Już za minutkę, już za momencik… / Just in a minute, just in a moment

O jejku, jejku, jejku, już się nie mogę doczekać!:))

Bo dzisiaj będzie dostawa mojego nowego telefonu. Poprzedni wyzionął ducha i ja się najpierw bardzo zmartwiłam, bo on był z tych wszystkomających, ale potem równie bardzo ucieszyłam. Ucieszyłam się jednak dopiero wtedy, gdy mój mąż, wiedząc jaka ze mnie telefoniczna gadżeciara (pisałam o tym TU), poszperał na allegro i wybrał mi nowy. I ten stan permanentnej radości trwa do tej pory, niczym u komunijnego dziecka w oczekiwaniu na nowy rower, chociaż w zasadzie dzisiaj powinnam napisać, że na laptop:-)

No i właśnie czekam na dostawę śliczniutkiego, kobiecego, z wypasionym aparatem, na czym mi bardzo zależało, a w zasadzie z podwójnym przednim i całkiem niezłym tylnym, takim do selfie:-), fioletowo-purpurowego smartfona!!

Czy Wy Mojego Drogie widzicie to?? Fioletowo-purpurowy!!!:-)

***

Oh, my God, my God, my God, I can’t wait! :))

Because today will be the delivery of my new phone. The previous one yielded up his spirit and I got very upset because he had morethaneverything, but then I was more than happy.
However, I was very happy as I saw that my husband, knowing how much I love such mobiles gadgets (I wrote about it HERE), searched for Allegro and chose me a new one. And this state of permanent joy lasts until now, like a communion child in anticipation of a new bike, although today it is probably anticipation for a laptop 🙂

Well, I’m just awaiting for the delivery of a cute, feminine, with a great quality of camera, which I really wanted, and basically with a double front camera and quite a good one of back camera, for selfie :-), liliac purple smartphone !!

Can you imagine, my Dear?? Lilac purple!!!:-)

63 myśli w temacie “Już za minutkę, już za momencik… / Just in a minute, just in a moment

  1. S Galaxy ale inny model też mam od kilku dni i rozpracowujemy to to. Kolor czarny bo i tak kupuje okładkę. Tym razem musiałam zdać się na męża i dobrze, bo wybrał piękny kolor. Jednak gdzieś kiedyś chyba takie wymiany robiły mi sporo frajdy. Teraz zadaniowo podchodzę, rozpracować i użytkować plynnie jak poprzednika.

    Polubienie

    1. Ja miałam ochotę na jakąś inną markę, wiesz żeby było urozmaicenie (poprzedni też był samsung), no ale jak porównałam ceny tego co mi się podobał, co tamte telefony miały w środku za tę cęnę, to mi wyszło, że jednak ten model który wybrałam jest najlepszy. Ja korzystam z bardzo wielu aplikacji i wszystkie są NIEZBĘDNE:))))) więc musi to wszystko móc pomieścić o obsłużyć. U mnie ten kolor to taka rzeczywiście bardziej fioletowa purpura, ale etui też mam w tym samym kolorze. Całe życie kupowałam telefony czarne, bo zwykle jak się na coś fajnego zdecydowałam, to salon nie posiadał w innej wersji kolorystycznej. No to teraz zakup na allegro a tam wszystkie kolory jakich dusza zapragnie:))
      Także, ja dzisiaj też siedzę i czytam, klikam i uczę się.

      Polubienie

  2. Cieszę się razem z Tobą i rozumiem Cię najlepiej na świecie! Kolor cudny! Niezwykły i bardzo dziewczyński.
    A ja cieszę się drugi tydzień z nowego laptopa! Jest cudny! Srebrny na zewnątrz, granatowy w środku, leciutki jak piórko (pterozaura) i ma podświetlaną klawiaturę (zupełnie nieprzydatną, gdy się pisze bezwzrokowo, ale co tam)!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wow!! Połączenie srebra z granatem to bajka!!
      A ja mam laptopa…….czerwonego:))) W środku jest czarny, więc nie bije po oczach. Ale też się nim bardzo cieszyłam, chociaż zwykle przegrywa ze smarfonem jeśli chodzi o częstotliwość korzystania:))) Moje lenistwo, po prostu czasem mi się nie chce go odpalać, skoro telefon też potrafi to samo:))

