Ze spaceru….

Na poranny spacer z psem chodzę najczęściej tą samą, kameralną uliczką, gdzie jest trochę cienia, trochę słońca i uśpiony, wakacyjny nastrój.

Zwykle o tej porze kamienice jeszcze milczą, zatopione w nocnych marzeniach, jakby ich mieszkańcy żyli zupełnie innym rytmem, odmiennym od pulsującego intensywnie rytmu wielkiego miasta.

Ale dzisiaj, w jednej z kamienic, zobaczyłam ożywienie, ktoś wynosił stoły, ktoś sprzątał dokoła posesji, ktoś inny wchodził obładowany siatkami.

Jednak to, co rzuciło mi się w oczy od razu, to radość. Ludzie krzątający się tam byli zadowoleni i uśmiechnięci, żartowali ze sobą.

To był ośrodek dla osób uzależnionych, albo grupa wsparcia dla tych, którzy wyszli z nałogu. Nie wiem, szyld informował tylko o walce z nietrzeźwością. Od razu pomyślałam, że prawdopodobnie tą pierwszą, najtrudniejszą walkę z własnym nałogiem mają już za sobą.

Wolę tak myśleć i zacząć wierzyć, że jest to w ogóle możliwe, wbrew wiedzy, którą mam z obserwacji kogoś znajomego.

Zawsze sobie wyobrażałam, że najlepszym miejscem do tego, by podjąć walkę z nałogiem, jest ośrodek poza miastem, gdzie można uprawiać ogródek, kosić trawę, zbierać owoce. Taka trochę rolnicza praca odrywająca od obsesyjnego myślenia. Zmiana otoczenia z prozaicznego na sielankowe chyba ułatwia, człowiek odrywa się od codzienności i codziennych przyzwyczajeń. Odrywa myśli od tego, co tkwi w głowie już głęboko zakorzenione i przez to samo, choćby w małym stopniu, przywraca równowagę. Tymczasem równie fajny kącik można urządzić w środku miasta, jeśli wszelkie administracyjno – organizacyjne kwestie zostaną dopełnione. Powstaje miejsce i klimat do tego, bo chcieć porozmawiać o słabościach, otworzyć się na siebie i na innych, podjąć trud.

Ale ja właściwie nie o tym…..

Uświadomiłam sobie, że radość tych ludzi jest podwójnie ważna i wartościowa, ona daje szansę przeżywania tej samej radości wielu innym, będącym gdzieś w tle: żonom, mężom, matkom, dzieciom, bliskim.

Bo ta pierwsza radość jest jednocześnie dawaniem nadziei, bez niej nie powstanie druga, a dopiero obie, splecione, stanowią fundament przyszłego, lepszego życia.

44 myśli w temacie “Ze spaceru….

  1. Tak,masz rację,ale…tak sporadycznie się to udaje połączyć…P.S.Ojjjj,działo się tu u Ciebie,działo!!!!!1 Gratuluję nerwów niemalże ze stali,rozsądku poczucia humoru,co jak widziałam,nie wszyscy są w stanie zauważać…:)))))))))) Pozdrawiam!!!

    Polubienie

    1. Kiedys słyszałam fajny tekst, dotyczący dwojga ludzi będących w związku, małżestwie, jak zwal tak zwał:”Kłopoty dziel na dwa, a radości mnóż przez dwa” – tak najlepiej:))

      Polubienie

  2. Wiesz, Caffe, znam tez takie miejsce, taki ośrodek, nie miejski wprawdzie, lecz taki poz miastem, usytuowowany w odnowionym dworku w parku…. i też widziałem uśmiechnięte buzie, lecz był to uśmiech przez zaciśnięte zęby … nie jest tak łatwo tam,pozdrawiam

    Polubienie

    1. Podobno wszystkie nasze problemy można wyczytac w naszych oczach. Może właśnie dlatego, nawet jeśli już jest radość, to oczy pozostają smutne.

