I did it!:-)

Umiem!! Jeździłam!! Poniżej dowód:-)

Od kilku tygodni miałam ochotę przetestować skuter miejski. Tak zupełnie po babsku zachwycałam się jego wyglądem, kolorem ecru, tym że jest taki wdzięczny, że ma nawet haczyk idealny na damską torebkę:-) Był tylko jeden problem: ja nigdy w życiu nie jeździłam na skuterze! Raz kolega dał mi się kajtnąć na motorynce, no i potem oboje goniliśmy tę jego motorynkę po ulicy:-) I było to dosyć dawno temu.

Niemniej jednak o ile motorów się boję, bo dawcy organów, bo niepotrzebna prędkość i jeszcze mniej potrzebna brawura (sorry, ale takie jest stereotypowe myślenie o motocyklistach), o tyle skuter jakoś mnie nie przeraża. Brawura mniejsza, prędkość osiągana zmniejszająca ryzyko utraty organu, teoretycznie bezpieczniejszy. Naturalnie kierowcy aut nie darzą szczególną sympatią nie tylko wspomnianych motocyklistów ale także skuterzystów (co trochę się wpisuje w tematykę poprzedniej notki), ale jedni i drudzy sobie na złą opinię zasłużyli. To co czasem wyprawiają na drodze to dramat. Jednak wszystko sprowadza się do wyobraźni (a wyobraźnię mam cholernie bogatą) i odpowiedzialności.

Ale o to niech się już martwi drogówka, ja o czymś innym.

O tym poczuciu radości, kiedy wiatr rozwiewał mi sukienkę, gdy jakimś cudem udawało mi się osiągnąć 40 km/h:-), (włosów rozwiewać nie mógł, bo regulaminowo założyłam kask). O ulotnym poczuciu beztroski, gdy tak sobie jechałam wąskimi uliczkami Saskiej Kępy i wcale nie czułam 30° upału, bo nade mną rozpościerał się przepiękny szpaler drzew. Ja o satysfakcji wynikającej z tego, że zrobiłam dokładnie to, co sobie zaplanowałam. Najpierw umówiłam się na naukę jazdy, pojechałam na drugi koniec Warszawy, żeby pojeździć po placu manewrowym. A w weekend namierzyłam w aplikacji znajdujący się najbliżej skuter i pojechałam!!

A teraz tylko czekam na wyjazd do Rzymu i przejażdżkę vespą!!:-))

* Mam tylko jedną uwagę, dlaczego kurde musiał mi się trafić czarny? 🙂

***

I can do it!! I did it !! The proof above:-)

For several weeks I had the urge to test the city scooter. I was so impressed by his appearance, ecru color, that he is so smooth, that he even has a hook perfect for a woman’s purse 🙂 There was only one problem: I have never ridden on a scooter in my life! Once my friend gave me a ride on his small motorbike, and then we both chased it along the street 🙂 It was quite a long time ago.

Nevertheless, if I am afraid of motorbikes, because of organ donors, because of unnecessary speed and even less need for bravado (sorry, but this is stereotypical thinking about motorcyclists), the scooter does not scare me. Less bravado, speed achieved reducing the risk of organ loss, theoretically safer. Naturally, the drivers do not like especially the motorcyclists, but also the scooter users (which is a bit in line with the subject of the previous note), but both of them deserved for that bad reputation. What they sometimes do on the road is drama. However, it all comes down to the imagination (and my imagination is damn rich!) and responsibility.

But let the traffic boys worry about it. I am writting about something else.

About this feeling of joy, when the wind was blowing up my dress, when by some miracle I managed to reach 40 km / h :-). (The wind could not scatter my hair because I put on my helmet as requested of app’s and regulations). About fleeting sense of carefree, when I was riding in the narrow streets of Saska Kępa and I did not feel 30° of heat at all, because a beautiful row of trees stretched above me. I am about the satisfaction of doing exactly what I planned. First, I arranged for a driving lesson, I went to the other end of Warsaw to drive around the training yard. And on the weekend I found in the application the nearest scooter and I rode!!

And now I’m just waiting for a trip to Rome to test a vespa ride !! :-))

I have only one comment, why the hell the black scooter had to happened to me!? 🙂

Reklamy

Symbioza/ Symbiosis

W sezonie letnim przemieszczam się przez miasto w zasadzie w każdy możliwy sposób. Najczęściej rowerem, ale bywam też piechurem, w weekendy chętnie przesiadam się do focusia (kto mnie zna, to wie, że uwielbiam jeździć samochodem, czuję wtedy nieopisaną radość i złudną wolność!:-), a w deszczowe dni robocze zwykle korzystam z nieocenionego i sympatycznego ZTM. No dobra, raz czy dwa trafiłam na kierowcę, który widząc, że biegnę do autobusu najpierw spokojnie czekał, po czym tuż przed nosem zamykał mi drzwi i odjeżdżał, raz czy dwa na takiego, który patrząc na czekających pasażerów w końcowej części przystanku celowo zatrzymywał się na początku.:-) A niech się towarzystwo porusza z samego rana! Zwłaszcza ta staruszka, która pewnie jechała w kolejkę do lekarza. Jednak globalnie rzecz ujmując, są pomocni i grzeczni, przynajmniej ci na mojej trasie:-)

Tak naprawdę to zmierzam do tego, że każdy z nas, naprawdę każdy, bywa albo pieszym, albo rowerzystą, albo kierowcą (czegokolwiek). Przechodzi z jednej grupy do drugiej, przesiada się z jednego wehikułu na drugi i w związku z tym teoretycznie, powinien znać zasady dotyczące wszystkich użytkowników szos i chodników (tak mi się zrymowało) i powinien rozumieć. Że na przykład ścieżka rowerowa czasem się przecina z chodnikiem, że każdy musi się rozejrzeć na boki zanim wkroczy na część wspólną. Nierowerzyści powinni rozumieć, że jednak nie wszędzie ścieżki są i czasem trzeba jechać po ulicy lub po chodniku. Poza miastem pieszy też idzie poboczem, lub po jezdni, prawda? Że ścieżka rowerowa się czasem urywa i raczej nie biegnie wprost na 7 piętro biurowca. Najpierw trzeba gdzieś zaparkować i zwykle jest to jakaś część wspólna dla rowerzystów i pieszych. Rowerzyści natomiast powinni rozumieć, że ich nadmierna prędkość w miejscu nie przeznaczonym tylko dla nich, jest niebezpieczna. Że skoro już skaczą jak zające: raz ścieżka, raz chodnik, potem kawałek po jezdni, dalej na skróty po trawie, to ok, mają do tego prawo, ale niech używają rozumu, nie zajeżdżają nikomu drogi i nie jeżdżą jak wariaci.

