Just married, just divorced

Kto słyszał o imprezkach porozwodowych palec pod budkę? Krytykowane, odsądzane od czci i wiary (m. in. za to, że przyszły ze zgniłego Zachodu) stają się coraz bardziej popularne i szczerze mówiąc wcale mnie to nie dziwi.

Że to takie niemoralne bawić się z powodu własnej porażki? Ja wiem, że niektórzy woleliby scenariusz pesymistyczny: zacisze własnych czterech ścian i solidnie spłakanie pamięci o człowieku, z którym spędziło się ileś lat wspólnego życia. Tylko dlaczego jeszcze po rozwodzie umartwiać duszę i ciało? Czemu nie zakończyć na wesoło czegoś, co prawdopodobnie zaczęło się radośnie i z fetą? Zwłaszcza, że skoro w jakimś momencie małżeństwo zdecydowało się na rozwód, to ostatnie miesiące raczej nie należały do udanych.

Szczerze mówiąc poszłabym w organizowaniu takiego przyjęcia jeszcze dalej. A mianowicie, jeżeli małżeństwo skończyło się „jedynie” z braku miłości (a podobno takich rozwodów jest coraz więcej), jeśli nie było tam agresji, przemocy, patologii, uważam, że fajnie byłoby zaprosić na taką zabawę swojego/swoją, w tym momencie już „ex”. Może nie potrafią się kochać, ale spróbują chociaż zaprzyjaźnić…

Naiwne?

Nie do końca.

Wczoraj obejrzałam fragment jakiegoś babskiego programu, w którym znane Polki rozważały kwestię udanego związku. Program jak program, minireceptura z konkretnym sposobem użycia i dużo gadania o niczym, ale utkwiło mi w pamięci jedno zdanie aktorki (jak ona się nazywa, ładna, 40 letnia, ruda….grała w tasiemcowym serialu zły charakter i miała tam bardzo dziwne imię?:), która powiedziała, że odkąd rozstała się ze swoim mężem, zaczęła go lubić. Powaga! Zaprzyjaźnili się właśnie po tym, jak przestał „latać po jej niebie” i burzyć spokój codziennego dnia, wspólne dzieci cieszą się zadowolonymi rodzicami, (co prawda w każdy weekend tylko jednym), i w ogóle jest super.

A właśnie o to chodzi. O rozstanie z godnością i w miarę możliwości z życzliwością, tyle chyba można ofiarować na koniec osobie, której ślubowało się …..właściwie wszystko.

Nie wierzę, że trwanie dla dzieci cokolwiek zmienia w relacjach między małżonkami, raczej tylko odciąga w czasie to, co nieuniknione. Więc niech będzie, co ma być, skoro czegoś innego stworzyć się nie udało.

Na koniec drobna uwaga: balując razem trzeba uważać, żeby nie skończyło się tak, jak w przypadku pewnej pary, której kolejne wspólne dziecko urodziło się w 9 miesięcy po rozwodzie.

68 myśli w temacie “Just married, just divorced

  1. Nie mnie oceniac innych – rozumiem, ze niekiedy nie da sie ze soba wytrzymac w zwiazku. I dzieci cierpia… Kiedy jednak widze, ze rozbite rodziny stanowia standard w Szwecji i Norwegii, mysle, ze byc moze ludzie podejmuja zbyt lekko decyzje o zwiazku i dziecku i zbyt lekko o rozstaniu. Niby badania psychologow wykazuja, ze dzieci nie odnosza wiekszych szkod w psychice po rozstaniu biologicznych rodzicow, co wiecej zyskuja „bonus – mame i bonus – tate, a takze bonus – polrodzenstwo. Sprawa zalatwiona – duza rodzinka! Tylko… Jak sie czuje dziecko, ktore jest przekazywane jak towar – z domu mamy do domu taty. Dzis tydzien mamy – jutro tydzien taty. I czasem rodzice kloca sie, gdy komus nie pasuje „przyjac dziecka” do swojegop nowego domu… A jak sie czuje rodzic, ktory nagle moze spedzic POLOWE swojego czasu z dzieckiem…. Ja bylam na granicy pekniecia kilkakrotnie. Mialam walizke w reku. I wtedy myslalam o skroceniu moich lat z dziecmi o polowe. NIE! Niwe dam sie. Jestem odpowiedzialna za swoje zycie – musze wypracowac kompromisy. Metoda treningu mentalnego dziala – zwiazek zostal dopolerowany do stanu przyjazni i ponownej milosci.

