Paradygmatyzm twórczo poznawczy, piramida Maslova, Jadłodzielnie oraz susza w Korei Płn./ The cognitive paradigm, Maslov pyramid, Jadłodzielnie and drought in North Korea

Nie tak dawno temu napisał do mnie kolega, że zaniżyłam loty, że piszę takie pitu pitu, więc mam nadzieję, że trochę się poprawiłam i ostatnie notki, włącznie z dzisiejszą są wyrazem zaangażowania, elokwencji, a każde zapisane zdanie to refleksja tudzież paradygmatyzm twórczo – poznawczy.:-) [O tej refleksji to nie moje, tak powiedziała kiedyś córka wójta (późniejszego senatora) w Ranczu, chwaląc przed ojcem nowo poznanego chłopaka].

Ale teraz już na poważnie, choć refleksyjnie o kwestii suszy w Korei Północnej, której w takim nasileniu nie notowano w tym kraju od 1982 r. Wyobrażacie sobie, że 10 milionom ludzi grozi głód? To tak, jakby w 15 miastach wielkości Warszawy nagle zamknąć sklepy, restauracje i jadłodajnie, ale jednocześnie zabronić wyjeżdżać poza rogatki.

To mi uświadamia, że Bozia nie daje krajom po równo, a także, że ranga problemów w każdym z tych krajów leży na zupełnie innym poziomie piramidy Maslova i my Polacy powinniśmy się chyba cieszyć, że nas nie dotyczy ten najniższy.

Sprawdziłam jednak jak to jest z tym jedzeniem u nas, w Polsce. Ostatni raport Deloitte, z października 2018 roku, pokazał, że jesteśmy na 5 miejscu w Europie pod względem wyrzucanego jedzenia. 235 kg jedzenia rocznie, każdy z nas, prosto do kosza!

Ponadto co czwarty Polak w ciągu jednego tygodnia wyrzucił jakieś pożywienie, więc jeśli nie ja, nie Mysza, nie Ty Krajanko,…. to na pewno ten kolega, który mówił o zaniżaniu lotów.

Podejrzewam, że nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, jak wiele sami marnujemy, tu marchewka, tam pomidor, gdzieś niedojedzone udko z kurczaka. Dlatego przypominam, że w Warszawie powstały tzw. Jadłodzielnie, do których można przynieść wszystko, co jest świeże i nadaje się do zjedzenia. Z oczywistych względów, z wyjątkiem tego co długo nie może poleżeć poza lodówką, oraz z wyjątkiem alkoholu.

Informacja dla Warszawiaków i nie tylko: o Jadłodzielniach, na swoim upcyklingowym blogu „Na nowo śmieci” pisała kiedyś Julia i stworzyła fajną, przejrzystą mapę tych miejsc TU. Polecam!

Jeśli nie wiecie, czy w Waszych miastach coś takiego istnieje, wygooglujcie sobie, a jeśli nie istnieje – to może po prostu stwórzcie, poddajcie pomysł w Waszych Urzędach Miasta/Gminy, komuś, kto tam u Was dużo może. W Warszawie mimo początkowej nieufności, miejsca się sprawdzają i całkiem nieźle funkcjonują. Przecież zawsze lepiej oddać niż wyrzucić.

Btw. w Korei Płn. susza, a u nas kolejny deszczowy dzień. Bozia nie daje po równo.


Not so long ago a friend wrote to me that I had lowered standards, that I write such a smallthings, so I hope I improved a little and recent notes, including today’s, are the expression of commitment, eloquence, and each sentence is a reflection and the creative paradigm – cognitive. 🙂

But now seriously, and also reflecting, about the issue of drought in North Korea, which has not been noted in this country since 1982. Can you imagine that 10 million people are in danger of starvation? It is as if in 15 cities of the size of Warsaw, you will suddenly close shops, restaurants and eating places, but at the same time forbid you to leave the spot.

