Scenka rodzajowa lub „Jedenaste – nie wymawiaj!”

Pora lunchu. Siedzę sobie w średnioprzytulnej, ale za to serwującej fantastyczne jedzenie knajpce na Nowym Świecie. Drzwi skrzypią niemiłosiernie, przy czym tak bardzo jak skrzypią, tak ciężko się otwierają. Najbliżej wejśćia siedzi starszy, szpakowaty pan i to on pomaga otwierać je, gdy tylko zauważa szarpiących się z nimi ludzi. Siedzi blisko, więc zauważa każdego i każdemu pomaga stając się coraz bardziej poirytowany.

W końcu, po kolejnym otwarciu nie wytrzymuje i mówi do osoby wchodzącej: „Wypisuję się z tej obsługi, więcej nie otwieram”. Trafiło na kobietę, która najpierw podziękowała za pomoc, a potem (jak zrozumiała sytuację), zrobiło jej się głupio.

Historyjka, jakich wiele, ale można z niej wyciągnąć ogólniejszy wniosek. A mianowicie, jeśli już pomagamy drugiemu człowiekowi, zwłaszcza, jeśli nie prosił on o żadną pomoc, nie psujmy własnego gestu robiąc niepotrzebne wymówki. Zarówno w stosunku do o obcych, jak i bliskich sobie ludzi, ale zwłaszcza w domu, wśród przyjaciół, w pracy.

Solenizantka, która przy stole opowiada zaproszonym przez siebie gościom jak to się spracowała w kuchni, żeby stół wyglądał dostojnie, sprawia, że wszystko, co przyrządziła, staje im kością w gardle. Mnie samą denerwuje, kiedy moja mama narzeka w każde święta na opuchnięte nogi, ale wcześniej nie pozwala sobie całkowicie ująć pracy, w rezultacie ona pichci część potraw w swojej kuchni, ja drugą część w swojej (z wyjątkiem przypadku, kiedy byłam niesprawna lub daleko poza domem). A przecież mogę całkowicie przejąć przygotowywanie świątecznych wypieków i naprawdę bardzo bym tego chciała właśnie dlatego, żeby nie miała opuchniętych nóg. Z drugiej strony jednak szanuję, że chce być ciągle aktywna.

Nie chcę popadać w moralizatorski ton, ale widząc konsternację na twarzy kobiety z przytoczonej historyjki, pomyślałam sobie o tych wszystkich razach, kiedy prawdopodobnie i mi się „wypsnęło” jakieś zupełnie niepotrzebne zrzędzątko.:-)

Zwłaszcza dzieci doskonale widzą, co dla nich robimy i na swój sposób odwdzięczają się nam. Starają się pomagać jak mogą, a z wiekiem mogą coraz więcej. Tylko pozwólmy im na to i nie zraźmy niepotrzebnymi komentarzami.

28 myśli w temacie “Scenka rodzajowa lub „Jedenaste – nie wymawiaj!”

  1. Myślę, że poruszyłaś dwie różne sprawy: stosunek do osób obcych. Kiedy byłem o 20 kg młodszy byłem w RFN na praktyce zawodowej. I tam uderzyło mnie jedno: młode i starsze kobiety, jak również mężczyźni otwierali mi drzwi z uprzemym uśmiechem. Coś tu nie gra… Czyżbym wyglądał na niesprawnego? Nie, to była kwestia wychowania owych Niemców ( miasto Kolonia) a uśmiech był uśmiechem oficjalnym nr 4.. To jest kwestia kindersztuby. Ja np. nie umiem rozmawiać z kobietą (sprzedawczynią czy nawet pytającą o jakąś ulicę) w czapce na głowie. Nie zdziwiło mnie nawet pozdrowienie „Gruess Gott” panienki stojącej w drzwiach pornoszopu, kiedy przechodziłem obok. Druga sprawa to wychowanie dzieci. Ile daliśmy im pieniędzy, troski czy czasu to mały pikuś (Pan Pikuś!). Ważne ile daliśmy im serca. Ja mogę się pochwalić, że moje dzieci: (córka i syn) teraz dają mnie rónież wiele serca. I nie licytujemy się, kto daje więcej.

