Środa Dzień Bloga/ Wednesday Blog Day

Wczoraj wróciłam do domu bardzo późno, tuż po pracy miałam ważne spotkanie prywatne, a potem lansowałam się na blogowej środzie (Środa Dzień Bloga). Wydawało mi się, że kiedyś już o tych środach pisałam, ale okazuje się że nie, w tagach pustka:-) No więc byłam i po raz enty przekonałam się, że dzisiejsza blogosfera, to zupełnie inne miejsce, niż gdy zaczynałam 12 lat temu. W dodatku blogosfera zdominowana przez młodzież.

20190131_1017002565489972132090880.jpg

To miejsce, w którym jest wszystko, z całkiem opłacalnym biznesem włącznie. Oczywiście trzeba umieć się sprzedać, być kreatywnym, pomysłowym, czy po prostu odważnym, ale równie ważna (a może najważniejsza) jest konsekwencja i budowanie silnej marki własnej. Kilka lat intensywnej pracy może się z czasem przełożyć się na ciekawe blogerskie/ youtuberskie/ influenserskie, a jednocześnie prawdziwie zawodowe, życie:-)

Klaudia Fotyniuk, autorka strony BlogoMarka omówiła 7 zasad w budowaniu takiej osobistej marki. Uświadomiła mi też, że powinnam zmienić zakładkę „o Caffe”, bo to, co tam kiedyś wrzuciłam, to jakaś prehistoria:)) Ok, to moja prehistoria, ale dzisiaj trzeba inaczej, nowocześniej, trzeba konkrety. Ta krótka informacja musi rzeczywiście coś mówić o autorze bloga, czyli w tym wypadku o Beacie, która stworzyła Caffe.

20190131_1017277286107533459802863.jpg

Na wczorajszej „Środzie” pojawiła się Ewa z Red Lipstick Monster, kojarzycie dziewczynę z kolorowymi włosami (chociaż akurat na zdjęciu ma stateczną czerń:-) i kolczykami w wargach, która na Youtube, uczyła, jak się malować? Jeśli w tym momencie pomyśleliście, „o kim Caffe pisze?”, to przyznam szczerze, że ja też do niedawna nie wiedziałam, kto to Red Lipstick, ale tu coś usłyszałam, tam podpatrzyłam, wygooglałam, poczytałam, i dzisiaj jestem pod wrażeniem tego, jaką youtuberską drogę przeszła ta dziewczyna. Ewa uruchomiła swój kanał 6 lat temu, tworząc filmiki o makijażu, kosmetykach, różne tutoriale i poradniki dla początkujących, a dzisiaj? Dzisiaj to 32 letnia businesswoman, która zrobiła karierę na youtubie, a teraz ją rozwija już nieco szerzej. Można? Można.

Trzeba chcieć i mieć pomysł na treść oraz na formułę. Fajnie jest być jednym z pierwszych, wyczucie czasu to bardzo ważna rzecz przy tworzeniu własnego kanału. Naśladownictwo jest słabe i nie daje gwarancji sukcesu.

Tak czy siak, miło było popatrzeć na ludzi, którzy mają pomysły, odwagę, wizję siebie, nie mają jedynie wiedzy, albo takiego ostatecznego kopa, żeby tę wizję urzeczywistnić.

Czytaj dalej „Środa Dzień Bloga/ Wednesday Blog Day”

Komentarz do poprzedniej notki/ The comment to the previous note

Po zbadaniu przez zespół analityków NFZ rynku medycznego okazało się, że jeden z lekarzy, który […] przyjmował pacjentów (a placówka pobierała za to pieniądze) nie żył od 2015 r. […] szpital zapisywał do niego chorych jeszcze w 2018 r. Po śmierci udało mu się zrealizować 16 wizyt.” (Gazeta Prawna).

No i widzicie?! Ten to dopiero kocha swoją pracę. Leczy nawet po śmierci!:-)

Czytaj dalej „Komentarz do poprzedniej notki/ The comment to the previous note”

Czego oczekujesz?/ What do you expect?

