Ech Caffe/ Ugh!!

Tort z kuflem piwa/ Funny cake with a mug of beer 🙂

Sobotę spędziliśmy poza Warszawą, u przyjaciół na wsi, świętując 50-tkę pana domu. Impreza zaplanowana została na dworze, z grillem, pod parasolami, z możliwością rozpalenia ogniska po zmroku. Ciuchy oczywiście dowolne, wygodne, jakie kto chce, lubi, czy w jakich dobrze się czuje.

Pomyślałam, grill nie grill, wyglądać trzeba. Wymyśliłam więc sobie, że na początku, kiedy jeszcze słońce cudnie przygrzewa, wystąpię w kolorowej sukience, która jak się okazało, całkiem nieźle wkomponowała się w kwiatki, rabatki i obłędnie pachnący ogród. Ciuchy na potem – to znaczy jeansy, T-shirt i bluzę z kapturem (żeby skutecznie odgrodzić się od wszystkich meszek i komarów, bo czuliśmy, że zaatakują wieczorem), miałam w plecaku.

Ponieważ cała impreza, właśnie ze względu na prażące tego dnia słońce została zorganizowana w zacienionej części posesji, szybko uznałam, że czas na cieplejsze ciuchy. To dopiero maj, więc od ziemi jeszcze „ciągnie”, zmarzłam w stopy, no i rzeczywiście tu i ówdzie zaczęły pobzykiwać komary.

Wyciągnęłam wszystko z plecaka, i w tym momencie zorientowałam się, że k….wa, nie mam spodni! No przecież nie założę adidasów tylko do… bluzy z kapturem, nie chciałabym zepsuć koledze imprezy widowiskiem (albo za bardzo rozkręcić!:)

Wszystko skończyło się tak, że założyłam nowe spodnie męża, który przezornie zabrał je do swojego plecaka, on natomiast pozostał w spodenkach (takich trochę dłuższych niż do kolan), w których przyjechał. I tak nie miał zamiaru się przebierać, a zanim mi ktoś zarzuci, że jak miał mieć skoro mu zabrałam portki, to powiem, że to gorący facet i rzadko odczuwa zimno:-). Podwinęłam nogawki, ściągnęłam się mocno paskiem dziękując Bogu, że mąż w ciągu ostatniego roku trochę schudł. Inaczej musiałabym iść w pożyczki:-))

Niemniej jednak, zamiar „grill nie grill, wyglądać trzeba” trochę mi nie wyszedł.

***

Last Saturday we spent far from home, with our friends in the countryside, celebrating the 50th anniversary of the mister of house. The event was planned as a barbecue, under umbrellas, with the possibility of lighting a bonfire after dark. Without any „dress code” but comfortable, whatever we want, like or in which we feel good.

I thought, maybe it is only a grill, but I must look good. So I came up with the idea that at the beginning, when the sun is still strong shining, I would appear in a colorful dress, which is quite well compose in with flowers, flowerbeds and a beautifull fragrant garden. Clothes for the evening – it means jeans, a T-shirt and a hooded sweatshirt (to effectively block off all the midges and mosquitoes that we thought would attack in the evening), I had in my backpack.

Because of the sunny day, barbecue was organized in the shade, I quickly decided that it was time for warmer clothes. It’s May, still cold is close to the ground, so I realized my legs are cold, and of course, mosquitos and midges appeared here and there.

I pulled everything out of my backpack, and at that moment I realized that … I do not have jeans! Well, I couldn’t ware a sneakers with a hoodie, and nothing else,… I didn’t want to spoil a party by a such spectacle (or maybe opposite: to rock the house too much!).

Everything ended so that I put on a new pants of my husband, who wisely took them into his backpack, while he remained in that short jeans he had. He did not intend to change that jeans, but before someone accuses me that my husband could not even to has such intend, since I took them, I will say that he is a hot guy and rarely feels cold :-). I rolled up trousers legs and pulled a belt tight, thanking God that my husband had lost some weight over the last year. Otherwise I would have to go somewhere to look for any clothes:-))

I looked a little bit as Flip in Flap’s clothes:-)
Nevertheless, my intention that: „grill is only a grill, but I must look good”, a bit did not come out.

Reklamy

30 myśli w temacie “Ech Caffe/ Ugh!!

  1. Jak to fajnie mieć pod ręką męża, i to w dodatku takiego, co się podzieli spodniami. Dobrze, że macie podobne „parametry”. Moja przemiła sąsiadeczka potrzebowała by dwóch par mężowskich spodni. Jedna para – na jedną nogę.

    Polubienie

    1. Efi, thank you very mauch for link. I was sure I had answered for you comment….but I can’t see the answer, maybe disappeared:-)
      So, I think the next time I should mix all steps, my own dancing steps and steps that instructor. Could be very interesting….drama:))) Have a nice day!!