This makes me aware that God does not give countries equally, and also that the rank of problems in each of these countries lies on a completely different level of Maslov’s pyramid and we, Poles, should probably enjoy, that we are not at the lowest level.

I checked, however, how it is with this food with us, in Poland. The last report from Deloitte, from October 2018, showed that we are in the 5th place in Europe in terms of the food being thrown away. 235 kg of food per year, each of us, straight to the trash can!

In addition, every fourth Pole threw some food in one week, so if not me, not Mysza, not you, Krajanka, … this is certainly the friend who spoke about the lowering standards.

I suspect that we do not even realize it, how much we are wasting ourselves, here a carrot, a tomato there, somewhere uneaten chicken fried. Therefore, I remind you that in Warsaw, the so-called Jałodzielnie, to which you can bring everything that is fresh and suitable for eating. For obvious reasons, except for what can not lie outside of the fridge for a long time, and with the exception of alcohol.

Information for the residents of Warsaw and not only about Jadłodzielnie, on upcycling blog „Na nowo śmieci (New life of Rubbish)” of Julia and her transparent map of these places HERE. I recommend!

If you do not know if there is such a spot in your cities, google it, and if it does not exist – then maybe just create it, give an idea in your City / Commune Office, to someone who can do a lot. In Warsaw, despite the initial mistrust, the places work well and work quite well. It’s always better to give away than throw it away.

Btw. in North Korea drought, but at Warsaw another rainy day. God does not give equally.

Reklamy

48 myśli w temacie “Paradygmatyzm twórczo poznawczy, piramida Maslova, Jadłodzielnie oraz susza w Korei Płn./ The cognitive paradigm, Maslov pyramid, Jadłodzielnie and drought in North Korea

  1. To fakt, że lepiej oddać jedzenie niż wyrzucić, ale mnie na przykład zdarza się coś wyrzucić, bo się przeterminowalo albo zrobiło niezjadliwe. Takich sytuacji nie da się przewidzieć, więc jadlodzielnie nie pomogą :/

    Polubione przez 1 osoba

    1. No jak już się zepsuło to po zawodach, ale czasem człowiek kupi za dużo, bo była promocja. Na przykład jakieś suche produkty. One mogą poleżeć dłużej.

      Polubienie

  2. U nas jest potworna susza, więc bardzo serio dziękujemy za deszcz i poprosimy jeszcze. To już nie jest kwestia własnych upodobań. Jest wiosna, za mało wody, tym bardziej, że zima nie była specjalnie śnieżna, co mi zimą nie przeszkadza, ale teraz niech wreszcie pada. Tu u nas. Poprosimy.

    Tak, to nie ja 😉 Staram się kupować tyle, ile przejadam. To chyba klucz do sukcesu. I sprawdzam, co mam w lodówce, co mi się przeterminowuje, kiedy planuję coś przygotować. Skoro kiedyś kupiłam, znaczy mi się chciało.

    Natomiast nieustająco ubolewam nad głupowatym prawem, które powoduje, że bardziej opłaca się wyrzucić, obniżyć cenę, czy oddać potrzebującym. Sama chętnie korzystam z towarów z obniżoną ceną, które są jeszcze wartościowe. Dla idei i dla kieszeni.

    Z zainteresowaniem śledzę natomiast programy pokazujące ludzi grzebiących w śmietnikach, bo pokazują istotę zjawiska – ostatnio był taki emitowany, dotyczył Polski, już nie tylko Zachodu, Warszawy chyba zresztą, ale nie pamiętam tytułu. Być może oglądałaś, bo coś mi się te Jadłodzielnie kojarzą. Albo się to zbiegło informacyjnie.

