O odpowiedzialności

Odnoszę wrażenie, że od dzisiejszej szkoły, przynajmniej tej najniższego szczebla oczekuje się znacznie więcej niż kiedyś, a już zdecydowanie więcej, niż powinno się od niej oczekiwać.

Na dzieci czyha we współczesnym świecie rzeczywiście wiele niebezpieczeństw, a uświadamianie małego umysłu tak, by mógł w tym świecie normalnie funkcjonować, nie jest łatwe. Świadomość odpowiedzialności jest ogromna, bo błąd dotyka kogoś bezbronnego, pełnego wrodzonej ufności. Może właśnie dlatego rodzice chętnie cedują niektóre obowiązki na wychowawców, szkolnych pedagogów, katechetów. Tłumaczą się zapracowaniem, zmęczeniem, różnymi okolicznościami, a tak naprawdę boją się, że nie dopatrzą czegoś najważniejszego, że ktoś, kto zajmuje się problemami na co dzień, zrobi to bardziej profesjonalnie, lepiej, nie popełni błędu.

Bo jak inaczej wytłumaczyć różne genialne pomysły edukacyjne. O niektórych pisałam we wcześniejszych notkach, jak np. lekcje masturbacji dla gimnazjalistów, jak produkcja „rozjechanych” zabawek, jak uczenie tolerancji poprzez akceptację homoseksualnych rodziców (bajeczka, która pojawiła się także w Polsce).

Teraz natomiast Hiszpania wpadła na pomysł, by wyręczyć rodziców w informowaniu własnego dziecka jak ustrzec się przed pedofilią. W trosce o małego człowieka (eksperymentalnie co prawda) w klasach uczniów od sześciu do dziesięciu lat wprowadzono pogadanki, do których punktem wyjścia stało się opowiadanie „Estello, krzycz głośniej”. Chodzi o to, by wyrobić w małym człowieku przeświadczenie, że ma prawo powiedzieć „nie” nawet temu dorosłemu, który mimo rzekomej dojrzałości, wcale nie musi być autorytetem, że należy się mu w takich okolicznościach przeciwstawić, a już na pewno należy poprosić o pomoc, gdy taki człowiek nadużywa swojej władzy.

Wszystko rozumiem, małe dzieci powinny wiedzieć o tym, że niektóre zabawy są niedopuszczalne, szkodliwe, a wina nie tkwi w nich, pedofil najczęściej wykorzystuje poczucie winy w małym umyśle.

Jednak czy to jest zadanie szkoły? Czy tego typu edukacja nie powinna zaczynać się w zaciszu domowego mieszkania, tam gdzie można opowiedzieć historyjkę delikatnie, uwzględniając wrażliwość własnego dziecka, dobierając odpowiednie słowa, przykłady. Psychologowie ostrzegają, że wystarczy nieodpowiednie podejście nauczyciela by wyrządzić krzywdę, a atmosfera sensacji i nieznany wcześniej strach zakorzeni się na długo, jeśli nie na zawsze.

A wtedy dziecko nie będzie mogło otworzyć się na inne, pozytywne zachowania dorosłych. Niektóre fobie są bardzo trudne do wyleczenia.

Pamiętacie opowieści o czarnej wołdze? Do dziś nie przepadam za czarnymi autami, przyciemnianymi szybami, może właśnie dlatego…

Trudno być idealnym rodzicem, z jego własnym bagażem doświadczeń i świadomością odpowiedzialności. Wielu nie wytrzymuje presji, nie potrafi rozmawiać z małymi dziećmi. a lęk czasem paraliżuje działania tworząc zamknięte koło. A może po prostu w przypadku nieszczęścia łatwiej mieć kogoś, kogo będzie można o wszystko obwiniać.

I właśnie dlatego, by nie dopuścić do tragedii należy samemu rozpocząć edukację własnego dziecka, zupełnie inaczej i niezależnie od tej pobieranej w szkole.