Czego oczekujesz od swojej pracy? Od miejsca, w którym spędzasz codziennie 1/3 swojego życia? Od ludzi, z którymi dzielisz biuro, wspólną szafę, może biurko i pokój socjalny.

Czy chodzi tylko o kasę? Żeby pójść, zarobić, a po pracy, wyjść i zapomnieć? Do następnego dnia oczywiście. Oddzielić grubą krechą to, co zawodowe, od tego, co prywatne?

Czy może dla Was liczy się to, czego się nie da przeliczyć na złotówki, dobra atmosfera w pracy, fajni kumple, super koleżanki, ludzki szef? Satysfakcja z wykonywanej pracy i uznanie klientów?

Ja wiem, jak jest u mnie. Dzisiaj mogę już sobie pozwolić na wybieranie miejsc pracy. Gdy w tej nowej zaczynam zauważać, że po początkowym „miesiącu miodowym”, praca coraz intensywniej wkracza w moje życie prywatne, w moje życie wewnętrzne, a co najgorsze niszczy zdrowie, bo związany z nią stres zżera od środka – nie czuję lęku przed zmianą.

A Wy? Czy, jakimś cudem, udaje Wam się połączyć przyjemne z pożytecznym?

Czytaj dalej „Czego oczekujesz?/ What do you expect?”

Ulubiony wieczór blogerki/ Favorite blogger’s evening

wp-15484480113166606766148999965633.jpgSiedzę sama, ale nie samotna. Uwielbiam leniwe, pozbawione jakieś głębszego planu wieczory. Gdy moim jedynym dylematem jest: książka, czy film? Białe, czy czerwone? Najbardziej lubię takie wieczory, gdy przychodzą tuż po szalonym tygodniu,  smutnym lub trudnym, a taki miałam teraz.
Więc odreagowuję.

À propos książki, to  główna bohaterka tej, którą akurat czytam („W żywe oczy” JP Delaney), jest rozchwiana emocjonalnie, projektuje własną rzeczywistość tak bardzo, że ja już nie wiem, co tam jest prawdą, a co aktorską kreacją. Dziewczyna stara się podążać za marzeniami i porywem serca, ale chyba nie wie, że „lepiej nie iść tą drogą”:-). Dlatego, w nieco shizofrenicznym stylu tworzy swój własny, alternatywny świat. Tymczasem, w tle rozgrywającej się historii, recytowana jest poezja Baudelair’a, która staje się takim bohaterem drugiego planu. I już wiem, że następną lekturą będą „Kwiaty zła„, jakoś zupełnie nie pamiętam, żebym kiedykolwiek na studiach je czytała.

Może pod wpływem tej książki napisałam poprzednią notkę o zakłamaniu? Już wtedy byłam w trakcie lektury 🙂

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że jednocześnie chciałabym czytać i coś mnie stopuje, i właśnie uświadomiłam sobie, że chyba po prostu bardzo chciałabym, żeby mnie zaskoczyli. Bohaterowie i autor.

Czytaj dalej „Ulubiony wieczór blogerki/ Favorite blogger’s evening”

Fejkcywilizacja/ Fake civilization

Czytając ostatnio o kamiennym kręgu z Aberdeenshire w Szkocji, który miał być cudownym odkryciem, 4500- letnim historycznym cudem, pozostałością z epoki brązu, a okazał się kupą kamieni nawiezionych przez człowieka za pomocą traktora i wołu:-), uświadomiłam sobie po raz kolejny, że żyjemy w cywilizacji tak głęboko zakorzenionego kłamstwa, że to aż przeraża.

Dzisiaj nie możesz być pewien niczego!! Ani tego, jak naprawdę wygląda drugi człowiek, jeśli nie znasz go osobiście, bo Photoshop skutecznie utrudnia weryfikację, ani tego, czy coś jest wartościowe, oryginalne, prawdziwe, dobre, czy zdrowe. Czy w świecie pozorów, mamienia medialną papką, są jeszcze ludzie, którzy nadal wierzą w prawdę?

