Firmowe „integracje” czyli trochę o konsekwencjach

O firmowych, integracyjnych imprezach napisano już tak wiele artykułów, a blogerzy tak wiele notek, że moja powielałaby jedynie czyjś punkt widzenia: krytyczny albo akceptujący. Nie będę więc oceniać takich wyjazdów  również dlatego, że zrobił to w dzisiejszej ramówce Onet.

Autorka zamieszczonego artykułu, w oparciu o przykłady z życia wzięte, raczej stoi na stanowisku, że integracja to Sodoma i Gomora, a w najlepszym przypadku gwóźdź do dużo wcześniej z pietyzmem wypracowanej, małżeńskiej trumny. Jeśli chodzi o sam akt zdrady, to najczęściej bezpośrednim winowajcą jest alkohol, który rozwiązuje języki i paski kobiecych sukienek, że już nie wspomnę o męskich rozporkach.

Po całorocznej pogoni za sukcesem zawodowym ludzie chcą wyrwać się z rodzinnego zaprzęgu i pójść na całość, chcą rozluźnić się i jak za dawnych, młodzieńczych czasów zaszaleć. Poszukują zagubionej w codziennej rutynie serdeczności i intymności, ciepła i zrozumienia. I właśnie to plus alkohol stanowi impuls wyzwalająco – eksplodujący. Dosłownie i w przenośni.

Ale my to wszystko wiemy, dlatego nie ma sensu po raz kolejny pisać szczegółowo ani o powodach, ponieważ małżeństwa bywają różne, ani o charakterach, różnicujących jeszcze mocniej.

Natomiast warto wspomnieć o konsekwencjach, bo te bywają podobne.

Gdy przeczytałam, że jedną z nich, którą często ponoszą uczestnicy wyjazdowych balang jest wyrzucenie z pracy zaczęłam zastanawiać się, czy moda na integracje nie ma jakiegoś głębszego dna. Być może należałoby spojrzeć na wszystko właśnie od końca? Może właśnie ten koniec jest powodem całego wcześniejszego, założonego przez szefów, zamieszania? Może sprytni, znający życie (a czasem i psychologię), menedżerowie, chcąc przeprowadzić roszady w firmie, lub dokonać naturalnej selekcji, najpierw wysyłają swoich pracowników „w teren”. A potem patrzą z uśmiechem na ich beztroskie zabawy, włącznie ze wspomnianą sodomią i gomorią (jak mawiała pewna babcia:), i wyciągają zarówno wnioski jak i konsekwencje.

Przy czym mają tym czystsze pole do popisu im bardziej nieczyste są pointegracyjne sumienia pracowników.

23 myśli w temacie “Firmowe „integracje” czyli trochę o konsekwencjach

  1. Nie wykluczam tej możliwości. W końcu spotkania te są po to, by lepiej poznać tych ludzi w odmiennych od codziennych warunkach. Zwłaszcza gdy program jest z góry opracowany przez jakiegoś psychologa i jego realizacja ma pokazać kto umie, a kto nie, pracować w zespole, kto ma zapędy przywódcze, a kto jest nielojalny. A ten alkohol i te przelotne romanse są już wkalkulowane w ocenę pracownika i najczęściej nie maja większego znaczenia. Choć wg mnie świadczą o kulturze osobistej pracownika.Miłego, 😉

    Polubienie

    1. Myślę, że te wszystkie zadania grupowe, które są wykonywane na zjazdach integracyjnych na pewno opracowuje zespół psychologów. Jednak to o części zupełnie nie związanej z zadaniami krążą potem historie:) Ale rzeczywiście nie można uogólniać, ale pośmiać się wolno:))

      Polubienie

  2. Ciekawy punkt widzenia, dający do myślenia. Chyba faktycznie warto wziąć pod uwagę, czy taki wyjazd to gratyfikacja dla pracownika, czy raczej bieg przełajowy przez pole minowe.Pozdrawiam

    Polubienie

    1. To pole minowe to niezła metafora tym bardziej, że właśnie też nieliczni zostają:)Oczywiście bywają firmy, w których im bardziej rozrywkowi pracownicy tym lepiej, ale bywają takie, w których się jednak za bardzo tego nie lubi.

      Polubienie

    1. Hi hi, Viola uważaj po prostu na alkohol:))) I wiesz….kurczę, zazdroszczę Ci, ja przychodzę do każdej firmy już wtedy, gdy ta odeszła od imprez integracyjnych. JAkieś fatum nade mną wisi, czy co?:)))Baw się dobrze!!

      Polubienie

  3. hej zapraszam Cię do odwiedzenia mojego B, dopiero zaczynam pisac co nie co może czasem coś z mojego B Ci się przyda. zapraszam Life Is Like A Muffin to mój Blog

    Polubienie

  4. Zbyt daleko idące rozumowanie. Przecież sam szef dał przykład zamykając się w pokoju hotelowym ze swoją sekretarką .Chyba, ze był to tzw. „zakup kontrolowany” i teraz zwolni sekretarkę za złe prowadzenie się.

    Polubienie

    1. Bubu, szefowi akurat wolno wszystko, prawda?:)Poza tym było powiedziane, że ten romans trwa już od dawna, więc być może jest na niego również „moralne” przyzwolenie żony (aczkolwiek w to nie wierzę akurat). Tak czy siak, może nie tyle towar kontrolowany, co czysta manipulacja. Pracownicy zachęceni postępowaniem szefa pozwalają sobie na jeszcze więcej. A potem może już być dokładnie tak jak napisałam:)Ale nie musi.

      Polubienie

    1. Wiesz, ja też tych wniosków nie traktuję jako pewnik:) to raczej takie dywagacje. Coś w stylu „co by było, gdyby było”. A racja…..czasem jest zupełnie nieprzewidywalna.

      Polubienie

  5. Popatrz, popatrz – odwróciłaś zatem kota ogonem… Kto wie – może faktycznie tak jest. Dziękuję za spojrzenie od innej strony :)Karioka

    Polubienie

      1. Nie, wcale tak nie myślę. Czasem dobrze jest spojrzeć na – z pozoru wydawać by się mogło – jasną i klarowną kwestię – z całkiem innego punktu odniesienia :)Karioka

        Polubienie

        1. Zwłaszcza, że często się po prostu pewnych rzeczy nie dostrzega, oczywiście napisałam to wszystko z lekkim przymrużeniem oka…ale tylko lekkim, a nawet bardzo lekkim:))

          Polubienie

                1. Tak myślę, ale….podaj mi link do swojego bloga, bo ja jestem zakręcona więc jeśli podawałas…to gdzieś mi umknęło. Sorrry.:)Niestety tak to u mnie ostatnio jest, że nie mam kompletnie czasu na nic, więc komentuję rzadziej, ale staram się chociaż czytać.

                  Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s