43 myśli w temacie “O odpowiedzialności

  1. Powiem krótko:tu jest prawda.Szkoła WSZYSTKIEGO nie załatwi,rodzice są przede wszystkim odpowiedzialni za swoje dzieci,szkoła ma wspomagać,a nie przejmować ich rolę.Wiem co mówię,pracowałam na tym najniższym poziomie…i na różne rzeczy natykałam się w międzyczasie… Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Może to dzisiejsze społeczeństwo nauczyło się, że za wszystko można zapłacić, także za wychowanie dziecka…..a tutaj niestety nie można pominąć roli rodzica.

      Polubienie

  2. Nikt nie zwalnia nas z odpowiedzialności edukowania dziecka. Szkoła to tylko wiedza, ‚życie i inne szkodliwe sytuacje’ – to już praca dla rodziców.

    Polubienie

    1. Ja też myślę, że rodzic nie może unikac odpowiedzialności. To jest ten bagaż, który przyjmujemy decydując sie na rodzicielstwo. Fakt, że nie wszyscy robią to świadomie.

      Polubienie

  3. Rodzic nie wie, co jest tematem w szkole (wychowawczym tematem) a w szkole nie wiedzą, o czym gada się w domu. Wieża Babel języków, problemów…Najczęściej przemilczanych….

    Polubienie

    1. No tak Tomek, ale o ile szkoła może nie wiedzieć co się dzieje w domu, o tyle rodzic powinien wiedzieć, co się dzieje w szkole. Tymczasem to prawda, że nie wszyscy wiedzą, nie wszyscy mają czas. Nawet nie krytykuję tego zabiegania dzisiejszych rodziców. Bardziej byłabym skłonna krytykować ten system, który każe rodzicom pracować jak szaleni.

      Polubienie

  4. Witaj Caffe, zastanawiam się nad tym, czy jednak tłumaczenie małemu dziecku pedofilii jest w ogóle dobrym pomysłem. Z jednej strony, to na pewno rodzic powinien nauczyć dziecka braku zaufania do obcych, ale i rodzic, czy członek rodziny jest często tym, który krzywdzi. Pedofile to ludzie z bliskiego otoczenia, może więc jednak jakieś lekcje w szkole, to nie taki głupi pomysł, biorąc pod uwagę, że nie zawsze edukację przeprowadzi się w domu. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. No właśnie to mnie nurtuje, czy szkoła, czy jednak rodzic? Ja uważam, że chyba jednak rodzic. Zresztą każdy dorosły mając wiedzę o pedofilii, o tym kto inicjuje ten zły dotyk (i nie tylko przecież), powinien być ostrożny nawet w kontaktach z własną rodziną, powinien dostrzegać więcej, zanim powierzy własne dziecko pod opiekę, pownien ten fakt przemyśleć milion razy a potem, po każdym takim kontakcie dziecka z kimś, pytać, w sposób delikatny dowiadywać się co dziecko robiło będąc pod opieką takiej osoby. Nie wiem czy można coś wywniowskować, ale chcę wierzyć, że czujne oko mogloby wypatrzyć odchylenia. Gorzej jeśli od razu dojdzie do tragedii. Zresztą, mówiąc szczerze, to jest naprawdę trudny temat, a ostrożność wobec wlasnej rodziny też nie może przerodzić siię w jakąś psychozę.

      Polubienie

      1. drogie mamusie ,a po co mówić , ostrzegać dziecko używając określenia pedofil czy dokładnie opisywać na czym takie czynności polegają,,,wystarczy ,że -powiemy dziecku ,jak należy zachowywać się względem osób obcych ,pijanych ,że takie osoby mogą zrobić krzywdę ,że będzie to bardzo bolało ,że może być siniak ,że może lecieć krewka i w ogóle będzie ała ,ała używać takich określeń ,jakie dziecko rozumie a ból skojarzy z takimi przykrościami jakie doznało podczas, upadku w trakcje zabawy. Tak gdy dzieciątko jest małe takie kilkuletnie, gdy mały wędrowniczek ma ochotę na ”samodzielne zwiedzanie świata”, wtedy bardziej pilnuje się rodziców. A względem starszych ,można na tyle ”odkrywać prawdę ” na ile mamy pewność ,że nas zrozumie co chcemy mu przekazać o złych ludziach , złych zachowaniach i złym dotyku,

        Polubienie

  5. Caffe pamiętam, ze mojemu synowi tłumaczyłam ten temat, licząc się nawet z tym, ze niektórzy dorośli uznają go za źle wychowane dziecko, które nie chce obcemu dorosłemu pomóc.

