Opublikowany w Daily News

„Mąż swojej żony”

Wczoraj obejrzałam starą polską komedię (jedną z pierwszych Barei), która opowiada historię pewnego małżeństwa odnoszącego sukcesy zawodowe, ona w sporcie, on w komponowaniu. Cała Polska bacznie śledzi osiągnięcia kobiety, natomiast nie wie zupełnie nic, a w związku z tym nie docenia sukcesów mężczyzny. Nawet pomoc domowa traktuje go jak pantoflarza, który nie ma prawa do własnego zdania, uważając jak wszyscy, że tylko mężczyzna uprawiający sport, jest mężczyzną z prawdziwego zdarzenia.

Sytuacja zmienia się, gdy bohater, doprowadzony do ostateczności lekceważeniem go przez trenera, a także przez nieświadomą tego faktu własną żonę, nokautuje jej kolegę, nota bene znanego i cenionego w świecie sportu boksera. No i dopiero ten akt męskiej desperacji, skrzętnie opisany przez sportową gazetę, przywraca dawny ład i porządek. Cała Polska szaleje z radości i jest dumna dumą narodową a pomoc domowa w końcu zauważa w swoim chlebodawcy mężczyznę i zaczyna uprzedzać wszelkie jego zachcianki.

To tyle o filmie.

Gdyby tak przenieść historię w dzisiejsze czasy – prawdopodobnie nie powstałaby komedia.

Bo dzisiaj już nie budzi niczyjego zdziwienia sytuacja, w której żona jest sławną osobistością, a mąż zupełnie nierozpoznawalny. Zdarza się tak w małżeństwach celebrytów, sportowców czy polityków, zdarza wśród muzyków i naukowców. Niektórzy mężowie cenią sobie nawet to pozostawanie w cieniu żony, co jest zrozumiałe, bo nie każdy lubi rozgłos i nie każdemu taki rozgłos pozwala na normalne funkcjonowanie.

Często dochodzi do odwrócenia ról, on mając nienormowany czas pracy (lub będąc bezrobotnym) gotuje obiady i zajmuje się dziećmi a ona realizuje się zawodowo i zarabia na rodzinę. On przechodzi na tacierzynski*, ona późno wraca do domu, zmęczona i zestresowana pracą.

W każdym razie, niezależnie od tego jak sława żony wpływa na związek, dzisiaj nikogo powyższy fakt nie razi, nie obraża mężowskiej dumy, nie przelewa czary goryczy, nie uwłacza itp…

Myślę, że na co dzień nikt tego nie rozważa przyjmując życie takim jakie jest, wszystko się przecież zmienia, dopiero nagłe zderzenie dwóch światów, filmowego z lat 60 tych oraz dzisiejszego, dobitnie uświadamia, jak ogromne przemiany zaszły w powyższej materii i szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy wszystkie mi się podobają.

 

PS. Film powstał w 1960 roku, jaka to inna Warszawa niż dzisiaj. Pałac Kultury już stoi ale „Sezam” i trzy 24-piętrowe wieżowce przy ul. Marszałkowskiej – w budowie. W jednym z tych wieżowców mieszka bohaterka nakręconego kilkanaście lat później „Jeziora osobliwości”. Fajnie przeżyć podobną retrospekcję i bardzo żałuję, że nie mamy tak starych filmów nakręconych w Lublinie („Czterej pancerni” się nie liczą, bo tam Lublina mało).

* Prawnicy i lingwiści nie mogą się zdecydować, czy tacieżyński, czy tacierzyński, więc zmienili na „ojcowski” 🙂

Autor:

W zasadzie mogłabym się wymądrzać jaka jestem, jaka nie jestem, jaki jest mój blog, lub jaki miał być w zamiarze. Jednak posłużę się cytatem z bloga Kamila Wolnickiego, bo jest wyjątkowo trafny:): „Ten blog to mój „teren prywatny”, na który każdy może wejść. Będę pisać kiedy chcę i o czym chcę. Nie każdy musi się ze mną zgadzać… Czasem trochę koloryzuję, czasem zostawiam niedopowiedzenia, czasem chętnie biorę się za pisanie o sprawach, którymi na co dzień się nie zajmuję. Zawsze mam swoje zdanie, które… czasem zmieniam. Moje prawo, bo mój teren.” Tak więc, mając na uwadze powyższe, bawcie się u mnie dobrze!!