    Polubienie

    1. Ależ oczywiście, że najpierw trzeba rozmawiać, próbować się dotrzeć, iśc na kompromisy. Moja notka pokazuje już raczej ten czas po, kiedy już za późno na miłość, jedyne co można jeszcze uratować to jakieś zainteresowanie osobą, którą się kochało, czy właśnie przyjaźń, nową, zbudowaną na wspólnych smutnych przeżyciach, ale jednak przyjaźń. Wolę myśleć, że jest to możliwe.

      Polubienie

  2. Tak to może być prawda rozeszłam się z mężem pół roku temu ,teraz zajmuje się naszym synem jak nigdy dotąd, jest spokojnie bez renów nawet częściej żartujemy bo codziennie się widzimy -zakład razem z domem(na razie)jest nawet bardziej pomocny jak przedtem -porąbał 2 metry drzewa w dniu rozwodu a przez 27 lat nigdy tego nie robił. pomaga synowi ja tam jestem zadowolona .Trochę żal mi było tych lat na początku ale nic na siłę nie to nie. Teraz jestem zakochana drugi związek facet o 10 lat młodszy i do tego Włoch więc namiętny a tego najbardziej mi brakowało . Pozdrawiam życzę lepszego drugiego razu wszystkim w podobnej sytuacji. Myszka

    Polubienie

  3. Tak to moze byc prawda rozeszłam sie z mezem pół roku temu ,teraz zajmuje sie naszyn synem jak nigdy dotad, jest spokojnie bez nerów nawet częsciej zartujemy bo codziennie sie widzimy -zaklad razem z domem(na razie).Jest nawet bardziej pomocny jak przedtem -porąbał 2 metry drzewa w dniu rozwodu a przez 27 lat nigdy tego nie robił. pomaga synowi ja tam jestem zadowolona .Troche żal mi było tych lat na początku ale nic na siłe nie to nie. Teraz jestem zakochana drugi zwiazek facet o 10 lat młodsz i do tego Włoch więc namietny a tego najbardziej mi brakowało . Pozdrawiam życze lepszego drugiego razu wszystkim w podobnej sytuacji. Mysz

    Polubienie

  4. Moja chrzestna dopiero po rozwodzie zaszła w ciążę ze swoim wówczas eks. Dzisiaj są udanym małżeństwem, mają dwójkę dorosłych dzieci i czekają na wnuki. A wszystko zaczęło sie ponownie od małej pożegnalnej kawy po sprawie rozwodowej. I tak „żegnają” się do dziś.

    Polubienie

  5. A ja sobie wyobrażam. Kiedy rozstałam się z mężem pierwszy raz po miesiącu zaczął do mnie przychodzić jako kumpel. I nagle zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, śmiac sie i było ok. Efektem tego było zejście sie ponowne. Dodam tylko, że do rozwodu wtedy nie doszło ale mąż nie mieszkałz nami 5 m-cy.

    Polubienie

    1. Takie rozstania czasem ukazują nam człowieka w innym świetle, ale też pokazują czy nam na nim zależy, czy czekamy na spotkanie, na jego przyjście. Tak było w Waszym przypadku, rozstanie pokazało Wam siebie w prawdziwym świetle:)

