O obrzezaniu itp.

Czasem obserwuję bunt, czy niechęć do religii, na których opiera się cały chrześcijański, (ale nie tylko) światopogląd. Bo niby wierzymy w Stwórcę, w miłość, w dobroć, w to, że Bóg (jakiekolwiek nosi imię) kocha człowieka, z jego słabościami i ułomnościami fizycznymi. Wierzymy też, że nie o ciało chodzi w tym całym ziemskim zabieganiu, że każdy wierzący, dąży do zbawienia duszy, które daje nieśmiertelność. To tak ogólnie na temat, bez wdawania się w teologiczne niuanse.

Ale ponieważ właśnie na takiej wierze opierają się religie, dziwią spory czy nieporozumienia, w imię wypełniania zasad związanych z własnym wyznaniem. Dzisiaj na przykład wyczytałam, że w USA toczy się spór o delegalizację obrzezania chłopców, polityczna walka o to, by karać grzywną i więzieniem tych, którzy je przeprowadzają*. A wystarczyłoby w tej kwestii kierować się rozumem, by pseudoreligijny spór nie miał politycznej racji bytu.

Obrzezanie miało być symbolem czystości, aktem przymierza pomiędzy Bogiem a Abrahamem i jego potomstwem, wieki później zaczęło figurować również jako zabieg higieniczno – kosmetyczny, w wielu przypadkach przeprowadzany także po to, by zapobiegać, czy choćby utrudniać masturbację. Ten ostatni powód w czasach, w których stajemy się coraz bardziej liberalni, gdy nie ma już tematów tabu, gdy przekracza się coraz to nowe granice, wydaje się rzeczą odrealnioną, zwieszoną w idealistycznej próżni. Dla niektórych nawet rzeczą śmieszną.

Zresztą obrzezanie, jako rytuał traci sens w ogóle, bo skoro cały czas chodzi o duszę, a nie o ciało, to starotestamentowy nakaz związany z cielesnym okaleczaniem, jest absurdalny. Symbol może chyba pozostać symbolem, bez tak drastycznych posunięć.

Podobne zdanie mam na temat obrzezania kobiet, jest to jednak kwestia o wiele poważniejsza, ponieważ zabiegi przeprowadzane są w warunkach dalekich od higieny, bez znieczulenia, bardzo często skutkują fizycznymi powikłaniami i raczej zawsze pozostawiają trwały uraz w psychice „pacjentki”. Trudno mi zobaczyć głębszy sens w tak okrutnych rytuałach, tym trudniej, że nie widzą w nich sensu nawet kobiety urodzone w krajach uznających obrzezanie za konieczność, a zostały nim poddane w dzieciństwie.

Sądzę, że ani łechtaczka, ani napletek nie staną się przeszkodą w drodze do zbawienia, jeśli ich „posiadacz” będzie dbać o duszę, bo nie w nich rodzi się pożądanie i nie one, same w sobie, są magnesem, przyciągającym zło. Pragnienie także nie jest niczym złym, bo o tym, czy przerodzi się w chorobliwe pożądanie, czy zostanie urzeczywistnione ze szkodą dla innych, decyduje rozum, wola, nasze wewnętrzne ja. Zewnętrzna powłoka jest tylko biernym wykonawcą tego, co zrodzi się w umyśle. Kontrolując umysł, kontrolujemy ciało. Nie odwrotnie.

 

* dzisiejsza Rzeczpospolita

74 myśli w temacie “O obrzezaniu itp.

  1. Nie wiem czy obrzezanie nakazał Jahwe czy tylko Mojżesz posłużył się jego autorytetem. Nie jestem Żydem, więc nie wiem jak oni to wiudzą. Jestem jednak przeciwny sytuacji, gdy każdy członek jakiejś religijnej społeczności decyduje co w nakazach danej religii jest słuszne a co nie i czy należy coś stosować a czegoś nie. Przecież to prosta droga do różnych sekt. Ktoś może np, zanegować polewanie główki dziecka wodą w czasie Chrztu – bo dla niemowlęcia szok termiczny itd, itp

    Polubienie

  2. Nie wiem czy obrzezanie nakazał Jahwe czy tylko Mojżesz posłużył się jego autorytetem. Nie jestem Żydem, więc nie wiem jak oni to wiudzą. Jestem jednak przeciwny sytuacji, gdy każdy członek jakiejś religijnej społeczności decyduje co w nakazach danej religii jest słuszne a co nie i czy należy coś stosować a czegoś nie. Przecież to prosta droga do różnych sekt. Ktoś może np, zanegować polewanie główki dziecka wodą w czasie Chrztu – bo dla niemowlęcia szok termiczny itd, itp

    Polubienie

    1. Tego nie można porównać, polewanie święconą wodą i ingerencja ze skalpelem w dłoni to jednak ogromna różnica. Poza tym to niekoniecznie jednostki mają zmieniać religię, mogą to zrobić osoby „decyzyjne”, po przemyśleniach. Niezmienna powinna być wiara w prawdy wiary, ale przecież oprócz Dekalogu, przykazań, są jeszcze kwestie dodatkowe, jak właśnie obrzezanie, jak spowiedż (kiedy raz w miesiącu, teraz raz na trzy), jak picie wina przez wiernych w czasie mszy (kiedyś dozwolone, dzisiaj już tylko kilka razy w roku), jak tańce w czasie postu, dawniej zakazane itp itd.Chociaż nie popieram wszystkich zmian, które dokonały się w ostatnich latach, to akurat popierałabym odejście od obrzezania, bo głęboko wierzę w to, że Bóg dzisiaj by tego nie oczekiwał. Ważniejsze jest przykazanie miłości i wypełnianie Dekalogu.

