Dzieci to skarb/ Children are a treasure

London-Newborn-Photo-Session_01.jpg
http://achphotography.com

Kiedyś zastanawiałam się (TU), jak to jest, że z cudownego brzdąca wyrasta człowiek, który nagle zaczyna sprawiać rodzicom problemy. Zadają sobie pytanie „dlaczego”, mówią „przecież nie tak cię wychowywaliśmy”, „co się z dzieje? Odpowiedzi dobrej, jednoznacznej i trafiającej w samo sedno problemu nie ma. To składowa wielu czynników, za które są odpowiedzialni zarówno rodzice, jak i cała reszta świata. Zewnętrzne okoliczności, w tym przekazy medialne, internet, środowisko, koledzy, cywilizacja. Im więcej bodźców zewnętrznych, tym więcej uzależnień i uwarunkowań sprzyjających wypaczeniu.

I potem dzieje się tak, jak w opisywanej wczoraj w prasie historii, kiedy to 18-latek rzucił się na matkę, bo poprosiła go o wyłączenie komputera. Grał i jednocześnie głośno rozmawiał przez telefon, a była 4 rano. Podejrzewam, że matka wstawała rano do pracy, a synek miał już wakacje.

Albo tak, jak w innej historii, która miała swój finał aż na sali sądowej. 25 letnia córka, absolwentka studiów wyższych, ciesząca się dobrym zdrowiem, pozwała swoją matkę o alimenty, a w zasadzie o ich przedłużenie. Tysiak miesięcznie. Argumentowała to tym, że ma zamiar robić doktorat, który pochłania tyle czasu, że nie będzie w stanie pracować na utrzymanie. Podejrzewam, że historia musi mieć drugie dno i wcale nie chodzi o pieniądze. Z własnego doświadczenia wiem, że rodzice chętnie finansują edukację własnych dzieci, pomagają im i cieszą się, gdy chcą się uczyć. Więc raczej sądzę, że matka miała po prostu dość. Czego? Nie wiem. Może braku szacunku, to dzisiaj wcale nie taka rzadkość, może arogancji, może braku wspólnej płaszczyzny porozumienia, która nagle zaczęła matce przeszkadzać, która ją raniła? Oczywiście nie wykluczam, że matka też mogła mieć coś na sumieniu.

Trudno to ocenić, ale zgadnijcie co orzekł sąd?

Update:

Sąd zweryfikował informacje o zadłużeniu kobiety. Okazało się, że ma długi w wysokości 196 tys. Z tego tytułu komornik potrąca co miesiąc z jej konta około 2,8 tys. zł. Sędzia zauważył jednak, że „sytuacja materialna matki wcale nie uległa zmianie, a jest dokładnie taka sama, jak wtedy, gdy zasądzono alimenty”.

Zauważył także, że wiek, w którym jest teraz córka oraz jej wykształcenie wcale nie oznaczają, że musi się usamodzielnić. Zauważył, że studia zajmują jej cały czas także poza uczelnią, co utrudnia zapewnienie sobie dodatkowych dochodów. „Trzeba pamiętać, że obowiązek rodziców do świadczeń alimentacyjnych względem dzieci jest tym najszerszym obowiązkiem alimentacyjnym i nie ma jednej, automatycznej granicy, z przekroczeniem której ten obowiązek ustaje

Czytaj dalej „Dzieci to skarb/ Children are a treasure”

Reklamy

Notka 600. Czwartek czy piątek?/ Note 600. Thursday or Friday?

Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego cały dzień mi się wydaje, że jest piątek?

Can anyone explain, why all day it seems to me that it is Friday?

czwartek_piatek_i_weekend_2014-01-16_11-29-49

Make-up dla niej i dla niego?/ Make-up for her and for him?

