Tragedia w Klamrach

Stała się. Stała się z głupoty i zwykłej, typowej dla wieku ofiar, brawury. Zwłaszcza po spożyciu alkoholu.

Ale nie podoba mi się, że dzisiaj próbuje się oskarżać rodzica, który był właścicielem samochodu, że nie zabezpieczył przed dziećmi kluczyków. Jakimi dziećmi??? Przed nastolatkami, które wiedzą, że bez prawa jazdy za kierownicę samochodu wsiąść nie wolno. Każdy z nich musiał widzieć, że bawiący się przy ognisku, kolega driver pił!

Przepraszam bardzo, ale my nigdy nie chowaliśmy przed naszymi dziećmi kluczyków od samochodu. Nawet wtedy, kiedy wychodziliśmy z domu na dłużej, na jakieś wieczorne spotkanie ze znajomymi.  Kluczyki zostawały w swoim miejscu, razem z dowodem rejestracyjnym. Po prostu.

Zaczyna dochodzić do paranoi. My rodzice mamy zabezpieczać dom, żeby dzieciom nic złego się w nim nie stało. Ale przecież na pewno każdy z nas ma w domu barek, a w nim alkohol. Czy zamykacie go na klucz? Czy raczej rozmawiacie ze swoimi pociechami na temat skutków nadużywania, na temat efektów ubocznych, podwyższonej adrenaliny, zachowań ekstremalnych, agresji, zaburzeń w postrzeganiu rzeczywistości.

Tu widziałabym problem.

I coś takiego właśnie przytrafiło się tej grupie młodzieży, podobno uchodzącej w okolicy za normalne, fajne dzieciaki.

Tak więc prawdopodobnie chęć popisania się przed kumplami, połączona z alkoholem doprowadziła do tragedii, w której zginęło 7 osób. To nie były dzieci patologiczne czy grupa ćpunów, raczej grupa żądnych wrażeń nastolatków. A nastolatek, który ma szerokie audytorium rówieśników staje się nieobliczalny i właśnie wtedy może zrobić coś, czego nigdy by nie zrobił, o czym może nawet by nie pomyślał, gdyby był sam. W grupie puszczają hamulce, a pod wpływem alkoholu nieśmiały chłopak, czy dziewczyna, staje się gwiazdą wieczoru. Czasem szybko zachodzącą gwiazdą. Jak w sobotę w Klamrach.

Tak więc nie obwiniajmy rodzica, że zostawił kluczyki, a raczej o to, że wcześniej nie wpoił synowi żelaznej zasady: piłeś – nie jedź, nie jedź, skoro nie potrafisz, skoro nie masz prawa jazdy, bo odpowiadasz nie tylko za siebie, ale za wszystko, co się może wydarzyć na drodze.

 

16 myśli w temacie “Tragedia w Klamrach

  1. Zgadzam się, że nastolatkom wpadają różne głupie pomysły do głowy i rodzic naprawdę nie jest winien takim ekscesom, ale w tym przypadku nasuwają mi się pytania:czy ten chłopak po raz pierwszy zasiadł za kierownicą?Chyba nie, bo to nie jest takie proste.Zatem jeżeli już to czynił nie raz, to kto na to pozwolił?
    Następne to takie, czy rodzice spokojnie w domu spali, kiedy o drugiej w nocy nie było trzynastolatki?Akurat w moim domu to było niemożliwe.Czy te dzieci po raz pierwszy sięgały po alkohol?
    Aby osądzić rodziców , zadałabym jeszcze wiele pytań i musiałabym poznać jeszcze wiele szczegółów.Nie wątpię jednak,że to co ich spotkało jest niewspółmierne do winy.Powinno to być przestrogą dla innych

    Polubienie

    1. Na wsi to wygląda trochę inaczej (patrz komentarz Krajanki), zarówno jeśli chodzi o siadanie pod wpływem alkoholu jak i pobyt poza domem tej 13-latki. Na wsi ludzie się znają, znają swoje dzieci, znają innych rodziców. Często są między nimi jakieś powiązania rodzinne. Na przykład jedzie jakiś stryjeczny brat, do którego rodzice mają zaufanie więc pozawalają mu zabrać stryjeczną siostrę. Zbiera się grupa nastolatków, rodzice nie martwią się bo ich pociechy są w grupie, znają się, wracają razem, więc czasem dopiero o 2 w nocy (no przecież nie będzie taka 13 latka wracała sama). Mało tego, rodzice sobie myślą: to nie miasto, tu nic się nikomu nie stanie, tu sami swoi. Ale to oczywiście nikogo nie tłumaczy, bo jak się okazuje ta młodzież już wcześniej robiła sobie przejażdżki po okolicy z alkoholem w tle. I niestety dzisiaj napisałabym notkę nieco inaczej.