      Polubienie

  3. Może, ale ja chce Ciebie zrozumieć bo raz mówisz o Bogu osobowo to za chwilę bezosobowo, ja wiem kobieta zmienną jest no ale…

    Polubienie

      1. Art może tak, jeśli się modlę do Boga, to nie wyobrażam sobie osoby, postaci, twarzy, bo to nie ma dla mnie znaczenia. Tak więc może być staruszkiem, z długą białą bradą, a może być kimś spowitym w młgę:) To nie ma dla mnie znaczenia, chociaż jak już napisałam wcześniej, skoro czytamy w Bibilii, że Bóg stworzył człowieka na podobieństwo swoje, może On sam mieć postać. Jak my. Ale któż to tak naprawdę wie?:) Także to nie kobieca zmienność, aż tak często zdania nie zmieniam, to po prostu pewna niewiadoma w tej kwestii.

        Polubienie

          1. Nie marudzisz, ale piszesz tak jakbyś znalazł jakąś niekonsekwencję w moich słowach a takiej niekonsekwencji nie ma. Jakby powiedziała coś, a potem twierdziła odwrotnie. Nigdy nie powiedziałam, że Bóg jest taki albo siaki, bo nie wiem jaki jest. Nikt nie wie. Twierdziłam natomiast, że wierzę w Boga dobrego, troskliwego, dbającego o człowieka, choć to może kłócić się z rzeczywistością nafaszerowaną złem.

            Polubienie

            1. No to mnie więcej osobowy z tego wynika, nie szukam niekonsekwencji tylko żebym na drugi raz lepiej czytał twoje teksty.

              Polubienie

    1. Ależ można, Bóg to jest ten ktoś kto stworzył coś z niczego. Można być wszechmocnym zjawiskiem. Teraz toczymy spór o słówka a nie o sedno:)

      Polubienie

  4. Abstrahują od bezmyślnego, ślepego okaleczania – może rzecz w obawie, iż odchodzenie od starych obyczajów, zbytnie liberalizowanie wszystkiego, dostosowywanie do własnego widzimisię, spowoduje odejście w stronę układania sobie spraw wiary przez każdego z nas, dowolność w zakresie wyboru, co nam pasuje, a co nie?Ja teraz nie oceniam, czy to jest słuszne i właściwe, tylko szukam przyczyny trwania w skostnieniu.Trochę bazuję na sobie – widzę, co się dzieje, kiedy ktoś zaczyna dowolnie traktować choćby sprawę postu: tu dyspensa, tam dyspensa, kiedyś ścisły, teraz na wet w Wigilię można jeść mięso… To grzech w końcu, czy nie? I kto o tym decyduje?To jeden z przykładów.Prowadzi to do tego, że zaczynam w ten sposób ignorować coraz więcej rzeczy, a w konsekwencji doprowadzić do własnego decydowania o tym, co jest słuszne, a co nie. (abstrahuję tu, podkreślam jeszcze raz, od sensu samodzielnego myślenia i świadomych wyborów, bo to inna kwestia, a ja nie o tym;-)Niewątpliwie skostnienie w obyczajach już nie przejdzie we współczesnym świecie, bo jednak coraz więcej ludzi musi widzieć sens, a coraz mniej ślepo przyjmuje to, co się im nakazuje – bez uzasadnienia. Jeśli jednak się okaże, że wszystko to były jedynie czyjeś wymysły, bo tak, to uderzy to w samą wiarę, niestety, choć właściwie tak być nie powinno.

    Polubienie

    1. Krajanka słusznie mówi, przynajmniej w kwestii, ze ludzie coraz częściej chcą widzieć sens (Jakie to ładne słowo) i to chyba jedyny sposób aby się coś zmieniło edukacja bo innego wyjścia żeby to skutek przyniosło niema, jednak ja z rezerwą odnoszę się do oceniania innych kultur nam europejczykom wydaje się to straszne im niekoniecznie, sędziego tych spraw nie ma (bo trzeba by się odnieść do istoty która człowiekiem nie jest), rzekłem.

      Polubienie

      1. Art nikt nie ocenia innych kultur, ja odniosłam się do poglądów na temat obrzezania, które wypowiadają sami zainteresowani, czyli osoby, które albo same zostały poddane temu zabiegowi, albo poddano ich się siłą. A tak zwyczajne, empatycznie, mogę sobie po prostu wyobrazić ich cierpienie.

        Polubienie

        1. Jeszcze tylko dodam, że nawet nie dopuszczając się oceniania danej kultury, patrzymy na nią naszym okiem i jest to całkowicie zrozumiałe, bo człowiek zawsze ocenia przez pryzmat „jak bym się czuł, gdyby to dotyczyło mnie”. Chociaż akurat ta zasada nie zawsze działa, gdy oceniamy postępowanie drugiego człowieka, wtedy lubimy myśleć, że my zachowalibyśmy się idealnie:)

          Polubienie

    2. Krajanko, ja w ogole zastanawiam się, czy podważanie czegoś, co istnieje od tysięcy lat już samo w sobie nie jest jakimś nadużyciem, jeśli nie grzechem:) Mimo to jednak rodzi się w głowie pytanie, czy Bóg chce, żęby człowiek cierpiał w ten sposób, skoro na świecie i tak jest wiele cierpienia. Z drugiej strony jednak, kobieta rodzi w bólu, może więc mężczyzna żydowski choćby w ten mały sposób ma rekompensować swojej kobiecie ten ból:) To niedorzeczne, wiem. Tak sobie dywaguję.NAtomiast masz rację co do jednego w 100 %. Zaczynamy sami sobie tworzyć dekalog i to już nie jest dobre. Taki relatywizm moralny nie prowadzi do niczego dobrego, a to widać w naszym społeczeństwie. Tylko od napletka do całego zła tego świata dość daleka wydaje się droga.

