pamietnika, bo nigdy nie mialam dla siebie kata, zeby moc pisac dla siebie i schowac przed oczyma ciekawskich……….Wogole dziecinstwo mialam takie, ze lepiej do niego nie wracac.Dlatego swoim dzieciom staralam sie w miare mozliwosci zapewnic duzo lepsze., mysle ze chociaz w pewnej mierze mi sie udalo.Pozdrowionka serdeczne

    Polubienie

    1. O lodach zapomniałam:))) Widzisz….i chodziasz dzisiaj nadal są i kredki i takie same lody…..to jest wszystko jest inaczej. Czas pozbawia rzeczy z ich magicznej szaty:) Gdzie indziej = pozbawia aureolki, jeszcze gdzieś – odbrązawia. I pozostajemy …bez zachwytu nad sprawami drobnymi.

      Polubienie

    1. Oj tak, niczym nie trzeba się było martwić….wszystko to była albo tylko teraźniejszość, więc brało się życie garściami, ale przyszłośc….to przecież nas jeszcze nie dotyczyła:) Przeszłości się nie rozpatrywało.

      Polubienie

  6. Pamiętnik? Też miałem.. Tylko, gdzie on teraz jest ? I miałem jeszcze drugi, to już w liceum, pamiętnik do zbierania autografów. W szczególności pamiętam jeden wpis – aktora Pana Wojciecha Siemona. Narysował mi takiego długiego bardzo pieska i się podpisał. Pozdrawiam serdecznie :)))

    Polubienie

      1. Krzysztof literówki ludzka rzecz:) Ja też miałam taki zeszycik z autografami, i ten też gdzieś zaginął. A tam był wpis „Pawlaka”:) czyli Kowalskiego……i to w dniu mojej Komunii Św. Jak to się stało, że tego dnia zawitał do Lublina – nie mam pojęcia:) Ale wpis byłby dzisiaj historyczny podwójnie.

        Polubienie

  7. Ja często sięgam pamięcią wstecz, przypominam sobie dzieciństwo, lata szkolne. Oglądam zdjęcia, wspominam w rozmowach.Nawet jak kroję świeży pachnący chleb i smaruję masłem przed oczami staje mi śp. Dziadek, który zawsze dawał mi „piętkę” „przylepkę” ( różnie się mówi ) z prawdziwym masłem. Mmm pychota, do dziś czuję ten smak:)

    Polubienie

    1. Oj tak, a ja pamiętam babcię, która sama robiła masło, potem widać było na nim krople serwatki (to chyba serwatka) i ten lekko słonawy posmak….Pychota:))

      Polubienie

      1. Są chwile, że chciałabym się cofnąć do tych lat dzieciństwa, ale tylko na chwilę bo zupełnie nie wyobrażam już sobie tej „kariery” szkolnej od szkoły podstawowej wzwyż:))

        Polubienie

  8. Beti , kiedy czytam pierwsze swoje posty myślę sobie – Boszzz , co za infantylność i nawiedzenie . Nawet nie namawiaj mnie do głębszej retrospekcji…;-)

    Polubienie

  9. Kredki „Bambino” – ależ wspomnienie;-) A pamiętnik pisałam, owszem, w ogólniaku, w zwykłym zeszycie – mam go nawet do dziś chyba. Doskonale pomagał uporządkować chaos duszy. Kiedyś do niego wróciłam i nawet się czerwieniłam, czytając – szczerze pisałam, no co?;-)

    Polubienie

    1. Kredki Bambino, gumki pachnące i chińskie piorniki:)) To były hiciory tamtych lat. Pamiętniuk „stworzyłam” prawie sama:–)). Kupiałam dziesięć 16-kartkowych zeszytów i poszłam do introligatora. Poprosiłam grzecznie, żeby mi zszył, powiedziałam co to będzie. Nawet nie wziął pieniędzy:)) A ja miałam cudownie gruby kajet. Nikt takiego nie miał:)

      Polubienie

        1. W nocy;-( Dlaczemu? to Ty nie wiesz, dlaczemu kasuje się blogi?;-) – z głupoty głównie, bo co tam komu zależy – niech se wisi… tylko że nie mógłby wisieć bezczynnie…. Ech, Caffe, tak się jakoś złożyło durnowato i niepotrzebnie.

