Mayday, mayday…..a nawet Mayday2!

Ci którzy śledzą mnie na facebooku (piszę jak jakaś celebrytka:), wiedzą, że byłam niedawno na „Mayday2”, spektaklu wystawianym w warszawskim Och-Teatrze. To niewielki teatr, w środku jedynie mała poczekalnia, kawiarenka, toalety i sala ze sceną usytuowaną pomiędzy dwoma skrzydłami widowni. Surowe czarnoszare wnętrze wywołuje u mnie zawsze lekki atak klaustrofobii, którą staram się zignorować zamawianą przed spektaklem americaną.

Bardzo lubię ten teatr. Może dlatego, że od niego zaczęłam swoją przygodę z warszawskimi spektaklami, a może dlatego, że do tej pory zawsze trafiałam tu na fajne współczesne sztuki.

Mała dygresja. Nie mam wyrzutów sumienia z powodu tego, co dzisiaj lubię oglądać. Po wielu latach czytania klasyki, chcę chodzić na przedstawienia bliskie mi epokowo, realnie namacalne, łatwe do zweryfikowania, bez zagłębiania się w historyczno – kulturowe niuanse.

Akurat znowu tak się złożyło, że trafiliśmy na komedię. Naprawdę przypadkowo, bo tym razem wyjście do teatru było spontaniczne, nie przeglądaliśmy wcześniej repertuaru. W zasadzie powinnam napisać wejście do teatru, bo robiąc sobie wieczorny spacer po Warszawie, weszliśmy do środka, żeby pooglądać afisze i zobaczyć co grają. Zostaliśmy na 2 godziny:)

Gdybym miała być brutalnie szczera, musiałabym napisać, że Mayday2 bazuje na jakimś odrealnionym pomyśle niespełnionego seksualnie scenarzysty. Albo marzyciela. Bo jest to historia nowojorskiego taksówkarza, który prowadzi podwójne życie, posiadając na dwóch różnych krańcach miasta dwa różne domy, dwie różne żony i dwójkę dorastających dzieci.

Mój wewnętrzny głos rozsądku buntował się, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że to co niemożliwe w życiu i to co na scenie, to dwie różne kwestie.

Ale ten taksówkarz – bigamista….. tak przez 18 lat i nikt nic? Się nie zorientował, nie miał podejrzeń? A wakacyjne wyjazdy, święta, uroczystości rodzinne? – podświadomie cały czas próbowałam racjonalizować.

Sztuka zaczyna się w momencie, gdy dzieci głównego bohatera przypadkowo trafiają na siebie na jednym z forów internetowych i odkrywają niesamowitą zbieżność, nie tylko imion i nazwisk, ale także zawodów i wieku ojców. Rozbawione żony uznają, że to normalne w Nowym Jorku, u nich John Smith to jak u nas Jan Kowalski, i popierają pomysł nastolatków, żeby się rodzinnie spotkać.

Można sobie wyobrazić reakcję pana Smitha. Od tego momentu na scenie dzieje się wszystko, co tylko możliwe, żeby do spotkania nie doszło. Jest przekomicznie. A jeśli dodamy aktorstwo Rafała Rutkowskiego, który (sorry panie Rafale), jest śmieszny sam w sobie, i jeśli jeszcze pomaga mu w intrydze Artur Barciś, który (sorry Panie Arturze), jest śmieszny sam w sobie, a do tego wszystkiego dorzucimy niewątpliwy talent Marysi Seweryn – mamy kumulację.

Zagrali rewelacyjnie! Fantastycznie! Przestałam się zastanawiać nad prawdopodobieństwem (raczej nieprawdopodobieństwem) i skupiłam na tym, co ważne. A ważne było tylko to, że cała sala momentami najnormalniej w świecie ryczała ze śmiechu. Naprawdę cieszę się, że weszliśmy pooglądać plakaty:)

Za dwa tygodnie idę na kolejną sztukę. Tym razem wybraną celowo i z premedytacją.

*Tu trochę więcej informacji o przedstawieniu: http://ochteatr.com.pl/event-data/1368/mayday-2

12 myśli w temacie “Mayday, mayday…..a nawet Mayday2!

    1. To prawda, w szkole nas gonili do teatru czasem nawet dwa razy do roku, ale to była właśnie ta klasyka, o której pisałam. Wartościowe sztuki – to pewne, ale jednak sztuki, które już znam od podszewki i chyba mam przesyt. Teraz staram się wybierać spektakle, na których nigdy wcześniej nie byłam. Wyjątkiem było Jezioro Łabędzie. Mimo wielokrotnego oglądania, kiedy tylko nadarzyła się okazja, poszłam.
      Ceny biletów to niestety inna bajka, bilety są w większości rzeczywiście drogie, dlatego idę do teatru zwykle raz na kwartał. Za to mam zawsze sporo wejściówek do kina i tym sobie odbijam braki teatralne:)

      Polubienie

    1. A ja zauważyłam, że chyba cierpię na syndrom emigranta. Jak jestem w Warszawie tęsknię za Lublinem, jak jestem w Lublinie chciałabym już być w Warszawie:)

      Polubienie

  1. Zachęcające, ale w Lublinie tego nie grają, a do Wawy w najbliższym czasie się nie wybieram. Co to tematu i bigamii….cóż dla mężczyzny z 18 letnim stażem to już nie jest bajka. To masakra!:)

    Polubienie

      1. Caffe, a nie? Albo uwikłał się w związki, z których już potem nie mógł się wyplątać, no bo piszesz, że przyszły dzieci.

        Polubienie

        1. Ben, gdyby tak było to może po prostu płaciłby alimenty i już:) Wydaje mi się, że on po prostu kochał obie kobiety i kochał stworzone dwa domy. Bigamia jest nielegalna, więc podejmując taką decyzję narażał się na ryzyko konfliktu z prawem. Myślę, że taką głupotę można zrobić tylko z miłości.

          Polubienie

          1. Nie można nie przyznać Ci racji, choć może też być zupełnie inaczej. Żyło mu się całkiem ciekawie z dwoma kobiety i one zaszły w ciążę. Facet mający miękkie serce zrobił po prostu to, czego one od niego oczekiwały. Zastanawiam się właśnie, czy byłbym w stanie kochać dwie kobiety. Nie uprawiać z nimi seks, to pewnie byłoby możliwe, ale kochać je obie. Bo chyba tylko to mogłoby zmusić do bigamii.

            Polubienie

            1. Koniecznie napisz jak już się zastanowisz:-) jesteś tu jednym z niewielu panów czytających mojego bloga. Twoje zdanie jest wiec cenne.

              Polubienie

  2. Zazdroszczę Ci takiej możliwości. Zdarza mi się coś takiego robić, kiedy jestem w mieście, ale nie zawsze mam taką możliwość. Ale mieć taką możliwość co wieczór, jeśli kasa pozwala… korzystałabym:-) Na pewno!

    Polubienie

    1. Krajanko, w tym kinie, a myślę że w innych jest podobnie, przed każdym seansem jest do sprzedania 30 wejściówek, 30 zł/1 bilet. Za takie pieniądze można byłoby chodzić tak często jak się tylko ma ochotę. Co innego płacić za bilet 150 zł, jak zapłaciłam za spektakl teatru Kwadrat w Lublinie. Wejściówka oczywiście nie gwarantuje dobrego miejsca, nie gwarantuje czasem nawet miejsca siedzącego. Za to można tanio obejrzeć coś naprawdę fajnego. Nam się udało kupić normalne bilety, 70 zł za jeden. To też jest jeszcze przyzwoita cena.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s