      Polubienie

      1. Założenie, że całą „zewnętrzną” warstwę wiary, cały obrządek, stworzyli jedynie ludzie, udowadniają co najmniej dwie rzeczy, przynajmniej które widzę teraz:1. twarde trzymanie się pewnych zasad zachowania, bo inaczej wszystko się rypnie2. zmienność tychże, w zależności od okoliczności.Do tej pory nie mogę pogodzić się ze zmianą polegającą na wprowadzeniu komunii św. w Wielki Piątek (ułożyłam to sobie w głowie tak, jak nam tłumaczono, jedyny dzień w roku, dzień śmierci Chrystusa) oraz brak postu w Wigilię. Tego jest oczywiście więcej. I bez przerwy się zmienia. Jesteśmy uzależnieni od widzimisię księży w tym wypadku?Tymczasem wpojenie, że to grzech, a grzech to zło powoduje, że zdrowy rozsądek walczy z sercem. jest rozchwianie. I całe życie będę się obawiała, że robię coś złego.Za czymś będę musiała pójść i obawiam się, że będzie to życie w obawie popełniania grzechu.Bo bliższe mi jest przeświadczenie, że o dobro chodzi, a Bóg jest jeden, jak Go zwał, tak zwał (nie wykluczam, że jest to Natura), bo założenia każdego wyznania jeśli chodzi o jego istotę są podobne. Resztę stworzyli ludzie. I ja nie jestem pewna, czy na życzenie Boga, czy idąc za własnym mniemaniem podszytym pychą – że mogę, że mam władzę, że mi się tak wydaje, że tak będzie pięknie i z pompą, i okazale.Ech…

        Polubienie

        1. Caffe to ustalmy bo ja się gubię jeśli zrobić by tak że to nieszczęsne obrzezanie zawsze odbywało się za wolą i zgodą delikwenta to jest ok? Bo jeśli tak rozumujesz to może być w tej kwestii zgoda.Krajanka natomiast ma bardzo ładny styl pisania tych komentarzy, Jednak mi wydaje się że w Chrześcijaństwie o co innego chodzi.(Chociaż od razu zaznaczam kompetentny nie jestem stwierdzam to jako osoba niewierząca, kiedyś ewangelie i kilka prac na jej temat czytałem po prostu), a czy prawa moralne (niech to się tak nazwie) obawiam się, że są w pełni arbitralne a, ze jedne lepiej spisują się w stadnym życiu to inna kwestia.

          Polubienie

          1. Art, co do Krajanki masz rację, pisze świetnie, i mądra z niej kobieta:))A wracając do Twojego komentarza, tu znowu możemy dywagować.Wydaje mi się, że gdzieś jest zapisany w katolickich księgach, które uznajemy za naszą wykładnię wiary (naszą – czyli katolików), że powinno się szanować własne ciało, a dbać o bliźniego jak o siebie samego. Wtedy zupełnie inaczej można interpretować kwestię okaleczania tegoż ciała. Oczywiście, jeszcze nikt od obrzezania prawdopodobnie nie umarł (chociaż kto wie, nie mamy danych z okresu średniowiecza na przykład), natomiast od obrzezania kobiet umarło sporo dziewczynek. Dlaczego więc samobójstwo jest grzechem, a przyczynianie się do utraty zdrowia już nim nie jest? Dywaguję, bo właściwie, poza znajomością Biblio (jakotaką), nie czuję się na siłach rozmawiać o tym. Mogę natomiast rozmawiać z punktu widzenia zwykłego człowieka.

            Polubienie

        2. Krajanko, człowiek dojrzewa do takich przemyśleń, wcześniej wszystko brałam „na wiarę”:) Dodam do Twoich dwóch punktów jeszcze ten o spowiedzi, która dzisiaj jest „ważna” przez 3 miesiące, a kiedy trzeba było się spowiadać co miesiąc. Już bez wnikania czy ktoś akceptuje spowiedź czy nie, bo to jest odrębna kwestia i akurat mi nigdy nie przeszkadzało, żę się wywnętrzam przed drugim człowiekiem, choćby w koloratce (bo to niektórzy zarzucają aktowi spowiedzi). Ale z tego co wyczytałam widzę, że mamy podobne spojrzenie na sprawę:) Mam tylko nadzieję, że za takie właśnie podejście nie będziemy się smażyć w piekle:)) I różnię się tylko spojrzeniem na kwestię dobroci Boskiej:)

          Polubienie

          1. Cóż… Tamte dwa akapity pochodzą chyba z listów św. Pawła a on Jezusa nie znał więc czy jego nauka jest nauka chrześcijańską tu można polemizować faktem jest że wszedł do kanonu i na tym poprzestanę. Obrzezanie jako obrzęd też raczej jest uświęceniem ciała niż jego profanacją (nie mam lepsze słowa chwilowo). natomiast jako ludzie niespecjalizujący się w dziedzinie możemy się oburzać że jest to nieludzkie (w naszym mniemaniu) jednak sadzić nam nie wolno.

            Polubienie

            1. Czy ja wiem czy nieludzkie? Okrutne, bolesne, niepotrzebne. A wszystkie te rzeczy człowiek ma opracowane do perfekcji, więc niestety bardzo ludzkie. Natomiast nadal powtarzam Ci, że nie oceniam ludzi, oceniam obrzęd, który uważam za okrutny. Ludzie na przestrzeni wieków przywykli do jego wykonywania, są zacofani (mówię o ludach afrykańskich) i wydaje im się, że nie robiąc tego, obrażają ich bóstwa. I ok, wolno im tak myśleć, ale mi, z moją wiedzą o świecie, życiu i religii (bo jednak jakąś tam mam), mam prawo do wyciągania własnych wniosków. Nigdy nie powiem, że matka, która pozwala na to, żeby obrzezano dziewczynkę jest głupia czy zła, bo to nie jest prawdą. Ona przecież myśli, że robi dobrze, choć prawdopodobnie na swój sposób przeżywa zabieg córki. Mówię, że według dzisiejszego, rozumowego podejścia do tematu, zabieg obrzezania stracił swoją religijną funkcję.

