Plusy ujemne…

Od pewnego czasu cała Polska już wie, że istnieją plusy dodatnie i plusy ujemne:-)

Po głębokich, wielomiesięcznych rozważaniach na powyższy temat mogę z czystym sumieniem i całkowitą pewnością powiedzieć, że autor tego stwierdzenia miał rację!

Dwa lata temu wykupiliśmy jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych.

Miało być pięknie, rzeka miodem płynąca za sprawą szybko rosnącego wskaźnika notowań, oraz cudownie wyglądających rankingów.

Pięknie było przez kilka pierwszych tygodni, po czym pewnego mglistego, jesiennego poranka nastąpiło intensywne, dosyć drastyczne w skutkach BUM.

Zastanawialiśmy się nawet nad wycofaniem się z inwestycji, żeby ratować to co pozostało, ale szybko okazało się, że utopilibyśmy wtedy 50 %  naszych pieniędzy.

No więc uznaliśmy, że przeczekamy a nuż się uda odrobić straty. Właściwie to czekamy do tej pory, choć minęły już prawie 2 lata. Sytuacja wygląda tak, że po osiągnięciu pewnego dna, odbiliśmy się troszeczkę, ociupinkę, jednak stanu pierwotnego, czyli kwoty zainwestowanej na początku, nie osiągnęliśmy.

Można rozpaczać, bić głową w mur, można zadawać sobie pytanie „dlaczego my”, fakt pozostaje niezmiennym faktem. Prawie niezmiennym.

Czy w takim razie, w tej konkretnej sytuacji nie możemy powiedzieć, że to jest właśnie zdecydowanie ujemny plus? ;-))