    Polubienie

  2. Masz całkowitą rację. Teraz się zastanowiłem nad sobą i jestem przerażony. Otóż nie tak dawno chciałem komuś pomóc i bardzo się spracowałem. Miałem ogromną satysfakcję, że mogłem komuś sprawić radość, ale teraz sobie przypominam, że narzekałem przy tej osobie na swoje samopoczucie po tym spracowaniu. Mogło być jej przykro. Dzięki Twojej historyjce, postaram się więcej nie popełnić takiej gafy. Pozdrawiam po dłuższym niebycie.

    Polubienie

    1. Witaj Master, rzeczywiście długo Cię nie było:)Każdy z nas popełnia krytykanctwo i każdy z nas narzeka, to jest ludzkie. Jednak można nad sobą pracować i nawet trzeba, a jeśli piszesz, że Ty też sobie obiecujesz poprawę, to znaczy, że moja notka porusza prawdziwy problem. Pozdrawiam

      Polubienie

  3. oj tak …jak rzekła Alucha..jakże wielu rodziców wymawia swoim dzieciom to co się im najzwyczajniej nalezy czyli wychowanie,poswiecanie czasu i uwagi oraz pieniędzy także…no wiesz: ^ my sobie z ojcem żyły dla ciebie wypruwamy , a ty coo?^ i tego typu inne dyrdymały…

    Polubienie

    1. Tym bardziej, że przecież te dzieciaki w większości wypadków są dziećmi chcianymi, lub nawet jeśli przyszły na świat „przypadkiem”, są kochanymi dziećmi swoich rodziców. Co się dzieje w umyśle dorosłego człowieka, że aż musi w ten sposób zwracam na siebie uwagę dziecka? Czy nie jest tak, że dzieje sie to najczęściej wtedy, gdy traci z tym dzieckiem kontakt? Bo tak jak dziecko może krzyczeć swoim złym zachowaniem „hello, jestem tu!” tak samo próbuje tę uwagę zwrócić rodzic, tylko oczywiście w zupełnie inny sposób. To zresztą ciekawy mechanizm, bo przecież przynosi zupełnie odwrotny skutek.

      Polubienie

      1. postawa rodzica wynika zdaje się z poglądu-jestem królem , a dziecię poddanym..upraszczam oczywiscie – ale to ta relacja…a słowo:króla-święte ma być i już…król zarządzi to i owo i-wykonać! bezwzględnie..bo inaczej postraszymy banicją z gniazda oraz nałożymy embargo na internet np…-;)

        Polubienie

        1. To reakcja rodzica, który uważa, że działa w myśl jednak trochę inaczej rozumianej dyscypliny. Ale masz rację, reakcja wyższści. I chociaż uważam, że w sensie doświadczenia rodzic jednak mentalnie góruje nad dzieckiem, to przecież nie po to, by mu wypominać wszystko co dla niego robi.

          Polubienie

  4. Witam ponownie,Właśnie przeczytałam Twoje wiersze. Dlaczego ich tak mało i dlaczego do szuflady? Ja bardzo lubię poezję Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej i Bolesława Leśmiana. Kocham też Baczyńskiego, chociaż jego wiersze są czasami przerażające.Twoje wiersze, subtelnością i osobistymi emocjami, skojarzyły mi się od razu z Jasnorzewską. Przyznam, że siedzę teraz żółta z zazdrości, bo poezja to dla mnie za wysokie progi. Próbuję swoich sił jako prozaik. Caffe, bardzo, bardzo proszę, wyjmij te wiersze z szuflady i pokaż na swoim blogu. Z pewnością ucieszy to wiele osób.Miłego wieczoruOczarowana Alicja