              Polubienie

              1. Tak słowo Okrutny to dobry synonim w takim kontekście pisałem poprzedni komentarz, cóż jeśli oceniamy sam obrzęd to mogę się zgodzić niestety cała ta niepotrzebna dyskusja wyrosła z tego, nieco odmiennie zrozumiałem tekst notki. (Taka ułomność mojego rozumu) Ciężko mi co prawda patrzeć na sam obrządek bez zagłębienia się w daną kulturę jednak co do samego obrzędu mogę przyznać słuszność.

                Polubienie

                1. Ja też nie krytykuję kultury bo to tak, jakbym krytykowała kota, że chodzi po dachach:) Jeśli o tym wspominam, to raczej po to, że pewne kwestie można zmieniać w danej kulturze, ale że to wymaga jednak zaangażowania ludzi światłych, ludzi, którzy dużo mogą i którzy będą chcieli wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Nie sądzisz, że byłoby piękniej, gdyby nikt nikogo nigdy nie musiał poddawać żadnym próbom i gdyby jeszcze człowiek bez takich testów sam z siebie umiał dać drugiemu człowiekowi tyle z siebie ile można, by żyć lepiej, pełniej i szczęśliwiej:) Utopia.

                  Polubienie

                  1. Tak piękna bajka, jednak jeśli czegoś się z historii nauczyłem to to, że próby zmieniania światopoglądu całych społeczności dają efekt zgoła odmienny jeśli coś się zmieni na „lepsze” to najpewniej wtedy jeśli dana społeczność będzie przejmować od nas (humanitarnych) europejczyków pewne wzorce tak jak np, niektóre społeczności islamskie w europie. Podkreślam niektóre. I na koniec pozwolę sobie na mała ironie skąd wiesz, że Bóg (kimkolwiek jest) kieruje się naszymi kryteriami moralnymi, może obrzezanie jest warunkiem koniecznym do zbawienia, tak mi się św. Augustyn przypomniał (On akurat nie mówił o obrzezaniu)

                    Polubienie

                    1. Może dlatego, że pojmuję Boga ludzkim rozumem:)I wbrew temu, co napisałeś, nie uważam, że nasza kultura jest jedyną humanitarną. O tym jak wpływamy na inne nacje na przestrzeni historii pisałam kiedyś w jednej z notek.

                      Polubienie

                    2. Nie twierdziłem że jest jedyną humanitarną, niestety twojej notki o tematyce historii nie czytałem. Tak czy innaczej po ciężkich bojach chyba zrozumiałem twoją notkę nie ze wszystkim się zgadzam, jednak to chyba z wrodzonej rezerwy będę to zapewne jakiś czas trawił. (I nie wzywajmy imienia Boga nadaremno do naszych dyskusji bo jeszcze raczy przemówić hehe)

                      Polubienie

                    3. Art uwierz mi, nie takie dyskusje tu bywały i jakoś je przeżyliśmy, a szczerze móiąc, lubię różnice zdań, pod warunkiem, że się rozmawia w sposób nie ubliżający nikomu. Także Ty traw swoje a ja swoje przemyślenia:))

                      Polubienie

                    4. Oczywiście chciałam w ten sposób powiedzieć, że nasza rozmowa należała do tych na poziomie:)

                      Polubienie

          2. Różnisz się ze mną spojrzeniem na kwestię dobroci Boskiej? Dlaczego? Nie zauważyłam… Wyjaśnisz?;-)Co do spowiedzi – o kurcze, to ja jeszcze jestem na etapie: „Przynajmniej raz w roku spowiadać się, a w czasie Wielkanocnym komunię św. przyjmować”… Bez komentarza normalnie.No i przypomniałaś mi o spowiedzi z całego życia, kiedy bierze się ślub (kiedyś też nie było). Przecież zostało już odpuszczone… jednak nie??

            Polubienie

            1. Bo nie wiem dlaczego i gdzie wyczytałam, że nie uważasz, że Bóg nie musi być dobry:)) Przeczytałam jeszcze raz Twój komentarz i widzę, że coś mnie zaćmiło. Więc, podsumowując, wolę (ale nie jestem w tym odosobniona) myśleć, że Bóg jest dobrotliwym staruszkiem, który woli nagradzać niż karać, który daje szansę, niż widzieć w Nim starotestamentowego surowego Stwórcę bawiącego się naszym kosztem. Teatr świata, teatr marionetek? Chyba nie.Dzisiaj miałam piękny dzień, a tak naprawdę miałam piękny cały tydzień, rehabilitacja nareszcie przyniosłą efekty, wszystko inne zaczęło się układać, jest znowu zapomniana od jakiegoś czasu nadzieja. Czyż to nie jest dobroć? Tylko trzeba było na nią trochę poczekać.

              Polubienie

              1. Starotestamentowy jest mi bardzo daleki;-) Może było to w jakiejś rozmowie, w kontekście jakimś, albo przekomarzanie się? Nie przychodzi mi do głowy.Bliski jest mi Chrystus – ludzki, rozumiejący przyjaciel, widzący dobre intencje, rozumiejący upadki. Myślę, że się nie różnimy, dlatego się zdziwiłam;-)Czasem dywagujemy – u mnie gadałam o tym z Bubu, u Alwa czasem… Teatr marionetek odrzucam, ale to, że wolna wola związane jest z tym, iż urządzamy nasze życie bez wtrącania się, a potem zostaniemy rozliczeni (czyli brak interwencji) – już nie.Nie wiem, jak jest… Może być różnie;-)Ale nie pytam – dlaczego ja, tylko dlaczego niby nie ja… jakby co. Nie pytam – jak mógł dopuścić. My dopuściliśmy. Jeśli wierzę, śmierć przecież nie jest karą, tylko przejściem tam, dokąd zmierzaliśmy. Może coś z tego inaczej zrozumiałaś jako pojedynczy komentarz?Nie wiem, jak to jest z tą interwencją… Kiedy potrzeba, widać ją wszędzie, przeżyłam to;-) Może to ułuda, a może my jesteśmy ślepi i kiedy chcemy, to widzimy… Może nasze życie wyłącznie w naszych rękach, a może czasem interweniuje… I tak nie rozgryzę;-) Tak naprawdę w tym wypadku idę za tym, co czuję, czego mi potrzeba w danym momencie.Rzecz w tym, że ja zawsze jakoś muszę sobie ułożyć, a nie wszystko się da. Kler nie pomaga.PS Cieszę się, że u Ciebie lepiej:-) Cokolwiek Ci nie było/nie jest, bo nie zdradziłaś się;-) Ale nie musisz, absolutnie. Tylko ciężko się odnieść;-)

