Byłam na koncercie Bon Jovi!!/ I was at The Bon Jovi concert !!

Piątkowy wieczór spędziłam cudownie, więc muszę Wam trochę o tym opowiedzieć. Ciągle jeszcze mam w głowie piosenki Bon Jovi, a przed oczami fantastycznego, szalejącego na scenie, bawiącego się z publicznością, nieustannie młodego i cholernie przystojnego Johna. No dobra, niektórzy powiedzą, że ma tylko 175 cm wzrostu, ok, ale za to jaki uśmiech!

Ja go uwielbiam! Nie tylko za przeboje, muzykę, piękne rockowe ballady, nie tylko jako artystę, który zawojował świat. Ja go uwielbiam jako człowieka! John Bon Jovi, pomimo prawie 40 lat na scenie, nie gwiazdorzy (w odróżnieniu od bohaterki poprzedniego posta), nie skandalizuje, nie wdaje się w romanse, nie zapomina o przyjaciołach, jest bardzo pokorny wobec sławy i tej łaski pańskiej (tj. fanów), która na pstrym koniu jeździ.

Znalazłam w sieci fajny filmik, na którym John jest gościem weselnym, a wywołany „do tablicy” przez solistkę, śpiewającą na weselu jego przebój, daje się wyciągnąć na scenę, zachowując się przy tym naprawdę bezpretensjonalnie i uroczo! I to jest chyba jedyny mężczyzna na świecie, któremu bycie uroczym nie ujmuje męskości. Tak wiem, jestem jedną z tych wzdychających do niego dawnych nastolatek:-)

Przyznaję, że ikonkę tego filmu tworzy dosyć niefortunny kadr, bo John wygląda tu, jakby zaczął krzyczeć z rozpaczy ;-), ale pewnie ktoś nie znał po prostu techniki montowania filmów. I tu właśnie drobna dygresja, jeśli już udostępniacie swoje filmiki w „Internetach” sprawdźcie jak wyglądają w wyszukiwarce. Mój kolega, szanujący się biznesmen, nagrał krótki film reklamowy i udostępnił go na portalu społecznościowym. Mówił naprawdę pięknie, mądrze i na temat, jednak nie sprawdził tego, jak będzie wyglądał ten ostatni kadr, kończący nagranie. I tak jak tu John krzyczy, tak mój kolega wyglądał jakby miał zamiar pokazać język:-)

John kiedyś powiedział, że jego zespół przetrwał, ponieważ nie zaniedbali żadnego miejsca na świecie, koncertowali wszędzie, gdzie tylko mogli, w Ameryce, Europie, Azji i Australii. Długo ich w Polsce nie było, a gdy w końcu zagrali u nas swój pierwszy koncert, ja najnormalniej w świecie go przegapiłam, więc gdy tylko usłyszałam, że będą grali w Warszawie, wiedziałam, że muszę tam być.

Blog Caffe_Koncert Bon Jovi.jpg

Tysiące światełek w trakcie piosenki I’ll be there for you. Nie wrzucę nagrania, bo Stadion Narodowy ma niestety bardzo słabą akustykę i po prostu nie mielibyście przyjemności ze słuchania. To nie jest jednak sala koncertowa, często nie byłam w stanie rozróżnić poszczególnych słów.

photopictureresizer_190715_131348714_crop_3653x19602407459232738618504.jpg

Scena przez chwilę w naszych barwach narodowych. Spodobało mi się, że uwzględnili nasz koloryt na tym koncercie, jak również to, że w podziękowaniach John powiedział kilka słów po polsku. To miłe.

Lepszych zdjęć zespołu nie posiadam, ponieważ siedziałam w odległości około 8 pięter od sceny. Cóż, zadecydowała cena biletu, ja i tak cieszyłam się, że w ogóle byłam, a wszystko co trzeba mogłam obejrzeć na telebimach.

I na koniec ciekawostka, bo my tak lubimy, jak ktoś jest trochę Polakiem, więc otóż właśnie John jest pochodzenia polskiego ze strony matki, która była jednym z pierwszych… króliczków Playboya 🙂

Czytaj dalej „Byłam na koncercie Bon Jovi!!/ I was at The Bon Jovi concert !!”