pobrane (6)
Zdjęcie pochodzi ze strony: https://prettynormalme.com/

Jakiś czas temu pisałam o modowej pomyłce (TU), w której ktoś wziął mężczyznę za kobietę, bo ten ubierał się jak kobieta, poruszał się jak kobieta i mówił jak kobieta. W dobie gender wszystko jest możliwe i to co kilka lat temu szokowało, dzisiaj sprawia, że co najwyżej stajemy się ostrożniejsi w osądach. Wtedy dochodziło do niefajnych sytuacji. Pamiętacie program „Wszystko o Miriam”, w którym o względy tytułowej bohaterki rywalizowało kilku chłopaków? Finalista programu podobno naprawdę się zaangażował, były pocałunki i przytulanie. Kiedy dowiedział się prawdy, poczuł się oszukany i pozwał stację telewizyjną. Nie wiem jaki był finał tej historii, jednak od 2009 roku wiele się zmieniło. Dzisiaj nikt już się nie oburza, gdy na wybiegu pojawia się Michalina Manios czy Andreja Pejić, dwie modelki, które rozpoczynały karierę jako transwestyci. Myślę, że mimo wszystko stajemy się bardziej tolerancyjni, choć oczywiście nadal zdarzają się przypadki agresji, wywołanej odmiennością drugiego człowieka.

Bo skoro jesteś inny, to jesteś „ciotą, debilem, fagasem” – to niestety najdelikatniejsze epitety jakie słyszą chłopcy, tworzący na Youtubie make-upowe instruktaże (np. TU lub TU). Pokazują innym chłopakom, jak się malować, żeby wyglądać inaczej, ciekawiej. Przyznam szczerze, że malują się lepiej niż niejedna kobieta, a już na pewno lepiej niż ja:-)

Czy mnie ta moda dziwi? Tak. Martwi? Nie, chociaż wolałabym, żeby tak wystylizowani nie przychodzili do szkoły. To samo napisałabym zresztą o dziewczynach.

Byłabym całkowicie na tak, gdyby ten make-up był przez chłopaków wykorzystywany zawodowo, gdyby był środkiem wyrazu niezbędnego do pracy. Bo ja uważam, że męskiej twarzy (nawet jeśli ten mężczyzna jest gejem) czerwona szminka i niebieska powieka nie upiększa. Powiedziałabym nawet, że szpeci ją. Stereotypowo? Pewnie trochę tak. Oczywiście wiem, że w starożytnym Egipcie mężczyźni nie odmawiali sobie możliwości poprawiania urody (więcej na ten tematu TU) i nikt jakoś nie uważał tego za nienaturalne. Jednak co innego poprawianie, a co innego kolorystyczny odlot.  Ja chyba po prostu nie lubię epatowania czymkolwiek, obnoszenia się. Głęboko wierzę w to, że tak jak hetero nie musi udowadniać, że jest hetero, tak gej nie musi udowadniać, że jest gejem.  A niestety  trochę tak odbieram męski/chłopięcy make up.

Nie mam racji?

***

Some time ago I wrote a post about a fashion mistake (HERE), in which someone took a man for a woman, because he dressed like a woman, moved like a woman and talked like a woman. In the age of gender, everything is possible and what shocked few years ago, today makes that at the most we become more cautious in judgments.

In those days happened some strange histories. Do you remember the program „Everything about Miriam”, in which several guys competed for the future with the title girl? The finalist of that program was really got involved, there were kisses and hugs. When he learned the truth, he felt cheated and sued the television station. I do not know what the finale of this story was, but since 2009 a lot has changed. Nobody is outraged today when Michalina Manios or Andreja Pejić appear on the catwalk, two models who started their careers as transvestites. I think that despite everything, we become more tolerant, although of course there are still cases of aggression caused by that kind of differentness.

Because if you are different, then you are a ponce, moron, fag – these are the most delicate epithets that boys hear, creating on-line make-up tutorials (eg HERE or HERE). They show other boys how to paint, to look different, more interesting. I must admit that they paint better than many women, and certainly better than me 🙂

Does this fashion surprise me? Yes. Dead? No, although I would prefer that those boys do not come to school with that stylization. The same about girls!

I would be completely for YES if this make-up was used by the boys professionally, if it was a means of expression necessary for work. Because I think that a man’s face (even if this man is gay) a red lipstick and a blue eyelid, somehow does not fit. Disfigures her. Stereotypically? Probably a bit like that. Of course, I know that in ancient Egypt, men did not deny themselves the possibility of improving their beauty (more on this topic HERE) and no one thought that it was unnatural. However, it’s something else to correct, and something different that color’s madness. I think I just do not like dazzling with anything, to show off. I strongly believe that just as a hetero does not have to prove he is straight, so gay does not have to prove he is gay. But unfortunately, I take this make-up a bit like that.

I’m wrong?