A może człowiek wcale nie jest z natury prawdomówny, tylko z natury jest kłamcą, który udaje, że mówi prawdę (znamy ten dylemat)?

Bardzo spodobał mi się kiedyś tekst Sharone Stone, który odnosi się co prawda do spraw damsko- męskich, ale jakoś koresponduje z powyższym. Nie ukrywam, że wstawiam go celowo, jako delikatny kopniak w stronę seksizmu, szowinizmu, ageizmu, itp. o których pisałam w poprzedniej notce.

„Kobiety może i udają orgazmy, ale mężczyźni udają całe związki”

Czytaj dalej „Fejkcywilizacja/ Fake civilization”

Pełnia szczęścia/ Plenitude of happiness!

Mój pies najbardziej lubi, jak ja leżę na kanapie i oglądam film, a on leży na mnie i jednym okiem zerka, czy wszystko jest ok:-)

Wtedy jest w stanie się poderwać tylko na dźwięk otwieranej puszki z cukierkami. Psimi:-)

20190118_2309021124221602745177053.jpg

Czytaj dalej „Pełnia szczęścia/ Plenitude of happiness!”

No to sobie nagrabił/ He got into a spot of trouble

Yann Moix stwierdził, że kobiet po 50-tce kochać się nie da, są za stare, a ich ciało……cóż, „nie jest nadzwyczajne”. Ten francuski pisarz woli jędrne 25-latki, najlepiej w wersji Azjatka, Koreanka, Chinka lub Japonka, ponieważ te dziewczyny najdłużej wyglądają młodo.

O zgrozo, ja już temu gościowi współczuję. Kobiety w tak drastycznych kwestiach, jak szowinistyczne uwagi na temat wyglądu (bo to jest sprowadzanie kobiecości do jędrnego tyłka), potrafią się zjednoczyć i trzymać sztamę. Obawiam się (wcale się nie obawiam, dobrze mu tak!:)), że po fali babskiej krytyki, która przetoczyła się przez media społecznościowe, czytelność książek Moix spadnie, paparazzi zniszczą wszelkie negatywy z jego podobizną, a te wszystkie młode, jędrne i piękne, znajdą sobie innych. Być może również młodych i jędrnych. Czego o 50 letnim (sic!) Janie powiedzieć już się nie da:-)

Wiecie co, ja nawet rozumiem, że facet może woleć młodsze, ma do tego prawo. Może jest też tak wysublimowanym estetą, że każda, nawet najmniejsza zmarszczka go irytuje;-). Jednak mimo wszystko mógłby wykazać trochę taktu i delikatności, bo o ile 50-letnie kobiece ciało rzeczywiście nie jest nadzwyczajne, to przecież męskie również.

Więc jak mówię, z jego pragnieniami nie dyskutuję, ale stwierdzenie, że kobiet po 50-tce nie da się kochać, jest niefajne.

To co, jak za stare, to może do trumny z nimi? 😉

I bibka: Rave in the grave!:))

Czytaj dalej „No to sobie nagrabił/ He got into a spot of trouble”

Sobotni relaks/ Saturday’s relax

W prezencie urodzinowym, dostałam od córki karnet do gabinetu kosmetycznego Déesse, na zabieg Bloomea i na manicure hybrydowy. Ponieważ ostatnio miałam dosyć intensywne weekendy, ciągle gdzieś jechaliśmy, ciągle mieliśmy jakieś inne plany, dopiero dzisiaj miałam okazję ten karnet zrealizować.