      Polubienie

  6. Trochę za szybko i za łatwo wszyscy podchodzimy do rozstań i rozwodów, nikt tak naprawdę nie próbuje choć trochę popracować nad związkiem,chcemy , żeby było lekko, łatwo i przyjemnie, a jak kończy się pierwsze zauroczenie i mija namiętność, to uznajemy, że „nam się jeszcze coś od życia należy” i …podejmujemy decyzje….. o rozstaniu, o rozwodzie…….Takie letnie rozmowy … i rozstania są możliwe w większości przypadków, gdy już tak naprawdę ludzi nic nie łączy, bo jeżeli łączy – to są emocje, łzy i cierpienie…… wiem…. współczesne rozumienie szczęścia, radości życia …… ale jeżeli poważnie podejdziemy do przysięgi małżeńskiej, jeżeli naprawdę jest to związek na dobre i na złe, to nad nim pracujemy i czasami trzeba pójść na kompromis i przestać posługiwać się wzorcami z tabloidów, rozstanie jeżeli jest uczucie wcale nie są takie łatwe, a kulturalne panie i kulturalni panowie mają letnie uczucia, przypomnijcie sobie W.Allena „Vicky, Christina i Barcelona”….Wszystkim życzę dużo namiętności i ognia w związkach ……niech będą ogniste ….. i niech trwają, wszystkiego naj…..

    Polubienie

    1. Masz rację. I w tym, że dzisiaj ludzie za szybko się poddają, a czasem nawet nie podejmują starań, ale też w tym, że media lansują taką właśnie modę na wspólny związek. Jest fajnie, jesteśmy razem, przestaje być fajnie, szukamy kogoś innego, kto tę fajność zagwarantuje. To są taki związki chwilówki, jak pożyczki:) Trudno popracować nad małżeństwem ale oczywiście, że trzeba. Ja jednak sądzę, że jeśli w którym momencie okaże się, że tych prób bylo zbyt wiele i nic nie dały, albo były też swojego rodzaju chwilówkami, lepiej się rozstać, właśnie po to, by zachować zdrowe relacje. Dla siebie i dla dzieci, o ile te dzieci są.

      Polubienie

  7. A ja jestem załamana:(:(:(dwa lata po ślubie a moj maz pije. Mamy male dziecko niby chcial sie leczyc ale raz poległ drugi raz poległ:( jak moglam nie zauwazyć, ze jest alkoholikiem…nie wiem czy go kocham ale jesteśmy ze soba 10lat, mamy dziecko ale jest ale….alkohol…

    Polubienie

    1. Myślę, że powinnaś się zgłosić do poradni dla osób współuzależnionych, bo jako żona alkoholika bierzesz w tym udział, patrzysz na to. To Ty musisz znaleźć w sobie siłę. Oni poradzą Ci co robić, jak z tym żyć lub jak zmusić męża, żeby zaczął się leczyć. Dopóki zresztą on sam nie powie sobie wprost, że jest alkoholikiem, będzie Ci trudno. Trzymaj się cieplutko.

      Polubienie

  8. Nie rozumiem. Jeżeli ludzie są w stanie się przyjaźnić, to chyba są w stanie dalej razem być? Jesli jest domator i inprezowiczka, to niech ona na co dzień chodzi na imprezy z koleżankami, a on dwa razy w roku się poświęci i wyjdzie do ludzi. Chyba, że przez słowo „przyjaźnić” rozumiemy „utrzymywać poprawne i kulturalne stosunki”. To owszem, jakieś dwa-trzy lata po rozstaniu jest możliwe.

    Polubienie

    1. No właśnie chodzi o to, że po rozwodzie, kiedy już obie strony nie muszą się znosić na codzień, mogą próbować ułożyć sobie życie własne tak, by znaleźć w nim miejsce dla byłego/byłej na tyle, żeby móc ze sobą rozmawiać bez złości i pretensji. Bo jeśli chodzi o rozwód to najczęściej wina leży po obu stronach związku.