Ile zniesie zakochana kobieta. Czyli co jeszcze powinnam w sobie poprawić?/ How much a woman in love, will be able to bear. So what else should I improve in myself?

Mimo, że temat reblogowanej notki w momencie, w którym ona powstawała, był dosyć kontrowersyjny, to ja z sentymentem do niej wracam, bo to chyba pierwsza, która zdobyła taką ilość komentarzy:-) To były jeszcze te fajne czasy, gdy Onet zajmował się marketingiem, wrzucał polecaną notkę na główną stronę i wiele osób dowiadywało się o istnieniu bloga. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że to było bardzo bardzo pomysłowe. 🙂 A dla blogerów bardzo wygodne.

Ale ja nie o tym. Minęło 11 lat i dzisiaj notka jest nadal aktualna, choć samo zjawisko uległo lekkiej metamorfozie. Otóż dzisiaj kobiety nie tylko pozwalają swoim facetom na ingerowanie w ich estetykę, ale wręcz oczekują, że oni ją zainicjują i sfinansują:-)
Na wiosnę byłam na wystawie zwierząt rasowych, o czym zresztą tu na blogu wspominałam, i właśnie tam zobaczyłam kobietę, na widok której naprawdę zachciało mi się płakać. Ona pewnie myślała, że ja patrzę na nią z zazdrością, a ja miałam ochotę ją przytulić i powiedzieć, „nie martw się kochana, ten botoks kiedyś się na pewno wchłonie….” .


Although the subject of the reblog note was quite controversial, I’m back with a sentiment to her, because it’s probably the first one that got such a number of comments 🙂 It was really cool times, when Onet dealt with blog’s marketing, by posting a recommended note on the main page and many people found out about the existence of my blog. It was very clever.
But this is not just about it.
It is about the fact that 11 years have passed and today the note is still valid, however currently women not only allow their guys to interfere in their aesthetics, but also will expect then their boys initiate such idea and they expect them to finance it 🙂
In the spring I was at the exhibition of pedigree animals, I wrote about it on blog, and that’s where I saw a woman, at the sight of which I really wanted to cry. She probably thought I was watching with jealousy, but I just wanted to hug her and say, „Do not worry, this botox will one day absorb.”

Blog Caffe

Zrobiły zakupy w Galerii Centrum i wtedy dopiero mogły spokojnie usiąść w kafejce zamawiając filiżankę kawy. Anna i Monika, przyjaciółki od zawsze, od starszaków, przez podstawówkę i czasy licealne. Dopiero na studiach ich drogi się rozeszły, Anna wybrała pielęgniarstwo a Monika polonistykę. Jednak to nie przeszkadzało im spotykać się tak często jak tylko miały ochotę, zwłaszcza odkąd Anna odeszła od męża.

–  Wyglądasz cudnie Aniu, zeszczuplałaś, oczy  nabrały blasku. Cieszę się, że tamten koszmar się skończył.

Jednak zamiast szczerego uśmiechu Monika ujrzała nieudolnie zamaskowany smutek. Owszem, Anka żartowała niby jak dawniej, ale w końcu odważyła się powiedzieć prawdę:

– Miało być cudownie, tak chcieliśmy tego. Wspólne mieszkanie, obiadki, kolacyjki, poranki… życie.

– No tak.

– Właśnie. Tyle, że  teraz on próbuje mnie zmieniać, wymyśla jakieś genialne rozwiązania – westchnęła Ania. – Chce ze mnie zrobić kogoś kim nie jestem. Ciągle podpowiada, wręcz nalega.

– Czy przypadkiem nie chodzi tu o zwykłe…

View original post 432 słowa więcej

W królewskich klimatach/ In royal climates

Megan Markle, nagrabiła sobie ostatnio w Wielkiej Brytanii, ponieważ chcąc obejrzeć grę swojej przyjaciółki Sereny Williams, pojawiła się na Wimbledonie z dwoma amerykańskimi koleżankami, będąc ubrana w jeansy, czarny top i szalony wakacyjny kapelusz. Jako przedstawicielka rodziny królewskiej na pewno wiedziała, że jeansy są na Wimbledonie zabronione, a wejście w nieformalnym stroju do  tzw. royal boxu – uważane za nietakt. Wkurzyła Brytyjczyków również tym, że po obejrzeniu rozgrywki Seleny, opuściła kort, nie czekając na grę brytyjskiego tenisisty, co wg. jego fanów było wyrazem zlekceważenia i tenisisty, i brytyjskiego sportu, a może nawet całej Wielkiej Brytanii:-)