Tymczasem wygląda to tak, jakby ktoś z jednej grupy miał pretensje do kogoś z drugiej, że przemieszcza się przez miasto w taki, a nie inny sposób. Zamiast się cieszyć, że mógł sobie wybrać taką, a nie inną opcję tego dnia.

Pieszy ma oczywiście prawo się wkurzyć, kiedy idzie sobie spokojnie przez park, i nagle słyszy świst przejeżdżającego rowerzysty. Można uprzeć na zawał i jest to rzeczywiście naprawdę niebezpiecznie. Ale ten sam pieszy niech się trochę rozgląda na boki, a nie kroczy niczym święta krowa w Indiach. Kierowcy wkurzają się na rowerzystów i na pieszych jednocześnie, bo jedni i drudzy to dla nich zło konieczne, które łazi po ulicach akurat wtedy, gdy spieszą się lub mają zieloną strzałkę w prawo! Kurcze! A poczekaj cierpliwie, siedzisz na dupie w tym swoim wygodnym, klimatyzowanym aucie, gdy inni zapieprzają z siatkami, zakupami, plecakami! Kuśtykając, sapiąc z wysiłku i grzejąc się w słońcu! I tak masz lepiej!

Moi Drodzy, Warszawa promuje zdrowy styl życia, a rowerów, również tych miejskich jest więcej, niż w jakimkolwiek innym dużym mieście. W ten sposób stolica walczy również ze smogiem i dba o czyste powietrze. A skoro tak, skoro to dla wspólnego dobra, to bądźmy wyrozumiali na drodze, czy to (k…) takie trudne?

20180726_193916-12041088953

I tylko jedna uwaga, miejsca parkingowe dla rowerów są niemal wszędzie, dlatego lepiej swój rower przypinać właśnie tam, gdzie one są. Czasem wcale nie chodzi o kradzież, tylko o pokazanie właścicielowi, żeby trochę pomyślał o innych. Mi osobiście w ogóle nie przeszkadza, że ktoś przypiął rower do latarni ale komuś jak widać tak.

***

In the summer season I travel through the city basically in every possible way. Most often by bike, but I’m also a walker, at weekends I gladly choose my focus (who knows me, knows that I love driving, I feel indescribable joy and illusory freedom!), And on rainy working days I usually use invaluable and sympathetic ZTM. Well, once or twice I found a driver who, seeing that I run to the bus first calmly waited, then in front of my nose he closed a door and drove away, one or two for one who, looking at waiting passengers at the end of the bus stop, deliberately stopped at the beginning. 🙂 Let them move a little in the morning! Especially this old woman who was probably going to the doctor to stand in the queue. However, generalizing, they are helpful and polite, well, at least on my route 🙂

My point is, that each of us, really everyone, is either a pedestrian, a cyclist or a driver (of all kind of vehicles). He moves from one group to another, from one vehicle to another and therefore theoretically, should know the rules for all road users and sidewalkers and should understand. That, for example, a bicycle path sometimes intersects with the pavement, that everyone has to look from side to side before entering the common part. Non-cyclist should understand that, however, not everywhere are paths and sometimes have to go on the street or on the sidewalk. Outside the city, the pedestrian also goes by the side or along the road, right? That the cycle path sometimes ends and does not run straight to the 7th floor of an office building. First, you have to park somewhere and usually it is some part shared by cyclists and pedestrians. Cyclists, on the other hand, should understand that their excessive speed in a place not intended only for them is dangerous. That since they are jumping like a hare: once across a path, once a pavement, then a few minutes through the roadway, further throughout the shortcuts, ok, they have the right to it, but let them use reason, do not cut somebody off in traffic and do not drive like crazy.

Meanwhile, it looks as if someone from one group had a grudge against someone on the other, that he is moving through the city in that different way. Instead of enjoying that he could have chosen that option..

Of course, the pedestrian can get pissed when he walks peacefully through the park, and suddenly he can hear the whistle of a passingby cyclist, you can experience a heart attack, and it is really really dangerous. But the same pedestrian should be looking elsewhere, and do not walk like a holy cow in India. Drivers are angry at cyclists and pedestrians at the same time, because both are a necessary evil, walking on the streets just when they the drivers are in a hurry or have a green arrow to the right! Damn! Wait patiently, sit on your ass in this comfortable, air-conditioned car, while others are in black ass with nets, shopping, backpacks! Hobbling, gasping with effort and warming up in the sun! Who has have better!

Dear my, Warsaw promotes a healthy lifestyle, and bikes, including urban ones, are more than in any other big city. In this way, the capital also fights with smog and cares for clean air. And if so, if it is for the common good, then let us be understanding on the road, or is it (f…’s s…!) so difficult?

And just one note, parking spaces for bikes are almost everywhere, so it’s better to attach your bike to where they are. Sometimes it’s not about theft, it’s about force the owner to think a little about others. Personally, it does not bother me that someone has attached a bike to the lighthouse but the others apparently thinks it is very bad.

Ignacy Paderewski i inni/ Ignacy Paderewski and others

I ci jedni inni składają mu kwiaty, a drudzy inni wdrapują się na kolana.

A ja się zastanawiam, czy to naprawdę taka zajebista focia, jak dorosły facet siedzi innemu dorosłemu facetowi na kolanach? W dodatku, gdy jeden z nich jest jakby trochę nieożywiony.

***

Some of that „others” put flowers and the other others are climbing on the knees.
And I am wondering, is it really a dope photo if one adult man sit on the laps of other adult men? In addition, when one of them is kind of inanimate.

Znowu teatr:-)/ Theatre again

Ten sam spektakl, co ostatnio. Chciałam sprawdzić, czy będzie równie fajnie. Było! Uwielbiam ich, takich młodych, zdolnych i pięknych:-) Zagrali może nawet lepiej niż poprzednio.