Czy tylko ja tak mam?/ Is it just me?

screenshot_2018-06-26-13-46-11-11697694370.jpgKażdej niedzieli wieczorem sprawdzam kalendarz na nadchodzący tydzień. Cieszę się jak dziecko, gdy mam zajęte tylko jedno lub dwa popołudnia. Niestety bardzo często zdarza się tak, jak to było w ubiegłym tygodniu, że każdego dnia wracałam do domu późno, nawet po 22.00. Gdybym była kilkanaście lat młodsza, to pewnie bym nie narzekała. Pamiętam, jak uwielbiałam wychodzić z domu, gdziekolwiek,  po cokolwiek, byle „do ludzi”. Teraz lubię równowagę, no i mam swoje ukochane mieszkanie:-)

W tym tygodniu znowu coś, gdzieś, z kimś. Akurat to „z kimś” mi nie przeszkadza, bo ludzie są najważniejsi, oby więc jak najwięcej wyjść na kawę czy wypadów do kina. No właśnie, btw., w sobotę się wybieram. Co radzicie: Zimna wojna, Park Jurajski, czy Kochając Pabla, nienawidząc Escobara?

À propos tego przemęczenia, zabiegania i w ogóle, podobno istnieje test, który w prosty sposób pokazuje jak bardzo potrzebujemy wypoczynku: TU.  Ja nie wiem, jak tam u Was, ale u mnie koła pędzą jak złocisty rydwan Heliosa….

No i napiszcie jak Wasze kalendarze, pękają w szwach?

***

Every Sunday’s evening I check the calendar for the coming week. I am happy as a child when I have only one or two busy afternoons. Unfortunately, very often it happens, as it was last week, that I came home late every day, even after 10 PM. If I was a dozen years younger, I would probably not complain. I remember how I loved going out of the house, wherever, for anything, but to see people. Now I like balance and I have my lovely apartment (which means flat) :-).

This week again something, somewhere, with someone. And this „someone” is most important, because people are most important!  Btw. on Saturday I’m going to the cinema. What do you advise: Cold War (Polish: Zimna wojna), Jurassic Park, or Loving Pablo?

By the way, this fatigue, soliciting and in general, there is a test that shows in a simple way how much we need to rest: HERE. I do not know how you are there, but with me the wheels are racing like the golden chariot of Helios ….

And let me know, how are your calendars, they are at max capacity?

Teraźniejszość czy niedaleka przyszłość?/ Present day or near future?

Nieodmiennie mnie śmieszy:-)

images1111

At Library: How cool! I didn’t know that books are also issued in paper version!

Zapachy lata w Skaryszewskim/ Summer scent in Skaryszewski Park

Notka z okazji pierwszego dnia lata:)))

Stojąc dokładnie w tym miejscu, twarzą w stronę skąpanego w czerwcowym słońcu Jeziorka Kamionkowskiego, obserwując szykujące się już do snu nenufary, poczułam zapach czekolady. Czasem robię sobie wycieczkę rowerową własnie do Parku Skaryszewskiego, bo lubię słodki zapach wydobywający się z Fabryki Wedla. Pewnie ciągle drzemie we mnie tamta mała dziewczynka, która ze wszystkich słodyczy świata lubiła tylko mleczną czekoladę:)

20180616_180350-1361539783.jpg

Nieco dalej, ale już pod drugiej stronie jeziorka zapachniało kwiatami. Czy zauważyliście, że te kupowane w kwiaciarni już nie pachną? Czyżby dopadło je GMO?

20180616_181051-2138195409.jpg

Kiedy już nasyciłam zmysł powonienia, któremu w mieście wcale nie codziennie trafia się taka gratka, pojechałam jeszcze troszeczkę dopieścić zmysł wzroku, ukoić go zielenią.

20180616_181416-2013612224.jpg

No, a potem to już mogłam spokojnie wracać do domu:-)

***
A note on the occasion of the first day of summer :)))

Standing exactly in this place, facing the lightening by the sun Kamionkowskie Lake, observing the water lilies preparing for sleep, I felt the smell of chocolate. Sometimes I take a bike trip to Skaryszewski Park, because I like the sweet smell coming from the Wedel Factory. Probably is still inside me that little girl who, out of all the sweets in the world, liked only milk chocolate 🙂

A little further, but on the other side of the lake it smelled of flowers. Have you noticed that the ones bought at the florist do not smell anymore? Is it GMO?