Ta historyjka może stanowić wyjście do rozważań na nieco inny temat. Mianowicie, czy człowiek będący osobą publiczną, a szczególnie na bardzo wysokim stanowisku, odgrywający ważne role społeczne, może sobie zrobić przerwę od przestrzegania zasad i trzymania ściśle wyznaczonego poziomu? Wychodząc za mąż za księcia Sussexu, Megan wiedziała, że będzie musiała pożegnać amerykańskie wyluzowanie i zacząć spełniać oczekiwania społeczeństwa związane z książęcą pozycją. Przez nieco ponad rok udało jej się zdobyć sympatię narodu, i nawet gdy popełniała od czasu do czasu jakieś faux pas, ratowała się sympatycznym uśmiechem, pokazując jednocześnie, że się naprawdę stara sprostać. Po roku ta sama Megan oznajmia dziennikarzom, że nie życzy sobie robienia zdjęć i wyskakuje w dżinach na imprezę o randze światowej, jak to zrozumieć? Próbuje przełamać jakiś schemat, walczy z etykietą, promuje nowoczesność? A może znudziła się byciem księżną (gdyby żyła księżna Diana, miałaby na ten temat nieco więcej do powiedzenia), lub naiwnie uznała, że jak zabroni, to nikt nie zarejestruje jej nieprzepisowego stroju (w dobie telefonii komórkowej?;-)).

W każdym razie w UK zawrzało, bo jak to? Za drzwiami pałacu, Megan Markle przestaje być dziewczyną z Los Angeles, która idzie sobie z koleżankami na mecz.  Staje się księżną Sussexu, która ma godnie reprezentować nową ojczyznę. „Jeśli chcesz prywatności, nie przychodź na Wimbledon i nie siadaj na królewskich miejscach [w dodatku za darmo] ” – skomentował wydarzenie jakiś brytyjski dziennikarz. 

A jak to się ma  do sytuacji w Polsce? Czy osoby pełniące wysokie role społeczne, znane z ekranów telewizyjnych, aktorzy, celebryci, politycy, osoby sławne, mogą nagle zażądać od społeczeństwa, żeby to społeczeństwo traktowało ich tak samo, jak wtedy, gdy nie byli znani? Żeby dziennikarze przestali polować na wywiady, nie włazili z butami w życie prywatne, paparazzi nie pstrykali zdjęć z ukrycia, a fani nie prosili o wspólne selfie? Ja myślę, że jak się coś raz zobaczyło, to już się nie odzobaczy, i zapamiętana z mediów osoba, jeśli ją polubiliśmy, pozostanie w naszej pamięci. Ta znienawidzona zresztą też:-) Można oczywiście na ulicy na nią nie reagować, ja zwykle nikogo nie zaczepiam wychodząc z założenia, że skoro mam swój wolny czas, to ktoś inny też ma do niego prawo. Z drugiej strony, bardzo często słyszę, że aktorzy, celebryci, sławy, bardzo lubią, jak się ich na ulicy zauważy, zaczepi mówiąc coś miłego, bo przecież to jawny sygnał, że doceniamy wykonywaną przez nich pracę. Ja też myślę, że to znacznie lepsze, niż obojętność:-)

Wiele z tych osób i tak udostępnia swój wizerunek posiadając otwarte konta w mediach społecznościowych. Pokazują swój dom, pracę, dzieci, wysyłając niepisane zaproszenie do stworzenia bliższej relacji z widzem, czytelnikiem, fanem. Jednak to nie zmienia faktu, że jeśli już mamy wiedzę, iż ktoś stawia granicę prywatności, to zdecydowanie nie powinniśmy jej przekraczać. Bo każdy ma prawdo do własnej przestrzeni.

Z wyjątkiem Megan Markle i rodziny królewskiej?

Czytaj dalej „W królewskich klimatach/ In royal climates”

Jutro do pracy inaczej!/ Tomorrow to work differently!

