Byłam wczoraj na „Carte Blanche”

Nareszcie ktoś nakręcił normalny film, przy czym „normalny” ma w tym momencie naprawdę baaardzo pozytywne znaczenie.

Nie ma hollywoodzkich zagrywek, epatowania nagością, czy brzydotą (jak w „Idzie”), nie ma silenia się na oryginalność lub górnolotność. Filozoficznego przesłania też dzięki Bogu nie ma. A mimo braku wspomnianej golizny sala pękała w szwach.

Pamiętacie serial „Wszystko przed nami”, którego akcja rozgrywała się w Lublinie, emitowany w TVP1 jakiś czas temu?  Lublin wyglądał w nim pięknie, taki wyretuszowany, z dachami lśniącymi w słońcu nienaturalną czerwonością, ale sam serial i grający w nim główni aktorzy, słabiutki. W „Carte Blanche” jest odwrotnie. Rewelacyjni aktorzy, a Lublin taki, jaki jest, z pięknymi, bo już zrewitalizowanymi zabytkami oraz brzydkimi, które dopiero na nią czekają. Ze zwykłymi ulicami i pięknym deptakiem. Ze Starym Miastem i moim ukochanym Śródmieściem. Szkoda że ekipa filmowa nie pokusiła się o wejście do bramy kamienicy przy ulicy Olejnej, wtedy również widzowie mogliby zobaczyć fajnie odnowione drewniane schody, które nie wiedzieć czemu, kilka lat temu mnie oczarowały. Często zaglądam tam tylko po to, żeby sprawdzić, czy czar nadal działa:-)

Główny bohater przeżywa najprawdziwszą tragedię, ale mimo to, pozwala sobie tylko jedną poważną, pojawiającą się na początku choroby chwilę słabości. Potem już do końca filmu nie traci pogody ducha i chęci do życia. Chyra zagrał lubelskiego nauczyciela (żyjącego i ciągle jeszcze nauczającego Macieja Białka) świetnie i bardzo przekonywająco. Bawią napisane w klimacie czarnego humoru dialogi, dlatego mimo realnie odczuwanego smutku, że oto patrzymy na ludzki dramat, film nie należy do pesymistycznych.

Nie chcę o fabule opowiadać zbyt wiele, bo może ktoś ma ochotę się wybrać do kina, napiszę więc z całą odpowiedzialnością, że wybrać się warto! Choćby nawet dlatego, żeby uświadomić sobie, jak wygląda świat okiem człowieka tracącego wzrok. Zastosowano bowiem bardzo dobre posunięcie operatorskie, przez moment, stajemy się głównym bohaterem, człowiekiem niedowidzącym i  patrzymy na świat jego oczyma.

Aaa, no i nasze trajtki (tramwaje:-). Pełno ich pędzących po lubelskich ulicach, jakby autobusy wcale nie istniały:-). I to nic, że  w jednej scenie bohater wsiada przy Parku Saskim i jedzie w kierunku Alei Racławickich, a potem wysiada na Lubartowskiej, czyli na przeciwnym biegunie trasy.  Akurat tego typu zakłamania są w filmie są czymś naturalnym. Dlatego też liceum, w którym pracuje główny bohater, to tak naprawdę dwa różne budynki, które na szczęście dla producenta, stoją blisko siebie, w przeciwnym razie przenoszenie planu z jednego miejsca w drugie byłoby uciążliwe.  Tymczasem wykorzystano front i zaplecze IV Liceum mieszczącego się przy ul Szkolnej oraz wnętrze Biskupiaka stojącego przy ul. Słowikowskiego.

Schody wielokrotnie pokazywane w filmie (ujęcie z lotu ptaka), to……droga do Kościoła św. Mikołaja, w którym ostatnio byłam na koncercie, a zza okna przemieszczającego się przez miasto trolejbusu widać mój balkon:)))

Carte blanche

Carte blanch2zdjęcia z http://www.kurierlubelski.pl

18 myśli w temacie “Byłam wczoraj na „Carte Blanche”

  1. Wybieram się na ten film i zdradzę, że bardzo się bałam, bo po pierwszych polskich wtopach, że napiszę o niedorzecznej „Pani z przedszkola”, przestałam wierzyć w dobre polskie kino:(

    Polubienie

    1. Dziękuję w imieniu miasta:))) A na film naprawdę warto iść. Ja mam zamiar wybrać się na coś w przyszłym tygodniu, tylko nie wiem czy na osławione „50 twarzy Greya” (książkę czytałam), czy może na coś bardziej ambitnego:)

      Polubienie

  2. W moim odczuciu film piękny. Poruszał wiele wątków (przyjazn, milosc,relacje uczen-nauczyciel i oczywiscie choroba)… Chyra genialny, Jakubik zresztą też. Lublin pokazany zwyczajnie, a jednoczescie uroczo. Jestem zachwycona.