                Polubienie

                1. Nie Krajanko, to nie dawne rozmowy tylko dzisiejsza i nie jakiś komentarz u kogoś tylko poprzedni tu u mnie, ale przeczytałam go jeszcze raz i sama się zdziwiłam, że wcześniej widziałam to zdanie! To cała ja, za szybka, zbyt impulsywna!:) Bo też wiedzę w tego bliskiego nam ludziom Boga, który próbuje pomóc, tylko może my tego nie dostrzegamy. Może doświadczenie przez ból i cierpienie musi być, nie próbuję zrozumieć dlaczego pozwala na okrucieństwo, bo to mnie po prostu przerasta.Jeśli chodzi o moje problemy zdrowotne, to rzeczywiście nie pisałam zbyt wiele, ale to z tego samego powodu, dla którego Ty kiedyś skasowałaś post o wycieczce, rozumiesz?:)Strzeżonego….Nie chciałabym znowu kasować bloga.

                  Polubienie

                  1. Tak, oczywiście;-)Ja to sobie tak ułożyłam, jak pisałam wcześniej: życie na ziemi to próba, nie byłaby próbą, gdyby cały czas rozwiązywał za nas to, co nabroiliśmy my, ludzie. To, co tu zrobimy, zaprocentuje jakoś później.Nie bawi się, nie manipuluje – obserwuje. Czasem pomaga, jeśli uznaje to za istotne z jakichś względów.Życie tu jest jedynie wędrówką do właściwego miejsca, śmierć – bramą, przejściem do właściwego życia. Niektórzy na to właściwe zasłużyli wcześniej i nie ma potrzeby bycia dalej na tym padole łez. Cierpienie w ogóle, a szczególnie z winy ludzi przybliża do Niego, przyspiesza właściwe życie w szczęściu, które dla każdego jest czym innym i takim pozostanie również tam – to przecież stan umysłu.To moja wersja ułożona na moje potrzeby z tego, co słyszę, widzę i poskładałam do kupy. Jak jest? Może nic nie ma? Ale wiara jest mi potrzebna.Nie wiem, czy jest to jakiś świadomy byt, czy Natura, która nas stworzyła, z którą stanowimy jedność i do której wrócimy.Czy jednak gdybyśmy byli tylko wynikiem ewolucji wykształcilibyśmy aż taki umysł? świadomość? Przecież do przetrwania gatunku nie jest aż tak potrzebny…Nie mam wiedzy na ten temat, taką jak przeciętny człowiek. To tylko moje przemyślenia, na mój użytek – aby było łatwiej, nie oszukuję się w tym wypadku;-) Poza tym żyję tak, aby nie krzywdzić w miarę możliwości. Nie sądzę, aby moje uczestniczenie w obrządkach czy niejedzenie mięsa wtedy, kiedy nie ma akurat dyspensy miało w czymś pomóc;-) Bo zbyt płynnie podchodzi do tego duchowieństwo, które zawsze znajduje jakieś usprawiedliwienie… grzech to grzech, a nie „nie grzech, bo ksiądz pozwolił albo zakazał, bo tak” (np. dyspensa dla gości weselnych, dyspensa, bo jest Józefa… co to ma być??).

                    Polubienie

                    1. To ja jeszcze dopuszczam post jako samodoskonalenie siebie. Nie dlatego, że Bóg potrzebuje mojego postu tylko dlatego, że może potrzebuje mojej pracy nad sobą. Więc myślę, że poprzez coś co robię dla Niego robię coś dla siebie, a to skutkuje właśnie tym o czym Ty pisałaś, płynnym przejściem kiedyś (kiedy przyjdzie na to pora) z tego co tu, do tego co tam:)Tylko widzisz, a jeśli my się mylimy organizując sobie własne motywacje i wytłumaczenia? Mam czasem taki dylemat, ale myślę, że dopóki działa zasada niekrzywdzenia drugiej osoby, to wszystko jest ok.Rzeczywiście podobne podejście do tematu, uwierz mi, że ja WIDZIAŁAM wtedy inaczej. Czasem potrafię przeczytać zupełnie na odwrót, może to jakaś jednostka chorobowa?:)

                      Polubienie

                    2. Miałem się wycofać już z dyskusji ale coraz ciekawsze tematy tutaj poruszacie, Caffe nie wiem jak definiujesz pojęcie boga ale, wydaje mi się że jak by na to nie spojrzeć to Bóg od nas niczego nie potrzebuje to raczej ty pracując nad sobą chcesz zasłużyć na to zjednoczenie z nim czy jak to tam nazwać.

                      Polubienie

                    3. Art nie zgadzam się z tym, nie dlatego, że nie masz racji tylko dlatego, że MY ludzie nie wiemy czy Bóg czegoś od nas potrzebuje czy nie:) Aż takiej wiedzy nie mamy i prawdopodobnie nigdy nie będziemy mieć. Możemy więc sobie wyobrażać, projektować Boga, naturę, Stwórcę. Tu zresztą uważam, podobnie jak Krajanka, że jest to jakaś jedność, którą w różnych religiach różnie się nazywa. Rozumiem też, że wszelkie naddania do naszych religi pochodzą od człowieka, tylko teraz już tak za bardzo nie wiemy, które. Historia i niepiśmienność dawnych czasów mogła zatrzeć źródło.