Dzisiaj bardzo pracowity dzień, więc wpadam tylko na chwilę, żeby Was poinformować, a może tylko przypomnieć, bo może niektórzy już wiedzą, że jutro tj. 9 lipca, jest Dzień Chodzenia Do Pracy Inną Drogą!:)

No przecież jakbyście się dowiedzieli o tym jutro, już po przyjściu do pracy, to byłoby po zawodach! A tak, macie szansę, żeby wytyczyć nową trasę, i może nawet okaże się, że ta nowa będzie lepsza (jak zapewnia Hołowczyc w Automapie) 🙂

Nie wiem, kto ten dzień wymyślił i dlaczego, ale z mojego punktu widzenia, gdy ciągle jeszcze poznaję Warszawę, to bardzo dobry pomysł! Człowiek rano nigdy nie ma czasu, idzie do pracy, jakby miał klapki na oczach.

Tak więc proponuję jutro zwolnić na chwilę tempo. To idealny moment, żeby trochę przełamać rutynę. Ja jutro idę przez Powiśle!

A Wy?

Czytaj dalej „Jutro do pracy inaczej!/ Tomorrow to work differently!”

Informacja dla kobiet, argument dla mężczyzn (albo odwrotnie). Seks zamiast kremu przeciwzmarszczkowego:-)/ Information for women, argument for men (or vice versa). Sex instead of anti-wrinkle cream

Już od dawna wiadomo, że seks jest sprzymierzeńcem człowieka i wpływa na wiele aspektów ludzkiego życia. Często uprawiany, poza doznawaniem przyjemności i fascynacji cielesnością, pozytywnie wpływa na kondycję psychiczną, rozładowuje napięcie i stres, wzmacnia odporność, daje poczucie spełnienia. Dla kobiet powinno być istotne również to, że uprawiany regularnie, modeluje sylwetkę, a męski dotyk to naprawdę dobry masaż kobiecych piersi. Seks dotlenia organizm, w wieku prokreacyjnym łagodzi objawy miesiączkowania, a w okresie przekwitania, objawy menopauzy.

Do tego wszystkiego co powyżej, możemy dodać kolejne korzyści, które na pewno zainteresują kobiety, zwłaszcza te w dojrzałym wieku lub ze skłonnością do powstawania zmarszczek.

Bo otóż naukowcy amerykańscy dowiedli….. (w tym momencie zawsze następuje salwa śmiechu:-)…… ale….

Rzeczywiście dermatolodzy amerykańscy zauważyli (pisze o tym Medekspress tu), że seks, tak jak sport, na skutek zachodzących w organizmie reakcji, poprawia kondycję cery i daje efekt naturalnego rozświetlenia. Mówi się nawet, że kobieta promienieje. Ponieważ nie jestem jakimś znawcą chemii napiszę krótko i prosto. Otóż w trakcie seksu obniża się poziom hormonu stresu (kortyzolu), który to hormon, jeśli wzrośnie do bardzo wysokiego poziomu,  niszczy w organizmie kolagen. A co to jest kolagen to już każda kobieta wie, to takie coś, bez czego skóra np. twarzy zaczyna przypominać dojrzałego mopsa. Oczywiście tak samo działa na mężczyzn, ale mężczyźni zwykle mają to w dalekim poszanowaniu, a mi się bardzo podoba jak mężczyzna ma to w dalekim poszanowaniu.

Wracając do kolagenu i kortyzolu, nie jest to tylko taka dermatologiczna sekwencja zdarzeń. Regularny seks to też uregulowana gospodarka hormonalna kobiety, a poziom naszych hormonów jest odpowiedzialny za powstawanie trądziku, jakichś nierówności, przebarwień itp.

Niestety wspomniana kuracja nie cofa tego, co już się dokonało w naszej skórze, ale za to można ją zacząć stosować w każdym momencie, pamiętając, że tylko regularność przyniesie właściwe rezultaty. Tak więc kobiety – do dzieła! Seks co najmniej 3 x w tygodniu!

Wiecie, dowiedzione naukowo:-)

Czytaj dalej „Informacja dla kobiet, argument dla mężczyzn (albo odwrotnie). Seks zamiast kremu przeciwzmarszczkowego:-)/ Information for women, argument for men (or vice versa). Sex instead of anti-wrinkle cream”

Co drugie dziecko w klasie ma za sobą próbę samobójczą!/ Every second child in the class has a suicide attempt! /

Wczoraj było zabawnie, teraz wracamy do smutnej rzeczywistości.

