Refleksyjnie….

Czasem rozmowa się nie klei.

Na początku Cię to nie martwi, każdy miewa lepsze lub gorsze dni, jeśli jednak uświadomisz sobie, że brak owej kleistości to stan permanentny, masz pełne prawo do tego, żeby zacząć się zastanawiać nad przyczyną.

Lub olać temat.

Możesz szukać winy w sobie lub w nim. W rozmówcy znaczy się.

Możesz nawet chcieć o tym porozmawiać, co zwykle kończy się sprzeczką, albo rozłożeniem problemu na czynniki pierwsze, które najczęściej niczego dobrego nie wnosi do sprawy. Czasem wniesie ciche dni. Jeśli chodziło Ci o uzyskanie spokoju, ciszy i możliwości kontemplacji, to ok. Warto odpocząć od siebie, żeby zatęsknić. No i pamiętaj, że milczenie jest złotem.

No dobra… bywa.

Ale wracając do tematu, jeśli rozważysz powyższe i uznasz, że nie chcesz się doszukiwać (ja mimo pierwszego napadu złości, zwykle jednak nie chcę, bo po pierwsze, po co mi to, po drugie, a mało mam własnych problemów?) – to po prostu zacznij robić biżuterię z gotowych półproduktów (polecam kilka całkiem fajnych hurtowniJ), przesadź kwiatki, posprzątaj garaż, przeczytaj jakąś książkę (intelektualnie – rewelacja, pod warunkiem, że nie wybierzesz Harlequina), pouprawiaj jogging, nordic walking lub cokolwiek innego (tu kolejny  warunek: że lubisz, umiesz i nie połamiesz przy tym kręgosłupa). Cokolwiek. Bez ciśnień. Nic na siłę.

Bo czasem „cokolwiek” jest znacznie lepszym rozwiązaniem, które przez samo zaistnienie przywraca równowagę.

No i daje nowy temat do rozmowy (np. strzykanie w tym kręgosłupie).

Oczywiście z moich rozważań nie wynika nic odkrywczego, ale czasem o najoczywistszych sprawach zapominamy.

19 myśli w temacie “Refleksyjnie….

  1. W c.k. austro-węgierskich szkołach oficerskich, gdzie jako żywo odsetek matołków średnią w społeczeństwie daleko przewyższał, uczono, że by konwersacyi podtrzymać, a jako konceptu nie staje, to by choć pytań stawiać, interlokutora do responsów przymuszając…:) Kłaniam nisko:)

    Polubienie

    1. Dawna dobra szkoła:) Poza tym to na mężczyźnie spoczywał ten obowiązek podtrzymywania. Niektórzy jeszcze potrafią taką sztukę, młodsze pokolenie już zapomina, dziewczyny przejmują wiele „męskich” obowiązków. takie czasy:)

      Polubienie

  2. …ja sie wyżywam w ogródku,zmykam do lasu z psicą na polowanie z aparatem (lub teraz na grzyby) ;),a jak mnie całkiem „dobija” to bazgrolę sobie w internecie,hahahaha…”Harlekiny” traktuję jako totalne odmóżdżacze w kryzysowych sytuacjachi wtedy to jest błoga pustka niemyślenia i jakaż ulga intelektualna z cyklu”nie muszę” :))))))))

    Polubienie

    1. fotografowanie – tak!! Rewelacja. Grzybobranie to akurat nie moja pasja ale rozumiem i szczerze mówiąc zawsze podziwiam. Ja boję się grzybów, oczywiście tego że ich się nie rozpozna właściwie i przygotuje rodzince „wykwintny” obiad:) Dlatego świadomie rezygnuję z grzybów w naszym jadłospisie. Wyjątkiem są pieczarki….z pieczarkarni:)

      Polubienie

  3. Niestety bywają sytuacje, w których nie można sobie odpuścić drążenia tematu i rozdrapania przy tym kilku przyschniętych strupów. Osobiście jestem za wyjaśnianiem spraw do końca,bez zostawiania niedomówień, by nie tworzyć niepotrzebnych iluzji. A potem dopiero odczekać, by czas zrobił swoje i scalił lub rozłączył, niezależnie czego to dotyczy- małżeństwa, miłości, przyjazni.Miłego, 😉

    Polubienie

    1. W kwestiach wielkiej wagi tak, wtedy trzeba wyjaśnić wszystko do końca, ale w drobiazgach lepiej nie tonąć. Poczekać aż o nich zapomnimy, aż potem nie będziemy pamiętać, że w ogóle były. Tak uważam:)

