Życie samo pisze scenariusze

„Życie samo pisze scenariusze” – takim stwierdzeniem kwituje każdą rozmowę ciocia Basia wzbudzając tym samym znaczący uśmiech moich dzieci, mojej mamy, mój własny oraz każdej osoby biorącej udział w rozmowie.J

Ale rzeczywiście pisze i to tak różne, że często zastanawiam się, w jaki sposób dokonuje się przydział i dopasowanie scenariusza do konkretnej osoby. Jak to się dzieje, że z małego rozkosznego bobaska sadzanego tatusiowi na kolanach, wyrasta egoistycznie nastawiony do bliskich narkoman, dziewczynka z blond kędziorkami – prostytutką, przebojowy, zdolny chłopiec, mamusi oczko w głowie – samotnym bezdomnym, jeszcze ktoś inny – złodziejem.

O dziwo nigdy nie zastanawiam się nad analogicznym dopasowaniem, gdy chodzi o osoby, którym się w życiu „powiodło”, mają udaną (lub udającą) rodzinę, biznes i dwa samochody w garażu. A przecież i w tym poukładanym w myśl zasad i reguł społeczeństwie łamie się prawo, przymyka oczy na obowiązki, ogranicza wolność osobistą drugiej osoby. Nie jest tak wesoło, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.

Czy, w tym naszym rozwiniętym cywilizacyjnie świecie, zawsze jest miejsce na świadomy, przemyślany wybór? Czy zawsze jest akceptacja procesu wydarzeń, wola walki o powrót do społeczeństwa, jeśli nastąpi rozłam? Na ile tworzymy własny, a na ile realizujemy narzucony odgórnie plan? Pytania stawianie od początku świata i ciągle, ciągle aktualne.

Jeden z opisywanych dzisiaj w Onecie kloszardów był kiedyś doktorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W jakimś momencie wykazał się niezwykłą odwagą (albo bezmyślnością) by odejść z domu, w którym działo się źle, w którym ktoś zdradził, ktoś zachwiał poczuciem wartości, ktoś zburzył zaufanie i sprawił, że jedynym wyjściem stała się ucieczka. Naiwnie sądził, że to tylko na chwilę, tylko żeby odpocząć, nabrać dystansu, przeczekać, więc poddał się i przestał walczyć. Został poza domem do dzisiaj, tym samym grzebiąc świetnie zapowiadający się naukowy talent i możliwość życia z dala od śmietników.

Historia pewnie taka, jakich wiele, ale niestety potwierdza to, co już trochę wiem, czego sama, na innych życiowych „płaszczyznach”, doświadczyłam. W wyniku każdych, nawet najdrobniejszych posunięć i dokonywanych wyborów tworzymy nową rzeczywistość, nową „jakość”, z której powrót bywa niezwykle trudny lub wręcz niemożliwy.

I ta świadomość, wzmocniona dodatkowo artykułem, trochę zachwiała moją, wyraźnie ostatnio odczuwalną pewnością, że jeszcze wszystko będzie jak dawniej i najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się smutno*

 

 

* Jakelo, tylko proszę nie sugeruj znowu, że to z powodu złamanego paznokcia i jesiennej auryJ

Autor: Caffe

W zasadzie mogłabym się wymądrzać jaka jestem, jaka nie jestem, jaki jest mój blog, lub jaki miał być w zamiarze. Jednak posłużę się cytatem z bloga Kamila Wolnickiego, bo jest wyjątkowo trafny:): „Ten blog to mój „teren prywatny”, na który każdy może wejść. Będę pisać kiedy chcę i o czym chcę. Nie każdy musi się ze mną zgadzać… Czasem trochę koloryzuję, czasem zostawiam niedopowiedzenia, czasem chętnie biorę się za pisanie o sprawach, którymi na co dzień się nie zajmuję. Zawsze mam swoje zdanie, które… czasem zmieniam. Moje prawo, bo mój teren.” Tak więc, mając na uwadze powyższe, bawcie się u mnie dobrze!!

12 myśli na temat “Życie samo pisze scenariusze”

  1. Nie wiem dlaczego łączysz w jednym prostytutkę, narkomana i złodzieja z ex-doktorem, który stał się fanatykiem recyclingu (czytałem o nim na onecie). Z innych powodów stacza się dziecko z „dobrego domu” i z innych doktor filozofii zabrał się za recycling. W pierwszych trzech przypadkach winę ponosi „dom rodzinny” w którym im przyszło żyć, który może zaaplikował bezwiednie jakieś urazy. W drugim też „dom rodzinny” ale to już zupełnie co innego. Niby to samo ale zupełnie co innego. W pierwszych trzech przypadkach coś dawkowano stopniowo, w drugim człowiek przeżył szok psychiczny – czyli jakieś nagłe doznanie kazało mu wyjść z domu, który założył, bo przebywanie w nim było nie do zniesienia. Coś w nim pękło i koniec – rozbił się dzban i już nigdy wody w sobie nie będzie trzymał.

    Polubienie

    1. Jacek, ale Ty mówisz o procesach, które są w przypadku każdego człowieka inne. Mi raczej chodzi o ten szok, malutkie śliczne ukochane dziecko i dorosły, zupełnie odbiegający od oczekiwań wizerunek. Rozumiesz? Czasem myślę, że dobrze, że jednak starzy ludzie umierają, patrzeć na stoczenie się dziecka jest okrutne.

      Polubienie

      1. aha, tzw. „Co z niego wyrosło?!?!?!?” – pytanie: gdzieście byli jak rosło? – najczęściej robiło się karierę – przesiadywało z psiapsiółkami po kawiarniach, przesiadywało po fryzjerach, kosmetyczkach i salonach mody…

        Polubienie

        1. Oczywiście, że gdzieś musiało być jakieś zaniedbanie, przeoczenie plus koledzy czy inne grupy wsparcia. Ale nie, ja celowo nie chciałam oceniać, bo cóż to da. Raczej chodziło mi o to zestawienie: wtedy i dziś. O oczekiwania rodziców wobec dzieci w konfrontacji z rzeczywistością. Takie sobie refleksje.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s