      Polubione przez 1 osoba

  3. Bardzo urocza ekscytacja 😉 Mnie, dla odmiany, temat telefoniczny jest zupełnie obcy. Nie poruszają mnie te urządzenia może przez to, że używam ich rzadko. W efekcie, od roku 2000, kiedy sprawiłem sobie pierwszą komórkę, miałem łącznie trzy aparaty. Przy ich wyborze kierowałem się dwoma głównymi kryteriami – rzadką koniecznością ładowania oraz ceną. Do tej pory udawało mi się kupować telefony, które musiałem ładować góra raz na dwa tygodnie, no i żaden z nich nie kosztował więcej niż 100 PLN.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No to ja inaczej. Cena jest ważna, ale dzisiaj telefony generalnie nie są tanie. Te fajne. A ja mogę jeździć starym samochodem, starym rowerem (byle były czyste) ale telefon ma umieć wszystko. Może nie odkurzać i nie robić obiadu:))

      Polubione przez 1 osoba

      1. No tak, to zupełnie inne podejście 😉 Mam czteroletni telefon, siedmioletni rower, piętnastoletnie auto, aparat fotograficzny, którego używam najczęściej ma równiutko lat trzydzieści 😉 Mają wszystko czego od nich oczekuję i czego potrzebuję.

        Polubione przez 1 osoba

          1. W zeszłym roku zepsuła nam się definitywnie ruska Czajka, którą odkurzaliśmy od kiedy pamiętam. Kupiliśmy więc najtańszego Electroluxa. Obawiam się, że nie będzie pracował tak długo jak radziecki produkt…

            Polubione przez 1 osoba

            1. Na pewno nie będzie. Ja też wspominam z rozrzewnieniem jeden ze starych odkurzaczy. Nie pamiętam już nazwy. Dzisiaj głównym problemem w odkurzaczach, które ostatnio mieliśmy była (o dziwo) rura, ta metalowa, która wypadała jednak z drugiej i w efekcie trzeba byłoby odkurzać na kolanach:)) Silnik i co tam jeszcze w tym odkurzaczu jest, było ok:) Rury wymieniać można do czasu aż je producent produkuje:)

              Polubione przez 1 osoba

              1. Eee, rurę to się da jakoś dosztukować, choćby z innego modelu, albo od innego producenta, albo coś podobnego dobrać i podrasować taśmą monterską, klejem, silikonem, papą, drutem, szpachlą. Z doświadczenia wiem, że prowizorki często bywają lepsze od oryginałów i trwalsze 😉

                Polubienie

                    1. To prawda. Mnie do tej pory dzieci nazywają czasem „Pomysłowy Dobromir”;-) (pamiętasz bajkę?)
                      Dzieci jej nie znają, ale opowiadałam im o niej.

                      Polubione przez 1 osoba

                    2. A jakże, że pamiętam Dobromira, Dziadunia i ptasiora 😉 Przypadłością ludzi tamtej epoki jest predylekcja do zbierania drobiazgów, które mogą się przydać do napraw lub tworzenia trwałych prowizorek. No bo skąd tu nagle wziąć nakrętkę motylkową albo jakiś drucik oporowy… Po każdą głupotę o Castoramy jeździć? Więcej benzyna kosztuje niż wspomniana nakrętka. Mam więc w komórce zestaw pudełek, pudełeczek, słoiczków i puszeczek z różnymi różnościami 😉

                      Polubione przez 1 osoba

                    3. To masz tak jak u mojego taty w spiżarce.
                      Tylko, że tata już nie żyje 7 lat, a mama nadal to wszystko w tejże spiżarce trzyma:)
                      Bo kiedyś może się przydać. I teoretycznie ma rację, ale w praktyce…..to własnie ta predylekcja:)))

                      Polubione przez 1 osoba

                    4. Nooo mi się wciąż te uzbierane klamoty przydają. I to w najmniej oczekiwanych momentach. Ciekawym, czy kiedy już odwalę kitę moja żona się pozbędzie tej rupieciarni…

                      Polubione przez 1 osoba

                    5. Ha ha, coś Ty, będzie trzymać dalej! Bo może się coś jednak przydać. Ale już tak na marginesie, to wiele z tych starych rupieci, mimo swojej rupieciowości, jest lepsza gatunkowo i trwalsza.

                      Polubione przez 1 osoba

                    6. Problem w tym, że sama nie będzie umiała użyć tych staroci, części, podzespołów… Jeśli chodzi o trwałość starych produktów, to mogę się wypowiadać o tym, na czym się znam. Jeśli chodzi o sprzęt fotograficzny, to bez dwóch zdań – starocie są trwalsze od współczesnych elektronicznych wynalazków. Wciąż bez problemów używam aparatów i obiektywów mających po kilkadziesiąt lat. Większość nigdy nie była naprawiana.