    Polubienie

    1. Rodzic świadomy i kochający swoje dziecko ,zawsze znajdzie czas na uświadomienie własnego dziecka .Nauczy je ,ze dorosły człowiek może być zły ,może zrobić krzywdę.Sama uświadamiałam swoje dzieci na każdy temat . Intuicyjnie wiedziałam w jakim okresie życia dziecka jaki temat poruszyć i jak zrobić to delikatnie ,mądrze ,skutecznie.Czasem dzieci same zadawały pytania.Odpowiadałam w sposób ,aby ciekawość dziecka zaspokoić ,takim przekazem informacji na ile to w danym wieku dziecka ,było konieczne,I twierdzę jedno dzieci wcale nie zadają trudnych pytań ,to dorośli mają problem z właściwą odpowiedzią,,,,,:-)))bo za dużo wiedzą , a odpowiedz na pytanie skąd się biorą dzieci,trzeba dostosować do poziomu móżdżku ,w którym pytanie powstało 🙂

      Polubienie

      1. Aga-xy -poruszyła temat tz. pomocy dorosłym ,,,uczyłam dzieci podobnie,,,,,po to aby dziecko nie zostało wyprowadzone w niebezpieczne,ustronne miejsceod pomocy dorosłym ,są dorośli- tak były uczone.Ponieważ dzieciństwo i młodość mieszkałam w uzdrowisku ,różnej maści zboczeńców był pełno .Naukę mamy pamiętam do dziś,,,raz powiedziała ,nie chodz chodnikiem ,tak blisko zarośli -jeżeli idziesz wieczorem i ulica jest pusta to idz ulicą ,zawsze będziesz miała parę sekund na reakcję ,ucieczkę. DO DZIŚ TAK CHODZĘ I MOJE DZIECI TEŻ Z DALA OD KRZAKÓW,,,,, Coś musiało być na rzeczy ,bo już od dawna wycinane są wszystkie krzaki w zdrojowym parku

        Polubienie

        1. To prawda, tylko zobacz do czego to doprowadza, że uczy sie dzieci żeby nie byly uczynne, żeby nie pomagały tym, którzy mogą tej pomocy potrzebować. Mnie to nie dziwi, mnie to wszystko przeraża.

          Polubienie

          1. Na przykładzie mojej rodziny i mojego wychowywania powiem tak .Dzieci wyrosły szczęśliwie bez przykrych doświadczeń,są bardzo uczynnymi ,dobrymi ludżmi zamożnymi -potrafiącymi dzielić się tym co mają,,,Jedno mając swoje dziecko ,adoptowało dwoje dzieci z domu dziecka ,,,drugie jest dużo młodsze ,ale jest cudownym rodzicem dla swojego maleństwa, TO MOJE DZIECI SPEŁNIAJĄ MARZENIA CHORY DZIECIACZKÓW ,GDY TYLKO PRZECZYTAJĄ W GAZECIE,NAWET ktoś płakał,że go okradli ,moje dorosłe dziecko ,całą ukradziona kwotę kilkuset złoty dało pokrzywdzonej osobie.Tak jestem dumna ze swoich dzieci ,tak jak każda matka i babcia , bo wnusie też zapowiadają się nieżle,,,Są moją radością życia ,dla nich żyję.Zdaję sobie sprawę ,że nie wszyscy rodzice maja tyle szczęścia co ja,bo to ,że dziecko zeszło na manowce ,często jest dla nich szokiem ,,,,tak się starali ,żeby zapewnić im byt,aż po drodze do kasy zgubili własne dzieci !O patologi nie wspomnę,,,,,,,,,bo nic nie jest regułą i wszędzie zdarzają się wyjątki – pozytywne i negatywne,,, Dając miłość i szacunek dzieciom ,owocuje to najczęściej miłością i szacunkiem obie strony