29 myśli na temat “„Mąż swojej żony”

  1. Tylko nie tacierzyński. Nie ma tacierzyństwa, ani tacierzy. Jest urlop ojcowski. A tacine obiadki mogą być smaczne, Niektórzy twierdzą, że tatkowe makarony są najlepsze 🙂

    Polubienie

    1. Obawiam się, że z tacierzyńskim nie wygrasz……to wrosło jak…..laska?:) A o tacinych makaronach nie słyszałam, a może to ma być taka gra słów tacie – tycie?:)))

      Polubienie

        1. Nie napisałeś, że chodzi o Ciebie, więc dyskretnie wyciągam informacje:) Ja też lubię makaron hand made, ale jest mi niezbędny w zasadzie w dwóch potrawach: w rosole i kluskach z makiem. I tylko wtedy go robię, w pozostałych przypadkach wykazuję się niezwykłą acz skuteczną asertywnością. Ale, że Ty potrafisz, to jestem pod wrażeniem, chociaż po wypiekach chleba, chyba nie powinno być:)

          Polubienie

          1. Makaron potraktowałem jako potrawę, czyli „pasta”. Właściwie skoro zostało mi przypisane ręczne robienie makaronów, to najpierw przeczytałem przepis i rozejrzałem się po cenach maszynek. Zapałała we mnie chęć pozostania makaronowym bohaterem i nieujawniania się, tym bardziej, ze nie napisałem, że produkuję makaron (nie miałem takiej intencji). Moja uczciwość przeważyła i wyznaję: makaron kupuję :((((. Dorabiam sosy, latem bogatsze, zimą uboższe. Podobnie w przypadku risotta, ryżu nie hoduję.A miałem szansę zostać makaronowym macho!

            Polubienie

            1. To fakt, cały Twój makaronowy imydż legł w gruzach:)) Bo ja o procesie wygniatania, rozwałkowywania, krojenia (ręcznego!! a nie z maszynki), czyli takie babcine procesy twórcze, a Ty mi o maszynce i włoskiej paście!! No nieeee, jestem rozczarowana.A nawet głodna.

              Polubienie

            2. Gwoli ścisłości – pasta po włosku to zarówno makaron w naszym rozumieniu, jak i danie, w którym makaron stanowi główny składnik. Maccherone zaś, to pojedynczy makaron typu „rurki”, ew „kolanka”. Dużo takich rurek to „maccheroni”. Maccheroni to też potrawa z maccheroni. U nas do makaronu nie używa się liczby mnogiej, chyba, ze chodzi o różne rodzaje, np. ktoś produkuje makarony.I tak nie zagadam blamażu…

              Polubienie

              1. Wiesz….żeby Cię usprawiedliwić :-))…..kiedyś usłyszałam, że makaron to ten kupowany w sklepie, a kluski – robione ręcznie. Więc miałbyś rację pisząc tak jak napisałes. Ale na Śląsku kluski to już zupełnie coś innego niż w Lublinie, stąd czasem niezrozumienie kwestii. Tak czy siak, robisz potrawę – jako całość. Teraz czaję. A już tak zupełnie na marginesie, do włoskich sosów na pewno nie pasowałby taki ręcznie robiony babciny (ale nie tylko, bo także mój:) makaron (czyli wg, mnie – kluski). Te włoskie muszą być trochę twardsze.