          Polubienie

            1. Niektóre posty mam, tam w sumie niewiele było jeszcze. Ale tu w grę wchodzi inna sprawa – to był prezent, który na mnie czekał odłogiem od sierpnia do stycznia. Potem zdecydowałam się go ruszyć. Każdy inny już nie będzie tym. Może gdybym bardziej spontanicznie….Nie ma co gdybać – więcej mnie u was będzie;-) Najbardziej Adamowego mi szkoda, ale obiecał, że wróci.

              Polubienie

                1. Był powrót do tematu w jednym z komentarzy, to wrzucił co nieco i musiał przeprowadzić dialog. Ale nie o to poszło, to była reakcja na to, co ja zrobiłam, bo tamte blog był od niego, dlatego czuję się winna.

                  Polubienie

  10. A ja mam pamiętniki od 6 do 41 roku życia. oczywiście nie są to „codzienniki” :-))), ale grzebię czasem w tych wspomnieniach jakbym odkrywała zupełnie obce lądy. Bawimy się w „Kreative blogger”, zapraszam do siebie

    Polubienie

  11. Ja swój dziennik prowadzę od lat… od czasów szkoły podstawowej, nie wiem tylko czy kiedykolwiek zajrzę do tych najstarszych. Czy to nie dziwne? Zagadkowe? Co jest takiego w zapisywaniu życia na papierze?Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. Dzisiaj to nic ciekawego, ale za 20 lat okaże się skarbnicą wiedzy……o nas:-) O tym czym się wtedy pasjonowaliśmy, co było smutne, co dawało radość. Co się udało:) Pisz jak najdłużej, ja żałuję, że przerwałam.

      Polubienie

  12. Żaden z moich pamiętników nie doczekał się konsekwencji pisaczki, może szkoda. Za to moje listy, te na papierze, pisane do Teda są świetną pamiątką ‚tamtych lat’, kiedy największym problemem był brak zaliczenia. W odpowiedzi na pytanie zadane pod poprzednią notką donoszę, że wybrałam oczy, bo śnieg spadł i nie pozwlę Mu wystawiać głowy za okno, bo i Jego trafi jako i mie trafiło ;o)

    Polubienie

    1. Bardzo mądrze….w sensie wyboru oczu. Trzeba dbać o swoje:))A pomiętnik w przebłyskach ma jeszcze daty po urodzeniu dzieci. Coś tam czasem wpisałam. Fajnie tak się teraz na chwilę cofnąć:)

      Polubienie

  13. Ja tam prawie zawsze bazgrałam jak kura pazurem i nigdy nie mogłam pojąć, że koleżankom chce się wymalowywać owe szlaczki i ozdobniki, a kredek bambino nie lubiłam (jeśli to o te świecowe chodzi – toż sto lat temu to było, więc mogę nie pamiętać:)), tak że pod tym względem komputer jest dla mnie wybawieniem. A pamiętniki…? Tak, tego się nie wyrzuca… 🙂

    Polubienie

    1. Aniu, kredki Bambino są i dzisiaj, ale nie są dzisiaj niczym wyjątkowym przy takiej ilości kredek jakie można zobaczyć w sklepie. To nie te świecowe:)A pamiętnik trzymam, wymazałam w nim tylko te fragmenty gdzie opisywałam swoje pierwsze doświadczenia z papieroskami:)) Bałam się, że mama dorwie i przeczyta:))

      Polubienie

      1. No to się wydało, że sklepy papiernicze i inne artystyczne to nie moje rejony 🙂 Ja zaczęłam palić dopiero na studiach, więc nie musiałam się kryć, a nawet zaszpanowałam przed rodzicami poprosiwszy tatę o ogień. Podał mi i powiedział coś, co zapamiętałam na całe życie: „Wolałbym, żebyś piła…” (sam palił nałogowo i wiedział, co to znaczy). W niedługim czasie postanowiłam rzucić to świństwo (doszłam do 60 dziennie), ale ‚zemściłam się’ na rodzicu. Był już poważnie chory i nie wolno mu było palić, więc powiedziałam, że OK, rzucę – jeśli i on rzuci. Udało się. Tego samego dnia rzuciliśmy fajki na zawsze, oboje… Sorry, że odbiegłam od tematu, ale po tej Twojej dygresji o fajkach nie mogłam tu tego nie przytoczyć… 🙂

        Polubienie

        1. To ja do Twojej dygresji dodam moją, że tata na pewno nie wolałby, żebyś piła. Uwierz mi, widziałam ten nałóg z bliska to wiem. Natomiast dobrze, że rzuciłaś palenie. Ja też własciwie nie palę, czasem sobie zaćmię imprezowo. Mój organizm nie lubi papierosów, ja tak:))