Och mówię Wam, jak ja lubię od czasu do czasu nic nie robić, tylko leżeć i pachnieć!! Sam zabieg przyjemny, mówi się, że gwarantuje kobietom efekt przeciwzmarszczkowy, nawilżający, wygładzający i korygujący przebarwienia. Moja córka powiedziała: „Mamo, będziesz 10 lat młodsza!”:)))) No to ja nie wiem, na ile po tym zabiegu wyglądam, skoro już wcześniej nie wyglądałam na swoje ,… no na tyle ile mam:-)

Przesympatyczna pani, tłumaczyła mi po kolei, co robi i dlaczego. Wyciąg z agawy jest składnikiem niezbędnym do tego, by przy pomocy urządzenia Bloomea doprowadzić do zjawiska tzw. wtórnej keratynizacji naskórka. Jak zwał tak zwał, ważne, że było przyjemnie i bezboleśnie, a po zabiegu skóra stała się bardziej miękka, nawilżona i jakaś taka rozświetlona.

wp-15480606470571244002361235298565.jpg

 

Kolejnym etapem była maseczka algowa, i to było cudowne 20 minut przy dyskretnym świetle i muzyce relaksacyjnej w tle. Nie zasnęłam tylko dlatego, że dzisiaj się naprawdę porządnie wyspałam.

Na koniec manicure hybrydowy, tym razem, wyjątkowo w czerwonym kolorze, którego na co dzień nie noszę, ale co tam, w końcu mamy karnawał!:-)

20190119_1859102418241032182790041.jpg

Czytaj dalej „Sobotni relaks/ Saturday’s relax”

Piątek wieczorem/ Friday evening

Co się robi w piątek wieczorem, po trudnym, ciężkim i w zasadzie niezbyt przyjemnym tygodniu?
Idzie się na siłownię, wyciska z siebie tyle, ile można i resetuje pamięć!

20190118_2134418754688537571115426.jpg

Okazuje się, że urządzenie też jakby zresetowałam. Zajechałam bieżnię tak, że biedna zaczęła prosić o oliwienie:-)
Wynik: 1 h, prawie 6 kilometrów marszobiegu, kąt nachylenia 6 % (zdjęcie pokazuje tylko 0,5, ale to dlatego, że pojawił się ten komunikat, o potrzebie oliwienia)

A teraz jakiś amerykański odmóżdżacz.

20190118_2141488960539094491993420.jpg

Czytaj dalej „Piątek wieczorem/ Friday evening”

Iść z duchem czasu/ To move with the times

phneZUS od zawsze próbuje walczyć z symulantami. Wiadomo, o swoje interesy to on potrafi dbać, jak nikt. Niektórzy z Was, być może nawet doświadczyli nieoczekiwanej wizyty urzędników tej instytucji we własnym domu gdy byliście chorzy, a jeśli z jakiegoś powodu Was w nim nie było, to doświadczyliście również przesłuchania na, specjalnie w tym celu powołanej, komisji lekarskiej.

Dzisiaj ciągle jeszcze bywają tego typu naloty, jednak podejrzewam, że ZUS-owi brakuje już chyba rąk do pracy (nóg w sumie też:-), bo chce coś przeorganizować. Może i symulantów jest więcej niż dawniej, ale tu moja uwaga: jeśli po wyborach, kolejna władza ponownie wydłuży wiek emerytalny, to Drogi Zusie, ilość symulantów na pewno wzrośnie. Ale będą to symulanci, na co dzień symulujący zdrowie.

No wiec ZUS wymyślił, że zamiast wizytować chorych, będzie dzwonić do nich do domu, na te domowe stacjonarne, lub wysyłać emaile. Że niby jak chory nie odbierze telefonu, to znaczy, że go nie ma w domu, a to z kolei znaczy, że nie jest chory! Genialne w swojej prostocie!

Tylko zastanawiam się, jak ten ZUS zadzwoniłby do mnie? Ja nie mam stacjonarnego już od 10 lat:-)

Jakim dowodem ma być odebrany e-mail, skoro odpisać można na niego nawet w telefonie?

Czytaj dalej „Iść z duchem czasu/ To move with the times”

Jako „obywatelka” jestem „zainteresowana”/ As an „citizen” I am „interested”

Lubię czasem poczytać nad czym to obradują nasze senackie czy sejmowe komisje, na co idą pieniądze podatników. Otóż jutro Senat RP, ma (jako drugi z siedmiu punktów) w planie:

„Rozpatrzenie petycji w sprawie podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany art. 253 ustawy z 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego poprzez zastąpienie określenia „obywatel” określeniem „zainteresowany” (cd.) […].”