Oglądałam poranną relację Onetu, prowadzoną przez dziennikarza Klaudiusza Ślęzaka, który przekazał, że dzisiaj, co drugie dziecko w klasie, ma już za sobą próbę samobójczą!

Obawiam się, że wielu rodziców o takich próbach nie wiedziało. Inne, niż zwykle zachowanie dziecka, łatwo wytłumaczyć gorszym dniem, zmęczeniem czy dorastaniem, a na standardowe pytanie rodzica „co u Ciebie”, czy „co tam w szkole?”, dziecko zwykle odpowiada: „spoko”.  Nawet, gdy nie jest spoko i gdy wcale nie chodzi o szkołę. Dzisiejsze dzieci mają problemy egzystencjalne, są samotne w grupie, w domu, wśród ludzi, których znają i widują na co dzień. Oczywiście część z nich próbuje rozmawiać z rodzicami, ale oni, doświadczeni życiem i znieczuleni na dorosłą rzeczywistość, posiadając taki lub inny system wartości, zwykle na początku bagatelizują problem.

Ja wiem, że ten temat został przewałkowany już wielokrotnie i pod każdym kątem, na blogach, w mediach, czy innych kanałach przekazu, więc ja w zasadzie nie o tym.

Ja raczej o tym, czym nas karmią media, nas wszystkich, a więc także dzieci, z ich delikatniejszym, jeszcze ciągle wrażliwym spojrzeniem na świat. Dostajemy pokaźną dawkę pesymizmu, wulgarności, tragedii, dramatów i katastrof cywilizacyjnych. Media już dawno temu zorientowały się, że na przekazywaniu pięknego świata nie zarobią, więc ekstremalnie przechyliły się w drugą stronę.

Czasem chce mi się pierdyknąć telewizorem, (który i tak rzadko włączam) o ścianę i usunąć konto ze wszystkich mediów społecznościowych, odizolować się i wyciszyć. Tylko, że to nie o mnie chodzi.

Chodzi o dzieci, z których co drugie miało już za sobą próbę samobójczą!

Bo to przede wszystkim dzieciaki wchodzą do portali społecznościowych, i dostają po oczach funpejdżami celebrytów, kontami pełnymi zdjęć szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi, ludzi sukcesu, ludzi, „którym się udało”. Dzieci nie do końca uświadamiają sobie jeszcze, że to zasłona dymna, kreowanie siebie, pokazywanie jedynie tego, co pomoże się wylansować czy po prostu wzbudzić zazdrość. Ale widzą i porównują ze swoim życiem, samotnością, bezradnością wobec świata, i krok po kroku, zaczynają tracić poczucie własnej wartości. Porównanie nie wychodzi dobrze, więc próbują się dopasować, a w trakcie tego procesu stają się niezwykle podatne na manipulację oraz medialne przekłamywanie rzeczywistości. A to mieszanka wybuchowa.

Dlatego dzisiaj, co drugie dziecko, miało już za sobą próbę samobójczą!

Wiem, że nikt nie mógł przewidzieć skutków tej przemiany cywilizacyjnej i kulturowej, która dokonała się na przestrzeni ostatnich 50-60 lat, ani tego, że człowiek zacznie mieć skłonności autodestrukcyjne, ale właśnie taki świat wykreowaliśmy. W tym świecie, który jest, nie tylko młodzi ludzie pogubili się i wymagają pomocy, ale zwłaszcza oni potrzebują mądrych dorosłych, którzy będą dla nich wsparciem.

Pewnie potrzebujemy też dobrego, szeroko zakrojonego planu przeciwdziałania samobójstwom, który zaangażuje całe społeczeństwo, bo ten, który powstał na lata 2012-2015, najwyraźniej się nie sprawdził, bo jesteśmy w czołówce Europy jeśli chodzi o samobójstwa wśród dzieci i nastolatków do 18 roku życia.

Czytaj dalej „Co drugie dziecko w klasie ma za sobą próbę samobójczą!/ Every second child in the class has a suicide attempt! /”

Wiewiórka raz jeszcze:-)/ Squirrel once again:-)

Co ona sobie w tym momencie myśli. Jakiś pomysł?