            Polubienie

            1. Wiesz, fantastycznie jest czytac takie komentarze. Bo zobacz, jesteś wygrana. Nie ważne co się wydarzyło, Ty – Matka, jesteś osobą wygraną! 🙂

              Polubienie

  6. Czasami latwo sie o tym mowi ot tak po prostu. O wiele trudniej jest rozmawiac i dobierac owe slowa zeby zostaly dobrze odebrane przez maly umysl… Chyba trzeba zaczac od poczatku mowi do dziecka a pozniej z dzieckiem. Niestety tego sie musi nauczyc kazdy z nac oddzielnie

    Polubienie

    1. Myslę, że jeśli od początku rozmawiamy z własnymi dziećmi to taka rozmowa nie sprawia trudu. A słowa przychodzą same. 🙂

      Polubienie

  7. Nawet by móc zostać fryzjerem, kucharzem … trzeba skończyć jakąś szkołę , nabyć praktycznych umiejętności. Bycie rodzicem to najtrudniejszy ,,zawód” świata. Paradoksalnie nie potrzeba do jego wykonywania żadnych uprawnień. Wystarczy umiejętność spłodzenia potomka. Ktoś, kto sobie to uświadomi może zrobić dwie rzeczy : zacząć się uczyć lub spychać odpowiedzialność za wychowanie własnych dzieci na innych. Wybór którejś z tych postaw jest często wypadkową istniejących możliwości lub ich braku. Z doświadczenia wiem, ż ejeśli rodzice mają możliwość doskonalenia swoich umiejętności wychowawczych robią to chętnie i z poświęceniem. Trzeba te możliwośc im tworzyć. To bezradność wobec trudnośći i brak umiejętności powoduję u sporej grupy rodziców ucieczkę ,, w nieodpowiedzialność”. Takie są moję spostrzeżenia w tym temacie. Pozdrawiam serdecznie. alw

    Polubienie

    1. Bycie rodzicem jest trudne, odpowiedzialne i rzeeczywiście czasem chciałoby się zapisać na kurs rodzicielstwa, tylko że takich nie ma. To znaczy bywają porady, bywają spotkania z psychologami, ale to i tak nie zmienia faktu, że każde dziecko jest inne. Taką wiedzy musimy więc zdobywać sami.

      Polubienie

    1. To prawda, tak byłoby idealnie. Poza tym zawsze trzeba pamiętać, że to nasze dziecko, to my je wychowywwaliśmy, przecież nie uczyliśmy złych rzeczy. Teraz pora na zaufanie i wiarę, że będzie dobrze:) Kredyt zaufania…ale też pewien margines który pozostawiamy swojemu instynktowi.

      Polubienie

  8. Kluczem do sukcesu jest rozmowa , odpowiadanie nawet na bardzo intymne pytania ( oczywiście w odpowiedni sposób ) .Ja już przerabiałam naprawdę trudne tematy:) Ale rozmawiam , bo chcę żeby wszystkiego dowiedzieli się ode mnie i mieli do mnie zaufanie 🙂

    Polubienie

    1. Ja też rozmawiałam z dziećmi, zawsze starałam się odpowiadać nawet jesli to temat był trudny. A przecież takich tematow jest mnóstwo i to nie tylko te dotyczące seksu:) I myślę sobie, że najważniejszy dla rodzica powinien być fakt, że dziecko przychodzi. Jeśli przestanie przychodzić do niego, będzie szukać wiedzy gdzie indziej. Bo gdzieś tę wiedzę musi przecież zdobyć:)

      Polubienie

      1. Jeżeli przychodzi , to ufa i wierzy ,że odpowiem .Jeżeli przestanie ,trzeba zastanowić się dlaczego i popracować nad sobą .Ps. Tematy trudne to oczywiście nie tylko seks .Rozmawiam na każdy , jeżeli pojawi się pytanie lub coś mnie zaniepokoi w zachowaniu chłopaków Tylko ja z Nimi rozmawiam ,mąż po pierwsze nie potrafi , po drugie -nie nadaje się do tego .Niestety .