    Polubienie

    1. Właśnie ta zwyczajność też mi się spodobała. Chyra rzeczywiście rewelacyjny, ja nie wiem czy jeszcze istnieją na świecie nauczyciele, w których jest tyle ciepła przy jednoczesnym trzymaniu dyscypliny w klasie. On był autentycznie lubiany, a nauczał w szkole, do której trafiali uczniowie po pierwsze z różnych środowisk, po drugie, o różnym stopniu wyrobienia, wiedzy przyniesionej z poprzednich szkół. Słowem mieszanka tematyczna. Cieszę się, że film Ci się spodobał. Ja siłą rzeczy mogłam być nieobiektywna w jego ocenie:)

      Polubienie

    1. Użytkownicy wszystkich trajtków łączmy się!:))) Jak już będziesz po, koniecznie napisz jakie są Twoje wrażenia. Ciekawa jestem czy mi się tak podobał, bo wiesz….patriotyzm lokalny, czy jest fajny.

      Polubienie

  3. Wiesz jak zachęcić. Ostatnio dla mnie słowo „normalny”, jest jedynym działającym wytrychem. Albo efekty, które kosztują więcej niż 10 letni budżet państwa trzeciego świata, albo jakieś… norweskie, niezależne kino dla studentów, którego z gruntu nie ogarniam. Skusiłaś mnie, pójdę! 😉

    Polubienie

  4. Ech, ten Lublin… Mało znam jeszcze to moje miasto, nie zapuszczałam się w dalsze, mniej ciekawe uliczki (chyba, że musiałam dojść do określonego celu ;)).

    Historia ślepnącego (czy już może ślepego, nie wiem) nauczyciela jest niesamowita, ale nie jestem pewna, czy chciałabym to oglądać. Poza tym jestem z założenia nieufna wobec WSPÓŁCZESNYCH polskich filmów. „Listy do M.” jeszcze uszły, poza tym – bida z nędzą.

    Polubienie

    1. Z całym przeświadczeniem piszę: idź i obejrzyj!:) Po pierwsze – film nie przytłacza. Po drugie – opowiada historię bez tragizowania i rwania włosów z głowy. Jeśli w ogóle jest tu jakaś filozofia (ja twierdzę, że nie ma), to może dawny dobry stoicyzm. „Listy do M” to zupełnie inna bajka, film lekki, łatwy i przyjemny. Mamy się pośmiać a na końcu stwierdzić, że wszystko dobre co się dobrze kończy. Tu jest zupełnie inaczej. Wczuwamy w sytuację chorego człowieka, patrzymy na świat jego pogarszającym się wzrokiem, ale sam bohater stara się traktować swoją chorobę lżej niż to możliwe. Warto obejrzeć ten film także ze względu na obraz miasta, które gra swoją własną, malutką rolę:) A w zaułki Starego Miasta polecam się od czasu do czasu zapuścić. Czasem będziesz mile zaskoczona:))

      Polubienie

  5. Film oczywiście chciałbym obejrzeć, ale od jakiegoś czasu bardzo nie lubię chodzić do kina. Kino przestało służyć wyższym celom – teraz służy wyłącznie jako miejsce, gdzie mozna nażreć się popcornu i nasiorbać coli, gadając przez telefon.

    Poczekam, aż pokaże się na DVD.

    Polubienie

    1. Niestety masz rację. Był i popcorn, i siorbanie coli, i dzwoniący telefon. Telefon jeszcze byłam w stanie zdzierżyć, bo rozmowa skończyła się po krótkim „potem oddzwonię, jestem w kinie”. Natomiast popcornu nie lubię, nie lubię jego zapachu i nie lubię odgłosów chrupania. W kinie oczywiście. Mamy jednak amerykanizację społeczeństwa…. Mimo to wolę oglądać film w kinie, może ze względu na wielki obraz, na świetny dźwięk, czy ogólnie klimat. Nawet duży ekran telewizora i włączony surround, tego nie oddaje. Wadą jest brak szatni, ta oczywiście w samej galerii, w której usytuowane jest kino, istnieje, ale zamyka się ją już o 22. Jeśli seans kończy się później, a sala jest wypełniona, tak jak to było w sobotę, trzeba wszystko trzymać na kolanach.

      Polubienie

  6. Hej, ciekawe szczegóły ze szkołom i wysiadaniem z tramwaju 🙂 jeszcze nie widziałem ale zawsze biorę pod uwagę ludzi opinie, pewnie się kiedyś skusze i wiem że nie będę żałował 🙂 pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s