      Polubienie

  9. sama mam podobna sytuacje, od czasu rozwodu potrafie nawet przegadac z bylym mezem pol nocy ( oczywiscie jak przyjezdza), z powodu odleglosci odwiedza dziecko raz na 2 miesiace, ale wtedy przebywa u nas okolo tygodnia. i rzeczywiscie w koncu da sie spokojnie porozmawiac i podjac wspolne decyzje dotyczace dziecka.ale to tylko dlatego, że juz nie lata po moim niebie i mimo iz jego pdejscie do zycia nadal jest dla mnie nie do zaakceptowania, juz mnie to nie irytuje, bo nijak ma sie do mojego zycia.a dla dziecka warto zyc w zgodzie mimo rozwodu, choc wcale to nie jest takie latwe ….

    Polubienie

    1. Napisałaś coś, co powinnam była dopisać do notki. Nie warto żyć razem tylko dla dziecka, ale właśnie dla niego warto żyć w zgodzie już po rozwodzie.

      Polubienie

  10. Marla wstrzeliłaś się w dziesiątkę!!! Tchórzy i nieuczciwych należy bezwzględnie eliminować bo nigdy nie wiadomo kiedy Ci świnię podłożą!!!

    Polubienie

  11. A ja po rozwodzie jeszcze prawie przez rok, spotykałem się z „byłą” na całkiem przyjemnym sexiku. Dopuki nie znaleźliźmy sobie swoich partnerów, dwa trzy razy w miesiącu, mieliśmy erotyczne schadzki. Mówię wam, oboje byliśmy zadowoleni.

    Polubienie

  12. Marla ma rację tchórzy należy eliminować ( i to jak najszybciej) ze swojego otoczenia bo to są osoby, które w najtrudniejszych momentach życia potrafią jedynie zawieść człowieka.

    Polubienie

    1. No cóż, na zawody życiowe jesteśmy narażani każdego dnia właściwie, ale nabardziej boli, kiedy zawodzi człowiek, którego kochamy.

      Polubienie

    1. Większośc sobie nie wyobraża, ale jednak takie przypadki się zdarzają, potwierdzają to nawet komentarze….te mniej liczne co prawda, ale i to dobre.

      Polubienie

    1. Oczywiście, że porażka, to zresztą też napisałam w mojej notce, ale nawet porażki można próbować przekuć w coś wartościowego i to nie tyle dorabianie teorii co wiara w człowieka.

      Polubienie

  13. Jeżeli partnerzy potrafią załatwić sprawę rozstania w sposób kulturalny to i owszem. Natomiast jeżeli jedno z nich okaże się prostaczkiem to nie widzę możliwości!!! TCHÓRZ, który odchodzi i nie ma odwagi o tym poinformować zasługuje jedynie na to, żeby o nim jak najszybciej zapomnieć!!!

    Polubienie

  14. Nie baluję ze swoją byłą żoną, ale bardzo często bywam w naszym byłym domu, pomagam w wielu pracach i dobrze się dogadujemy.Moja była żona jest w ciąży z facetem, przez, którego się rozstaliśmy. Teraz patrzy na życie już w inny sposób. Po fakcie stwierdziła, ze straciła wszystko co kochała , a nie zyskała niczego. Sums sumsrun…minus. Mimo wszystko kocham moją byłą żonę, ale nie będziemy już razem.Szukajcie co was łączy nie dzieli…pozdro

    Polubienie

    1. To przykre bo okazuje się, że to co miało być szczęśliwą przyszłością nie wypaliło, a konsekwencje ponoszą wszyscy. Łącznie z tym nowym dzidziusiem.

      Polubienie

  15. Chciałam tak. I do dnia rozwodu, a nawet kilka dni po, tak było! Przyjacielsko, spokojnie, porządkowanie i zamykanie wspólnych spraw. Ale im dalej w czas, tym gorzej. W nim obudziła się zazdrość!! Gdy wychodziłam, bacznie obserwował, jak sie przygotowuję, jeszcze baczniej oglądał, gdy wracałam. Zrobiła się atmosfera nie do wytrzymania! Skończyło się na przymusowej wyprowadzce z mocnym trzaśnięciem drzwi. Dla wyjaśnienia – rozwód nastąpił wskutek jego zdrady, bowiem „przestał mnie kochać, nudził sie w związku i nie widział szansy na jego naprawienie”. Uświadomił mi, że i ja czułam podobnie. Mamy dwoje dzieci, które oczywiście są ze mną.