Once I have saturated the sense of smell, which in the city is not such a treat at all on a daily basis, I have gone a do something extra for the sense of sight, soothe it with greenery. And only then I could go home.

Moja pierwsza wycieczka do Warszawy/ My first trip to Warsaw

Warszawa

Kiedy miałam może 12 lat, a Warszawa była czymś tak obcym, jak obcy był ósmy pasażer Nostromo, wybraliśmy się z rodzicami na wycieczkę. Taką autokarową z zakładu pracy, z noclegiem w Hotelu Polonia. Wow, co?;-) Z wycieczki wypełnionej zwiedzaniem, co jak wiadomo dla dziecka nie jest atrakcją, pamiętam dwie śmieszne historie.

W tamtych czasach głównym punktem programu był oczywiście Cmentarz na Powązkach, taras widokowy w Pałacu Kultury Cmentarz Żołnierzy Radzieckich (powaga!) i Belweder.

Byliśmy też oczywiście w teatrze, ale to Belweder zapisał się w mojej pamięci:-). W czasie jazdy panowie intensywnie podkręcali atmosferę różnymi trunkami i przyśpiewkami typu „Szła dzieweczka, do laseczka”, „Hej, hej sokoły” oraz „Góralu czy ci nie żal”, więc nic dziwnego, że gdy stanęliśmy przed bramą wjazdową pałacu, mieli już dobrze w czubie. Jeden z nich wysiadł z autobusu, chwiejnym krokiem podszedł do ogrodzenia i… zwymiotował! Nie wyobrażacie sobie nawet, co się potem działo. Przybiegli strażnicy, wylegitymowali faceta, wezwali milicję obywatelską, która również go wylegitymowała i zaczęła przesłuchiwać, wezwała kogoś wyższego rangę i nagle zrobił się dziki tłum. Niewiele brakowało, żeby facet poszedł siedzieć za działalność wywrotową. Wyrzygał się na władzę państwową, na Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, na przedstawicieli narodu!:))) Nie pomagały tłumaczenia, że facet zwyczajnie przesadził z alkoholem.

Przewodnik wycieczki stanął na uszach i facet wrócił z nami do hotelu. Wieczorem, gdy wygłodniali czekaliśmy na schabowego z frytkami (który nawiasem mówiąc był tak pyszny, że do dzisiaj pamiętam jego smak!) wszyscy już się z tego absurdalnego wydarzenia śmiali ale facet już do końca życia miał ksywkę „Obrzyganiec:-).

A w hotelu wieczorem miała się rozpocząć część artystyczna wycieczki. Panowie niecierpliwie wiercili się na swoich miejscach, bo w planie był najprawdziwszy striptiz:-) Moja mama stwierdziła, że w takim razie po kolacji chwilę z nimi posiedzę, a potem pójdę do pokoju. Pewnie nawet byłam tym całodniowym łażeniem zmęczona, nie pamiętam. Pamiętam jednak, że nie dotarłam nawet do połowy swojego kotleta, gdy zgasły główne światła, reflektor oświetlił środek sceny i ujrzałam kobietę siedzącą w wyzywającej pozie na krzesełku. Powolnym ruchem dłoni zaczęła zdejmować nylonową pończochę…

***

When I was maybe 12 years old, and Warsaw was something as alien as was this extra passenger from Nostromo, we went with our parents on a trip. From their workplace, with accommodation at the Polonia Hotel. Wow, isn’it? 😉 From a trip filled with sightseeing, which as you know for a child is not an attraction, I remember two funny stories.

In those days, the main point of the trip program to Warsaw was, of course, Powązki Cemetery, observation deck in the Palace of Culture, Cemetery of Soviet Soldiers (seriousness!) and Belweder.

We were also in the theater, of course, but the Belweder made a name in my memory :-). While driving, men intensively raised the atmosphere with various liquors and chants such as „Szła dzieweczka, do laseczka„, „Hey, hey sokoły” and „Góralu czy ci nie żal„, so it’s no wonder that when we stood in front of the entrance gate of the palace, they already were quite drunk. One of them went off the bus, staggered to the fence and … vomited! You can not even imagine what happened next. The guards came in, they checked ID, they called the civic militia, who also checked his ID, questioned him, called for someone of a higher rank, and suddenly ….all hell was let loose. It nearly went he would be accused with subversive activities. He spew for the state power, for the Polish United Workers’ Party, for the representatives of the nation! :))) The explanation that the guy simply overdone with alcohol didn’t work.