To sprawa najwyższej wagi!

Mi jest naprawdę wszystko jedno, czy ja wchodzę do urzędu jako obywatelka czy zainteresowana, (to się chyba zresztą nie wyklucza), bardziej mnie interesuje, żeby w tymże urzędzie nie stać pół dnia i  załatwić sprawę.

A tak na marginesie, „Rozpatrzenie petycji w sprawie podjęcia inicjatywy ustawodawczej dotyczącej zmiany ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w celu przyznania prawa do przeliczenia świadczeń emerytalnych osobom, które nie mogły kontynuować zatrudnienia z powodu wypadku przy pracy lub choroby zawodowej […]”, wpisane było dopiero jako trzecie w kolejności.

Mniej ważne?

Czytaj dalej „Jako „obywatelka” jestem „zainteresowana”/ As an „citizen” I am „interested””

Być eko-logicznym i eko-racjonalnym/ Be eco-logical and eco-rational

Ostatnio wiele się słyszy na temat zero waste, dbania o Ziemię, sprzątania planety i generalnie o byciu eko. Mi się to podoba, co już kilka razy na łamach tego bloga zaznaczałam. Uważam, że trzeba coś zmienić, poza tym, kto ma posprzątać bałagan, który został stworzony na przestrzeni ostatnich dekad, jeśli nie jego twórca? Chyba chcemy zostawić naszym dzieciom i wnukom miejsce, w którym będą mogły zdrowiej się odżywiać, żyć, a daj Boże również oddychać.

Tu drobna dygresja, ponieważ w Warszawie problem smogu jest właściwie codziennością, rozważam kupno oczyszczacza powietrza. W grudniu przeszłam naprawdę niewielkie przeziębienie, a mimo to, teraz przeżywam powtórkę z ubiegłego roku, o czym było tu. Macie doświadczenie w temacie takich urządzeń, ktoś już może nabył?

Wracając do odpowiedzialności za świat (brzmi górnolotnie i staroświecko, ale jest bardzo potrzebne i na czasie), bądźmy eko, pomagajmy, ale postępujmy rozumnie i bez popadania w przesadę.

Nie wyrzucajmy od razu wszystkiego, co zostało wyprodukowane w erze przed masową produkcją odpadów i jest wykonane z plastiku, czy innego materiału, który może nie spełnia dzisiejszych standardów, jednak zwyczajnie nadaje się do użycia. Nie zamieniajmy na ślepo wszystkiego, co się da, na bambusowe, tylko dlatego, że to jest bambusowe. A wiem, że niektórzy tak robią! Bo potem może się okazać (jak w przypadku opisywanym w dzisiejszej Rzepie), że z założenia bardzo ekologiczne, wielokrotnego użycia, wykonane z włókna bambusowego i sproszkowanego ziarna kukurydzy, kubeczki, a więc kubeczki jak najbardziej wpisujące się w nurt zero waste, są produktem nafaszerowanym szkodliwym, a nawet zabójczym, formaldehydem.

Przecież w całym tym ekologicznym szaleństwie (w pozytywnym znaczeniu tego słowa), chodzi o zdrowie, o świat, o naturę, a więc również o człowieka, prawda?

Czytaj dalej „Być eko-logicznym i eko-racjonalnym/ Be eco-logical and eco-rational”

Anomalia przyrodnicze czy wiosenna przepowiednia?/Anomaly or spring prediction?

Za oknem znowu przyjemny śnieżek, temperatura przyzwoita -3. Wczoraj wieczorem było zdecydowanie zimniej. I to właśnie wczoraj, gdy przechodziłam kładką przez Kanał Gocławski usłyszałam kumkanie żab!

z1Wyczytałam w Wikipedii, że żaba wodna „na sen zimowy udaje się wraz z nastaniem pierwszych przymrozków, w październiku. […] Budzi się z początkiem kwietnia, czyli później niż żaby brunatne. W dużych zbiornikach pojawia się wcześniej, w małych później”.

