Kto świętuje ostatki ten jest piękny i gładki:)

Po piątku 13-ego, który wcale nie był pechowy nastąpiły Walentynki, czy raczej walentynkowe ostatki. Tegoroczne przebiegły w sposób trochę zaskakujący, bo zamiast jednej pary patrzącej sobie przy stoliku głęboko w oczy, pojawiły się trzy. Trzy pary.

Zamiast siedzieć na tyłku w jednym z klimatycznych lubelskich klubów, ruszyliśmy w staromiejski rejs. Szwendaliśmy się od jednego do drugiego pubu testując drinki, których nazwy brzmiały ciekawie, jak np. egzotyczna brasiliana, czy cuban passion.

No i zamiast wrócić o przyzwoitej porze, bo w planach mieliśmy jeszcze równie intensywną niedzielę, w domu pojawiliśmy się nad ranem:-). Cóż mogę powiedzieć na swoją obronę, zwiedzanie jest bardzo czasochłonne. I cholernie przyjemne!
W Whisky Club zostaliśmy trochę dłużej, bo przywitano nas pięknymi różami i usadzono w super wygodnych fotelach, że aż się nie chciało wstawać. W browarze przy Grodzkiej 15 serwowano przepyszne przekąski, a w Gramoffonie była fajna atmosfera i przemiły kelner;-).

RóżeOdkryliśmy miejsca, których do tej pory nie znaliśmy, a wydawało mi się to niemożliwe, biorąc pod uwagę, że od wczesnej wiosny do późnego lata jesteśmy na Starym Mieście niemal co weekend.

Szkoda, że w Komitecie, gdzie mieliśmy nadzieję  potańczyć, nie było już miejsc. To znaczy były stojące, ale sorry po tańcu w kącie stać nie będę:) Po wytańczeniu się do upadłego miło byłoby opaść na jedną z kanap i gadać, gadać, gadać.

Tak więc z tańców hulanek i swawoli musieliśmy siłą rzeczy wyciąć tańce, a powstałą w ten sposób pustkę wypełnić dodatkową porcją gadania. W tym jestem miszczem!:)

PS. Ciekawe, czy mój stary post jest nadal aktualny? Tu: Walentynki w Malezji

14 myśli na temat “Kto świętuje ostatki ten jest piękny i gładki:)

    1. To był taki bardziej clubbingo-pubbing:-))Ale i tak było super. A teraz jakoś nie mogę wrócić do blogowej rzeczywistości, notka leży odłogiem, czekając dzielnie aż ja skończę:))

      Polubienie

  1. Witaj Caffe 🙂 Jednym słowem intensywny weekend 🙂 Zaś co do zwiedzania, to zdarza się tak, że w dobrym i miłym towarzystwie nie wiadomo kiedy robi się rano 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Oj tak! Nie wiadomo kiedy zrobiło się po północy. A weekend był intensywny, wesoły i międzynarodowy……jeśli chodzi o trunki:)) Ale nie było przesady i na drugi dzień nie było również kaca:))

      Polubienie

  2. To udany wieczór. 🙂 Ja walentynki spędziłam głównie w autokarze i w mniejszym busie. Ale za to w niedzielę poszliśmy całą rodziną do kina. 🙂
    Ciekawe jak smakuje cuban passion?
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. To też miałaś udany weekend:))) Najpierw podróż, potem kino, super! Cuban passion niestety nie w moim typie, ponieważ zawierał rum, za którym nie przepadam. Natomiast owocową bazę tworzyły banany i ananas. Może, gdyby zamiar rumu była zwykła wódeczka, smakowałoby bez zastrzeżeń. Za to brasiliana rewelacja!

      Polubienie

    1. A dziękuję :))) Lublin jest miastem sprzeczności. Wschodnie pensje, zachodnie preferencje:) Lubimy się bawić, lubimy jak w naszym mieście coś się dzieje. I dzieje się rzeczywiście dużo. No i niestety to „dużo” kosztuje. Niemniej jednak fajnie jest tu być. Lub choćby bywać.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s