Zdrada – awitaminoza emocji

O zdradzie napisano już chyba wszystko, co tylko można. Wiadomo, że zawsze wywołuje paskudny efekt domina, spiralę zdarzeń, że najczęściej prowadzi do nieodwracalnych zmian w życiu zarówno zdradzającego jak i zdradzanego człowieka.

Gdyby brać pod uwagę czynniki czasoprzestrzenne – to okazuje się, że nie mają one żadnego znaczenia, bo zdrada przytrafia się zarówno w czasach pokoju, jak i wojny, w kapitalizmie, socjalizmie i innych systemach politycznych. Przytrafia się ateistom i głęboko religijnym fanatykom wiary. Nie ma granic nie tylko pod względem moralnym, ale także geograficznym.

I o ile na pytanie, „czy” ludzie zdradzają można bardzo szybko dać jednoznaczną odpowiedź, o tyle „dlaczego” zdradzają, nie bardzo potrafimy wytłumaczyć.

Łatwo ocenić, gdy bywa skutkiem czegoś, co już wcześniej działo się w związku. Jednak często zdrada urzeczywistnia się ot tak, bez racjonalnego powodu. Ta jest najgorsza. „Nieoczekiwaność” najbardziej krzywdzi, pozostawia bolesne zmiany i w związku, i w psychice osób zaangażowanych. Chociaż nawet wtedy, gdy jest irracjonalna można doszukiwać się jakiegoś jej źródła. Z psychologicznego punktu widzenia jest to ciekawe zagadnienie, całkiem realnie – nie wnosi nic, zdrady się nie cofnie, ani przed nią nikogo nie uchroni. Fatalizm zdarzeń, zwykle górujący nad racjonalizmem.

Zdrada przytrafia się „Saszeńce” z powieści Simona Montefiore. Tytułowa bohaterka przez 20 lat uchodzi za prawdziwą radziecką kobietę, żonę i matkę. Buduje bolszewicką rzeczywistość, angażuje się w politykę i kolektywizm społeczny. Wie oczywiście, że jej małżeństwo to nie efekt romantycznych zalotów, ckliwych oświadczyn, że powstało bez burżuazyjnego filisterstwa czy zgniłego liberalizmu*, ale do pewnego momentu nie zwraca na to uwagi. Razem z mężem, zajętym codziennością i zwalczaniem „zdrajców ojczyzny”, tworzą parę zgodnych, mogących na siebie liczyć przyjaciół, trochę odmiennych intelektualnie (ona z burżuazyjnego domu, on prosty kułak), ale jednak prawdziwych przyjaciół.

A mimo to zdradziła.

Myślę, że każdy człowiek powinien, w pewnym okresie swojego duchowego i biologicznego rozwoju (zwykle tym nasto- i dwudziestoletnim), przejść przez etap czerwonych serduszek, motyli w brzuchu, spacerów przy świetle księżyca, przez czułe spojrzenia, trzymanie się za rączkę czy płatki zasuszonych róż. Musi przeżyć euforię starania się dla drugiej osoby, mówienia czułych słówek, chodzenia na randki, patrzenia w oczy, czy w końcu namiętnych pocałunków, będących zapowiedzią następnego etapu.

Pozbawiony tego wszystkiego organizm będzie sobie kiedyś musiał wszystko zrekompensować. To trochę jak z niedoborem witamin, w jakimś momencie pacjent pozbawiony przeżytych wrażeń, dostaje awitaminozy emocji. A jeśli jeszcze ten brak, podsyci życiowa stabilizacja, małżeńska stagnacja, zawodowa nuda…… wybucha gejzer pozamałżeńskiego uczucia.

Tak się stało w przypadku rosyjskiej komunistki. I ani uroda, ani status społeczny czy majątkowy jej kochanka nie miał żadnego znaczenia. Ważne stały się zmysły, słowa i nieznane wcześniej w takiej skali spełnienie.

Na koniec jeszcze jedna uwaga po przeczytaniu książki. Upadek z misternie kreowanego przez całe lata idealnego (a nawet ideologicznego, jak w przypadku Saszeńki) piedestału, jest zawsze proporcjonalnie bolesny do poziomu zaskoczenia.