      Polubienie

  3. W tym wszystkim zastanowił mnie (nie po raz pierwszy) problem radości. Spójrz, ci ludzie, o których piszesz, utracili wiele, sięgnęli dna, a dziś potrafią podwójnie się cieszyć. Ja nigdy nie utraciłam tak wiele, a jednak często brakuje mi poczucia szczęścia czy chociażby prozaicznego zadowolenia z jakiegoś miłego drobiazgu. Staram się dopiero nauczyć znajdować to w sobie.Jeżeli się nie pogniewasz, zostawię zaproszenie i adres: http://www.bezdomnej.blog.onet.plno i pewnie zagnieżdżę się tutaj, jeśli pozwolisz.

    Polubienie

    1. Hej, bardzo mi miło, że spodobało Ci się u mnie. Oczywiście zapraszam, kiedy tylko masz ochotę zajrzeć:)))A problem radości, to w ogole bardzo złożona sprawa. Podobno dopóki człowiek potrafi się cieszyc z drobiazgów, nie jest z nim źle. Ja to jeszcze potrafię, ale jednocześnie bywa, że czuje się bardzo samotna i nie wynika to wcale z braku bliskich. To coś, czego nie potrafię do końca nazwać, ale wiąże się ze zmianą pracy, miasta, miejsca, o którym nawet dawniej nie wiedziałam, że tak bardzo kocham. Teraz wiem, ale teraz nie można już powstrzymać tej machiny, którą ja sama uruchomiłam, co prawda nie z własnej „winy”, ale jednak ja byłam pierwsza.Pozdrawiam i zaraz do Ciebie zajrzę:)

      Polubienie

  4. Każdą walkę trzeba najpierw stoczyć w sobie .Dopiero potem można czerpać dodatkowe siły od innych .Bo prawdziwa moc tkwi w naszych głowach 🙂 Pozdrowienia 🙂

    Polubienie

    1. Ja nie wiem czy zawsze tylko tak, bo przecież alkoholika czasem zmusza do zrobienia pierwszego kroku rodzina, często, kiedy jest z nim bardzo źle. Dopiero potem, on sam, może już świadomie, podejmuje się dalszej walki, albo wraca do nałogu. Ale rzeczywiście zawsze musi dojść do podjęcia własnej decyzji. Bez tego się nie da.

      Polubienie

      1. Nikt nie zmusi alkoholika do leczenia .Rodzina nie ma dla niego znaczenia ,liczy się tylko picie .Musi sam chcieć .Jeśli nie zechce nie ma szans na nic .Zaczyna się od uświadomienia ,że jest się alkoholikiem ,a Oni nie przyjmują tego do wiadomości .Wiem .

        Polubienie

        1. Oczywiście, że musi sam chcieć, mi chodziło raczej o to, że w tej pierwszej fazie, alkoholik czuje się bardzo źle i na początku zgodzi się na wszystko, przytaknie nawet rodzinie, która będzie chciala mu pomóc. Ale kiedy już minie kryzys, czyli te pierwsze dni po najgorszym zatruciu organizmu, ten człowiek musi sam sobie postawić pytanie :”co dalej?”. I jeśli będzie chciał się leczyć, ma szanse. Jeśli nie, nikt go nie zmusi.

          Polubienie

            1. Na szcvzęście tak i nie ważne czy wynika to z charakteru, czy z okoliczności. Mojemu znajomemu brakuje silnej woli, bo wiem, że rodzina wielokrotnie próbowała go namawiać do leczenia, godziła się na wspólną terapię. Szkoda.