The tour guide stood on his ears and eventually the guy came back to the hotel. In the evening, when hungry we waited for a pork chop with fries (which by the way was so delicious that I still remember its taste!) everyone was already laughing about this absurd event but the guy had a nickname for the rest of his life: „Spewer:-).

And in the evening the artistic part of the trip was to begin. The gentlemen impatiently fidgeted in their places, because the plan was the striptease! 🙂 My mother said that in that case I would sit with them for a moment and then I would go our room. Probably I was even tired of this whole day, I do not remember. But I remember very clear that I did not even reach half of my chop when the main lights went out, the spotlight illuminated the center of the stage and I saw a woman sitting in a provocative pose on a chair. With a slow motion of her hand, she began to take off her nylon stockings …

Scenka rodzajowa. Caffe u lekarza oraz Fifa World Cup / Short story. Caffe visitting a doctor and Fifa World Cup

af03621a407b9b19f4958040eb17

Pierwszy raz zdarzyło mi się na tej platformie, że przy przeglądaniu komentarzy zniknął cały wpis! No naprawdę! Komentarze i nagłówek – na szczęście zostały:))

Tak więc wszystko co poniżej, to próba odtworzenia treści, ale będzie to już raczej wersja light.

Wczoraj opisałam swoją wizytę u lekarza. Miałam na 18.30 przyszłam 1,5 h wcześniej i myślałam, że cały ten czas spędzę w poczekalni czytając książkę. Tymczasem w otwartych drzwiach czekał już na mnie lekarz. Gdy zdziwiona i zadowolona jednocześnie rzuciłam uwagę, że pewnie ktoś odwołał wizytę i oto udaje mi się dostać od razu, lekarz odpowiedział: „Raczej wszyscy odwołali”, i wytłumaczył, że na to popołudnie, akurat zupełnie przypadkiem, zapisani byli sami mężczyźni i wszyscy oni odwołali swoją wizytę.

I dodał znacząco: „Mecz Polska vs. Senegal” :-))

W tamtym momencie naprawdę kochałam FIFA World Cup!

W post scriptum dodałam, że teraz ci wszyscy faceci żałują, bo nasi przegrali a oni sami będą czekać na wizytę kolejne 3 miesiące.

Wyszło nawet krócej niż na początku:-) Czytaj dalej „Scenka rodzajowa. Caffe u lekarza oraz Fifa World Cup / Short story. Caffe visitting a doctor and Fifa World Cup”

Blogowe porządki/ Blog’s cleaning

wp-1528888869234-2116933365.jpg

Jestem leniwa. Od czasu przeniesienia Blog Caffe z Onetu na platformę WordPress (5 miesięcy !!) nie zrobiłam tu  żadnych porządków. Tylko to, co uważałam za konieczne do prowadzenia bloga. Wiem, że stare zdjęcia zniknęły, niektóre linki są bez sensu, ponieważ przenoszą do czegoś, co już nie istnieje, a w wielu przypadkach doszło do rozformatowania tekstu.

Więc zaczęłam porządki, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest tu prawie 600 notek, nie obiecuję, że będę w stanie je ukończyć w ciągu kilku dni.

Mam jednak prośbę. Ponieważ WordPress poleca stare notki, dajcie znać w komentarzu, gdy zauważycie coś takiego, a ja szybciutko poprawię:-). Nie chciałabym pokazywać ich tak bez retuszu, to denerwujące, a wręcz nieprzyzwoite 🙂

***

I’m lazy. Since the transfer of Blog Caffe from Onet to the WordPress platform (5 months !!) I haven’t done any cleanup. I did only that what I thought would be necessary to write a blog. And I know that old photos have disappeared, some links are pointless, because they are moving to something that no longer exists, and in many cases the text has become unformatted.

So I start to cleanup, but given the fact that there are almost 600 notes here, I do not promise that I will be able to finish them in a few days.