No ok, ale w styczniu!??

Ja bym się nie obraziła, gdyby wiosna nadeszła tak wcześnie, ale wiem, że dla ekosystemu to źle, także jestem w stanie odczekać swoje, byleby potem było piękne, długie, słoneczne lato! Umowa stoi? 🙂

Czytaj dalej „Anomalia przyrodnicze czy wiosenna przepowiednia?/Anomaly or spring prediction?”

Być ratownikiem medycznym/ To be the EMT

Trzeba być kompletnym baranem, żeby napadać na człowieka, który próbuje nam (lub naszym bliskim) pomóc, a może nawet uratować życie. To takie moje przemyślenie pod wpływem artykułu przeczytanego na portalu „Rynek zdrowia” (tu).

Ostatnio doszło do tak wielu różnych przestępstw wobec pracowników służb medycznych, że prokurator generalny (Z. Ziobro), ogłosił wytyczne, które mają na celu podwyższenie sprawności i efektywności postępowań przygotowawczych dot. przestępstw wobec pracowników ratownictwa medycznego i na SOR. Ich wdrożenie ma doprowadzić do tego, by przestępcy byli karani szybko i sprawnie, bez niepotrzebnego oczekiwania i przedłużania procesu.

Dobrze, że Ziobro zareagował, jednak sam fakt, że musiał to zrobić, pokazuje, że nie jest dobrze. Ratownicy medyczni i pracownicy SOR kokosów nie zarabiają, więc pieniądze nie będą żadną rekompensatą za poniesione straty moralne czy zdrowotne. W obliczu takich zdarzeń, o jakich mowa w artykule, naprawdę można się zacząć obawiać, że liczba chętnych do wykonywania tych zawodów drastycznie spadnie, bo kto będzie chciał ryzykować?

Ja wiem, że sprawcami są najczęściej osoby będące pod wpływem alkoholu, substancji, leków, czasem też osoby chore psychicznie (to akurat skrajności), jednak chyba każdy rozumie, że te grupy rosną w siłę. Cywilizacja!

A ratownik medyczny nigdy nie wie tak naprawdę, do kogo jedzie i na co będzie narażony.

Czytaj dalej „Być ratownikiem medycznym/ To be the EMT”

Prawie czyni różnicę/ Without translation because funny is only in Polish :-)

Lubię mieć ładne, zadbane, dłuższe niż zwykle paznokcie. Nie szpony, raczej takie migdałki, wychodzące nieco ponad opuszkę palców i w zasadzie w dowolnej kolorystyce:) Niestety ta długość ma jedną zasadniczą, niemal eliminującą moje fanaberie, wadę dlatego pozwalam sobie na nią dosyć rzadko.

Z dłuższymi nieprecyzyjnie klikam w klawiaturę komputera i (a może nawet przede wszystkim) telefonu. A potem wylatują w kosmos smsy, które wyglądają jakbym była, co najmniej, pod wpływem.

Przed chwilą napisałam do męża tak:

„Jak poqiesz to pojce. Pitem wdrapie do Orange i zapyram o reklamacje”,

co w tłumaczeniu z polskiego na nasze miało znaczyć, że jak mi powie to pójdę, a potem wstąpię do Orange, żeby zapytać o reklamację.

Mój mąż zwykle odpisuje jednym wyrazem (powaga!;-)), więc tym razem było podobnie. Dostałam odpowiedź:

„Zapyraj!”.

A potem dosłał jeszcze drugiego:

„Najlepiej pitem”.