I wiecie co? Istnieje prawdopodobieństwo, że to piątek tak mnie nastroił i wszystko co podobało mi się we wtorek, dzień przed weekendem odczuwałam jakby do kwadratu (matematycznie rzecz ujmując). Tak jest z naszymi zmysłami w trakcie urlopu, ze smakami, zapachami, pejzażami, pięknymi budowlami, zabytkami itp.. Wszystkie są najpiękniejsze i najsmaczniejsze, naj! Zrelaksowany człowiek idealizuje:-) Na pewno sami tego doświadczyliście.

20180720_171306-1-1506111639.jpg

Wracając do aktorów, zagrali lepiej, ale i widownia była znacznie bardziej wymagająca. W pierwszym rzędzie zasiadła babcia, która głośno komentowała wszystko, co się działo na scenie. Trzeba przyznać, że na te zaczepki babci aktorzy reagowali błyskawicznie, zwłaszcza Otar. W pewnym momencie bohaterowie sprzeczali się, on krzyczał na nią, ona się złościła, on więc rzucił w desperacji: „Nie krzycz na mnie!”. Wiecie, taka tam rozmowa męża i żony:-)

Babcia z pierwszego rzędu nie wytrzymała, najwyraźniej w tej kłótni trzymała stronę mężczyzny: „Przecież  ona wcześniej też na Ciebie krzyczała, nie daj się!”

Aktor spojrzał na babcię, uśmiechnął się a potem wskazując na babcię rzekł do aktorki: „Słyszysz? Ty przecież też na mnie wcześniej krzyczałaś”.

Po zakończonym spektaklu, gdy aktorzy kłaniali się publiczności, babcia znowu się uaktywniła, nakazała parze być ze sobą i nie chodzić na obcy seks! 🙂

Moi Drodzy, życzę Wam na resztkę tego weekendu właśnie takiego, wyidealizowanego poczucia radości, szczęścia i zwykłego relaksu. No i seksu, swojskiego czy obcego, to już jak tam sobie chcecie, nie wnikam:-)

I do zobaczenia jutro, pewnie nieco bardziej depresyjnie….rozumiecie, poniedziałek.:-)

PS. Moje Drogie 40+………Weronika biegała po scenie w szpilkach o wysokości 20 cm!! Kto tak potrafi, palec pod budkę:))))

 ***

The same show as last time. I wanted to see if it would be as good as before. It was! I love them, such young, talented and beautiful 🙂 They even played better than before.

And you know what? It is a chance that on Friday, the day before the weekend I felt everything more, to the ultimate (mathematically speaking). That’s how it is with our senses experiences during the holidays, with flavors, scents, landscapes, beautiful buildings, monuments etc.. They are all the most beautiful and tastiest, the best. The relaxed person idealizes 🙂 You have certainly experienced it yourself.

Returning to the actors, they played better, but the audience was more demanding. The old woman sat in the first row and commented loudly on everything that was happening on the stage. I must admit that the actors reacted to these grandmother’s tricks quickly, especially Otar did. At some point, an actor’s argue, he screams at her, she gets angry, he throws in desperation: „Do not shout at me.” You know, such basic conversation between husband and wife 🙂

The grandma from the first row could not stand it, apparently in this argue she held the man’s side: „But she did it the same, she used to shout at you before!”

The actor looked at the oldie, smiled, and then turned to his stage wife at the same time pointing to the old woman: „You see, you shouted at me too”.

After the show ended, when the actors bowed to the audience, the old lady ordered them to stay together and not to go to have sex with others!

Dear friends, I wish you for the last hours of weekend such idealized sense of joy, happiness and ordinary relaxation. Well, as well sex, familiar or foreign is up to you, I do not butt into 🙂

And see you tomorrow, probably a bit more depressed, like on Monday. 🙂

PS. Dear woman 40 + ……… Weronika was running around the stage in high heels, 20 cm high !! Who can do this, finger under the hood:))))

Zacznijmy sypiać z innymi/ Let’s start sleeping with other

Wczoraj obejrzałam bardzo fajny spektakl, komedię dell’arte, odgrywaną  w formule teatru ulicznego, otwartego, wystawianego pod gołym niebem na Palcu Konstytucji. Dobrze, że nie padało:-). Tytuł  „Związek otwarty” (nomen omen).

20180717_170607-12016509203.jpg

O czym? Klasyka. Ona i on, małżeństwo z jakimś tam stażem, on nieco znudzony, zdradzający, ona rozchwiana emocjonalnie, zazdrosna, ze skłonnościami autodestrukcyjnymi. W jakimś momencie on wpada na pomysł, żeby pozwolić sobie wzajemnie na zdrady, namawia żonę, by zaczęła się spotykać z innymi mężczyznami. Więc ona zaczyna.

20180717_171405-1-704726873.jpg

Ciacho co? 🙂

Oto grający męża Otar Saralidze, śniadoskóry, młody i przystojny Gruzin, który czuje się Polakiem. I skandalista, wobec którego toczyło się postępowanie o ustalenie ojcostwa oraz pozbawienie praw rodzicielskich. Badanie DNA pewnie wyjaśniło kwestię ojcostwa, ale jeśli facet rzeczywiście tym ojcem jest i uchyla się od odpowiedzialności, to trochę nie halo. To zdolny aktor, sądzę że nie narzeka na brak propozycji, a w związku z tym na brak pracy, a w związku z tym również na brak pieniędzy.

Żonę grała Weronika Nockowska, również znakomita i ładna aktorka, jeszcze nieznana za bardzo, ale to się  na pewno wkrótce zmieni.

Oboje ze świetną dykcją, wyczuciem sceny, pewnymi ruchami. Ja byłam zachwycona i prawdopodobnie jutro wybiorę się na to samo jeszcze raz:)

Ale tak na marginesie, co sądzicie? Czy tego typu związek ma rację bytu, może się sprawdzić w dzisiejszym bardzo specyficznym świecie, w którym tradycyjny model rodziny, a więc także model małżeństwa odchodzi w przeszłość? Nie będę świnia i nie powiem Wam, jak kończy się przedstawienie, nie chciałabym, żeby ktoś przeze mnie stracił całą przyjemność z oglądania.