                      Polubienie

                    4. I osobiście bardzo się cieszę, że znalazłeś w naszej rozmowie jeszcze coś o czym warto pogadać:)

                      Polubienie

                    5. Caffe, to zależy od chwili, przecież też tak mam;-) Kiedyś przez moment czułam głęboki sens w cierpieniu i bólu. Czułam go. Ale nie pytaj mnie, na czym polegał, bo w tej chwili nie mam pojęcia;-)Wiem, jedno – jeśli głęboko wierzę w danym momencie (bo to przypływy i odpływy głębi – sama wiesz), to naprawdę czuję obecność i widzę znaki oraz odnajduję sens, głęboki.Tylko nie wiem…. umysł jest potęgą. Czasem myślę, że to trochę „na wszelki wypadek”, a jednocześnie ie jestem pewna, czy poradziłabym sobie bez wiary podczas choroby mamy. Potrzebuję jej i niech tak zostanie, a co ma się zadziać w tym wypadku i tak się zadzieje, bo własnego umysłu hamować nie będę. Ale też nie idę za niczym ślepo, więc zdaję się na siebie, bo czegoś się trzeba trzymać;-)Post jako doskonalenie siebie – jak najbardziej. Tylko tu mam żal do duchowieństwa – dlaczego nie zwracają uwagi na takie aspekty, dlaczego nie chce im się wysilić – przecież to ich zadanie. Dlaczego nie próbują trafić różnymi sposobami i spróbować pokazać sensu, jakby zakładali, że nie zrozumiemy albo sami nie widzieli.Wszystko po łebkach, to wiara u większości bez refleksji, a wtedy łatwo o odejście, kiedy zacznie się myśleć, albo ktoś coś podsunie.Przecież tak naprawdę zdani jesteśmy sami na siebie.

                      Polubienie

                    6. Zanki i głębia to właściwie temat na zupełnie inny post, raz już o tym pisałam. Wierzę, że Bóg zsyła nam te znaki, jedynie nie zawsze udaje nam się je zauważyć, dopiero po pewnym czasie widzimy, że on – ten znak, był! To tak jak w kawale o ratowaniu tonącego człowieka (łódka podpływała a on nie chciał na nią wejść bo wierzył, że to Bóg go uratuje – znasz?:-)Natomiast kwestia duchowieństwa to już zdecydowanie temat na inny post. Wyróżńiam w nich ludzi naprawdę powołanych i tych, którzy poszli na teologię dla kariery i tej łatwości życia późńiej. Osobiście poznałam kilku i takich i takich. Dlatego wszystko zależy na kogo w parafii się trafi. Do tego dopisałabym konieczność pracy nad nowocześniejszą formą podawania wiary. To jest konieczność w dzisiejszych czasach, inaczej trudno będzie przyciągnąć młodzież.Ale z drugiej strony….sama wiesz, że na przestrzeni tysięcy lat już przeżywaliśmy odejścia od wiary, osłabienie siły religijnej, a potem znowu jakieś historiyczne burze wywoływały nawrót. Wiesz, jak trwoga to do Boga:))

                      Polubienie

                    7. Droga Krajanko z tym sensem cierpienia bym polemizował i za moim profesorem od etyki stwierdzam, że cierpienie jest raczej złem niż próba czy środkiem do doskonalenia, choć zapewne można się z tym nie zgodzić. Natomiast Caffe Bóg faktycznie umarł co 128 lat temu ogłosił niejaki Nitzche, i sądzę, iż żyjemy w tym czasie kiedy to apostołowie oczekiwali zmartwychwstania które jestem pewny nastąpi i to wkrótce. Na koniec tak znam tą anegdotę z tonącym.

                      Polubienie

                    8. Nie zaznaczyłam w moich komentarzach, do kogo akurat je adresuję, ale mam nadzieję, że po pierwsze sami je dopasujeci, po drugie, że właściwie są w tym samym temacie więc się uzupełniają.Natomiast z tą śmiercią Boga to bym polemizowała, chociaż rzeczywiśćie to co się dzieje na świecie mogłoby wskazywać, że Go po prostu nie ma. Ale z takim przeświadczeniem nie będę polemizować, choćby dlatego, że sama nie rozumiem, dlaczego pozwala na zło. Ale że umarł? I że Nitche tak twierdził…..cóż, on nie jest dla mnie wystarczającym autorytetem w tej kwestii:)

                      Polubienie

                    9. Cóż… jeśli się go umie czytać to miał swoje racje, co do pytania o przyzwolenie na zło to jest to pytanie tak stare jak idea Boga więc na to trzeba sobie samemu odpowiedzieć ze świadomością, że to nie jest odpowiedz ostateczna. Co do Jego śmierci pisałem to raczej w sensie metafory odnośnie naszej współczesnej kultury (bądź cywilizacji) ale mamy jeden wspólny punkt wszyscy czekamy na to zmartwychwstanie.

                      Polubienie

                    10. Wiem, że pisałeś o śmierci w kontekście kultury 🙂 Wystarczy poobserwować rzeczywistość, żeby czasem mieć i takie przemyślenia, niezależnie od filozofów. Myślę, że coś prawdziwego jest w pojęciu o niszczącym duchu historii. Może teraz właśnie jest jego pora, jego czas. I sieje zniszczenie. Tym razem nie w naszym kraju.

                      Polubienie

                    11. Toteż cały czas podkreślam, że jest to moje wytłumaczenie na swój własny użytek, próba znalezienia sensu – innego nie znalazłam… Możliwe, że go nie ma, ale łatwiej znosi się ból, kiedy widać jakiś sens.Można to uznać za samooszukiwanie się – nie przeczę cały czas, że tak jest mi łatwiej, ale ponieważ nikt nie wie, jak jest na pewno, dlaczego nie pójść w tym kierunku?