Przemyślenia okołoblogowe/ Thoughts around the blog

Odwiedzam wiele blogów, na różnych platformach, które mają bardzo różne treści, formy i postawione przez autorów zadania. Wszystkie one są, ogólnie rzecz ujmując, własnością intelektualną autora, który chciałby o tę własność zadbać najlepiej jak potrafi, mimo że jest to trochę walka z wiatrakami, wspierana przez obowiązujące ustawy, w tym Ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

W związku z masowym wykorzystaniem botów do rozpowszechniania spamu coraz więcej serwisów zabezpiecza swoje strony internetowe poprzez CAPTCHA.  Blogerzy także stosują taką formę weryfikacji aby uniknąć spamujących komentarzy i najzwyklejszych śmieci. Kiedyś, przed epoką „CAPTCHA” mój blog zalała powódź nic nieznaczących zbitek słów wrzucanych, gdzie popadnie, zwłaszcza pod  starszymi, archiwalnymi notkami. Najpierw je kasowałam, potem klęłam, a następnie, pogodzona z losem, olałam temat. Pewnie nadal gdzieś tam są.

Ja jestem i blogerką i czytelnikiem. Komentuję, kiedy tylko mam chwilę czasu, bywa że w drodze do pracy, przez przez telefon czy tablet, a wtedy dostosowanie się do reguł dodatkowej weryfikacji, czyli klikania w konkretne zdjęcia, które w dodatku wyskakują wielokrotnie, jest bardzo niewygodne. Wystarczy chwila zerwanego połączenia z internetem i wszystko trzeba zaczynać od początku. Bywa więc, że z braku stabilnego łącza, w końcu rezygnuję z pozostawienia komentarza licząc, że zrobię to później, ale z tym później, jak wiadomo bywa różnie.

WordPress posiada funkcję antyspamu, więc ja akurat nie widzę konieczności ustawiania dodatkowej weryfikacji, ale może inne platformy działają inaczej? Zastanawiam się, czy reCAPTCHA w przypadku blogów jest w ogóle konieczne? Napiszcie, co Wy o tym myślicie. Jeśli stosujecie weryfikację to skąd taka decyzja, co było przyczyną, a jeśli nie, również dajcie znać dlaczego.

PS. Właśnie próbowałam zostawić komentarz na zaprzyjaźnionym blogu, korzystając z komputera, a więc, tradycyjnie można by rzec i mimo wyskakujących już 10 okienek z obrazkami, system nie przyjął weryfikacji. Sorry Leslie, ale komentarza nie zostawiłam.

 


I visit many blogs, on various platforms, which have very different content, forms and tasks set by the authors. They are all generally the intellectual property of the author who would like to take care of this property as best he can, despite the fact that it is a bit of a windmill tilting, supported by applicable laws, including the Copyright and Related Rights Act.

Due to the mass use of bots to distribute spam, more and more websites secure their websites through CAPTCHA. Bloggers also use this form of verification and to avoid spamming comments and the most common junk. Sometime ago, before the CAPTCHA, my blog flooded with insignificant clusters of words thrown in where it would go, especially as comments to older archival notes. First, I deleted them, then I cursed, and then, reconciled with fate, I just drop it. They’re probably still somewhere.

I am a blogger and reader. I comment whenever I have a moment, sometimes on the way to work, by phone or tablet, and then this necessity of adjusting to the rules of additional verification, i.e. clicking on specific photos, which in addition pop up repeatedly, is very uncomfortable. It is only one moment of internet disconnection and everything must be started from the beginning. It happens that due to the lack of a stable connection, I finally give up leaving a comment counting that I will do it later, but with that later as it is sometimes known.

WordPress has an anti-spam function, so I do not see the need to set up additional verification, but maybe other platforms work differently? I wonder if reCAPTCHA is necessary at all for blogs. Write what you think about it. If you use the verification, then why such decision, what was the reason, and if not, also let me know why.

To ma być polski?/ Is this supposed to be Polish?

wp-15465203461818185869782861907225.jpg

Nie jestem skostniała w poglądach na temat języka polskiego. Wiem, że jak każdy język, jest on tworem żywym, przyjmuje nowości, zmienia się, rośnie i przeobraża.