Jeśli jesteście ciekawi, czy mąż wybaczył……odsyłam do książki:)

*cytat z książki

12 myśli w temacie “Zdrada – awitaminoza emocji

      1. No chyba właśnie nie wiedziały. Wiesz jak to jest? On myśli, że ona po ślubie się nie zmieni, ale ona się zmienia. Ona myśli, że on się po ślubie zmieni, ale on się nie zmienia:)))

        Polubienie

        1. No tak, oczekiwania bywają różne, to fakt, ale wiesz jak mówi inne przysłowie? Mąż będzie dla ciebie taki jak jest dla swojej matki, a żona taka, jaka jest dla ojca. Jeśli nie szanują rodziców, nie będą szanować ciebie. Trzeba dobrze obserwować zanim się powie sakramentalne tak:))) Czyli wracamy do punktu wyjścia: wiedziały gały co brały. Może jedynie nie za bardzo chciały w tą wiedzę uwierzyć.

          Polubienie

  1. Może też być tak, że człek zapragnął jeszcze raz czegoś, co miał kiedyś, a tu wzięło i minęło… w sumie w odniesieniu do tytułu to chyba na jedno wychodzi.

    Polubienie

    1. Dobry tekst „a tu wzięło i minęło”:))) Ale wiesz, myślę że zdrada sama w sobie jest właśnie tylko i wyłącznie odświeżaniem jakichś tam emocji. Oczywiście, może się przytrafić i prawdziwa miłość, ale jednak znacznie częściej okazuje się, że ten zryw to zwykła pomyłka, że zupełnie nie o to, nie o to:)). Dlatego lepiej się zastanowić przed niż po. Saszeńka jest tego przykładem.

      Polubienie

      1. Chyba tak. Dobrze, aby jeśli się przytrafi (bo różnie bywa), to rozumieć, że to odświeżanie emocji. I za tym gonimy, tego pragniemy, a nie tego kogoś akurat. Bo jeśli to zrozumiemy, to może nie schrzanimy żyć, tylko odświeżymy siebie, a z tego może wyniknąć coś dobrego dla siebie i najbliższych. Jeśli już się przytrafi…
        Zresztą nie wiem. Zdrada to strasznie szeroki temat. Całe studium by można, a i tak wszystkiego się nie ujmie. Strasznie łatwo otrzeć się o uogólnianie upraszczanie. Aż strach to ruszać;-)
        Ale tak, jak piszemy, też bywa.

        Polubienie

        1. Zdrada to jest szeroki temat, dlatego jako punkt odniesienia przyjęłam tylko i wyłącznie historię bohaterki książki. I w jej przypadku ma miejsce właśnie ten brak uniesień z młodości. Dlatego dała się złapać na czułe słówka będąc już dojrzałą kobietą. Prawdą jest, że w zasadzie każdą zdradę należałoby rozpatrywać indywidualnie, biorąc pod uwagę okoliczności, charaktery, to co się dzieje w związku i to jakie poprzedzały ją przeżycia czy doświadczenia. Niemniej jednak jest chyba kilka konkretnych typów-powodów. Tym, który mnie osobiście śmieszy to idealizacja. On/Ona wyobrażają sobie, że ta nowa osoba, to ideał, że mąż/żona są pełni wad, a ideał pozostanie idealny na zawsze. To „zawsze” mija bardzo szybko, a wady męża czy żony okazują się być zwykłymi błahostkami. Nie wnikam w kwestię zdrady bo związek małżeński jest związkiem patologicznym. To odrębna grupa. I masz rację, aż strach się brać za omawianie tego, ale wiesz…..to taki wdzięczny temat:))) Tu każdy może mieć coś do powiedzenia. I jeszcze ile tego w literaturze, sztuce, mediach. Temat rzeka:)))

          Polubienie

  2. Pożyczyłam:) Co prawda bolszewicka książka nie brzmi zachęcająco, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej, ale…..ten romans mnie zaciekawił.

    Polubienie

    1. Mnie też początkowo nie zachęcała, ale po kilku stronach już wiedziałam, że to dobry wybór. Romans jak romans, ciekawy jest motyw, którego tylko pozornie nie ma.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s