Miało być o kamieniu i lubelskich legendach,

ale najpierw muszę króciutko o koncercie, który trafił mi się dzisiaj, jak ślepej kurze ziarno. W dodatku został na żywo sfilmowany przez TVP Historia, a jego transmisja odbędzie się w okresie najbliższych świąt.

Był to koncert kolęd z kancjonałów staropolskich pt. „Adwentowe oblatum” w wykonaniu  solistów chóru Lutnia Lubelska w najstarszym lubelskim Kościele im. Św. Mikołaja. Kościele, który jest w trakcie rewitalizacji i z dnia na dzień wygląda coraz piękniej.

Nie jestem fanką kolęd w staro-cerkiewno-słowiańskim, prawosławnym stylu, a tak brzmiały wszystkie utwory wybrane przez chórzystów. Jestem za to fanką literatury staropolskiej w ogóle, dlatego trochę mi szkoda, że dla uzupełnienia, czy przeciwwagi, nie wybrano kolęd brzmiących bardziej po polsku. Widocznie nie taki był zamysł organizatora, w dodatku te melodyjne, „swojskie”, w większości pochodzą już z XVIII i XIX wieku. Więc nie będę się czepiać.

Mile zaskoczył mnie fakt, że Kościół na Czwartku posiada rewelacyjną akustykę! Nie trzeba było specjalnych nagłośnień, wystarczyły stare, średniowieczne mury i fantastyczne głosy śpiewaków. Do tego dźwięk organów, odświętny wystrój, wieczorny blask  i oto znaleźliśmy się w samym środku świątecznej atmosfery!  Już nam zapowiedziano, że to pierwszy z całego cyklu koncertów. Cieszę się, bo ten zaliczam, mimo moich uwag, do udanych.

Dlatego, jeśli ktoś się moją notką nie zniechęcił, a zniechęcanie Was naprawdę nie było moim zamiarem, to zajrzyjcie do świątecznej ramówki TVP Historia.  Choćby z ciekawości.

I już zupełnie na zakończenie….. jednym z melomanów, na którym przez moment zawisło oko kamery była zasłuchana, pogrążona w rozmyślaniach Caffe 😉

20141214_190023

20141214_190138

20141214_185727

12 myśli w temacie “Miało być o kamieniu i lubelskich legendach,

  1. Świąt prawdziwie świątecznych, ciepłych w sercu, zimowych na podwórku, jaśniejących pierwszą gwiazdką, co daje nadzieję na następny rok. 🙂

    Polubienie

    1. Duch był, naprawdę podniosły. Bez względu na rodzaj kolęd było naprawdę ciekawie. Stary kościół i stare kolędy to chyba dobre połączenie.

      Polubienie

  2. Kościół św. Mikołaja, to ten na wzniesieniu w pobliżu dworca autobusowego? Jeżeli tak, to zapamiętałem go jako najładniej położony zabytek w Lublinie, takie wspomnienie ze studiów…

    Polubienie

    1. Tak, to właśnie ten. Był piękny dawniej, jeśli się oczywiście lubi takie klimaty. Teraz jest piękniejszy ponieważ od jakiegoś czasu parafia go rewitalizuje. Widać dawne, stare polichromie, niestety te, których się nie da dzisiaj odtworzyć w całości, będą zamalowane specjalną farbą do czasu aż pojawi się taka technologia, która będzie wstanie zrekonstruować całość. I na pewno kiedyś się pojawi. Ostatnio dzięki właśnie nowoczesnej technice odkryto pod kościołem wcześniejsze kondygnacje, w których jest pełno zakamarków wartych odkrycia. Oj będzie się działo, niedługo rozpoczną się odwierty i wykopaliska. Studiowałeś u nas, masz fajne wspomnienia?

      Polubienie

  3. Na takich koncertach można się zasłuchać i pogrążyć w rozmyślaniach niczym Caffe :), a nawet odlecieć, przenieść się (acz „tylko” duchem) do innego – jakby anielskiego – świata i tam sobie trochę pobyć…
    Moim zdaniem także koncerty rockowe, a nawet zwykłe dyskoteki (czy w ogóle muzyka) potrafią porwać duszę człowieka, acz nie zawsze ku górze. Mam na myśli coś jakby trans…
    „Ścieżka dźwiękowa” – w tym określeniu zawarta jest pewna intuicja. Przeczucie, że muzyka jest jakąś tajemniczą dróżką, ułatwiającą wyjście z siebie – cokolwiek to znaczy. Czasem tego po prostu doświadczamy, ale niełatwo jest to zrelacjonować po „powrocie na ziemię” czy w ogóle o tym mówić. Pozostają dywagacje, więc se podywagowałam 🙂

    Polubienie

    1. Masz rację, trans to dobre określenie. Choćby na chwilę zatrzymuje człowieka w miejscu na co dzień niedostępnym. Można co prawda posłuchać sobie muzyki jadąc samochodem, ale transu nie będzie. Musi być do tego jeszcze właściwe miejsce, klimat, nastrój. Muzyka tajemnicą? To bardzo ładne określenia na to coś, co sprawia, że muzyka nas uwzniośla, sprawia że pozostajemy w jej objęciach przez jakiś czas. To rzeczywiście tajemnica, bo każdego wzrusza inny rodzaj muzyki, inne dźwięki, barwy, rytmy. Tajemnica!

      Polubienie

  4. To może być ciekawe, bo kolędy inne od naszych. Znam trochę te klimaty, kiedyś brałam udział z chórem w festiwalu muzyki cerkiewnej, który odbywał się w Hajnówce.

    Polubienie

    1. Są inne. Powiedziałabym, że wśród kolęd, to taka klasyka. Ale podniosły nastrój, ta atmosfera, którą udało się Kościołowi wywołać, udzieliła się także słuchającym. Więc w sumie nie miało większego znaczenia co słuchamy, ale jak. I to „jak” było piękne. Kiedyś brałam udział w koncercie przy okazji włączenia świątecznej iluminacji w Warszawie. Janowski śpiewał kolędy zmieniając ich tempo, melodię, aranżację. Strasznie tego nie lubię, a tam mi się podobało. Może właśnie słuchanie w grupie sprawia, że to co pozornie niefajne, nabiera bardzo pozytywnych cech, a wspólne przeżywanie uwzniośla, sprawia że przymykamy oko na niedociągnięcia, na rozbieżności z naszym własnym punktem odniesienia.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s