    Polubienie

    1. U nas już kolejny dzień pada, więc nam susza nie grozi. Ale z chęcią oddałabym już ten deszcz potrzebującym. Ja już bym tak chciała na rower, bo dupa rośnie:)
      Co do żywności, to też się staram i rzeczywiście coraz mniej wyrzucam. Tak jak napisała w komentarzu Julia, najczęściej wyrzucamy chleb. Pewnie dlatego, że po pierwsze chybko czerstwieje, po drugie, nie jest drogi, więc jakby mniej człowiekowi szkoda. Pomijam kwestię religijnego podejścia do chleba, bo to kwestia każdego człowieka. Poza tym, szczerze mówiąc ja też nie wyrzucam tylko wykładam chleb w takie miejsce dla zwierząt i ptaków.

      Polubienie

      1. Chleb od dłuższego już czasu mrożę i po kłopocie. Koleżanka robi własny, na zakwasie z ziarnami. Lubię taki. Kupuję, kawałkuję i potem kawałkami rozmrażam. Może nie jest taki jak ten po upieczeniu, ale tak podobno nawet zdrowiej 😉

        Polubienie

        1. Ja też mrożę:))) Z tym mrożonym to jest tak, że po rozmrożeniu on jest taki sam, jaki włożyłaś, więc jeśli był bardzo świeży, będzie taki po rozmrożeniu, jeśli nie – będzie też „nie”:-) Więc warto od razu wiedzieć ile się go zje a myślę, że to jest właśnie problem.

          Polubienie

                1. Ja nie twierdzę, że nie:) Lubię przekornych ludzi, lubię ludzi, którzy mają inne zdanie niż ja i potrafią je klarownie i bez chamstwa argumentować. Pewnie jeszcze tam zajrzę.

                  Polubienie

                    1. Hej, to był żartobliwy komentarz. 🙂
                      Co do zaśmiecania wątku, to ja nie jestem w tym jakoś rygorystycznie seriozna. Jeśli masz ochotę pogadać czymś innym, niż temat notki. Why not.?

                      Polubienie

  3. Coś ta Bozia ostatnio opuściła się w pracy. Może jakiś urlop albo coś. U mnie też pada i to od kilku dni. Słońca mało, chociaż dzisiaj próbuje przebić się przez chmury. Może trzeba napisać jakiś ogólnoludzki list z prośba o równomierne rozdzielenie słonka i deszczu, ciepła i zimna i tych innych atrakcji przyrodniczych.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Czy raport zagląda do naszych koszy, czy sumuje to, co wyrzucamy w całym łańcuchu żywieniowym?
    Jak sadownicy zostawiają plony na drzewach, bo nie opłaca się zbierać i oddawać do skupu, to jest marnowanie żywności. Jak kapusta gnije na polu, bo nie opłaca się, to jest marnowanie. Jak coś wyrośnie krzywe i nikt nie zechce tego kupić, to co się z tym dzieje? Jak w sklepie zaczną psuć się banany, co przyjechały z Ekwadoru, bo pękają, albo mają za dużo ciemnych plam, to ci się z nimi robi? Jak???
    Trochę jest tak, że przerzuca się na nas „konsumentów” koszty tego, że żywność jest tania, jest jej za dużo, że są dotacje, subwencje, że się marnuje. „System” staje się w ten sposób czysty, bo to przecież z mojej lodówki podobno trafia coś do śmietnika.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Trchę się na nas przerzuca, ale gdyby dać konsumentom prawo o decydowaniu o własnych produktach byłoby łatwiej. Bo żywność się marnuje rzeczywiście nie tylko w naszych domach (to jest pikuś), ona się marnuje poza nimi (i to jest gorszy problem). Jednak widzisz, na marnotrawstwo w domu jakoś mamy wpływ….. a na tą resztę niestety nie. Może jest tak, że kropa drąży skałę?
      Pamiętam jak w październiku była na fejsie akcja tu w Warszawie, że jakiś sadownik zapraszał do siebie z siatami, żeby sobie nazbierać jabłek. Ja nie wiem nawet, czy ktoś wtedy wspominał o jakiejkolwiek kasie, może było coś o opłacie za te skrzynki, które sadownik udostępniał. Facet miał genialny pomysł. Nie wiem, jak się ta akcja skończyła, bo mnie nie było wtedy w Warszawie, a potem zrobiło się strasznie zimno. Ciekawe czy byli chętni.