    Polubienie

    1. No i znowu mnie zawstydzasz:)) Dziękuję….nie za zawstydzanie, za słowa uznania:) Alicjo, zaczęłam czy może raczej wróciłam do pisania wierszy dopiero kilka lat temu. Pomiędzy moim pierwszym wierszem a tymi, które tu wstawiałam jest prawdopodobonie ze 20 lat różnicy:) Nie mam ich za wiele, niektórych nie mogę tu wrzucić bo wysyłałam je na konkursy. Od razu uprzedzam, że nic nie wygrałam, ale raz mnie wyróżniono 🙂 To bardzo miłe uczucie, przyznaję. Prawda o pisaniu wierszy jest jednak o wiele bardziej prozaiczna w moim przypadku…one same przychodzą wtedy, kiedy chcą. Czasem tygodniami nie piszę nic, a potem, nagle, powstaje coś nowego. Lubię te momenty:)

      Polubienie

      1. Kochana Caffe,Wiem, że wierszy nie pisze się na akord. Po prostu napisałam tak na gorąco po ich przeczytaniu. Czasem jestem taki raptus. Będę czekałaAlicja

        Polubienie

        1. Najbliższe miesiące będą w moim życiu bardzo gorącym okresem. Nie wiem czy będzie chwila spokoju na pisanie:) Ale oczywiście, nie zarzekam się, może akurat coś….wtedy podzielę się tym z Wami.

          Polubienie

  5. Witam ponownie,Podczas czytania tego tekstu nasunęły mi się wspomnienia z mojego niewesołego dzieciństwa. Wraz z moim bratem bez końca wysłuchiwaliśmy o „poświęceniu” moich rodziców, dzięki którym mamy …. i tu mogłabym umieścić wyliczankę, rozpoczynającą się od jedzenia i kąta do spania a kończącą się na hipotetycznych karierach, jakie przez nas i owo poświęcenie przepadły. I, mimo tylu lat, nadal doskonale pamiętam jakie to było raniące. Cały czas z bratem czuliśmy się winni. Dołączam do Twojego apelu aby szczególnie dzieciom i wrażliwym nastolatkom zaoszczędzić takich atrakcji. Mocno poruszonaAlicja

    Polubienie

    1. To bardzo smutne co piszesz,wydaje mi się, że to jest skrajna postać wymawiania, bo uderza w samo serce dziecka i pozostaje w tym sercu chyba na całe życie. Właśnie tego, jako matka, chciałabym się zawsze wystrzegać.

      Polubienie

  6. Dobrze to ujęłaś. Jak robimy jakiś miły gest, to niech płynie on z serca. Nie z przymusu.A co do konsternacji i ewentualnych przykrości. Trochę może w innym ujęciu, ale zawsze. Jest jeszcze jedna (być może nie jedyna) sytuacja, w której słowo pochwały nie budzi zachwytu. Pochwała wygłoszona jako: Dobrze coś tam zrobiłeś/aś (tu opis tego co zostało zrobione), ale…. I to „ale” jest zaprzeczeniem pochwały wygłoszonej chwilę wcześniej. Pilnujmy się zatem, żeby z miłych gestów i słów nie budować zakłopotania i rozczarowania.PozdrawiamLeslie Warszawski

    Polubienie

    1. On może nawet i nie płynie z przymusu, ale potem zostaje spłycony komentarzem. To zupełnie niepotrzebne i krępujące dla osób, które z tego gestu skorzystały.

      Polubienie

  7. Powiedz dlaczego jeśli pięć kobiet chce się odchudzić to musi to robić przed kamerami telewizyjnymi i w wygodnych fotelach pod troskliwym okiem . Nie mogą w domu ??? I jak tu im nie wymawiać .

    Polubienie

        1. :))) W życiu bym nie pomyślała, że do tego nawiązujesz:) Szczerze mówiąc akurat nie znam sprawy w ogóle. To znaczy myślę, że chyba chodzi o podwyżki….ale nic poza tym.