Tego typu jednoaktówki grane są codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie, o 17.00 i 19.00. Repertuar się zmienia.

***

Yesterday I watched a very nice spectacle, a dell’arte comedy, played out in the formula of street theater, an open-air, on Plac Konstytucji. It’s good that it did not rain :-). The title „Open relationship” (nomen omen).

What was about? Classical situation. She and he, a few years of marriage, he is rather bored, cheating, she is emotionally distracted, jealous, with self-destructive tendencies. At some point, he comes up with the idea: „Let’s betray each other”, and than encourage his own wife to come together and meet other men. So she started.

Hottie, hm? 🙂 Here is the husband, played by Otar Saralidze, a young, good-looking Georgian, who feels Polish. And the scandalist against him was court proceedings aiming to prove a national’s paternity and (at the same time) depriving him of parental rights. DNA testing probably clarified the question of paternity, but if a guy is the real father and he shirks his responsibility, it’s a bit of „a halloooo”. This talented actor does not complain about the lack of proposals, and therefore the lack of work, and therefore I think that also the lack of money.

The wife was Weronika Nockowska, a very talented and pretty actress, not yet known too much, but it will change soon, I am sure.

Both with great diction, sense of the scene, certain movements. I was delighted and probably tomorrow I will go for the same again 🙂

But by the way, what do you think? Is this type of relationship right to exist, can it work in today’s very specific world in which the traditional family model, and thus also the marriage model, goes away in the past? I will not be a pig and I will not tell you how the performance ends, because if someone manages to see that performance, he will accuse me of spoiling.

This type of one-act plays are played daily, and sometimes even twice a day, at 17.00 and 19.00., but the repertoire is changing.

Scenka rodzajowa. Ciasteczko z wróżbą/ Cookie “with a fortune telling”

Dostałam wczoraj od męża „ciasteczko z wróżbą”, wie, że lubię takie pierdułki.
Z niecierpliwością otwierałam torebeczkę. Co też mi w przyszłości przyniesie los?

2018-07-17 14-530660431..jpg

I to ma być wróżba??? Zareklamowałam jako towar niezgodny z zamówieniem!:-)

***
I got from my husband a cookie “with a fortune telling”, he knows that I like such ballshits. I was impatiently opening the bag. What will happen to me in the future?

„Everyone stands out by what others can not do”

This pretend to be a divination? I made a complaint, as a product not matching the order:-)

Nominated for Mystery Blogger Award by Efi:-)

mystery-blogger-award2005587522Thank you dear Efi for the nomination “Mystery Blogger Award” (here). I don’t know if I deserved, because my blog had downtime, breaks and shortcomings, but I came back and keep going. All the more, thank you very much for that recognition.
Who is Efi? I see her as a beautiful, wise woman with a broad mind and great artistic sensitivity. Reading he blog (Efisoul63), you can learn a lot about societies and culture, about people, facts and history.  She give me a lot of power for blogging, sending me the morning motivation: „have a good day Beata”, „where are you?”, or „“wake up!”:-).
Besides, I think we have the same sense of humor, and after all „a sense of humor is a cure for almost all the misfortunes of this world” (H. Jackson Brown Jr.), so Efi, let’s keep it!

What is Mystery Blogger Award?

The “Mystery Blogger Award” is an award for amazing bloggers with ingenious posts. Their blog not only captivates; it inspires and motivates. They are one of the best out there, and they deserve every recognition they get. This award is also for bloggers who find fun and inspiration in blogging; and they do it with so much love and passion. – Okoto Enigma (link here.)

Dwa słowa do moich polskich blogowych przyjaciół

Uczestnictwo w nominacjach Mystery Blogger Award nie jest obowiązkowe. Wiem, że w rodzimej blogosferze tego typu nagrody traktowane są trochę jak łańcuszki, czy kółka blogowej adoracji i nie za bardzo się przyjmują. Sama tak uważałam (może w niektórych przypadkach uważam nadal), zwłaszcza, że tuż po nich blog zalewała fala hejtu:-) Jednak może warto przełamać niechęć tylko po to, żeby pokazać innym te blogi, które z jakiegoś powodu czytamy, które odwiedzamy, które coś wnoszą w nasze życie. Nie uprzedzajmy się. Nie szufladkujmy się! W Polsce podobną akcję prowadzi bloger Andrzej Tucholski (zestawienie Share Week), a Mystery Blogger Award jest czymś podobnym, tylko w  innej formule i szerszym, międzynarodowym zasięgu.

Mam ok. 80 ulubionych blogów, czasem nie nadążam, żeby być ze wszystkimi na bieżąco:-). W poniższym zestawieniu podaję tylko 20 z tych osiemdziesięciu, w kolejności przypadkowej, które wybrałam kierując się głównie tym, jak długo dany blog znam, czytam. Jednak pozostałe nie są dla mnie mniej ważne, skoro śledzę, co się na nich dzieje! Tak więc i Wy czytajcie i dzielcie się, jako i ja się dzielę!:))

Rules regarding this award:

  1. Put the award logo/image on your blog
  2. List the rules.
  3. Thank whoever nominated you and provide a link to their blog.
  4. Mention the creator of the award and provide a link as well
  5. Tell your readers 3 things about yourself
  6. You have to nominate 10 – 20 people
  7. Notify your nominees by commenting on their blog
  8. Ask your nominees any 5 questions of your choice; with one weird or funny question (specify)
  9. Share a link to your best post(s)

My nominees for this award:

(Note: Participation is voluntary – ENJOY MY FRIENDS)

  1. http://dream-myshu-dream.blogspot.com/
  2. http://nitagerus.blogspot.com/
  3. https://klarkamrozek.blogspot.com
  4. https://tatulowe.wordpress.com
  5. https://dompeonii.wordpress.com/
  6. https://garfieldhug.wordpress.com/
  7. https://siebelinkjohn.wordpress.com/
  8. https://podkarpacka.blogspot.com
  9. http://paniodbiblioteki.blogspot.com/
  10. https://professionalshealthconnection.com
  11. https://poskladana.wordpress.com/
  12. https://rymnawidelcu.wordpress.com
  13. https://ladegis.wordpress.com
  14. https://wczorajszefotografie.wordpress.com
  15. https://margo163.wordpress.com/
  16. http://www.bezdzietnik.pl
  17. https://leczenieludowe.blog/
  18. https://chwilkilka.com
  19. https://lusalo14.wordpress.com/
  20. https://walczzawszedokonca.wordpress.com

 

Thank you very much again, dear   wishing you much love and peace in your heart.
For all the nominees joining this Award: have much fun and enjoy it. Credit goes also to all other bloggers, to the whole blogger family for sharing their words and thought, for writing and reading

Much love to you all.

