Aż po horyzont

Jadąc z Lublina do Warszawy przez Ryki, Kołbiel a potem Zakręt, musimy w końcu wjechać w ulicę Bronisława Czecha. Tworzą ją dwie dwupasmówki rozdzielone pasem zieleni, tak równe i proste, że w którymś momencie, na horyzoncie wyraźnie zaczyna majaczyć Pałac Kultury, ciągle jeszcze oddalony o kilkanaście kilometrów. Uwielbiam ten moment. Dla jasności, nie ma znaczenia, że to akurat Pałac Kultury (chociaż ja akurat go lubię) i Warszawa (którą też lubię bardzo). Tak samo reaguję,  gdy po kilkugodzinnej podróży do Zakopanego, w końcu widzę zarysy Tatr. Magia horyzontu, wbrew logice, utrzymuje mnie przez tę ulotną chwilę w przeświadczeniu, że przenikająca się odległość i przestrzeń jest w jakiś cudowny sposób cząstką mnie, a czas staje w miejscu.

Niedawno odkryłam  „lubelski horyzont”, panoramę Starówki  z imponujących rozmiarów Katedrą, widzianą z tej strony miasta, której właściwie nie znam. Szkoda, że tego dnia niebo było za mgłą.

 

12 myśli na temat “Aż po horyzont

    1. No i dobrze, bo nie wolno się wstrzymywać:)) Jednakowoż, Stare Miasto to jest Starówka:)) Nie mówi się „idę do Archikatedry” tylko krócej, a wszyscy i tak wiedzą:) Beti plisss:)) A tak w ogóle to co u Ciebie słychać?? Jesteś gdzieś od nowa? Czy zupełnie blogowo nie?

      Polubienie

      1. Jest zasadnicza rożnica. Warszawa ma Starówkę, my mamy Stare Miasto. Wiem, że ludzie nie odróżniają, ale chyba teraz już wiesz, a może zawsze wiedziałaś.;-)
        Zawodowo – dydaktycznie się czepiam.
        Dydaktyzm mi został, ze starych czasów 😉
        Poszukam gdzieś tu Twojej PW i napiszę

        Polubienie

        1. Nie masz racji. Każda Starówka to Stare Miasto i odwrotnie. To o czym Ty piszesz to pewne przyzwyczajenie językowe. Ale niezależnie od tego napisz co w Ciebie. Adres masz podany na blogu. 🙂

          Polubienie

  1. Mam tak samo wjeżdżając do Gdańska od strony Warszawy lub Łodzi. Tam, gdzie to, co stoi przy drodze nie zasilania horyzontu widać z daleka wysoką wieżę Kościoła Mariackiego, której nie sposób pomylić z żadną inną na świecie.

    Kiedy tylko zobaczę wieżę czuję się tak, jakbym był już w domu (choć to też trochę kilometrów) i choćby mi za chwilę auto się popsuło, to mocno bym nie rozpaczał. Zamknąłbym grata i poszedł na pieszo. Bo skoro cel już tak blisko…

    Polubienie

  2. Kiedyś mi romantycznie przychodziło do głowy, że nie ma nic piękniejszego, niż bezkres nieba na otwartej przestrzeni.
    I jakież było moje zdziwienie, gdy w Bukowinie Tatrzańskiej… czy może to Małe Ciche było… na przepięknym, łagodnie opadającym zboczu dane mi było stanąć i z radością się rozejrzeć po niekończących się przestrzeniach… i coś tu było nie tak!
    Zachwycone spojrzenie moje szybko przytłumiło wrażenie walącego mi się na głowę nieba… Wolę nie dociekać, czy to agorafobia się ujawniła, gdy człek nienawykły do takich radości przestrzennych, w mieście zabudowanym dokładnie, ewentualnie obsadzonym drzewami, bezkresu nie odczuwa i nie zna. Grunt, że zamiast radości pierwotnej stworzenia na wolność wypuszczonego, szybko się zachciało do znanej a bezpiecznej „klatki” czyli czegokolwiek przestrzennie bardziej zamkniętego.
    To ja już jednak wolę do lasu 😉

    Polubienie

    1. Po prostu jesteś tak przesiąknięta cywilizacją, że na otwartych przestrzeniach Twój umysł się gubi, żeby nie powiedzieć, głupieje:) Ja natomiast na pewno mam lęk wysokości, ale kiedy stanę na balkonie ostatniego piętra wieżowca nic się nie dzieje, natomiast kiedy stanę plecami do barierki i spojrzę w niebo…..dostaję zawrotów głowy. No to co to jest? Lęk wysokości, przestrzeni, czy jakiś nieznany miks?:)))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s