    Polubienie

    1. To jest typowy przykład psa ogrodnika, sam już nie, ale innego też nie dopuści:) W każdym razie niestety Twój przykład jest chyba standardem, a moja notka to takie idealizowanie czegoś w gruncie rzeczy przykrego. Można się rozstać w zgodzie, ale może sie okazać, że jest zbyt dużo różnic, by zachować przyjaźń.

      Polubienie

  16. Witaj :))Wyobrażam sobie taki rozwód – nawet mam go za sobą .. Pobraliśmy sie z ex , bo przyzwyczailiśmy się do siebie , bo rodziny naciskały, bo był swietnym materiałem na ojca…Dzis jestesmy po rozwodzie – miłym , spokojnym , bez awantur..Wszystko ustalone było przed roprawą .Rozstaliśmy się zanim zaczeliśmy się nienawidzić , kiedy wszystko zaczynało dzielić , a łączy nas jedynie córa.Nawet ona jest teraz bardziej szczęśliwa – wiem,że brzmi to jak paradoks ,ale ma dwoje rodziców- szczęśliwych osobno :))Pozdrawiam Ana P.S. Zapraszam czasem do mnie samo życie (http://ana97-71.blog.onet.pl)

    Polubienie

  17. Powiem szczerze, że nie słyszałam o takim pomyśle, ale wydaje mi się, że jest to całkiem dobry pomysł. Zwłaszcza to, aby spróbować się zaprzyjaźniać (to ważne w przypadku, gdy ma się dzieci). Łatwiej jest żyć w zgodzie z samym sobą, nie mieć sobie nic za złe, jakoś wszystko pogodzić i żyć dalej ;)Pozdrawiam i zapraszamhttp://pszczelarka.blog.onet.pl/

    Polubienie

    1. Ludzie są tylko ludźmi, a zauroczenie, które odczuwają na początku związku nie pomaga we właściwej ocenie sytuacji:) Tak więc może się potem okazać, że gdzieś został popełniony błąd i ważne, żeby umieć i chcieć go naprawić w sposób możliwe najłagodniejszy. Czasem się tak nie da, ale znacznie fajniej, jeśli staje się to możliwe i to nie tylko ze względu na dzieci. Także ze względu na siebie.

      Polubienie

      1. Zauroczenie nie powinno być powodem do zawarcia małżeństwa. To raczej powód do seksu, albo spaceru po plaży – zależnie od wieku i światopoglądu.

        Polubienie

        1. Ale bywa! Przy okazji notki o szybkim ślubie (napisanej na podstawie historii ze starego filmu) kilka osób napisało, że wzięło właśnie taki, szybki ślub. Jeśli szybki to pewnie pod wpływem nie tyle pewności o drugiej osobie, co właśnie pod wpływem motyli w brzuchu:) I wcale nie uważam, żę takie małżeństwo nie ma szansy na przetrwanie, wszystko będzie zależało od mądrości waąścicieli tych brzuchów:)

          Polubienie

    2. Żyć w zgodzie – oweszem. Ale bez przesady z tą przyjaźnią. Kto nie potrafił być przyjacielem w codziennej szarości, to znaczy że na przyjaźń nie załuguje, chyba że mamy jakieś nienormalne pojęcie przyjaźni.Fatalną sprawą jest tkwienie w nieudanym małzeństwie „dla dobra dzieci”. Dzieci jak nikt widzą patologię relacji, bo nie ukryjemy pewnych rzeczy przed nimi. Jeszcze wyrosną w przekonaniu, że zły związek to coś normalnego.