        Polubienie

        1. Bo najważniejsze jest, żeby nie wyśmiać nawet najmniejszego problemu. A przecież to co dla nas jest drobiazgiem, dla dzieci urasta do rangi ogromnego problemu.

          Polubienie

          1. Właśnie tak .Trzeba traktować dzieci poważnie ,mądrze ,starać się patrzeć na świat ich oczami .Trudne , ale możliwe 🙂 Pozdrowienia 🙂 Ps. Podstawą ( jak we wszystkich relacjach międzyludzkich ) jest szacunek i akceptacja osoby , co oczywiście nie wyklucza nazywania złego zachowania -złym zachowaniem .Myślę , że w ten sposób można wychować świadomych swojej wartości ludzi , którzy asertywnie będą podchodzić do innych ludzi .Mam przynajmniej taką nadzieję 🙂

            Polubienie

            1. A potem, kiedy dorasną, a raczej kiedy dorastają muszą czuć, że są partnerami w rozmowie. Dopiero wtedy się otworzą, inaczej uznają, że nie ma sensu się zwierzać.

              Polubienie

              1. Zgadzam się 🙂 Bo jak tu się zwierzać , gdy ktoś wyśmiewa nasze problemy , gdy powtarza -„przecież nic się nie stało ” Jeżeli młody człowiek mówi,że coś się stało -to znaczy ,że tak jest .Tylko tyle i aż tyle 🙂

                Polubienie

                1. Poza tym, to skutkuje tylko jednym, na drugi raz dziecię się po prostu nie zwierzy…..,chyba że komuś akurat na tym zależy.

                  Polubienie

    1. Dlatego nie wolno cedować swoich obowiązków na cudze barki i zawsze pamiętać, że szkoła ma uczyć i owszem pomagać w wychowaniu, ale nie zastępować rodzica.

      Polubienie

  9. Nie mam dzieci, wiec też trudno mi sie na ten temat wypowiadać, ale temat ważny to i swoje 3 grosze chcę dorzucić 😉 Jest jeszcze inna kwestia uświadamianie i „edukacja” dziecka poprzez kolegów oraz internet. Jeszcze zanim rodzice pomyślą, że to pora na rozmowę z dzieckiem na te trudne tematy. A to chyba może wyrządzić dziecku krzywdę na psychice jeszcze bardziej ze względu na nierzetelność lub zbyt wczesne zapoznanie z tym tematem.

    Polubienie

    1. Trochę może na początku pomóc filtr rodzinny, ale najważniejsza jest jednak czujność rodziców i nie pozostawianie dziecka samemu sobie.

      Polubienie

  10. Wiesz, jest takie hasło – kluczyk jak „indywidualizacja podejścia”, „indywidualizacja nauczania”; szkoła, nauczyciele mają go przestrzegać. Tylko – do licha – jak zindywidualizować taką pogadankę, kierowaną jednocześnie do trzydzieściorga dzieci?? Czyli zgadzam się z tym, co piszesz.

    Polubienie

    1. Indywidualizacja jest rzeczywiście fantastycznym wymysłem, ale jak zwykle na tym się kończy, bo rzeczywiście klasy są liczne. Zawsze takie były, nawet niż demograficzny nie zmienia tego na tyle, by można bylo z czystym sumieniem twierdzić, że mamy czas dla każdego dziecka. I o ile przekazując wiedzę z matmy można ryzykować, można eksperymentować, a tyle te „inne” eksperymenty mnie trochę przerażają.

      Polubienie

      1. Ryzykować można tam, gdzie rzecz można poprawić – w przypadku szkoły, ale to, co dotrze z takich treści, poprawić się już nie da, tym bardziej, że dziecko przetworzy sobie na swój sposób. Poza tym u niektórych jest już „po ptokach”, niektórzy są z kolei zbyt niedojrzali, a każdy wymaga innego podejścia, doboru słów oraz chwili. Dlatego potwierdziłam to, co sama powiedziałaś – rodzice lepiej wiedzą kiedy i jak. Widzą, czy trafia, czy przerwać, jakie wywołuje skutki, co należy skorygować.Pogadanka jedna w jednym momencie do wszystkich wyrządzi wiele złego u niektórych, a niewiele dobrego u pojedynczych. Według mnie w tym wypadku należy patrzeć na te złe i to głównie ich unikać – więc nie ta forma zdecydowanie.