Piątek 13-tego lepszy od czwartku 12-tego/ Better Friday 13th than Thursday 12th

Piątek 13-tego nie jest zły, za to czwartek 12-tego – TRAGEDIA!!! Wcale nie żartuję. Miałam wczoraj tak smutny, przykry, pełen mniejszych lub większych nieprzyjemności dzień, że w zasadzie, żeby nie dostać totalnego pierdolca, skupiłam swoje myśli na fakcie, że skrzydłokwiat, który przez ostatnie 2 lata nie raczył wydać kwiecia, właśnie się obudził. Średni to ekwiwalent radości, prawda?

Ale lepszy niż żaden.

20180713_132138-11500899253.jpg

Jeszcze nie w pełnej krasie, ale już pomalutku, pomalutku coś widać.

Burza! Uwielbiam błyskawice i deszcz za oknem, nie w sercu [co za banał:-)]

Miłego weekendu!

***

Friday 13th is not bad, but Thursday the 12th – TRAGEDY !!! I’m not kidding at all. I had such a sad, unpleasant day, full of minor or major unpleasantness, that basically, not to get a total crazyness, I focused my thoughts on the fact that the spathiphyllum, which did not deign to blossom during last two years, just woke up. It is not a big reason to rejoice, right?

But better than none.

Not yet in full glory, but quite slowly, something is visible.

Thunder! I love lightnings and rain outside the window, but not in my heart (what a cliché 🙂

Have a nice weekend!

Ciekawostka/ Curiosity

Próbując ustalić pewną kwestię związaną ze znakami towarowymi musiałam w pracy zajrzeć do Biuletynu Urzędu Patentowego RP. Wiecie, że jest tam zdigitalizowany pierwszy numer, z maja 1924 roku? Uwielbiam takie historyczne smaczki, więc z czystej ciekawości przeklikałam kilka kolejnych wydań. Chciałam zobaczyć, czy już wtedy pojawiały się w nich znaki graficzne, jak wyglądały, na co zwracano uwagę  i w ogóle, co wtedy, przed wojną zastrzegano.

No i zobaczcie, co znalazłam.

Eris

Pierwsze skojarzenie? Kobiety będą wiedziały od razu.

No oczywiście, czy to ta sama Eris co dzisiaj? Krój czcionki wskazywałby, że tak, w większości kosmetyków Ireny Eris pisany jest z dużej litery, bez zawijasów, czy ozdobników, w zasadzie dokładnie tak, jak powyżej. Dopiero kilka lat temu pojawił się dodatek „dr”. Jednak laboratorium Pani Ireny (nota bene noszącej zupełnie inne nazwisko), powstało 60 lat później.

Gdyby Pani Eris próbowała podpiąć się pod firmę z 1924 dopisując do historii swojego laboratorium jakąś przedwojenną działalność, miałabym jej to za złe. Ale tego nie robi, więc pozostaje mi tylko pytanie, dlaczego właśnie „Eris„, mitologiczna bogini niezgody, chaosu i nieporządku? Biorąc pod uwagę, że chodzi o prowadzenie biznesu, a więc umiejętność dogadywania się zarówno z konkurencją jak i konsumentami, uskrzydlona bogini niezgody, to raczej niezbyt trafiona analogia. Ale może, próbując nadać swojemu pomysłowi nazwę, jeszcze zanim zgłosiła ją do urzędu, wertowała biuletyny, tak jak dzisiaj ja i uznała, że skoro można było nazwać tak firmę kosmetyczną wtedy, to można i teraz. A może wyszła z założenia, że niezgoda posiada również drugie oblicze, zdecydowanie twórcze, opatrzone duchem współzawodnictwa i pobudzającym do działania entuzjazmem. I w tym wymiarze nazwa jest ok.

Ale wiecie co? Mogło być też zupełnie inaczej:-)

Ochrona tamtego znaku już dawno wygasła, więc  Pani doktor ma dzisiaj pełne prawo do swojej nazwy, a przynajmniej ma je do 2022 roku. Sądzę jednak, że cały sztab prawników  czuwa nad tym, żeby zachowana została ciągłość.

***

Trying to establish a certain issue related to trademarks today, I had to look at the Bulletin of the Patent Office of the Republic of Poland. Do you know that the first issue is digitized there, and is dated on May 1924? I love such historical flavors, so out of sheer curiosity I’ve clicked trough a few more numbers. I wanted to see if there were graphic signs in trademarks at that time, what they looked like, what they were paying attention to, and what was registered before the war.

Well, look what I found.

First coupling? Women will know right away.

Well, of course, is it the same Eris today? The typeface would indicate that it is, in most cosmetics, Irena Eris is written with a capital letter, without any twists or embellishments, basically just like above. It was not until a few years ago that the „dr” supplement appeared. However, the laboratory of Mrs. Irena (nota bene bearing a completely different name), was established 60 years later.

If Mrs. Eris tried to hook in to the company from 1924 adding some pre-war activity to the history of her laboratory, I would blame her. But she does not do it, so I’m left with the question, why „Eris” – the mythological goddess of discord, chaos and disorder? Considering that it is about running a business, i.e. the ability to get along with both competitors and consumers, the winged goddess of contention is a rather improper analogy. But maybe, trying to find the company’s name, even before she reported it to the office, she kept browsing newsletters, just like today I did, looking for idea. Or maybe it came from the assumption that discord also has a second face, definitely creative, bear the spirit of competition and stimulates enthusiasm for action. And in this dimension the name is ok.

But you know what? It could also be completely different 🙂

The protection of that old mark has long since expired, so the Doctor has the full right to her trademark today, or at least he has it until 2022. I think, however, that the entire staff of lawyers ensures that continuity is maintained.