              Polubienie

  5. Jestem nałogowcem – palę. A, to również nałóg. Wiem, że mi nie wolno, jednak popalam po kątach. Pod tym względem jestem słaba. Wiem też, że zmiana otoczenia (nawet, ta chwilowa) dobrze robi w walce z nałogiem. Rodzą się w człowieku wielkie postanowienia i oczekiwania, nawet te, od samego siebie. Tylko, że… wiele z tych postanowień, twardych postanowień i oczekiwań pęka, jak bańka mydlana z czasem, w zetknięciu się z rzeczywistością, w zetknięciu ze środowiskiem, itd… Mało jest ludzi, którzy wychodzą z nałogu całkowicie. Nawet się zastanawiam, czy w ogóle z nałogu można wyjść całkowicie. :)) ciepło pozdrawiam…

    Polubienie

    1. Mamy tu,w blogowisku człowieka, który wie na ten temat bardzo dużo. On twierdzi, że uzależnionym pozostaje się całe życie. Najpierw się po prostu jest uzależnionym praktykującym a potem uzależnionym, który walczy. Więc albo pije albo już nie. Coś w tym rzeczywiście jest, bo psychikę trudno oszukać.

      Polubienie

      1. Też tak myślę. Kilka lat temu rzuciłam palenie. Powód tego był dla mnie wówczas baaardzo ważny. Po mniej-więcej roku, kiedy to już nie czułam żadnych ciągotek do dymka, chciałam spróbować – jak będzie mi papieros smakował? Wcale nie smakował, był okropny. Ale, lawina poszła w dół. Palę do dziś. :/

        Polubienie

        1. Czyli Alw ma rację!! Nałóg jest nawet jeśli się z nim zrobi porządek. Trzeba być czujnym i kontrolować własne odruchy, pragnienia. Podświadomość tylko czeka na pożywkę.

          Polubienie

  6. Przykre jest to, że ludzie z reguły nie chcą, by w pobliżu miejsca ich zamieszkania był taki ośrodek. Oczywiście jest to jakoś zrozumiałe, ale z drugiej strony… Zadałam sobie pytanie, czy ja bym chciała, czy zgodziłabym się, by w pobliżu mojego miejsca zamieszkania powstał taki ośrodek. Odpowiedziałam sobie – siłą rzeczy – teoretycznie, ale miałam okazję zweryfikować tę teorię w praktyce. W pobliżu mojego (ówczesnego) domu powstał ośrodek dla bezdomnych, mimo protestów niektórych osób. Z czasem ‚wrósł’ on w środowisko. Ja też nieraz odwiedzałam tych ludzi. Są naprawdę wspaniali – i jakoś szczęśliwi. Są wolni. Ale i tęsknią. Coś za coś…

    Polubienie

    1. Myślę, że łatwiej się zgodzic na ośrodek dla bezdomnych czy alkoholików, tu wszystko jest jasne i nie ma strachu, gorzej z narkomanami i trudną młodzieżą. Ta druga grupa bywa nieobliczalna, dlatego budzi lęk. Zresztą zauważ, że wiele negacji w naszym świecie bierze się ze strachu. Takie są czasy, dochodzi do tego brak zaufania, który tylko pogłębia niechęć.

      Polubienie

  7. Myślę, że taka grupa wsparcia ma różne osrodki. Zapewne ma i takie, o których mówisz, gdzie zapenia się pewne odosobnienie i odcięcie od swiata. To przydaje się w pierwszej fazie leczenia. Ale ten w mieście tez jest potrzebny – bo alkohlikiem, nawet niepijącym, jest się już do końca zycia i dlatego trzeba się regularnie spotykać, aby się wzajemnie wspierać i podbudowywać dzien po dniu. A każdy ma przeciez chwile słabości, załamania – musie mieć doką się udac ze swoim problemem.

    Polubienie

    1. Masz rację, to tak jak z nawykiem zaglądania do internetu. Jak jestem w domu – to go mam, jak wyjeżdzam gdzieś, gdzie nie mam łącza, nie mam też nawet tej chęci, czy może ciekawości, co się dzieje w tutaj. A może nie mam, bo wiem, że jak wrócę to „narobię” zaległości:)

      Polubienie

  8. Nie wiem czy w miescie>_ kiedys przerabialem to z osrodkiem dla bezdomnych,,. Miejscowi stawiali okonia… Dlatego lepiej na pustkowiu…

    Polubienie

    1. Wiem o czym piszesz, na moim starym osiedlu, gdzie wczesniej mieszkałam, powstał ośrodek dla trudnej młodzieży. Ludzie go zbojkotowali. Strach ale też autentyczne wybryki tej młodzieży, która zanim dotarła do ośrodka, po drodze dewastowała okoliczne działki. Także rzeczywiście, poza miastem po pierwsze tej młodzieży nic głupiego nie kusi, po drugie, nie ma sąsiadów.