      Polubienie

      1. To nie mój, to Tygrysa;-)
        Ja w pierwszej ogólniaka nawet na Sylwestra musiałam wrócić o północy (absurd, nie?), chociaż rodzice wiedzieli dokładnie, gdzie będę, z kim, i kto mnie odprowadzi, znali tych ludzi, a impreza była niedaleko domu. Trochę przeginali, stąd mój późniejszy bunt, bo nie mieli powodu. To „robiłam” powody, na to samo wychodziło, tylko wiedziałam za co, a wspomnienia fajne zostały. Jednak nigdy nie zagubiłam siebie, a Anioł Stróż czuwał nad resztą. To były okolice 18 lat, więc jakiś tam rozum już człowiek jednak miał.

        Ale rzeczywiście wciąż wprawia mnie w zdumienie fakt, jak wielką nocną swobodę mają dzieci. Według mnie to przesada. 13 – 14 latkowie w środku nocy w lesie pijani. To powinno mieć jakieś granice. Mniej bym się czepiała podkradnięcia samochodu, bo wiele rzeczy można zrobić poza plecami. Ale taka swoboda ruchów w tym wieku… To mnie dziwi. Nie tylko w przypadku tych rodziców, to powszechne zjawisko.

        Polubienie

        1. Nieeeech Ci będzie, że Tygrysa:))) Ja też musiałam kiedyś w Sylwestra wracać do domu o 23. Wróciliśmy cała bandą, żeby uprosić moją mamę, która łaskawie zgodziła się na…. 1 godzinę:)))Co to za Sylwester, który kończy się przed godziną wybicia północy!!:))) Myślę, że przejście do kolegi, o którego odbywała się impreza i z powrotem do mojego domu zajęło nam prawie tyle. Ale zawsze rozumiałam strach mojej mamy o mnie, dlatego nigdy się nie buntowałam. W takich sytuacjach zawsze starałam się jej pokazać, że jestem bezpieczna. No i miałam tak jak Ty, 18 lat. Jednak wielokrotnie jeździłam na wieś do mojej babci i wiem, jak to wyglądało tam. Zawsze zazdrościłam moim koleżankom, często dużo młodszym, tej swobody, której ja nigdy w ich wieku nie miałam. Wynikało to właśnie z tego, że tam dzieciaki się znały, jeździły wszędzie razem, razem wracały. Było bezpiecznie. Mniej bezpieczne było wtedy chodzenie poboczem, niż wypad na przykład na jakąś wiejską zabawę:)))
          Ale to na wsi, ja w mieście miałam większą dyscyplinę.
          I oczywiście, że te wieczorne (a raczej nocne) wyjścia dzieciaków powinny mieć granice, tylko że sama wiesz jak te granice się dzisiaj drastycznie przesunęły. Jestem w tej kwestii pesymistką i napiszę, że ….nieodwracalnie.

          Polubienie

  2. Po tym wypadku pojawiły się głosy „wyciąć drzewa przy drodze!”, „gdzie byli rodzice?” „nikt nie zabezpieczył auta”. Prawda jest taka, że w Polsce, najczęściej (żeby nie było, że generalizuję) poza miastami, jest przyzwolenie na picie i jechanie. Sama raz byłam świadkiem, jak jakiś wujek, czy kuzyn, po 2-3 kieliszkach (ograniczał się, bo musi wrócić) wsiadał i jechał do domu, bo przecież ma blisko i to jego wieś, nic się nigdy nie stało, więc czemu by miało się stać teraz? Dzieci widzą takie akcje. Widzą, że wujek wypił ze 3 kielonki i pojechał, że znajomy rodziców wpadł, wypił piwko i pojechał, to sami myślą, oni mogli, to ja nie mogę? Sami dorośli dają zły przykład. Jest przyzwolenie na picie. To jest jeden z wielu powodów takich tragedii.