      Polubione przez 1 osoba

  2. Twoja historia przypomniała mi moją, gdy to własny mąż zapomniał wziąć spodni…dla mnie, odbierając mnie 300 km od domu ze szpitala w porze srogiej zimy. I tak podróżowałam w spodniach od piżamy 😉 Od tamtej pory nie oddaję swoich rzeczy do domu, jak zostaję w szpitalu, biorę wszystko ze sobą 😀

    Ubiór jest najmniej ważny podczas takich plenerowych imprez. Nie raz nie dwa będąc na działkach, na grillu, kiedy albo się robiło już chłodno, albo owady cięły to się ubierało „działkowe” ciuchy gospodarzy, bo się nie przewidziało, że tak będzie bądź człowiek się zasiedzi 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. I ja pewnie też bym tak musiała zrobić, w słońcu był upał, ale już w cieniu, a zwłaszcza wieczorem, zrobiło się naprawdę chłodno. To znaczy, ja zwykle marznę w stopy:) Bluzy w zasadzie nie musiałabym zakładać, gdyby nie meszki.

      Polubienie

    1. A tego to było pod dostatkiem. Poza tym, moja wpadka przejdzie do historii tej naszej paczki. Często wspominamy takie swoje różne wygłupy, śmieszność, wiesz takie rzeczy które kiedyś zostaly bardzo serio potraktowane ale dzisiaj można się już z nich śmiać:-) . Będzie jeszcze jedno do obśmiania:-)

      Polubienie

  3. Ja tam bez skrępowania zakładam adidasy, trampki i wszelkie inne pepegi do kiecki, zwłaszcza w takich okolicznościach rustykalnych, a może nawet nieco ludycznych, jak plenerowy ruszt.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Tak czy inaczej spodnie były. Dalas sobie radę i to najważniejsze 🙂 Przypomniała mi się historia innej blogerki, która idąc wzdłuż wybrzeża miała spodnie w torbie, a strój kąpielowy i jakaś koszulkę na sobie. Boso szła, fale obmywały stopy, było pięknie. Od czasu do czasu przysiadala na jakimś kamieniu. Kiedy przyszła pora wracać do mieszkania okazało się, że gdzies po drodze zgubiła spodnie. Przeszła zbyt duży odcinek by wracać i szukać ich. Wracala zatem w stroju i tej koszulce przez kawałek miasta. Ludzie oglądali się za nią, bo to co na plaży było normalnym strojem, w mieście już niekoniecznie. O ile pamiętam opowieść, szła z pięknej purpurowej barwie twarzy.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ale poradziłaś sobie świetnie 🙂 najważniejsze to dobry humor. Mój mąż nigdy na wakacje nie zabiera długich spodni, nawet gdy temperatura spada, twierdzi, że w nogi mu ciepło…
    Na meszki i komary to często brak lekarstwa.

    Polubione przez 1 osoba

        1. Tatulu i dzięki Bogu takiej pamiątki nie mam. Natomiast ostatnio razem z córką zrobiłyśmy sobie zdjęcie, które mam nadzieję nigdy nie ujrzy światła dziennego:-) Jest tylko w moim smartfonie (wiem, to żadne ograniczenie), i nie jest kontrowersyjne, ale ubrałyśmy się obie do niego w nasze najgorsze ciuchy, w dodatku tak okropnie dobierając kolory, że wyszło takie brzydkie, że aż cudne:-)
          A może jednak wrzucić, tylko zamazać twarze?;-)

          Polubienie

  6. Nigdy nie przejmuj się strojem i tym, co inni na ten temat powiedzą, chyba że idziesz błyszczeć na ściance. Jeśli idziesz do przyjaciół, to nikt nie powinien oceniać, czy Ci w tym dobrze i czy pasuje.
    Nie mogę zrozumieć sposobu myślenia tego nie starego i jeszcze nie stetryczałego księdza. Przechodzi kryzys męskości? O kurtyzanie ksiądz mówi i po co? I współudziale kobiety w grzechu, jeśli ona ubiera się nieskromnie, ale spodnie są też nieobyczajne…
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ojej, spodnie! 😀

    Kobieta w spodniach jest obrzydliwością w oczach Pana!
    Kobieta w spodniach nie wzbudzi w mężczyźnie miłości, tylko cudzołóstwo!
    Kobieta nakładając spodnie dopuszcza się współudziału w grzechu, bo naraża mężczyznę na cudzołóstwo !

    (Jestem świeżo po odsłuchaniu fragmentu kazania jakiegoś całkiem młodego – sądząc z wyglądu – księdza:

    Polubione przez 1 osoba

    1. No nie mów mi, że tam są takie brednie!
      Przesłucham, bo aż nie chce mi się wierzyć. Czasem myślę, że ktoś specjalnie nagrywa takie kawałki, żeby ośmieszyć kler.

      Polubienie

      1. Nie ulega wątpliwości, ze to nagranie jest dość profesjonalnie zrobione (nic komórką, z ukrycia, trzęsącą się ręką). Ksiądz dr (teologii) Paweł Murzinski nie tylko o nim wiedział, ale może nawet chciały, by powstało.

        Polubione przez 1 osoba

      1. Kiedy odczytuję komentarze w aplikacji, na telefonie, te linki są w ogóle niewidoczne. Dopiero w komputerze widać nie tylko link, ale cały film. Ech Caffe 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s