      Polubienie

  9. Zmiana otoczenia, rutyny – tak. Nawet kiedy rzucałam palenie, starałam się jak najwięcej czasu spędzać nad wykonywaniem czynności, podczas których nie paliłam, bo sprzężenie tego było najtrudniejsze do przezwyciężenia. A co dopiero alkoholizm czy narkomania.Zwycięstwo odniesione nad samym sobą – to dopiero radość wewnętrzna…

    Polubienie

    1. Musi być ogromna bo przezwyciężyło się własną słabość. Każdy krok dodaje sił, ale też jest to ciągle krucha droga. Ja mam do przezwyciężenia dużo mniejsze problemy, a bywa trudno.:)Jak było nad morzem??? Pogodę miałas piękną!!

      Polubienie

      1. Nad morzem jak zwykle było cudnie, ale pogoda… starałam się znaleźć plusy, że się tak wyrażę;-)) Trzy tygodnie, a głównie deszcz;-) Dobrze, że byłam w ośrodku, gdzie jest mnóstwo zajęć, bo gdybym tam jechała głównie plażować, to przyszłoby się załamać;-)Jeśli nie wierzysz, Rychoc powinien potwierdzić;-)Aż trudno uwierzyć, bo u nas cały czas skwar i palące słońce…

        Polubienie

        1. Naprawdę???? No właśnie z powodu tego skwaru u nas, myślałam, że nad morzem też było pięknie. Rzeczywiście nie patrzyłam na pogodę całego kraju. W naszej części było cudnie, a jeden tydzień to aż do przesady, pogoda po prostu męczyła. Upał i wilgoć. Jakaś Afryka po prostu:)) Ale powiem Ci, że ja lubię jak na wyjeżdzie trafiają sie takie deszczowe dni, można wtedy poczytać, odpocząć, pod warunkiem, że nie przeważają….

          Polubienie

  10. Nawet nie wiesz jak bardzo ucieszył mnie ten post. Ja wiem, co znaczy odzyskać radość i sens istnienia. Znowu być. Dla siebie i innych. Dziękuję

    Polubienie

    1. Alw wiesz, że pisząc notkę zastanawiałam sie jak Ty to skomentujesz:), czy potwierdzisz moje słowa, czy może coś sprostujesz. Cieszę się, że wiesz co czują osoby opisane przeze mnie, bo to jeszcze utwierdza w przekonaniu, że można, że warto.Dla bliskiej mi osoby, która ciągle tkwi w nałogu jest już za późno na leczenie. Na wszystko. Dlatego tak mi żal, że się nie udało, a mogło i jednocześnie cieszę się, że udaje się innym. Pozdrawiam serdecznine:)))

      Polubienie

      1. Miałem znajomego( juz nie żyje) Kostka, który zaczął trzeźwieć gdzieś około 70 ki po śmierci żony. zył jeszcze kilkanaście lat. Zawsze mówił, ż edopiero jak przestał pić zobaczył piękno świata i wartość życia. często przywołuję jego przykład tym, który mówią za późno, już nie warto, nie mam po co. Tak naprawdę watro zawsze. Oby tak się stało i z Twoim bliskim. Życzę z serca. alw

        Polubienie

        1. Ja wiem, że warto, w każdym momencie życia warto, mi chodziło raczej o to, że może już nie zdążyć skosztować tego piękna. Jest nineuleczanie chory.

          Polubienie

  11. Witaj! Chcesz dowiedzieć się wszystkiego o modzie? kosmetykach? urodzie? makijażach? ubraniach? shoppingu? Odwiedź naszego bloga peculiar-stylist.blog.onet.pl i znajdź najmniejsze tajniki dzisiejszej mody! ZAPRASZAMY! (z powodów, że blog jest nowo, co powstały na razie zostały opublikowane 2 posty, które mam nadzieję, że się spodobają!!)