    Polubienie

    1. Masz rację, takie przyzwolenie na siadanie za kółkiem pod wpływem jest w małych miasteczkach a przede wszystkim na wsi. Ale kiedyś było dużo mniej samochodów, więc biorąc pod uwagę, że odległości do pokonania też były mniejsze, rzeczywiście ten człowiek za kółkiem bardzo krótko był tym zagrożeniem na drodze. Co go oczywiście nie tłumaczy i nie usprawiedliwia. Był zagrożeniem dla siebie. Dzisiaj na każdej trasie (nawet poza dużymi miastami) można stać się zarówno ofiarą jak i sprawcą, więc tym bardziej nie wolno pić alkoholu! A Klamrach była cała mieszanka tego czego nie wolno, a przekraczanie nie bez powodu ustalonych zasad drogowych bywa tragiczne.

      Polubienie

  3. Z reguły ci dorośli są przeświadczeni, że ich dziecko w życiu by tego nie zrobiło, bo oni to już tak dobrze wpoili i wytłumaczyli… zatem cała wina w rodzicach tych dzieci, które zrobiły głupotę. Generalnie wszędzie się wszystkich rozlicza, bo pewnie czegoś nie dopilnowali, skoro się zdarzyło. Mnie/moim by się nie zdarzyło.
    Pewne rzeczy się po prostu dzieją. Ja siadałam kilka razy z pijanymi. Miałam świadomość całej głupoty, wpojoną wiedzę i zasady. Tylko że… właściwie można tu wymieniać zbieżność czynników. Bo nie było jednego. Kiedy pojawiał się jeden, górę brał rozsądek. Bo ja jestem rozsądna. Przecież. Wyobraźnię miałam rozwiniętą nad podziw. Całe szczęście, że anioła stróża też silnego. Nigdy nie prowadziłam po alkoholu, ale zdarzało mi się to, co tym dzieciakom. Byłam pilnowana, aż za bardzo, dlatego w pewnym momencie zaczęłam się wyrywać, bo co za różnica, co zrobię, skoro… Pod względem zasad i nadzoru nie można nic zarzucić. I co z tego. Nie da się zamknąć w klatce. A nawet jeśli się da, to skutek będzie odwrotny, zaręczam.
    Właściwie to chyba można się tylko modlić i liczyć na to, że nastolatkowi uda się przetrwać ten okres;-) Potem wpojone zasady przyniosą efekty. Tylko trzeba szczęśliwie przetrwać ten okres.

    Polubienie

    1. Czyli mieć nadzieję:)) I Anioła Stróża. I jeszcze parę innych szczęść w życiu, najpierw własnym, potem dzieci. Ja jestem chyba z kolei za bardzo świadomą matką, świadomą tego, że świat nastolatków nie jest doskonały, że muszą w nim walczyć o przetrwanie (w różny sposób). Dlatego właśnie bałam się tego okresu. Na szczęście już minął. I dlatego też dzisiaj rozumiem ludzi, którzy mówią, że nie chcieliby cofnąć czasu. Bo przecież cofnięcie czasu to też powrót do tych wszystkich trudnych momentów w życiu, które się jakoś przetrwało. Miałabym znowu przez nie przechodzić???;-)

      Polubienie

  4. Bywa, że rodzice są winni śmierci dziecka, ale najczęściej taka tragedia dzieje się niezależnie od nich. Nie da się przewidzieć wszystkiego, a próby przewidzenia wszystkiego prowadzą właśnie do paranoi, chowania przed dziećmi noży czy innych szpikulców, a także lekarstw itd.
    Córka znajomych wypiła znajdujący się w garażu jakiś rozpuszczalnik czy coś podobnego. Nie zdołano jej uratować. Na szczęście policja i prokuratura ograniczyły swe działania do koniecznych formalności i nie dręczyły zrozpaczonych rodziców dziewczynki. Takim rodzicom trzeba przede wszystkim pomóc, choćby dobrym słowem.