                      Polubienie

                    12. Dla mnie to co piszesz Krajanko ma sens. Doszukiwanie się sensu w cierpieniu lub śmierci pomaga. Albo pomaga nam w znoszeniu wlasnego cierpienia albo w patrzeniu na cierpienie innych, bo jednak z natury jesteśmy empatyczni i z natury chcemy ulżyć w cierpieniu człowiekowi, na którym nam zależy. Inaczej jest ze śmiercią. Szukanie w niej sensu pomaga tym, którzy jeszcze pozostają na tym świecie, sprawia, że łatwiej radzimy sobie z samotnością i bólem po stracie.

                      Polubienie

                    13. Te dwa ostatnie wpisy przyznam bardzo mi się spodobały, jest w tym sporo prawdy, ludzie chcą sensu i sens różnym rzeczą nadają to naturalne przyczyny tego zjawiska niestety nie znam ale jeśli jest wytłumaczenie to kiedyś się znajdzie a co do samej natury tego sensu to nie sądzę żeby istniał jakiś sens obiektywny czy nałożony nam z góry raczej każdy pisze go dla siebie.Ps.Ja tam w jakieś duchy historii nie wierzę i nie zgadzam się żeby obecna kultura była kulturą niszczenia.

                      Polubienie

                    14. Czy pozamy sens czy nie, tego niestety też nie wiamy. Dużo tych niewiadomych, ale może to jeszcze trzyma ludzi w jakichś ryzach. Ad duch historii, niekoniecznie jest niszczycielski w całej rozciągłości, może uderza za każdym razem w inną kulturę. I oczywiście, że to też tylko dywagacje.

                      Polubienie

                    15. hmm… Jeśli jednak w Boga osobowego wierzysz to i w sąd ostateczny wierzyć musisz niejako a to chyba właśnie na nim ma być objawiony cały sens tak mi się przynajmniej wydaje, bo wypadało by nam wytłumaczyć na koniec dlaczego musieliśmy cierpieć itd.

                      Polubienie

                    16. Art sensu cierpienia szukamy tu, na ziemi, potem nie będzie nam potrzebny, bo sądzę, że takie „wady” ziemskie jak ciekawość już nie będą istniały:)Poza tym jak nie wiem, czy wierzę w Boga osobowego, choć w Biblii jest napisane, że stworzył człowieka na podobieństwo swoje. Może bardziej wierzę w zjawisko, w moc sprawczą, ale taką która tworzy coś, z niczego.

                      Polubienie

                    17. Cóż takie myślenie panteistyczne jest mi bardzo bliskie chociaż ja to nazywam zbiorem uniwersalnych praw natury które odwiecznie tworzą i niszczą wszechświat ale czy można im boski przymiot nadawać nie sądzę w takim wypadku sama idea Boga jest niewłaściwie postawiona.

                      Polubienie

                    18. No cóż, jako katoliczka nie mogę postawić nic innego w miejsce Boga. I chyba nie chcę.

                      Polubienie

  5. Witam.Jeśli chodzi o akapit gdzie mowa jest o czystości, ciała to sprawa ma się nieco innaczej. Nasze(hellenistyczne) pojmowanie nieśmiertelności, duszy jak zwał tak zwał obecny jest dualizm czyli podział na dusze i ciało niestety nie pamiętam prekursora tego nurtu (nieważne) natomiast u Żydów sprawa ma się (na tyle na ile znam temat) nieco innaczej u nich nie występuje ten dualizm i ich ciała muszą być czyste aby uczestniczyć w zmartwychwstaniu ciał. (Jeśli się mylę proszę kogoś kompetentnego o poprawienie mnie i skierowanie do odpowiedniej literatury).Zostawiając z boku te metafizyczne wywody, to sądzę, iż każda kultura ma swoje oryginalne (dla nas dziwne bądź gorszące) rytuały które jeśli tylko przeprowadzić w dobrych warunkach sanitarnych nie powinny budzić zastrzeżeń. Problemem jest raczej to co dzieje się w krajach trzeciego świata bo tutaj problem jest właśnie w warunkach w jakich się dokonuje tego typu zabiegów, pomijając fakt, iż możemy się tutaj czuć pośrednio odpowiedzialni ale to już nie należy do tematu. Tyle w tej kwestii.Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Ja raczej stanęłam na stonowisku bardziej racjonalnym. Nie wierzę, że Bóg wymaga od człowieka usunięcia napletka, co jak wiemy nie przeszkadza w uprawianiu seksu, więc z punktu widzenia czystości moralnej, tenże napletek nie ma znaczenia. A tym samym, skoro nie ma znaczenia, to może sobie być, po co się okaleczać? Wiele ze starotestamentowych reguł zostało zmienionych, usuniętych w czasach Nowego Testamentu. Przypomnę choćby zasadę oko za oko. Jezus jej zabronił. W imię miłości do drugiego człowieka.

      Polubienie

      1. Co do tego co w nowym testamencie jest słowami Jezusa to długo by pisać, szczególnie że wielce prawdopodobne jest, iż ewangelie spisywali ludzie którzy brali informacje z drugiej ręki i nie widzieli nawet na oczy drugiego z wielkich mistrzów europy, drugi specjalista od moralności Chrześcijańskiej Paweł co ciekawe był grekiem, ale zostawmy te teologiczne wywodu, nie wiem czy bóg jest racjonały nie znam „człowieka”. Nieważne osobiście uważam, iż lepiej by było aby obrzezanie odbywała się za zgodą delikwenta jednak nie powinno się tego roztrząsać bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia tyle w tej kwestii.

        Polubienie

        1. Jak widać nie zależy tylko od punktu siedzenia, skoro rozgorzała na ten temat aż wojna polityczna:) Mogę się jedynie zgodzić z tym, że na temat obrzezania mężczyzn nie powinna się wypowiadać kobieta, bo jej ta kwestia nie dotyczy, poruszyłam ją bardziej z empatii 🙂 Natomiast zawsze będę współczuć afrykańskim kobietom i będę o tym głosno mówić.