      Polubienie

  4. Ja się biorę za haftowanie. Krzyżykami znaczy. Wtedy gdy uznaję, że trza „cokolwiek”. Uspokaja. Wycisza. Czasem natycha jakimś zdrowym pomysłem. Nawet w kwestii owego nieklejenia się. Aczkolwiek nie po to biorę się za wyszywanie by natchnienia szukać akurat w tej kwestii. To się samo dzieje. Tak mimochodem.Pozdrawiam cieplutko!:)

    Polubienie

    1. Wiesz….był taki cudowny okres w moim życiu kiedy miałam czas na wszystko, także na wyszywanie. Najbardziej lubiłam haft richelieu, robienie na drutach, czasem szydełkowanie. Miałam malutkie dzieci, mnóstwo obowiązków i znajdowałam chwilę na takie przyjemności. Teraz mam duże dzieci i zero czasu:) No dobra, dużo zjada internet, trochę książki, trochę pisanie….ale czasem tak mi się marzy oderwać od tego wszystko i po prostu policzyć oczka, czy dobrać kolory nici:)))

      Polubienie

    1. Poza tym, to byłoby żałosne, prawda? To tak jakby prosić o chwilę rozmowy, a przecież taka uproszona nie może sprawiać prawdziwej frajdy.

      Polubienie

      1. Jeszcze tylko dodam, że bardzo dobrze to widać w relacjach rodzice – dzieci. Jeśli dziecko raz, drugi czy trzeci musi prosić rodzica o uwagę, bo chce mu o czymś powiedzieć, a rodzic ciągle jest zajęty czymś innym, to czwartej próby dziecka nie będzie. Zamyka się w swoim świecie i już nie szuka kontaktu. Oczywiście uogólniam, ale tak to właśnie wygląda.

        Polubienie

  5. Kiedyś próbowałam się wbić w Harlekinie pod powłokę słów, ale tam nic nie było… Byłam zdumiona, bo nie wiedziałam, że to możliwe…Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam… Ale może po prostu taki mi się trafił? To było bardzo ciekawe i okrutnie męczące doświadczenie;-)

    Polubienie

  6. Czasem rozmowa nie klei się dlatego, że nie nadaje się na tych samych falach. Niestety, najgorzej jest, gdy ktoś nie pasujący falami uczepi się człowieka jak rzep psiego ogona i po prostu męczy. Ja jestem asertywna i potrafię to uciąć, a mimo to zdarzył mi się w życiu przypadek „rozmówcy” niereformowalnego, z którym nic mnie nie jest w stanie połączyć, a wszystko dzieli i mimo to nie mogę sie od rzepa uwolnić. Zamierzam napisać o tym jutro, bo choć nic to nie da, to prznajmiej ulżę sobie, piekląc się 🙂

    Polubienie

    1. No tak, rzep….musisz sama zdecydować czy chcesz takiego rzepa znosić:) Mi raczej chodziło o rozmówców, którzy generalnie nie są kłopotliwi a mimo to czasem dochodzi do rozbieżności….albo wręcz do osobliwego milczenia. Czy każde milczenie oddala, czy tylko daje chwilowe wytchnienie?

      Polubienie

      1. Pewnie, że są różne rodzaje milczenia. Destruktywne i konstruktywne. Najpiękniejsze jest wspólne milczenie na ten sam temat. Czasem tak jest, że moja przyjaciółka wpada do mnie i po chwili zadajemy sobie pytanie: na jaki temat milczymy? To jest piękne.

        Polubienie

  7. Ogolnie zgadzam sie z takim podejsciem do problemow i czesto go sama stosuje. Niestety zdarzaja sie takie ktore sa niezmiernie waznej wagi, zmieniajace zycie i losy i wowczas istnieje potrzeba dojscia prawdy, bo ona rzutuje na decyzje. A te musza byc czyms uzasadnione i podyktowane. Jednym slowem – dobrze jest posiadac umiejetnosc rozroznienia wagi problemu. Zycze milego dnia.

    Polubienie

    1. Ale czy nie zauwazyłaś, że ludzie się kłócą o drobiazgi?? W sprawach wielkiej wagi zwykle odkładają własne urazy na bok i są w stanie się porozumieć. Potem wszystko wraca do normy:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s