Autorka bloga Chwile mamy napisała: „Marzy o tym, żeby świat był usłany orzechami”
Odpowiedziałam: „W dodatku bez skorupek” 😉

What she thinks at the moment. Any idea? 🙂

The author of the blog Chwile mamy  (Mom’s moments) wrote: „I dream about the world being strewn with nuts”
I replied: „On top of that , no shells” 😉

Wiewiórka vs. Caffe.jpg

 

Scenka rodzajowa – Dbać o nowego, czy starego klienta?/ Short story – To take care of a new or old client?

Czekam na umowę od dostawcy internetu. Aby uniknąć sytuacji, że osoba podpisująca umowę będzie nieobecna, poprosiłam nadawcę o zaznaczenie prośby do kuriera, żeby najpierw zadzwonił. Wiem, że to jest już powszechna procedura, więc nie sądziłam, że tym razem procedura nie zadziała:-). Tymczasem nie dość, że facet przyjechał dzień przed umówionym terminem dostawy i nie uprzedził nas, to następnego dnia ponowił próbę, również wcześniej nic nie ustalając. Teraz w ich systemie widnieje informacja o dwóch próbach doręczenia przesyłki. Po trzeciej nieudanej, umowa wróci do nadawcy i trzeba będzie zaczynać cały proces od początku.

No dobra, ale to jest tak nagminne, że pewnie każdy się z tym spotkał, więc nie o to chodzi. Te dwie próby doręczenia miały miejsce w ubiegłym tygodniu, a w tym tygodniu cisza. Nie dzwoni, nie przychodzi, nie tęskni:-)

Zdecydowałam, że ja zadzwonię i dopytam, na stronie tej firmy podobno można ustalić numer do kuriera.

Zlokalizowałam przesyłkę i okazało się, że nasza umowa od piątku leżakuje sobie w magazynie oddziału. Tak więc nie ustalę numeru kuriera, bo magazyn jej żadnemu kurierowi nie przekazał. Dzwonię na infolinię, przechodzę przez cały proces wysłuchiwania, że rozmowa jest nagrywana, że moje dane osobowe są bezpieczne, i gdzie te dane są tak bezpieczne, że jeśli chcę zawrzeć nową umowę to mam wcisnąć 1, a jak zareklamować przesyłkę to 2, wybieram 2 i dalszy temat rozmowy, (pamiętacie skecz Macieja Stuhra?), słyszę że za chwilę zostanę przełączona do konsultanta i… rozmowa zostaje przerwana. Dobra, może to przypadek, jakiś błąd systemu, więc zadzwoniłam po raz drugi i przeszłam przez wszystko od początku. Kolejny raz wiszę na linii 5 minut i na etapie przełączania do konsultanta następuje rozłączenie połączenia (brzmi śmiesznie). 

O żesz madafaka! Dzwonię jeszcze raz i zamiast 2 wciskam 1, tak jakbym chciała zawrzeć nową umowę. I co? Po sekundzie zgłosił się konsultant!!!

I to jest właśnie clue mojej notki. Jak chcą zdobyć klienta, to są od razu, natychmiast, bez zwłoki i konieczności przeklikiwania kolejnych opcji. Gdy klient, który już umowę podpisał, dzwoni z jakąś sprawą, to olewają temat, bo oni wiedzą, że już i tak go mają.

I ja nawet domyślam się, gdzie!

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa – Dbać o nowego, czy starego klienta?/ Short story – To take care of a new or old client?”

Niedziela nad Zalewem Zegrzyńskim. Hasło dnia – nie utopić się/ Sunday at the Zegrze Reservoir. The word for today is – do not drown

Wczorajszy upał zdecydowaliśmy się spędzić w Nieporęcie nad Zalewem Zegrzyńskim, którego przez tyle lat pobytu w Warszawie, nie miałam do tej pory okazji odwiedzić. Moja pierwsza reakcja: duży! Bardzo duży! Porównywałam do lubelskiego Zalewu Zemborzyckiego, który też jest sztucznym zbiornikiem i to porównanie wygląda tak: nad Zemborzyckim jest więcej atrakcji wodnych dla dzieci, ale nad Zegrzyńskim fajniejsze plaże i więcej sportów wodnych. Woda w obu zbiornikach kolorystycznie tak samo brzydka, ale skoro została dopuszczona do kąpieli, uznam, że taka jej uroda (choć brak przejrzystości wody ma znaczenie, co się okaże dalej).