                Polubienie

                  1. Ach te ich nazwy. Przecież my też mamy swoje: świderki, uszka, muszelki, wstążki…..ale….. penne, tortiglionii, macherroni, i od razu lepiej smakuje potrawa ;-))

                    Polubienie

                    1. O matko…..ale czy oni te wszystkie makarony robią w domu przy użyciu wspomnianej maszynki, czy raczej kupują?

                      Polubienie

                    2. Taki wałek by mi się przydał. Mój nie obejmuje zwykle całego placka, którzy sobie rozwałkowuję do podsuszenia a potem krojenia. To jest pomysł. Tylko muszę poszukać w sklepach z superhiperdrogimi ale przydatnymi gadżetami gospodarstwa domowego, bo w normalnym polskim sklepiej pewnie nie kupię:(

                      Polubienie

                    3. Jak masz mało miejsca to zawijaj orecchiette.Niektórzy robią je nożem, niektórzy palcemhttp://youtu.be/3Ibf0GQs3qE?t=1m34s

                      Polubienie

                    4. Niektóre nazwy przypominają polszczyznę, np. ta fisharmonia czy radiacośtam przypominające kształtem układ scalony:))

                      Polubienie

    1. Dzięki:)) To są przydatne wiadomości, bo teraz spróbuje poszperać w sieci, w poszukiwaniu tych filmów. Problem jest rzeczywiście tego rodzaju, że brakuje nam filmów w Lublinie, który jest Lublinem. Nasze miasto zwykle staje się tłem wydarzeń imitując jakieś wirtualne miejsca, lub zupełnie inne miasta. Niestety. A już takich powojennych filmów z miejskimi widokami jest strasznie mało.

      Polubienie

      1. Jeszcze dwa słowa. Gdybyś zobaczył komedię „Mąż swojej żony” mógłbyś zobaczyć naprawdę wiele obrazków wprost z ulicy, przejeżdżające stare tramwaje z ludźmi na stopniach, warszawskie sklepy, panorama miasta z Pałacu Kultury. Oczywiście, że to wszystko na pewno było „podrasowane” na potrzeby filmu, niemniej jednak jakiś smaczek to jest. Zwłaszcza dla osób, które lubią takie wycieczki w czasie:)

        Polubienie

        1. Film widziałem. I rzeczywiście w starych filmach doszukuję się elelmentów historycznych. Prawdy, którą w dzisiejszych filmach o tych czasach ciężko odtworzyć. Mimo czasem wielkich budżetów i ogromnych chęci.Pozdrawiam

          Polubienie

          1. Ja też właśnie tego w tych starych filmach szukam, bo jeśli chodzi o przekaz, to one zwykle są przeideologizowane, lub po prostu komediowe, więc tak czy siak – pozostają te inne, pozostające w tle, wartości.

            Polubienie

  2. Na pewno nie wszystkie zmiany są dobre, ale wolę tak jak jest niż jak było. Choć w wielu jeszcze miejscach znajdą się osoby uważające, że kobieta powinna siedzieć w domu i niańczyć dzieci, a zarabiać na dom ma facet. I on jest głową rodziny – panem i władcą. Dla mojej babci, mamy i większości ludzi w mojej wiosce żyłabym dobrze jako żona i matka, nieważne, że skończyłam studia i chcę coś osiągnąć. Wyszłabym lepiej, gdybym wpadła, wzięła ślub i osiadła w domu. Niepojęte to dla mnie, ale tak jest.P.S.Lubię „Komedię małżeńską” :)))

    Polubienie

    1. Ja też lubię „Komedię małżeńską”, ale to już powiew zupełnie nowych czasów. Nie wiem czy lepszych, może po prostu innych, może lepiej byłoby, żebśmy mogli wybierać, a przecież mężczyźni nie idą na urlop tacierzyński z wyboru tylko dlatego, że albo ze względów ekonomicznych, czyli gdy zarabia mniej niż żona, albo gdy zupełnie nie ma pracy.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s