However, I have a request. Because WordPress recommends old notes, please write in the comments, if you find such my improper text somewhere, I will correct it immediately. I would not like to show them without retouching, it’s annoying, even indecent 🙂

Odczulanie dzień pierwszy/ Hyposensitisation – day 1

20180611_173231-1-73811357.jpgWytoczyłam alergii wojnę! Mam już dosyć kaszlu, kataru, łzawienia oczu, łaskotania w gardle, kichania i ogólnego rozbicia, które pojawia się po zmasowanym ataku wszystkich powyższych. Mam dosyć zaczerwienionego nosa, ciągłego pamiętania o chusteczkach i tego odgłosu jak ze studni, który wydobywał się ze mnie przy kaszlu (pewnie weszłam w fazę przedastmową,  jest taka faza?) 😉

Niestety na tradycyjne odczulanie musiałabym czekać do jesieni, więc wybrałam metodę alternatywną, choć przeze mnie już kiedyś sprawdzoną na dziecku. Biorezonans magnetyczny.

Jestem po pierwszej sesji. Po wyjściu byłam trochę rozdygotana, następnym razem muszę zapytać, czy to normalne. Po wypiciu zaleconej dużej ilości wody przeszło. Oczywiście wiem, że alergia jeszcze we mnie siedzi, aż takich cudów to nie ma, ale czuję się wyciszona. Nie miałam dzisiaj tak ostrego napadu kaszlu, jak choćby jeszcze wczoraj rano. Nadal jednak boli mnie gardło.

Ktoś powie, wmawiasz sobie kobieto, tak bardzo chcesz wyzdrowieć, że projektujesz rzeczywistość, a oni korzystają z Twojej głupoty i wyciągają kasę. Fakt, tanie to nie jest, ale po wczorajszej wizycie widzę, że jakieś hiper drogie w sumie też nie. Ale wiecie co? Niech sobie będzie placebo, mogłoby być nawet wróżenie z fusów, albo życzeniowe kręcenie wahadełkiem gdybym miała się po tym poczuć lepiej. A dzisiaj zdecydowanie czuję się lepiej!

I jeszcze jeden argument, o którym już wspomniałam. W ten sposób odczuliłam kiedyś mojego 2 letniego synka, a trudno się spodziewać, żeby 2-latek miał jakieś pojęcie o placebo.

***

im_odczulanie

I went up against allergy.! I’ve had enough of cough,constantly runny nose, red, teary and light-sensitive eyes, often with swollen lids, tickling in my throat, sneezing and general breakdown, which appears after a massive attack of all the above. I’ve had enough a fairly reddened nose, a constant remembrance of handkerchiefs and the sound similar like that from the well, coming out of me coughing ( Maybe I entered the pre-asthma phase, is there such a phase?) 😉

Unfortunately, for traditional desensitization I would have to wait until fall, so I chose the alternative method, although it was once tested by my child. Magnetic bio-resonance (ART).

I’m after the first session. After leaving, I was a little shaky, next time I have to ask if it’s normal. After drinking the prescribed large amount of water has passed. Of course, I know that the allergy is still in me, there are no such miracles, but I feel calmly. I did not have an acute episode of cough today, like even yesterday morning. But my throat still hurts.

Someone will say, you tell yourselves that feelings, you want to get well, you design reality, and they use your stupidity and draw money. Fact, it is not very cheap, but after yesterday’s visit I see that it is also not a hyper expensive. And you know what? Let it be a placebo, let it be even the divination of tea leaves, or indications of radiesthesia if I start feel better after. And today I definitely feel better!

And one more argument, I have already mentioned. A few years ago, using ART, was my 2 year old son cured, it’s hard to expect the such little child has any idea about a placebo.

Dosyć tego! / Enough!

Pomyślałam i pojechałam do lasu, aby sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. A mianowicie, aby zastosować dendroterapię! Mówiąc po ludzku, aby poprzytulać się do drzew, które mają wiele pozytywnych i leczniczych właściwości. Dodają energii, uwalniają endorfiny, koją skołatane nerwy.  Ja przecież ostatnio mam co koić!

Przez pól godziny spacerowałam i przytulałam się do brzóz.

20180531_132250976323455.jpg
Caffe hugging birch 🙂

Słuchałam śpiewu ptaków.

A potem przez następne 48 – leczyłam alergię!! 🙂

***

Enough! I thought and went to the forest. It was my last resort: dendrotherapy! And speaking humanly, to hug trees that have many positive and healing properties. They add energy, release endorphins, soothe troubled nerves. I have a lot to soothe!
For a half an hour I walked and hugged the birches. Listening to birds songs.