Na plaży dziki tłum, jak sardynki w puszce, wszystkie ocienione miejsca zajęte. Za to w pobliskich punktach gastronomicznych jedzenie smaczne i w przyzwoitych cenach, w tym lody i gofry, w których bita śmietana ma smak bitej śmietany, a nie jakiejś sztucznej mazi. 

Z ciekawostek historycznych odnośnie powstawania Zalewu Zegrzyńskiego, znalezione w sieci, treść z jakiejś gazety z końca lat 60-ych:

„Powstanie jeziora wiązało się z koniecznością przymusowych wywłaszczeń i przesiedleń mieszkańców z terenu przygotowanej niecki zbiornika. Mieszkańcy w akcie rozpaczy nierzadko rzucali się w akcie protestu pod lemiesze koparek, bądź też grozili kontrolującym pracę urzędnikom utopieniem się.

No i tu dochodzę do głównego tematu mojej notki. Wiecie, że tylko w ubiegłym miesiącu utonęło w Polsce, aż 90 osób? Wczoraj miałam możliwość zobaczyć, jak wygląda akcja szukania topielca, a nawet sama brałam w niej udział.

Wszystko działo się szybko, usłyszeliśmy syreny, potem nadpływające trzy jednostki WOPR, w międzyczasie znajdujący się na plaży ratownicy nakazali wyjście wszystkich plażowiczów z wody. Pracę rozpoczęli jednocześnie i nurkowie, i ratownicy, którzy w sposób kontrolowany, pozwolili ludziom z brzegu wziąć udział w akcji przeszukiwania dna.

20190630_141254-1612x9076529059251701640947.jpg

Utworzyliśmy szpaler, a potem, ręka za rękę, szliśmy w głąb jeziora, do momentu, aż byliśmy w stanie utrzymać głowę nad powierzchnią. Nie wiedzieliśmy kogo szukamy, ale podświadomie, chyba każdy z nas myślał, że dziecka…

Nie wiem, jak długo to wszystko trwało, ale szpaler wchodził do wody dwa razy i posuwistym ruchem nóg sprawdzał dno. Nie znaleźliśmy nikogo, akcję z udziałem plażowiczów przerwano, pozostali tylko nurkowie. Wróciliśmy na swoje miejsce zmęczeni, w niewesołych humorach, jakoś odechciało nam się pływać.

photopictureresizer_190701_105744187_crop_3629x14032494707097558585778.jpg

A potem podali komunikat, że „nasz” topielec żyje. Wybrał się po prostu do sklepu po piwo i długo stał w kolejce. Nosz-kurde…!!!

Byliśmy na plaży 6 godzin, WOPR wzywano jeszcze 3 razy, z czego raz doszło do poważnego podtopienia dwóch mężczyzn, można się spodziewać dużego uszkodzenia pracy mózgu, a dwa pozostałe przypadki to mniejsze i mniej „spektakularne” urazy w wyniku zabaw na wodzie, wiecie, amatorzy pontonów, skuterów wodnych, kitesurfingu czy nurkowania.  Praca ratowników nie jest lekka, muszą mieć oczy wszędzie, pilnować dzieci i dorosłych, którzy zachowują się jak dzieci. Bo ci dorośli nagle, najczęściej pod wpływem alkoholu, stają się świetnymi pływakami i miłośnikami sportów wodnych i wszelkich innych, które można było znaleźć nad jeziorem.

20190630_140607-1612x9072479870145077714006.jpg

Poza tym wszystkim co powyżej, był to jednak cudowny dzień, słońce grzało tak bardzo, że mimo noszenia kapelusza, rozbolała mnie głowa i z tym bólem poszłam spać. Na pewno przyjadę jeszcze nad Zegrze, tylko wybiorę inną stronę jeziora, może Białobrzegi.

No kto przebije swoimi atrakcjami, moją niedzielę?;-)

Czytaj dalej „Niedziela nad Zalewem Zegrzyńskim. Hasło dnia – nie utopić się/ Sunday at the Zegrze Reservoir. The word for today is – do not drown”