Ale bez przesy!! Zobaczcie co znalazłam w sklepie kosmetycznym. Niby coś tam po naszemu, ale po pierwsze, kobiety, które nie znają angielskiego, tego opisu by nie zrozumiały, a po drugie, mnie ten pinglisz razi. Niechby było po angielsku z polską etykietką tłumaczenia, albo całkowicie po polsku! I to moja ulubiona Perfecta tak daje ciała :-(.

Tarcza antycellulitowa
Booster wyszczuplający
Turboslim complex
Micro smart slim technology
Active slimming booster
Silnie ujędrnia
Zmniejsza widoczność cellulitu już po 7 dniach
Micro smart slim complex + coffee detox

Czy Wam się to podoba?

 


I am not ossified in views on the Polish language. I know that, like any language, it is a living creature, it accepts new things, still changes, grows and transforms.

But look what I found in the cosmetics store. Something like in Polish, but first of all, for women who do not know English, this description would not be understood, and secondly, I don’t like this pinglisz. Should be in English with the translation on the label, or in Polish! And it is my favorite Perfecta that blew it:-(

Poświątecznie, czyli o diecie cud/ About the Christmas time, and the miracle diet

Uwielbiam wszelkiego rodzaju ryby i inne morskie stworzenia, a Wigilia jest wprost rajem dla mojego podniebienia. Dlatego również w tym roku, mimo jedzenia malutkich porcji każdej z trzynastu przygotowanych potraw, objadłam się jak bąk. We wtorek doszedł do tego serniczek, z własnoręcznie uwarzonego sera, mięso z wędzarki, chleb domowej roboty, pyszne sałatki itp itd.

Wieczorem z przerażeniem pomyślałam o obłędnej kiecce, w której już za kilka dni miałam wystąpić w Nowy Rok 🙂

Drugi dzień świąt przywitał nas deszczem, a mnie osobiście również bólem wszystkich mięśni i kości. Z obrzydzeniem myślałam o barszczyku czy leżących w lodówce śledziach. Gdy ktoś wspominał o pieczonej kiełbasie czułam paraliż żołądka, żuchwy i żwaczy jednocześnie. Temperatura rosła w zastraszającym tempie, że w końcu mama zagoniła mnie do łóżka (choć niespecjalnie musiała zaganiać), żebym się przespała i „wygrzała” grypę.

I wiecie co? To była najcudowniejsza odmiana grypy! Spałam ponad dobę, przerywaną jedynie kilkoma siorbnięciami donoszonej mi dzielnie przez domowników herbatki (bez cytryny i cukru, które wydawały mi się wtedy wstrętne). Temperatura pogrążyła mnie w chorobowej malignie, przestałam cokolwiek czuć i o czymkolwiek myśleć.  Po 30 godzinach obudziłam się zdrowa, wyspana i lżejsza o 4 kg:-)

Czy ja mogłabym w najbliższą sobotę poprosić o malutką powtórkę?


I love all kinds of fish and other sea creatures, and Christmas Eve is simply a paradise for my palate. Therefore, also this year, despite eating tiny portions of each of thirteen prepared dishes, I was full. On Tuesday, a cheesecake with homemade cheese, smoked meat, homemade bread, delicious salads, etc., came to this.

In the evening, I terrified thought about a crazy dress, in which I was supposed to welcome the New Year in a few days 🙂

The St Stephen’s day greeted us with rain, and I personally also painfuly felt all my muscles and bones. With disgust I was thinking about borscht or herring in the fridge. When someone mentioned the baked sausage, I felt the paralysis of the stomach, chaps and teeth at the same time. Body temperature grew at an alarming rate, that finally my mother chased me to bed (though she didn’t have to chase in the matter of fact) that I would sleep and „warm up” the flu.

And you know what? It was the most wonderful type of flu! I was sleeping more than a day, interrupted only by a few slurps of warm tea, made by my daughter (without lemon and sugar, which seemed repulsive to me at the time). The temperature plunged me into a oblivion disease, I stopped to feel anything and think about anything. After 30 hours I woke up healthy, skinny and lighter by 4 kg 🙂

Could I ask for a small replay this Saturday?