And afterwards, for the next 48 hours I was treated allergy:-)

Smutek/ Sadness

To miał być piękny, długi, upalny weekend, w planach wypad nad jezioro (Efi, wiesz, jak się na to cieszyłam), wyjście do kina, grill z przyjaciółmi. I w zasadzie wszystko to było, ale….

W czwartek, po przyjeździe nad jezioro poszliśmy na spacer. Z psem, a niech się staruszek wybiega, bez smyczy, bo on już nie ucieka, no i zresztą gdzie mu będzie lepiej niż u pańci.

Do wieczora wszystko było ok, więc w zasadzie nie wiemy, co się stało, skąd nagły kaszel psa i problemy z oddychaniem. Biedak całą noc na przemian kładł się próbując zasnąć i wstawał, bo zaczynał kasłać. Nie potrafiłam mu pomóc i w sumie sama też nie zasnęłam, no bo jak spać, jak on cierpi? Przyznam szczerze, że najgorsze czego się obawiałam to kaszel kenelowy lub zapalenie płuc (tak, psy też miewają zapalenie płuc i nawet potrafią się nim zarazić od ludzi).

Rano był szybki powrót do miasta, wizyta u weterynarza, zdjęcie klatki piersiowej, zastrzyki itp. Okazało się, że nasz staruszek ma kardiomiopatię, oraz (w jej wyniku) powiększoną wątrobę. Wiedzieliśmy, że ma problemy z sercem, dostawał odpowiednie leki już od kilku lat. Ale że aż tak, że to już ten moment i że tak nagle? Istnieje prawdopodobieństwo, że wieczorem połknął coś alergennego, może osę, która go użądliła i stąd taka nagła, ostra reakcja.

Kolejna noc była dla Bajta łatwiejsza tylko dlatego, że znalazłam sposób na to, jak mu ulżyć w oddychaniu. Trzymałam go jak dziecko na sztywnej poduszeczce lekko uniesionej do góry, ale on był tak strasznie zmęczony poprzednią nocą i całym dniem, że godził się na spanie na plecach, a to przecież niezbyt komfortowa pozycja dla psa.  I ja w końcu zasnęłam, z tą poduszeczką na kolanach.

2018-06-05 11-2137308259..jpg

Do dzisiaj miałam nadzieję, że przy braniu odpowiednich leków jego stan się polepszy i pobędzie z nami jeszcze kilka lat. Jednak ta noc znowu była średnia, Bajt kasłał, spał niespokojnie, przenosił się z miejsca na miejsce. Obawiam się najgorszego, i strasznie się boję tej ostatecznej decyzji. Przecież nie pozwolimy, żeby cierpiał.

20180503_101309-1-2021634387.jpg

***

It was supposed to be a beautiful, long, hot weekend, with a trip to the lake (Efi, you know how I was looking forward to …), going to the cinema, barbecue with friends. And basically everything was, but ….

On Thursday, after arriving at the lake, we went for a walk. With the dog, let him to run along, without a leash, because he does not run away, moreover, where he will feel better than at home.

By evening, everything was okay, so we do not know what happened, whence a sudden dog cough and terrible difficulty in breathing. This poor little pet all night alternately was trying to lay down and fall asleep and after that was getting up because of the cough. I wasn’t able to help him and I because of that I also did not fall asleep. I must admit that the worst I feared was a coughing kennel or pneumonia (yes, dogs also have pneumonia and can even get infected from humans).

In the morning there was a quick return to the city, a visit to the vet, chest photo, injections, etc. It turned out that our little dog has cardiomyopathy and (as a result) enlarged liver. We knew he had heart problems, he had been getting the proper medicines for several years. But why now, why just like that, why so suddenly? It is likely that in the evening he swallowed something allergenic, maybe wasp bit him when he tried to swallow it, and it caused a sudden, sharp reaction.

The next night was only easier for Bajt because I found a way how to help him with breathing. I held him like a child on a stiff slightly raised pillow, but he was so tired of the previous night and all day that he agreed to sleep on his back. This is not very common and comfortable dog’s position. I finally fell asleep with that pillow on my knees.

Until today, I hoped that by taking appropriate drugs his condition would improve and stay with us for a few more years. However, this night was again bad, Bajt was coughing, he slept restlessly, he moved from place to place. I am afraid of the worst, including the fact that we will have to make a decision. We will not let him suffer.