      Polubienie

  18. Nie widzę niczego złego w imprezie, wręcz przeciwnie.Ale wspólne radosne świętowanie… skoro widzenie się wzajemne nie sprawia bólu, chcemy się razem bawić i spędzać czas, to po co się rozwodzić?…… znaczy tu pomieszanie jakieś widzę. Bo przyjaźń po rozwodzie – ok. Ale to tak, jakby ten rozwód to pstryknięcie palcem: dziś jesteśmy razem, jutro nie – w emocjach nic się nie zmienia? Dla mnie to chyba jednak zbyt silne przeżycie by było, nawet gdyby w zgodzie. W razie czego chciałabym w przyjaźni, widzę, że dalej tak można, ale wspólna impreza zaraz po rozwodzie?No nie wiem;-)

    Polubienie

    1. Ale może to zaproszenie jest takim właśnie gestem przyjaźni. Na przykład facet, który na co dzień nie był zbyt towarzyski, raczej domator, albo był zbyt pedantyczny, czym doprowadzał ją do szewskiej pasji, albo krytykancki, albo wybuchowy, tu można wstawić każdą wadę:) ….teraz ten facet zaprasza ją na bal, przy czym nie jako para, tylko jako gościa, i próbuje w ten sposób przeprosić za całe wcześniejsze zło. Można chyba i tak. W zasadzie, dopóki nie dostanę takie zaproszenia, mogę tylko teoretyzować, ale myślę, że mogłabym się wznieść ponad wzajemne urazy i na takie zaproszenie odpowiedzieć obecnością.

      Polubienie

        1. Cieszy się z rozwodu i zaprasza żonę na imprezę z radości, że już z nią nie jest? Ja nie wiem, czy to jakby policzek by nie wyglądało;-)Mnie się wydaje, że można jakoś spotykać się towarzysko i zaprosić na takie przyjacielskie spotkanie. Czemu nie? Ale na gest przyjaźni – imprezę z okazji rozwodu? Ani tam się razem cieszyć, że nam nie wyszło, ani razem płakać… bo się rozstaliśmy po to, aby nie być razem, tak? Bo nam nie wychodzi, tak?Może dlatego tak to widzę, że ja taką imprezę odbieram jako pocieszenie po bólu. Zamiast siedzieć i płakać w domu, zagłuszam się nieco z przyjaciółmi – że już minął ten okres, że zaczął się nowy etap mojego życia… To nie jest, kurka, kupno samochodu jednak. No chyba że jest… Chodzi mi o zakres emocji. Rozwód wiąże się z silnymi, nie spływa to jak po gęsi jednak. Mnie nawet nie chodzi o uczucie porażki, ono może wywoływać rozczarowanie, rozwód to chyba jednak często coś więcej…Możemy zorganizować spotkanie z przyjaciółmi – na zgodę, na dalsze życie w zgodzie, na przeprosiny… ok. Chyba że to to samo, co impreza z okazji rozwodu…Może to kwestia nazewnictwa właśnie, może każdy co innego tu widzi… Bo ja widzę wesołą imprezkę – zagłuszacza bólu albo imprezkę „super, że już z nią/nim nie jestem” – tuż po z najbliższymi mi.

          Polubienie

          1. Wiesz, to całkiem oczywiste, że tak właśnie Ci się kojarzy. Ja próbuję dorobić teorię do czegoś, co już się zakorzeniło w innych krajach, a u nas dopiero zaczyna żyć swoim życiem. Rzeczywiście super impra, bo się wyrwało ze związku, który niszczył – to coś wydawałoby się oczyszczającego. A super imprezka we dwoje, bo już się nie jest razem – to może być dziwne, ale tylko wtedy, kiedy para przeżyje wcześniej koszmar małżeński. Jeśli po prostu znudzi się, impreza rozwodowa może stac się swojego rodzaju kropką nad i. Takim rautem, na którym wypada być, żeby zachować dobre relacje z byłym. Bo inaczej po co byłyby takie balety? A one naprawdę są!:)

            Polubienie

            1. Wiesz co jeszcze biorę pod uwagę? Działanie na pokaz. Coś w stylu, pokażę Ci, że mnie to nie obeszło, że ten rozwód jest mi tak samo na rękę jak Tobie. Wtedy, urażona duma próbuje się zamaskować właśnie w tej szalonej zabawie, z udziałem swojego byłego/byłej. Jedno chce, żeby drugie myślało, że jest fajnie. Nareszcie osobno ale fajnie!