          Polubienie

          1. Zależny od punktu widzenia dlatego rozgorzała o to „wojna” jednak U.S.A bo chyba o ten kraj chodzi jest w sporej części oparty na kulturze europejskiej (Choć nieco wymutowanej i okrojonej). Więc tam zasadne wydaje się wprowadzenie takiego zakazu (Kultura zachodnia i Judaistyczna to dwa różne światy). Natomiast w sprawie afryki to jest to jeden z wielu problemów jednak ten kontynent ma problemy bardziej palące.

            Polubienie

            1. Z drugiej strony jest to jednak kraj, o ogromnym wpływie środowiska żydowskiego, również wpływie finansowym. Powinno być więc im łatwo pozostawić sprawy takimi jakie są od ponad 3 tys. lat.

              Polubienie

              1. I jak się okazało są dwie koncepcje popierane przez różnych ludzi i to naturalne, że powstaje dyskusja. Dwa ja bym polemizował czy ten wpływ obecnie jest aż tak wielki, z resztą nie każdy kto podaje się za Żyda został poddany obrzezaniu ten rytuał raczej jest praktykowany przez środowiska ortodoksów. natomiast co do Katolików o których była mowa jeśli ktoś sobie chce takie coś zaaplikować to niech robi dopóki nie przymusza drugiego wszystko jest ok.

                Polubienie

                1. W przypadku obrzezania mężczyzn trudno w ogóle mówić o zmuszaniu. Bo albo robi się to dzieciom, które cierpią ale nie mają w ogóle okazji się nie zgodzić (8 dzień po narodzinach), albo robi to dorosły mężczyzna, świadomie poddając się zabiegowi. Tylko obrzezanie kobiet jest brutalne i poddawane są nim dziewczynki wbrew ich własnej woli, są one bowiem już na tyle duże, żeby wiedzieć co dzieje i z doświadczenia starszych koleżanek wiedzą, że to jest także okropny ból.

                  Polubienie

  6. O tak, kontrola umysłu, to panowanie nad ciałem. Się zgadzam w 100% A obrzezanie kobiet (dziewczynek), na kamieniu, w atmosferze strachu i przymusu jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić i nie mieszajmy do tego religii.

    Polubienie

    1. Musimy mieszać religię do samej kwestii zasadności przeprowadzania takich „oczyszczających” czy zapobiegających zabiegów. Natomiast kwestia higieny to sprawa odrębna i to jest nawiększy problem.

      Polubienie

    2. Jeszcze do wpisu mojego przedmówcy pełna kontrola umysłu nad ciałem to mrzonka, jednak nie jestem specjalistą by móc ten temat w pełni wyłożyć. Powiem tylko że znowu się tutaj dualizm kartezjański przejawia (przypomniało mi się to chyba Kartezjusz był ojcem dualizmu nowoczesnego)

      Polubienie

      1. Ależ większość ludzi się kontroluje, gdyby tak nie było, co drugi człowiek w chwili wzburzenia sięgałby za nóż:) Prawdą jest, że nie zawsze lubimy tę naszą kontrolę, czasem pojawia się pragnienie ucieczki, zrobienia czegoś szalonego. I czasem to szaleństwo się realizuje, ale częściej jednak wracamy do swoich własnych, może czasem nielubianych ale własnych, skorupek:)

        Polubienie

      2. Ależ większość ludzi się kontroluje, gdyby tak nie było, co drugi człowiek w chwili wzburzenia sięgałby za nóż:) Prawdą jest, że nie zawsze lubimy tę naszą kontrolę, czasem pojawia się pragnienie ucieczki, zrobienia czegoś szalonego. I czasem to szaleństwo się realizuje, ale częściej jednak wracamy do swoich własnych, może czasem nielubianych ale własnych, skorupek:)

        Polubienie

  7. Witam.Obrzezanie… W naszej kulturze (myślę o naszej części Europy) kojarzyło się z Żydami. Był to jeden z elementów ich łatwej identyfikacji. Wynikało pewnie z tradycji religijnych. I dotyczyło chyba tylko mężczyzn. Nie jestem autorytetem, więc się nie mądrzę.Natomiast o obrzezaniu kobiet było jakiś czas temu głośno, szczególnie w odniesieniu do krajów afrykańskich. I tak jak to odebrałem był to jakiś koszmar. Okaleczanie powodujące urazy psychiczne, ale też zakażenia i poważne kłopoty zdrowotne. Czemu to ma służyć???Masz rację. Niech Umysł kontroluje ciało. Wychowujmy się, uczmy zachowań. Przyszło mi do głowy idiotyczne skojarzenie. Żeby nie zostać kieszonkowcem ucinamy ci dłoń. To mam wrażenie oddaje działanie na zachowanie przez okaleczanie ciała. A gdzie wychowanie? Gdzie tradycja? Gdzie wzorce zachowań?Pozornie prostym tematem poruszyłaś całą lawinę myśli.To dobrze. Zastanówmy się czasem co i dlaczego robimy. I czy jest to najlepsza droga do celu.Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Obrzezanie utożsamiamy z żydowską religią, ale w latach 80′ stało się bardzo modne w USA wśród katolików właśnie ze względów higieniczno – estetycznych. Ale w dzisiejszych czasach jest to zabieg przeprowadzany w znieczuleniu, czego niestety nadal nie można powiedzieć o obrzezaniu kobiet. Tu nadal jest samowolka, okaleczanie w sposób brutalny i bolesny. To rzeczywiście przerażające i nic dziwnego, że poddana temu zabiegowi kobieta pamięta tg do końca życia. Rzeczywiście poruszyłam kilka tematów, może zbyt pobieżnie, ale nie bardzo wiedziałam, jak ująć wszystko co chciałabym przekazać. Tak więc teraz tylko zarysowałam problem, może kiedyś będzie potrzeba jego rozwinięcia. Pozdrawiam:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s