 

W czasie pracy/ During my work

Dzisiaj notka wyjątkowo pisana i wrzucana w czasie pracy i to w dodatku w sądzie, w kolejce do biura podawczego. A wszystko dlatego, że przyjechałam do pracy rowerem, więc kiedy okazało się, że trzeba zawieźć dokumenty, zgłosiłam się od razu:-). Strasznie jestem zachłanna na to jeżdżenie i zwiedzanie Warszawy, w wielu miejscach ciągle mi obcej.

20180710_121523526049859.jpg

Upał nieziemski, 27⁰C, stan powietrza dobry, a ścieżka rowerowa urokliwa. Czy sądzicie, że suche liście leżące na trawniku mówią: „Ty sobie możesz myśleć, że jest lato, ale my wiemy lepiej”???

20180710_1213111630631756.jpg

I jeszcze krótka video-relacja z pewnej rodzinnej wycieczki. Posłuchajcie jak małe kaczki fajnie się nawołują. Przy okazji warto też zwrócić uwagę na zielony domek, zakotwiczony pośrodku kanału. Ponieważ brzegi są strome i w dodatku wybetonowane, młode kaczuszki nie dałyby sobie rady ze wspinaczką do gniazda. Gniazdo przyszło, a właściwie przypłynęło do nich! Człowiek czasem potrafi być wspaniałym stworzeniem!

 

***

Today, note written and uploaded during the worktime and additionaly at the court, in the queue to the delivery office 🙂 I came to work by bike, so when it turned out that we need to take documents to the court I volunteered. There’s always time for biking and visiting Warsaw. Biking is the best for that.

Awesome heat, 27⁰C, quite good air quality, and a charming bike path. Do these dry leaves lying on the lawn say: „You can think that it is summer, but we know better” ??

And a short video report from a some family trip. Listen to how nice they are calling for each other. By the way, it is also worth paying attention to this greenish house, anchored on the water. Because the banks of the channel are steep and concrete, the young ducklings would not be able to climb the nest. The nest came or rather swam to them! A human can be wonderfu creaturel!

Wspomnienie/ Memory

Bardzo o nas w Rzymie dbali. Kelner wydmuchiwał mi nawet z talerza paproszki…

img_7657.jpg

I własnymi palcami dłubał w nim wyskubując przypalone kawałki pizzy, żebym nie musiała ich jeść, ani nawet oglądać 😉

img_7654.jpg

Chyba powinnam się cieszyć, że nie ugryzł, żeby spróbować czy dobrze wypieczona:-)
Najśmieszniejsze, że ta pizzeria wygrała jakiś ranking w prestiżowym poradniku kulinarnym. Kolejka była jak za czasów komuny po papier toaletowy. Pizza smakowała ok, ale wiecie…. znowu mogłabym zacytować Chylińską 😉

Może to wszystko z pośpiechu i presji tego tłumu za drzwiami?

Mimo to naprawdę tęsknię za Rzymem:-)  Uwielbiam to miasto!!

***

They cared for us very much in Rome. The waiter blows out the fuzz from the plate …
And with his own fingers he plucked burnt pieces of pizza, not to let me eat them or even watch 😉
I think I should be glad that he did not bite it to try whether it is well baked 🙂
The funniest thing is that this pizzeria won a ranking in a prestigious culinary guide. The queue was like in the shop for toilet paper in communist times. Pizza tested ok, but no revelation. Just pizza.

Maybe it’s the rush and the crowd behind the door?

Despite such local flavours, I really miss Rome 🙂 I love that town!!

Na spacer nie tylko z psem?/ For a walk not only with a dog?

Będąc w Centrum Warszawy natrafiłam na taki oto widok. Spacerujący mężczyzna z dwoma ostronosami (chyba, bo pewna nie jestem). Jeśli to ostronosy, to wyczytałam, że są zwierzętami stadnymi, ruchliwymi, aktywnymi w ciągu dnia i bardzo łatwo się oswajają.

20180629_193540-1826397876.jpg

Każdy widząc te skądinąd miłe stworzenia uśmiechał się, były achy i ochy, zdjęcia i pokazywanie palcami. W końcu dosyć nietypowe zjawisko w środku miasta.

20180629_193614-1449117923.jpg

Jednak odniosłam wrażenie, że jedno z tych stworzeń bało się zgiełku miasta, dźwięku przejeżdżających po ulicy aut, ludzi przechodzących obok. Mniejszy opierał się nie chcąc dalej iść. Właściciel to zatrzymywał się i czekał, to pociągał za smycz i odchodził zmuszając zwierzaka do stawiania kolejnych kroków. Gdy nie zauważył, że mały dalej leży, ten kilka razy przejechał brzuchem po chodniku. Może i nic złego się nie stało, ale ja uważam, że to nie jest fajne. W końcu sama mam psa, w dodatku przyzwyczajonego do miejskiego życia, ale wiem, że jak nagle kładzie się na chodniku, to sygnalizuje swój lęk, może przed ludźmi, przed rozdeptaniem (mam yorka), a może bo nie zna otoczenia. Wtedy biorę go po prostu na ręce.

Wikipedia mówi, że ostronosy można udomowić, ale ja uważam, że na spacery to chyba jednak do parku, a nie na ruchliwą Świętokrzyską, co Wy na to? Jeśli już koniecznie do ludzi, to z transporterem lub torbą dla zwierzaka, tak na wszelki wypadek.

20180629_1935462056451371.jpg

*PS. Zdjęcia słabe, robione na szybko, bo pan szedł dosyć energicznym krokiem, a ja prowadziłam rower

***

Being in the center of Warsaw, I came across such a view. A strolling man with two coatis (probably, but I’m not sure). If they are coatis, I have read that they are herd animals, moving, active during the day and easily become tame.

Everyone, seeing these otherwise nice creatures, smiled, there were „Wow” and „Oh”, photos and showing with their fingers. Obviously, quite an unusual phenomenon in the middle of the city.

However, apparently one of these creatures was afraid of the hustle and bustle of the city, the sound of cars passing the street, people passing by. The lesser resisted, not wanting to go any further. The owner stopped and waited, he pulled the leash and walked away, forcing the pet to take next steps. When he did not notice that the little one was still lying, he was drawn throught the pavement several times. Maybe nothing bad has happened, but I think it is not cool. In the end I have a dog myself, in addition accustomed to urban life, but I know that when he suddenly lays on the sidewalk, he signals his fear, maybe against people, from getting trampled (I have york), and maybe he does not know the surroundings. Then I just take him on my arms.