          Polubienie

  8. Hmm… a za każdym razem chyba chodzi o to, co kto poczuje w wyniku naszych działań;-)Pomijając może tego mężczyznę, bo tu nie wiem, dlaczego pomagał za każdym razem (wszak nie musiał), chodzi chyba o docenienie faktu, że coś dla kogoś robimy. Zakładamy, że tego nie widzą?Mama pewnie z przyjemnością robi coś dla swoich dzieci, ale potem chce podkreślić, jak bardzo się poświęca. I może nie tyle chodzi o to poświęcenie, to pokazanie miłości? jak dużo robi – z miłości? Ja wiem, że odbieramy to zupełnie inaczej, też tak mam, bo wychodzi na to, że to my nawalamy i ona to podkreśla, a to irytujące, dlatego że krzywdzące, niesprawiedliwe i nie zgodne z prawdą. Ale nasze próby wyręczenia jej i tak spalą na panewce, bo jej nie o to chodzi. Jakoś ludzie nie rozumieją, jak magiczny skutek przyniosłyby na przykład takie słowa: ” Co prawda Beata chciała mi pomóc, ale chciałam Wam sama to przygotować, tak bardzo Was kocham.” – czy coś w tym stylu. A ile by otrzymała podziękowań i troski… a tak jest irytacja i dalsze poczucie niedocenienia „ja się tak staram, a oni”.Znaczy ja nie wiem, jak jest u Was, tak mi tylko obrazy w wyobraźni poszły, bo często tak właśnie jest;-)Z dziećmi to ja nie mam wiedzy;-)Ale rzeczywiście: 1. nie należy wypominać, kiedy się pomaga, bo to bez sensu całkowicie, nawet sobie nie ulżymy; 2. należy przyjrzeć się sobie i w razie czego wyhamować;-)

    Polubienie

    1. Docenianie to w ogóle ciekawa sprawa. Zwykle bez większych problemów doceniamy osoby, które kochamy czy choćby lubimy. Oczwiście niby widzimy też dokonania osób obcych lub takich, z którymi nie jesteśmy zaprzyjaźnieni ale o miłe słowo, gest, który pokazywałby, że widzimy i aprobujemy..już trudniej. Możę dlatego, wiedząc, że taki jest mechanizm ludzki, niektórzy wolą się „upewnić”, że wszyscy dokoła widzą, że doceniają, że są zadowoleni, wolą podetknąć te swoje dobre uczynki innym prosto pod nos? To jest trochę pokrętne, ale może właśnie o to chodzi?

      Polubienie

        1. Ja właściwie też, ale wiesz, mógł też po prostu zmienić miejsce lub czytać gazetę i nie reagować na otoczenie:)

          Polubienie

            1. Dobrymi chęciami piekło…..A pan nie chciał być pewnie posądzony o znieczulicę, chociaż powtarzająca się czynność denerwowała go:) Może nawet czuł się nieco sprowadzony do roli odźwiernego i nie podobało mu się to.

              Polubienie

              1. Mogło też być tak, że rzeczywiście chciał pomóc, bo taki ma odruch. Tylko że nie przewidział, iż się odźwiernym stanie;-) A nie mógł zaprzestać, bo skoro pomógł komuś i ma taki odruch, to czemu nie następnemu, skoro ma taki odruch… Nie przeklinałaś nigdy własnych odruchów?;-)) Jemu się z piersi wyrwało… choć nie wiem, czy młodej i w sumie to nieważne;-))

                Polubienie

                1. Młoda nie była, ale nie o to nie o to:)W każdym razie….być może na początku chciał być pomocny, a potem już nie mógł przestać, pora lunchu była, ludzi tłumy na ulicach. Odruch, oj tak miewam, ale staram się je kontrolować, wiele razy już oberwałam za niekontrolowane po uszach. Może jeszcze i o tym napiszę:)

                  Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s