              Polubienie

    2. …właśnie sie rozwodze i ja osobiście nie widze nic złego w przyjaźni…imprezowaniu …z byłym…a dlaczego wiec sie rozwodze ? bo właśnie wypaliły się uczucia …brak namiętności a trwanie dla samego trwania mnie nie satysfakcjonuje… nie jestem małolatą i raczej wiem co mówie…po 50-tce życia nie zostało dużo więc dlaczego nie przezyć go ciekawie..?

      Polubienie

      1. Własnie!! Uczuć nie ma, życie przemija, więc jeśli obie strony chcą żyć osobno, to na pewno uda im się zachować dobre relacje. Po to by nie tracić z życia nawet cennych znajomości. Im człowiek starszy tym je bardziej docenia.

        Polubienie

        1. I na pewno także od charakteru obu stron, od tego na ile są w stanie odłożyć wzajemnie animozje na bok, zapomnieć się nie da, ale można próbować ułożyć relacje.

          Polubienie

        2. Do ~zagubiona. Ciekawe jak byś do tego podeszła, gdyby Twój facet wlazł pod kieckę Twojej koleżance zamiast z Tobą porozmawiać?! Czy kiedykolwiek w życiu miała byś ochotę ich znać?!

          Polubienie

  19. Ja słyszałem. Nie wyobrażam sobie balowania z drugą połówką w takim wypadku. W ogóle nie wyobrażam sobie kontaktów po rozwodzie. Oczywiście wspólne dzieci, jakieś sprawy majątkowe wymuszałyby kontakty, ale ograniczałbym je do tych niezbędnych i oficjalnych. Ale może to kwestia nastawienia do bycia razem – razem na całość i osobno na całość. Co jak co, ale małżeństwo traktuję poważnie i chyba ze śmiertelną powagą bym potraktował rozwód. A tu, w kontekście tych imprez wygląda , że traktowane jest jak wspólne granie w kapeli rockowej, albo spółka w interesach. W takich przypadkach można się rozejść, bo priorytety, albo wizje przyszłości się rozjechały. Wtedy jak najbardziej wspólna imprezka i przyjaźń po grób.

    Polubienie

    1. A może sobie nie wyobrażasz, dlatego że Twoje małżeństwo trwa i ma się dobrze? Może gdybyś był znudzony swoją żoną, gdyby uczucie wypaliło się, myślałbyś teraz inaczej? Poza tych to chyba też kwestia pewnych społecznych zmian. Zauważ, że dzisiaj rozwód to nie jest jakiś problem sam w sobie, jest przyzwolenie na to (sama jestem tego zdania), że jeśli człowiek ma się z kimś męczyć całe życie, to lepiej takie drastyczne cięcia. Jednak z drugiej strony, na przykład w moim przypadku nie wyobrażam sobie siebie samej w środowisku, w którym jestem. Wspólni znajomi, rodzina, musielibyśmy się nimi dzielić, jak dziećmi Prawdopodobnie łatwiej jest małżeństwom, którzy poznają się mając wcześniej odrębny krąg znajomych, wtedy po rozwodzie jest do czego wrócić. I wcale nie chodzi o to, że ktoś nie traktuje małżeństwa poważnie, raczej chyba chodzi o jakąś uczciwość wobec siebie samego i tej drugiej połowy. Rozejście się jest następstwem rozjechania priorytetów czy wizji przyszłości. Poza tym zawsze lepiej przyjaźń po grób, nawet po rozwodzie.