Wikipedia says that you can domesticate coatis, but I think that the better is to go for a walk to the park, but not to the busy Świętokrzyska Stret, isn’t it?? If it is necessary to go see someone in the city, then with a transporter or a pet bag, just in case.

*Pictures weak, made quickly, because a man was moving quite energetically, and I was with a bike

Make up Caffe

5de43b6146314aba4f5eae6fc2758120
Zdjęcie z https://www.pinterest.pt/pin/

Było o depilacji, to teraz o makijażu. Nie umiem się malować. Może to śmiesznie brzmi w ustach dojrzałej kobiety, no ale nie umiem:-)

Jak patrzę na make up wykonywany przez dziewczyny, czy tych młodych chłopaków, o których pisałam kilka dni temu, to aż mi żal, że ja nie potrafię. Ich makijaże są perfekcyjne, doskonale wykończone, kolorystycznie idealne. Przyznaję, że nigdy się tego nie nauczyłam i jeszcze nigdy nie nauczyłam się nakręcać włosy na wałki:))) O ile to drugie nie jest mi do niczego potrzebne, bo radzę sobie za pomocą lokosuszarki, to dobry makijaż czasem by się przydał.

A u mnie, jak lewe oko wyjdzie ok, to prawe zupełnie od czapy. Rysowanie kreski, które wymaga precyzji i delikatności – to jak odtwarzanie „Damy z łasiczką” oraz ryzyko utraty oka w jednym.

Żeby nie było, że nie próbowałam! Nawet ostatnio wybrałam się do Perfumerii Douglas, na organizowany tam kurs makijażu. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, między innymi tego, że dzisiaj puder, cień i tusz do rzęs to za mało. Że trzeba nakładać primer na twarz, primer na powiekę, potem coś, co nie pamiętam jak się nazywa pod oko, żeby zlikwidować cienie i obrzęki. Że bronzer i rozświetlacz to nie to samo i trzeba umieć je nakładać, żeby potem nie wyglądać jak Apacz w okresie walk międzyplemiennych. Do tego pędzelek do pudru, pędzelek do primera, pędzelek do rozświetlacza, pędzelek do pędzelka:-) Aplikatory i gąbeczki, szczoteczki do brwi i do rzęs, na koniec jakiś utrwalacz, żeby ten misternie wypracowany make up wytrzymał kilkanaście godzin. Pierwszy raz w życiu miałam na powiece żółty cień, który potem wcale nie wyglądał jak żółty, a na ustach amarantowy odcień pomadki! Aż szkoda, że nie mam charakteru ekshibicjonistki, bo wrzuciłabym tu swoje zdjęcie na dowód, że to wszystko prawda.

No ale ponieważ w domu już nie umiałam uzyskać tego samego efektu, więc żeby nie wyglądać żałośnie, wróciłam do swojego naturalnego pudru i delikatnego rozświetlacza. Resztę dopełnia moja osobista, dojrzała jak dobre wino, niewątpliwe niedoceniana przeze właścicielkę, uroda:-)

**

Was about hair removal, now is about make-up.

I can’t put on make-up. Maybe it sounds ridiculous written by a mature woman, but I can not 🙂

When I look at the make up performed by the girls or the young guys I wrote about a few days ago, I regret that I can not do it. Their make-up is perfect, perfectly finished, with beatiful color. I admit that I have never learned it, and I’ve never been able to screw my hair on the curlers:))) While the second ability is not needed for me, because I styling my hair using a drying machine, a good make-up would sometimes be useful.

And in my case, when the left eye is made ok, that the right one is make awful and opposite. Using a liner requiring precision and delicacy – is like painting the „Lady with an Ermine” and the risk of losing one’s eye in one.

Let me explain that I really tried! Even recently, I went to the Douglas Perfumery for a makeup course. I learned many interesting things, including the fact that today powder, shadow and mascara is not enough. That you have to put the primer on the face, the primer on the eyelid, then something that I do not remember what is called under the eye to eliminate shadows and puffiness. That bronzer and highlighter are not the same and you have to be able to put them on, and not to look like Apache during inter-tribal fights. Including a powder brush, a primer brush, a highlighter brush, a brush brush 🙂 Applicators and sponges, eyebrow and eyebrow brush, and finally a fixer to keep this make up over several hours. For the first time in my life I had a yellow shadow on my eyelid, which then did not look like yellow at all, and on the lips an amaranth shade of lipstick! It’s a pity that I do not have the character of an exhibitionist, because I would put my photo here as proof that it’s all true.

Well, because I could not get the same effect at home, and not to look pathetic, I returned to my natural fluid and a delicate highlighter. The rest is completed by my personal, mature as a good wine, undoubtedly underestimated by the owner, beauty 🙂

Depilacja Caffe/ Depilation Caffe

To-mydlo-bezbolesnie-usuwa-wlosy-z-nog.-Ekspert-potwierdza-ta-depilacja-dzialaJak wiele współczesnych kobiet, tak i ja muszę czasem wydepilować nogi. No taka już uroda brunetki, i chociaż wolałabym, żeby akurat na nogach włosów nie było, to one tam są! Dziwna sprawa, bo problem pojawił się u mnie dopiero po urodzeniu dzieci, a dokładnie po urodzeniu syna, jakby fakt noszenia przez 9 miesięcy męskich genów sprawił, że część z nich została we mnie już na zawsze 🙂

W każdym razie, od tamtej pory przeszłam przez etap golenia nóg golarką, depilację woskiem, a także usuwanie ich depilatorem. Pierwszy sposób powoduje, że włosy odrastają mocniejsze, a dwa pozostałe są dosyć bolesne.

Na szczęście dwa miesiące temu depilator był łaskaw się zepsuć i w mojej kosmetyczce pojawił się nowy, cudowny, bezbolesny, bardzo estetycznie wykonany depilator laserowy. Nie będę zdradzać marki, bo to nie jest notka sponsorowana, ale Moje Drogie, ten depilator to bajka!!