          Polubienie

          1. Możliwe, ale tak powiedział i weszło mi w pięty, jak to się mówi. Musiałam rzucić zupełnie, bo nie umiałam popalać z umiarem. Jestem typem wszystko albo nic 🙂

            Polubienie

            1. Ja jestem tym typem z umiarem…….ale nie z własnej woli, pewnie gdyby mój organizm nie odrzucał palenia jak jakiegoś obcego tworu, byłaby nałogiem jak nic:))

              Polubienie

    1. Ja też prowadziłam pamiętnik przez cały okres liceum, kiedy zaczęłam na poważnie chodzić z moim obecnie już mężem, stwierdziłam, że nie mogę już tak otwarcie pisać, może obawiałam się odkrywania wszystkich uczuć, emocji. Byłam skryta:)

      Polubienie

  14. Witaj ! Nigdy nie pisałam pamiętnika ( może szkoda ) .Swoje emocje zamykałam w wierszach .Teraz , gdy je czytam trochę mnie śmieszą .Były takie egzaltowane , napuszone 🙂 Czasy podstawówki chyba najbardziej tkwią w mojej pamięci , bo wtedy była pierwsza miłość 🙂 Liceum to ogrom nauki i stresu ,no i studia –cudowna wolność ( czasami aż za duża 🙂 ) Fajnie ,czasem wrócić do tych czasów ,ale nauczyłam się też ,że „ważne są tylko te dni , których jeszcze nie znamy ” Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Ważne jest, żeby „tylko” wspominać, a nie rozpamiętywać. Żyć przeszłością się nie da, to znaczy można, ale co to za życie:)Ja sobie czasem lubię to i owo odświeżyć w pamięci, pooglądać stare fotografie, ale to nie jest żal za tym co było, to raczej uśmiech, że tak było:)

      Polubienie

      1. Caffe ——-też lubię tak wspominać 🙂 Przez chwilę pooddychać tamtym powietrzem i poczuć „stare” emocje 🙂 Bezcennne ! Pozdrawiam 🙂 PS.U mnie za oknami znów zima 😦 Mam dość !

        Polubienie

        1. Bo my chyba właśnie poszukujemy tych dawnych emocji, chcemy choć przez chwilę poczuć co nas wzruszało. U nas też sypie śnieg, mokry, topi się i jest ogólnie małosympatycznie:)

          Polubienie

  15. Lubię sięgnąć pamięcią do ZAPACHÓW z dawnych lat… dla Ciebie to PRADAWNE LATA.Tornister…pachniał plasteliną,kredkami woskowymi, pamiętam nieznośny zapach mleka gotowanego w kuchni w podstawówce(picie mleka dla nas powojennych dzieci było obowiązkowe…brrr,te kożuchy). Pamiętam zapach starego krakowskiego mieszkania…Zimą na kredensach panoszyły się jabłka i gruszki „zimówki”,które dawały cudowny aromat mieszkaniu… W sypialni rodziców pachniało lawendą ,która była wyłożona w szafach .Na konsoli Mamy pyszniły się perfumy i pudry w rzeźbionych szklanych i kryształowych flakonach uratowane i zaoszczędzone sprzed wojny… Te zapachy pamiętam do dziś. Długo szukałam perfum,które by tak pachniały jak te Mamusi. I znalazłam to Angel… A puder z Felce Azurra. Wystarczy mi kropla Angela lub odrobina tego pudru,żebym wylazła z najgłębszego doła!!!!!Pozdrawiam Kafejko,dzięki za ten wspominkowy post . Dobrej nocy.Petronela

    Polubienie

    1. Brydziu, takich zapachów jest sporo. Ten akurat przypomniał mi się pod wpływem zapachu papieru., Pamiętam, że zawsze lubiłam gadżety ze sklepu papierniczego, niestety za wielkiego wyboru wtedy nie było. Teraz zwykły zeszty może być oprawiony w piękną ekologiczną skórę. Ja musiałam swój pamiętnik przyozdobić tak, żeby był bardziej mój:) Wymyśliłam sobie len, który zszyłam na wzór okładki, a na nim wymalowałam konia, bo wted akurat tym się pasjonowałam:)) Miło jednak jak jakiś szczegół przypomni się pod wpływem czegoś zupełnie przypadkowego:)Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s