                      Polubione przez 1 osoba

                    7. Potęgę kobiet zdążyłem już poznać, ale by ogarnąć tę moją rupieciarnię, którą mam opanowaną pamięciowo, i mieć z niej pożytek, trzeba by najprawdziwszego Heraklesa.

                      Polubione przez 1 osoba

                    8. To jest tak, część wyrzuci, część rupieciarni przeznaczy na garderobę:)) A to co jej się wyda warte pozostawienia w celu ponownego użycia włoży………do jednego malutkiego pudełeczka:))))

                      Polubione przez 1 osoba

                    9. Obstawiam inaczej: połowę wyrzuci, resztę uzna za sentymentalne pamiątki warte zachowania. A wygospodarowane w komórce miejsce nie zostanie z pewnością przeznaczone na garderobę, bo to zupełnie nie w jej stylu. Trzy pary butów i te kilka kiecek czuło by się tam bardzo samotnie. Powstanie tam spiżarka na przetwory.

                      Polubione przez 1 osoba

                    10. Spiżarka to super sprawa. Ciągłe chodzenie po coś do piwnicy nie jest fajne, poza tym po naoglądaniu (i naczytaniu) się różnych horrorów, ciemna piwnica to koszmar. I tak sobie właśnie uświadomiłam…. ja bardzo lubię robić przetwory, ale to właśnie brak spiżarki mnie skutecznie ogranicza. W tej chwili jestem po dżemach z brzoskwiń. Dostałam 2 siaty, więc przerobiłam wszystko, coś tam tylko zostawiłam do zjedzenia. Ale teraz masakra. Nie mogę ich trzymać na wierzchu, więc wpakowałam do lodówki. No to nie mam już miejsca w lodówce. Czekam na powrót męża niczym Penelopa na powrót Odyseusza:)) Ja do piwnicy sama nie zejdę!

                      Polubione przez 1 osoba

                    11. My piwnicy nie mamy, więc jesteśmy skazani na komórki. Skupiliśmy na całym osiedlu już trzy. Niestety tylko jedną mamy przy samym mieszkaniu. W niej zaś mieści się moja ciemnia fotograficzna 😉 Po przetwory trzeba się wybierać do komórki w… sąsiednim bloku. Wczoraj poleciały do niej słoje wypełnione leczem 😉

                      Polubione przez 1 osoba

                    12. To też niewygodnie. Najfajniej to ma moja mama. Zagospodarowała nieużywany z powodu braku samochodu garaż właśnie na spiżarnię. Blisko, wygodnie, tuż pod domem:)

                      Polubione przez 1 osoba

                    13. My tak mamy z rowerami, gdyby był czas i pogoda przez cały rok, to wszędzie w okolicy przemieszczalibyśmy się na rowerach. Szkoda, że już coraz bardziej pachnie jesienią.

                      Polubione przez 1 osoba

                    14. No to jeszcze przychodzi mi na myśl, że albo mieszkają w cieplejszym klimacie, albo mają blisko do pracy:))
                      Ja nie wyobrażam sobie wstawać godzinę wcześniej i potem jechać w deszczu, mrozi, śniegu, po lodzie:)…. mając 8 km do pracy. W lecie to co innego. Wtedy to sama przyjemność.

                      Polubione przez 1 osoba

                    15. A gdzie tam cieplejszy klimat na Pomorzu 😉 Co do kilometrówki, to nie wiem ile muszą pokonywać. Wiem tylko, że zawzięci są na te rowery okrutnie i wszystkich innych też namawiają. A Pani okulistka, to wręcz rowerowa faszystka 😉

                      Polubione przez 1 osoba

    2. Jest to też trochę podyktowane tym, że ja rzadko korzystam z komputera, więc ten telefon ma być jego namiastką. Często właśnie w nim piszę notki. W drodze do pracy (w autobusie), czy z.
      Także to nie tylko takie fiu bździu, tylko całkiem realne uzasadnienie. Przez kilka dni korzystałam ze starego telefonu córki. Nie udało mi się wgrać nawet 1/3 aplikacji, z których na co dzień korzystam. Za mało pamięci wewnętrznej. Wszystkiego za mało 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    1. Thank you Garfield!. For sure I will do the photo of smartphone, and the next I will do a photo to show quality of camera!:))) By the way, all pictures on my blog are made by smartphones.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s