Najlepsze te małe kina, w rozterce i udręce….

Akurat to, w którym wczoraj byłam, wcale nie było małe. No i nie byłam udręczona. Może troszeczkę w rozterce, ale tylko na początku.

Ktoś mnie zapytał, czy idę na film czy do kina? Nie odpowiem na to pytanie, poza tym ciekawość rozmówcy wynikała prawdopodobnie z faktu, że seans rozpoczynał się baaaardzo późnoJ

Od momentu pojawienia się w kinie czułam, że coś mi nie pasuje, że jest dziwnie nieswojo, chociaż na początku nie wiedziałam dlaczego, zbyt zajęta rozmową, piciem kawy i konsumowaniem czekoladowego deseru.

Po wejściu na salę kinową zrozumiałam. Byliśmy jedynymi widzami!! To właśnie ta pustka, brak czekających na projekcję widzów, szwendających się po korytarzu, przeszkadzała mi, budziła niepokój. Od razu stanęły mi przed oczami wszystkie horrory z miejscem akcji w opustoszałym kinie, jakie kiedykolwiek w życiu obejrzałam.  

Dopiero gdy rozpoczęła się trochę głupawa, ale śmieszna komedia, poczułam ulgę i odreagowałam stres, ale nie dowiedziałam się, „Jak się pozbyć cellulitu”J

Mam tylko nadzieję, że operator projektora nie ma nam za złe, że dla dwóch osób siedział w pracy do 1 w nocy (akurat!!).

A tak na marginesie, czy seans dla 2 osób się opłaca?