        Polubienie

        1. Ja tez myślę, że na dzieciach, na ich psyche lepiej nie eksperymentować. Może sie to skończyć źle. Co innego eksperymenty dotyczące nauczania. Wtedy jeśli się cos nie uda, po prostu nauka rozciąga się w czasie, ale nie powoduje zaburzeń. Czemu dorośli ludzie tego nie wiedzą?

          Polubienie

  11. Myśle, ze masz rację Caffe. Kształtowanie bardzo małego człowieka powinno się odbywać w domu rodzinnym. Bywają wprawdzie sytuacje, w których dziecko wymaga innego środowiska niż dom rodzinny (np. wspólne zabawy, paca w gronie rówieśników nie może być zastąpiona podobnymi zabawami i pracą w sytuacji, gdy dziecko pozostaje jedynie z osobami starszymi, ba, znacznie starszymi od siebie. Prowokowanie sytuacji eksperymentalnych może często doprowadzić tzw. wylewania dziecka z kąpielą. Przy okazji nauczania pewnego pożądanego zachowania, prorokuje się stany lękowe, apatię bądź też zakłóca się potrzebę bezpieczeństwa.Teraz troche z innej beczki. Pewnie tego nie pamietasz, ale w czasie rodzenia się Solidarności i później w dobie stanu wojennego odbywało się w kraju mnóstwo strajków – później manifestacji. Również na stadionach piłkarskich zaczęto manifestować swój sprzeciw wobec dawnego systemu. Przeradzało się to później w bójki z milicją o skali uprzednio nieznanej. Pamiętam, że wtedy środowiska opozycyjne nie były przeciwne tego typu protestom, które jednak, w nieco zmotyfikowanej, bezideowej formie pozoistały do dzisiaj. I dzisiaj ci, kórzy uprzednio zachwycali się walkami z milicją młodych ludzi, sprzeciwiają się działalnością „kiboli”. Przykład ten obrazuje jak łatwo można zaszczepić i podsycić negatywne zachowania tłumu, kierując sie początkowo „dobrymi intencjami”,pozdrawiam

    Polubienie

    1. Myślę, że to zaszczepianie spowodowane jest tym, że zostało zagubione jakieś odgórne, jednomyslne pojęcie dobra. Następiły prawdy nasze i wasze, relatywizm nie tylko moralny, stąd takie sytuacje, o których piszesz. A przecież dzieci na to wszystko patrzą i już te najmłodsze kodują nawyki, swoje lub dorosłych, na których patrzą.

      Polubienie

  12. Witaj Caffe, te maluchy to potomstwo pokolenia wychowanego z kluczem na szyi. Większość tych rodziców sama niewiele wyniosła z domu, więc może nie tyle boją się,że coś przeoczą, ale raczej nie mają często bladego pojęcia co , jak i kiedy mają swym dzieciom przekazać, stąd też po prostu dawne obowiązki wychowawcze rodziców spadają wpierw na przedszkole, potem na szkołę. Czy wiesz,że byłam jedną z nielicznych matek, która uświadamiała swą córkę gdy ta miała lat 8 lub 9 lat? Inne panie twierdziły,że ….wstydzą się. Gdy była młodsza nauczyłam ją, by omijała pijaków na ulicy, nie brała niczego od osób nieznajomych, niezależnie od ich płci.Bo ja to wszystko wyniosłam z domu, poza tym sporo czytałam nt. wychowywania dziecka. A komu dziś się chce zadawać sobie tyle trudu?

    Polubienie

    1. W dodatku jesli nawet próbuje się dziecku coś przekazać, to okazuje się, ze ono już tę wiedzę ma…..ze szkoły, z podwórka. Tylko jest to wiedza wzbogacona o te wszystkie treści naddane, podana często w sposób niezbyt delikatny i jednostronny, często zupełnie źle zinterpretowane.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s