    Polubienie

  12. Może nie jest ważne do końca gdzie. Ważne, że zmienili otoczenie, że mogą się cieszyć dniem z osobami z podobnymi do nich problemami, że mają warunki ku temu, by walczyć. Pierwszy krok zrobili: zechcieli, a to jest chyba w tej walce najważniejsze. Większość uzależnionych upiera się przy tym, że uzależniona nie jest i że nie potrzebuje żadnej pomocy. Miłego dnia, Caffe :))

    Polubienie

    1. Rzeczywiście chyba taki naprawdę pierwszym krokiem jest przyznanie się przed sobą, a zaraz potem przed najbliższymi. Jeśli to się stanie, to reszta jest o wiele łatwiejsza. Nie łatwa, ale trochę łatwiejsza. Chociaż wiem, że deklaracje pomocy od najbliższych nie zawsze są wystarczającym bodźcej. Czasem rodzina w ten sposób osiąga zupelnie odwrotny skutek.

      Polubienie

  13. Odosobnienie o tyle jest wg mnie niezbędne, że odcina się o środowiska, w którym się w uzależnienie wpadło. Chyba ciężko byłemu narkomanowi chodzić po deptaku, gdzie go rozpoznają dilerzy i proponują działkę w promocji. Chyba nie ma sensu, żeby były (wiem, wiem, Alwie, nie ma „były”, ale dla mnie jest) alkoholik zachodził do baru pogadać z dawnymi kumplami. W „Dzieciach z dworca Zoo” bohaterka zmieniła miasto, a i tak jakoś ją znaleźli. Z drugiej strony w końcu musi nadejść moment, że trzeba zmierzyć się ze światem. Może to właśnie jest taki dom, dla ludzi, którzy już poradzili sobie ze sobą, teraz muszą podjąć wyzwanie powrotu do życia pełną gębą.

    Polubienie

    1. I ja tak myślę, musi być coś co ułatwi pierwszy krok, a kumple od butelki nie pomogą. Dlatego właśnie raczej pomyślałam o grupie wsparcia, nie wiem tylko, czy i do niej nie przyłącza się od razu. Pewnie psychoterapeuta doradza co i kiedy robić. „Dzieci z dworca zoo” czytałam i powinny ją czytać wszystkie dorastające dzieciaki. Tylko, że o ile w książce nie było jakiegos konkretnego ważnego powodu, dla którego dziewczyna zaczęła brać, o tyle dzisiaj psychika młodego człowieka nie wytrzymuje presji społeczeństwa, wyścigu szczurów, tego że coś trzeba mieć, zaraz, natychmiast i z każdym dniem coraz bardziej. Jeśli do tego dołożymy jeszcze życiowe tragedie, jakieś rodzinne problemy…..pojawia się niewesoły obrazek współczesności. Dorosły czasem nie podoła, a co dopiero nastolatek.

      Polubienie

  14. I ja zawsze myslalam ze miejsce takich osrodkow jest z daleka od miast i pokus, wsrod przyrody i szansa na obcowanie z nia i wiele spokoju. To co opisalas jest bardzo budujace – mowi ze jesli sie naprawde chce to mozna w kazdych okolicznosciach a o rezultatach swiadcza te usmiechniete i szczesliwe twarze. Milego spacerowania, Caffe!

    Polubienie

    1. Myślę, że takie miejsca mogą powstać wszędzie, najłatwiej i jednocześnie najtrudniej jest wyjechać. Ale bardziej chodziło mi o to, że zwykle postrzegamy osoby pijące negatywniem a one być może chcą przestać tylko brakuje im czegoś. Czasem siły, czasem woli walki, a czasem rzeczywiści po prostu chęci, jak ta osoba, którą ja znam. Znacznie przyjemniej oglądać radość i dlatego wolę wierzyć, ze wynikała ona z tego faktu pokonania pierwszego mostu..

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s