      Polubienie

      1. Mówisz o czymś bardzo ważnym, czyli dajmy konsumentowi prawo do decydowania o własnych produktach… Załóżmy, że pozostaniemy przy jedzeniu to możemy wejść do kooperatywy, lub spółdzielni, żeby mieć głos i wybór. Nie mówię o komunach, czy eko osadach, które też są sposobem, ale nieco innym, obrzeżnym. Jakakolwiek masowość produkcji w mojej ocenie zabije ten wybór. I teraz najważniejsze, czyli ile osób wejdzie w kooperatywę? Ile stanie się świadomym odbiorcą, konsumentem, człowiekiem? Uświadamianie jest ważne, ale cała masa ludzi nie potrzebuje (tak, to brutalne słowo, ale tak to jest) innego wyboru niż ten, jaki ma w markecie. Jednak nie znaczy to, że nie należy drążyć skały.
        Pamiętam tę akcję. Nie pamiętam efektów, ale wiem o podobnych, że niektóre wypalały. Płacenie było symboliczne, trochę więcej nad poziom, po ile te jabłka kosztują w skupie.
        W ubiegłym sezonie przywieźliśmy od rodziny cały bagażnik jabłek. Dwa razy. Ze starego sadu. Nikt z miejscowych ich nie zbiera, bo łatwiej kupić na targu, takie równe, wybarwione… I z tych jabłek zrobiliśmy konfitury takie, że palce lizać. Jeszcze się zajadamy. Kawałek dalej jest jeszcze większy sad. Gałęzie uginały się od owoców. Tamto poszło na zmarnowanie, „bo komu by się chciało”. Na nic nasze gadanie, bo przecież się nie opłaca, szkoda czasu, itp. Idąc dalej, to szkoda tej całej planety. Zmarnuje się jak te jabłka.

        Polubienie

        1. No tak, tłumaczenie „bo się nie opłaca” jest bardzo na czasie, wiem, słyszę wielokrotnie. Wkurza mnie. Jak się nie opłaca, to połóżmy się wszyscy do trumny i czekajmy! A jednak jakoś się nikt nie kładzie, w każdym razie nie z własnego wyboru…
          Tak, dobrze byłoby, gdyby konsument miał większe prawo decydowania. Szkoda, że nie ma takich akcji jak z jabłkami na większą skalę. Wiesz, niezjedzone obiady w restauracjach, niesprzedany chleb (o tym pisałam w innym komentarzu), zniszczone książki, ciuchy, które wyszły z mody. Albo samochody, które ktoś mógłby podrasować, żeby jeszcze jeździły – chociaż to by się pewnie nie dało, bo spaliny, bo zanieczyszczanie powietrza…. Ale gdyby tak wymieniać silnik, przerabiać?
          Wyobrażam sobie marki samochodowe bijące na alarm, lobby wszelkiego autoramentu by tego nie puściło płazem. Zarabia garstka, żeby marnowało się coś, co służyłoby wielu.

          Polubienie

          1. Zaszło właśnie coś takiego w naszych głowach, że ma się opłacać. Nie opłaca się zbierać jabłek, naprawiać rowerów, oszczędzać zasoby… tuż obok jest tyle nowych towarów, tyle możliwości.
            W moim odczuciu to raczej kwestia rozpędu, niż kładzenia się do trumny. Świat pędzi i nie wysiadamy z tego pociągu, bo przecież dobrze wiemy, że można się bardzo poobijać. Pęd napędza neuroprzekaźniki i jest fajnie.
            I jak tak wymieniasz te wszystkie rzeczy, które się marnują, to mam wrażenie, że jest coraz trudniej bronić pozycji osoby świadomej, zdeterminowanej, przekonanej, że małe działania przekładają się na całość życia wszystkich ludzi. Fatalne poczucie spychające ku (okresowej) melancholii.