Zabieg jest krótki, przyjemny, nic nie boli, a po kilku razach odrasta tych włosków naprawdę znacznie, znacznie mniej. Co najważniejsze dla mnie, to nie ma efektu wrastania w skórę tych odrastających włosków (bo jakieś tam się jednak pojawiają, cudów nie ma nawet jeśli reklamy mówią inaczej), a po depilacji nie ma efektu gęsiej skórki. Rewelacja!

Paniom bogato obdarzonym przez naturę włosem dopowiem, że są również nakładki przeznaczone na…. inne strefy:-). Pełna opcja.

Jedynym minusem (poza ceną) jest to, że depilator laserowy jest najskuteczniejszy przy usuwaniu ciemnego owłosienia, blondynki zdane są raczej na poprzednie, tradycyjne metody. Ale z drugiej strony, to blondynek depilacja chyba za bardzo nie dotyczy?

***

Like so many modern women, I must sometimes epilate my legs. Well, this is the special feature of brunettes beauty, and although I would prefer that there is no hair in this place, they are there! A strange thing, because the problem appeared after the birth of children, and exactly after the birth of a son, as if the fact of wearing male genes for 9 months made that some of them remained in me forever 🙂

In any case, since then I have gone through shaving legs, waxing and removing them using traditional epilator. The first way causes the hair to grow back stronger, and the other two are quite painful.

Fortunately, two months ago the epilator suddenly didn’t work and the wonderful, painless, very aesthetically made laser epilator appeared in my vanity case. I will not disclose the brand, because it is not sponsored note, but Moje Drogie, this epilator is a fairy tale !!

The treatment is short, pleasant, nothing hurts, and after a few times the hairs grow back really much, much less. What’s the most important for me, it does not have the effect of growing into the skin of these growing hairs (because some appear there, miracles doesn’t exists, even if somebody say otherwise), and after depilation has no goose-skin effect. Revelation!

For ladies richly endowed with nature, I will add that there are also overlays intended for …. other zones :-). Full option.

The only downside (except for the price) is that the laser depilator is the most effective at removing dark hair, the blondes should rather use the previous, traditional methods. But on the other hand, blondes usually don’t need any depilation, am I right?

 

Sama nie samotna/ Alone, not lonely

a1.46036.4Weekendy spędzam czasem bardzo prozaicznie i przyjemnie jednocześnie. Jak ostatnio. Sama w domu, w planie sprzątanie, które jak wiadomo do jakichś super fajnych czynności nie należy. Postanowiłam więc umilić je sobie maksymalnie i w związku z tym pracowałam fizycznie, ale za to odpoczywałam psychicznie:). Puściłam ulubioną muzykę i dostałam takiego zastrzyku energii, że nie tylko posprzątałam w sypialni, zmieniłam pościel, puściłam pranie, umyłam lodówkę i wszystko co tam było w kuchni trzeba, wyskoczyłam na zakupy, przesadziłam kwiatki, ale też w międzyczasie zaśpiewałam ze dwadzieścia piosenek i zatańczyłam dwa razy twista. Jak w Pulp Fiction tylko sama ze sobą. Było super!:)))

Przy okazji sprzątania lodówki okazało się, że kończy się data ważności anchois więc machnęłam pizzę, zjadłam kawałek, potem wypindrzyłam się (o pindrzeniu się napiszę następną notkę) i poszłam do kina. Pisałam, że mam zamiar, prawda? W piątek byłam na „Jestem taka piękna”, a w sobotę na „Zimnej wojnie”. Filmy nie rozczarowały mnie, ale jakby powiedziała Chylińska „d…y nie urywały”.

Podobno film „Jestem taka piękna” nie miał być refleksją nad kondycją współczesnego świata, a tylko i wyłącznie komedią, która przez 2 godziny miała zabawić widza i oderwać go od codzienności. Według mnie stał się jednak przesłaniem do tych wszystkich, którzy nie akceptują siebie lub innych, którzy odbiegają od normy, są grubi lub nieatrakcyjni. Odnoszę wrażenie, że próbuje się dzisiaj odkręcić to całe zło, na które pozwoliły media w ciągu ostatnich 25 lat. Promowanie koszmarnej chudości, która doprowadziła setki dziewczyn do anoreksji czy innych chorób związanych z żywieniem, promowanie piękna, charyzmy, oryginalności, gdzieś z boku pozostawiając ludzi przeciętnych, a nawet brzydkich.

W „Jestem taka piękna” urocza grubaska dotąd niezadowolona ze swojego życia, wyglądu i braku powodzenia, nagle zaczyna postrzegać siebie inaczej i to zmienia jej cały świat. Jak, dlaczego i co dalej? Na to odpowiedź znajdziecie w kinie 🙂

***

Sometimes, I spend my weekends very prosaically and pleasantly at the same time. Like the last one. Alone at home. Well, cleaning is not very cool activitie, however, I tried to make them pleasant a as maximum as it is possible and therefore I worked physically but I rested mentally :). I played my favorite music and got such an injection of energy that I not only cleaned the bedroom, changed the sheets, I washed them, and the next I washed the fridge and everything that was in the kitchen, I jumped out shopping, replanted flowers, but in the meantime I sang twenty songs and I danced twista twice. Just like at Pulp Fiction but with myself. Was great!:)))

When cleaning the fridge, it turned out that the expiration date of the anchovies ends so I conjured the pizza, ate a piece, next I dressed up (I will write the next note about it) and went to the cinema. I wrote that I am going to, right? On Friday I was on „I am so beautiful” and on Saturday on „Cold War”. The films did not disappoint me, but as di not enchant me as well.

Apparently, film „I am so beautiful” had no intention of being a reflection on the condition of the modern world, and only a comedy, which for 2 hours was to entertain the viewer and detach him from everyday life. In my opinion, however, it has become a message to all those who do not accept themselves or others who are different, or fat or unattractive. I have the impression that today the whole evil that the media has allowed in the last 25 years is trying to get turn back. Promoting the nightmarish thinness that led hundreds of girls to anorexia or other nutrition-related diseases, promoting beauty, charisma, originality, leaving the average and even ugly people somewhere on the side.

In „I am so beautiful”, a plump girl so far dissatisfied with her life, appearance and lack of success, suddenly begins to perceive herself differently and it changes her whole world. How, why, and what next? You will find the answer at the cinema 🙂