    Polubienie

    1. Już po napisaniu notki usłyszałam wypowiedź chłopca, który widział, jak jego koledzy wsiadają tego samochodu. Nie wiem, czy odradzał im jazdę, ale sam nie wsiadł, ponieważ wiedział, że byli pijani i że tego typu rundki po okolicy ta grupa dzieciaków robiła już wcześniej, najczęściej pod wpływem alkoholu. I teraz już rzeczywiście pojawia się pytanie, czy rodzice o tym wiedzieli, bo jeśli wiedzieli- są współwinni. Trochę mimo wszystko za mało wiemy, że oskarżać, może rodzic pracuje na zmiany, może najnormalniej w świecie spał, mając złudną nadzieję, że syn czy córka jest w grupie kolegów i koleżanek, które zna, więc jest bezpieczne. Btw: ja do tej pory nie jestem w stanie zasnąć, gdy moje dzieci balują choć one oczywiście uważają, że jestem przewrażliwiona:)

      Polubienie

      1. Kto spłodził czy urodził dziecko, będzie cierpiał na to ‚przewrażliwienie’ do końca życia 🙂
        Chyba że – no właśnie… Chyba że dziecko odejdzie pierwsze…

        Polubienie

        1. Właśnie!! I tak naprawdę rodzic może mieć tylko nadzieję, że to czego uczył dziecko przez całe życie wygra z głupotą, która w tym wieku nagle może się pojawić pod wpływem różnych okoliczności. Przypomniała mi się wypowiedź matki, której też 16 letni syn palił marihuanę, prawdopodobnie na tyle długo, że był już bardzo uzależniony (chociaż palacze maryhy uważają, że od niej nie można się uzależnić) i popełnił samobójstwo. Rodzice nie zauważyli że chłopak pali. Byli przekonani, że znają własne dziecko, bo chłopiec ich nie unikał, nie zamykał się w sobie, rozmawiali na różne tematy. Wydawałoby się – normalny nastolatek. A jednak samobójstwo! Dlatego trzeba ufać i kontrolować. Jednocześnie.

          Polubienie

  5. Zgadzam się! Pewne zachowania wpajane od dnia narodzin, nawet jeśli wobec świata negowane, gdzieś tam w środku młodego człowieka są i w takiej chwili dochodzą do głosu. Może to nudne i wyświechtane, ale naprawdę z dziećmi trzeba rozmawiać i mieć z nimi kontakt. Muszą też wiedzieć, że żeby nie wiem co złego zrobiły to mogą się do nas rodziców zawsze zwrócić. I trzeba im to powtarzać do znudzenia!

    Polubienie

    1. To prawda!! Rozmawiać, przekonywać, okazywać swoje zainteresowanie. A nie wpadać w przesadę zakazów i wiecznej krytyki. W przeciwnym razie musielibyśmy zamykać alkohol na klucz, chować kluczyki pod wersalkę, a noże należałoby w ogóle wyeliminować z kuchni noże, bo też mogą się stać przyczyną tragedii.
      Tak więc rozmowa z dziećmi i nadzieja, że przyniesie efekty.

      Polubienie

  6. Masz rację, że rodzic powinien zacząć od wpajania zasad, a nie od chowania kluczyków. Wydaje mi się, że największym przewinieniem tego rodzica było to, że nie znał własnego dziecka. Ty piszesz, że nie chowałaś kluczyków. Tak, bo wiedziałaś, że Twoje dziecko ich nie weźmie. A tamten rodzic powinien wiedzieć, że jego dziecko może wziąć.

    Polubienie

    1. Tak, to prawda, rodzic powinien znać swoje dziecko. Jednak tak naprawdę sądzę, że na pewnym etapie dorastania dzieci, ich rodzicom tylko wydaje się, że je zna. Wchodzą w świat rówieśników, dojrzewają, mają swoje towarzystwo, którego rodzić nawet nie widuje, bo dzisiejsza młodzież spotyka się poza domem. I nawet jeśli jesteśmy w miarę pewni własnego dziecka, to nie mamy zielonego pojęcia o innych. O tym, jak relacje koleżeńskie na siebie oddziałują, jak wpływają na decyzje naszego dziecka. To bywa czasem bomba z opóźnionym zapłonem. Moim zdaniem właśnie tak było w Klamrach. Chyba, że nie był to pierwszy raz, gdy urządzali sobie takie przejażdżki. Wtedy powiedziałabym, że rodzic ponosi pełną odpowiedzialność za głupotę syna. I cała ta trójka (rodzice i kierowca), będzie musiała z tym żyć.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s