            Polubienie

            1. Marketingowe podejście do życia. Że jest konsumpcjonizm to wszyscy wiemy, ale do tego dochodzi opłacalność, wszystko ma się opłacać. Nawet przyjaźń. Powaga, obserwuję zjawisko, że z kim „warto” się spotykać a z kimś innym to już tylko wtedy jak będzie czas.

              Polubienie

  5. Mimo wszystko cieszmy się z naszego deszczu, bo i u nas to zjawisko coraz rzadsze i jak tak pójdzie dalej to… Niestety przestaliśmy żyć mądrze, jeszcze kilka (wcale nie dużo) dekad wstecz nie było marnowania niczego, konsumpcjonizm nas wciągnął, przeżuwa i wypluje…

    Polubione przez 1 osoba

  6. Staram się nie wyrzucać jedzenia. I wykorzystywać resztki do minimum. Z tego co zalega w lodówce robię jakieś kotleciki, albo zapiekankę czy sałatkę. Tym też sposobem dojadam po dziecku, czego akurat muszę się oduczyć z racji diety.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Wiesz, w coraz bardziej odchodzącym od kościoła społeczeństwie również chleb przestaje być postrzegany przez pryzmat symboliki religijnej. A skoro już nie ma za to kary, można wyrzucać bez wyrzutów sumienia.

      Polubienie

  7. Otóż to. Nauczyliśmy się wyrzucać nie tylko jedzenie, ale i ubrania. My niewiele naprawiamy. Zresztą wiele rzeczy nie da się naprawić, trzeba wyrzucić. Ekolodzy nie protestują, gdy mięso sprowadzamy z Ameryki lub wodę z Japonii, choć zanieczyszczamy środowisko. Absurdów jest sporo.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Największą głupotą na jakie zgodziły się kraje taki jak nasz jest to, że my kupujemy obce, mając własne. Tego typu ruchy generują dodatkowe nakłady, produkcję, transport, a więc przepalanie itp itd. Gdyby tak można było wrócić do korzeni, ale to trochę jak marzenie alkoholika o zdrowej wątrobie.

      Polubienie

    1. Masz rację! Albo taki absurd, który już chyba został rozwiązany, że nadmiar chleba w piekarni, wiesz, takiego niesprzedanego, nie może być zawieziony do jadłodajni, do Brata Alberta, bo piekarz płaci jakiś horrendalny podatek! A on oddaje za darmo przecież.

      Polubienie

    1. O proszę, super że macie tam takie miejsce. Zwłaszcza po dzieciach małych, które jeszcze tak nie niszczą, warto przekazywać ciuszki. Szkoda żeby się marnowały. Przyznam Ci się jednak, że ja mam tak zadołowaną po mojej córce kurteczkę z różowego sztruksu, którą nosiła ja miała 2 latka:)) No nie mogłam jej wyrzucić. Ona jest do dzisiaj taka słodka, że szok!:)

      Polubienie

      1. Aaa to też zostawiłam sobie z sentymentu ze dwa, trzy ubranka, takie maciupkie, najmniejsze 🙂 Jak dotrwają w dobrej formie to przekażę je kiedyś Synowi. Teraz większość rzeczy oddajemy dla Bratanka, co jeszcze będzie się nadawało, pójdzie dalej 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        1. Ja też tak robiłam. Sama dostawałam piękne rzeczy po koleżanki dziecki, z Francji, więc wtedy takie niespotykanie piękne i kolorowe:-)
          Powiem Ci szczerze, że takiej ślicznej kurteczki jak ta sztruksowa, nie widziałam u dziecka do tej pory. Odcień różu obłędny, i krój też taki modny, jakby był dzisiaj kupiony ciuch.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s