      Polubienie

      1. Ja sobie rozwód wyobrażam, był moment, w którym to wyobrażenie było na wyciągnięcie ręki. Ja sobie nie wyobrażam po rozwodzie przyjaźni, bo tylko namiętność się wypala, przy trwaniu wszelkich innych pozytywnych uczuć. To znaczy, że ktoś zaprzepaścił namiętność, która przecież przedtem była. Mając tak wiele przyjaźni po prostu pozbyć się miłości? Rozumiem, że przyjaźń nie warunkuje miłości, ale jeśli istnieje konglomerat miłości z przyjaźnią to chyba przyjaźń nie pozwoli wyschnąć miłości, choć pewnie miłość nie jest taka mądra i przyjaźni nie podtrzymuje. Zawiłe, ale jakoś tak mi się wydaje, że koniec małżeństwa to koniec przyjaźni. Chyba, że fundamentem jest ogromna namiętność w stylu Burtona i Taylor, no to można się rozchodzić i schodzić, kochać i bić. Nie w moim stylu, ale działa na wyobraźnię.

        Polubienie

        1. A ja myślę, że w przypadku wielkich namiętności może być albo tylko miłość albo nienawiść, na przemian. Jednak w dzisiejszych czasach jest coraz więcej letnich uczuć, małżeństw bez emocji, małżeństw z rozsądku. Rozwód w takim małżeństwie nie powoduje jakiegoś zachwiania równowagi, a wtedy możliwa jest przyjaźń. My patrzymy chyba jeszcze przez pryzmat mocniejszych związków.Miłość nie jest glupsza od przyjaźni, ona jest tylko bardziej emocjonalna, gdy tymczasem przyjaźń – wyrozumiała. Miłość burzy porządek, przyjaźń….porządkuje.

          Polubienie

          1. Jest coraz więcej małżeństw z rozsądku? A nie było to domeną XIX wieczną?łatwo wynjadujesz argumenty uzasadniające Twój punkt widzenia. Tylko nie pokrywają się one z rzeczywistością.

            Polubienie

            1. O takich małżeństwach, gdzie ludzie się szybko odkochują pisałam kilka notek temu, korzystając z czyichś badania, już nie pamiętam, sprawdź sobie jak masz ochotę.

              Polubienie

          2. tylko dwoje ludzi, którzy nie kochali się dostatecznie mocno, potrafią przyjaźnić się po rozstaniu – przeczytałam gdzies taką sentencję, nie pamiętam jak dokąłdnie brzmiała, ale taki miała sens, uważam że rozstanie zaczyna się od jednej osoby, druga tylko zgadza się na to bardziej lub mniej entuzjastycznie

            Polubienie

            1. Ja nie wiem czy tylko tacy ludzie mogą się potem przyjaźnić, a może ludzie z poczuciem godności osobistej i w związku z tym głębokiego skrzywdzenia tak dalece zapadają w swoją własną krzywdę, że nie potrafią się otwrzyć na inne doznania. A w przypadku rozwodów w małżeństwam niepatologicznych zawsze wina jest po obu stronach. Zawsze.

              Polubienie

      2. I jeszcze jedno. Nie twierdzę, że rozwód jest czymś z gruntu złym. To po prostu wejście „na nową drogę życia” (żeby znów nawiązać do ślubu). Skoro nie ma możliwości dogadania się, skoro okazało się, że partner kompletnie nie nadaje się do wspólnego życia, to rozwód jest wręcz pożądany. Nie ma co się męczyć na siłę. Ale też nie ma co się rozchodzić, bo się zona zestarzała, albo mąż zrobił się nudny. Raczej należy się zastanowić 1000 razy przed ślubem. Tym bardziej, ze w dzisiejszych czasach życie na próbę jest takie łatwe i społecznie akceptowane.

        Polubienie

        1. No właśnie, myślę, że patrzymy na dwa różne światy, śluby dawniej i dziś. Dawniej może i się zastanawiano, ale dzisiaj, kiedy można „sprawdzić się” przed ślubem już nikt się nie zastanawia. Dzisiaj się najwyżej weźmie rozwód. Wiesz, można się chajtnąć, można i rozwieść:) Wszystko jest takie łatwe, takie na wyciągnięcie ręki. Ja też nie uważam, że rozwód jest czymś złym, jeśli stanowi ostateczność. Ale właśnie o to chodzi, że on dzisiaj nie jest ostatecznością, on jest jednym z szybkich rozwiązań.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s