Murale / Murals

Ładne murale lubię. Uroda jak wiadomo, to rzecz gustu, ale jeśli malowidło pojawia się w miejscu, które nie razi, to lubię. Inna sprawa, że to, co kogo i gdzie razi, też jest rzeczą gustu, ale jakoś wszyscy wyczuwamy, że w jednym miejscu wypada maznąć na ścianie i jest to sztuka, a w innym nie – bo wtedy jest to akt wandalizmu:-).

Ja lubię te ukryte murale, na pozór schowane przed ludzkim okiem, a wtedy, gdy wpadnę na nie przypadkiem – staję w zachwycie.  Jak kilka dni temu pod wiaduktem Trasy Łazienkowskiej.

I chociaż akurat Deyna (trzecie zdjęcie) nie wyszedł idealnie, to i tak uważam, że Legioniści mają w swoich szeregach naprawdę zdolnych artystów 🙂

Co myślicie? Pałac Kultury jak żywy:-)

20191216_193618-900x12421085374172380142529.jpg

20191216_193704-860x14383972777659570951421.jpg

20191216_193845-647x10027411000218504580035.jpg

Czytaj dalej „Murale / Murals”

Pod pręgierzem wstydu/ Under the pillory of shame

Przy okazji listopadowej notki dotyczącej warszawskiego łapówkarza wymieniliśmy z Tatulem kilka komentarzy, w których pojawił się temat pręgierza i tego, że tych kilka zabytkowych, które jeszcze ciągle można w Polsce spotkać, przydałoby się ponownie wprowadzić do kodeksu karnego.:-)
I wtedy przypominało mi się, że ja już kiedyś napisałam notkę o pręgierzu, prawie 10 lat temu! (jak ten czas zap….  szybko płynie!).

Rebloguję tę notkę, bo jej treść stanowi oczywisty dowód na to, że polska rzeczywistość zmieniła się diametralnie. Nawiązuję w niej do artykułu, którego autor postawił śmiałą tezę, że gdyby dzisiaj powrócić do karania pręgierzem, na przykład osoby demolujące mienie społeczne (uwielbiam ten peerelowski frazeologizm), to ten starodawny wymiar kary byłby dla delikwenta wystarczająco traumatycznym wydarzeniem, by nie doszło do recydywy.
Teza redaktora była dosyć śmiała 10 lat temu, dzisiaj, w dobie patostreamu jest po prostu śmieszna. Dzisiaj nie tylko dochodzi do agresywnych czynów, dzisiaj się te czyny nagrywa, chwali się nimi i udostępnia szerszej publiczności.

Co o tym myślicie?


On the occasion of the November note about the Warsaw officer who took bribe, we exchanged a few comments with Tatul, about the pillory punishment and that the few historic pillories that can still be found in Poland, it should re-enter to the penal code. 🙂
And then I remembered that I had once written a note about the pillory, it was almost 10 years ago! (how this time fukc… quickly flows!).

I reblog it, because the content of this note is clear evidence that Polish reality has changed radically. I refer to the article whose author made a bold thesis that if today we return to the pillory punishment, for example people demolishing social property (I love this socialist phraseology), then this old dimension of punishment would be a traumatic event for a delinquent, enough to prevent a repeat offense .
The editor’s thesis was quite bold 10 years ago, today, in the age of patostream, it is simply funny. Today, not only aggressive acts occur, today these acts are recorded, boasted of them and made available to a wider audience.

What do you think about?

Blog Caffe

Kilka dni temu przeczytałam ciekawy artykuł o staropolskim karaniu wstydem.

Chodziło o publiczne wystawianie delikwentów na ludzkie pośmiewisko poprzez przykuwanie do pręgierza, wsadzanie do klatki, bądź mocowanie w specjalne uchwyty, popularnie nazywane kuną. Oczywiście pręgierz, uchwyt czy kuna znajdowały się w sercu miasta, tak, aby każdy przechodzień mógł sobie popatrzeć, wyśmiać, a nawet rzucić w ukaranego ogryzkiem czy innym śmieciem.

Autor artykułu postawił pytanie: gdyby dzisiaj ustawić taki pręgierz na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, tuż obok wyjścia z metra, i przykuć do niego warszawskiego dresiarza, z informacją „Jan Kowalski, wybił szyby na przystanku autobusowym”, a przechodnie mogli rzucać w niego resztkami hot-dogów, czy kebabów z pobliskiej budki, to czy taki dresiarz zdemolowałby przystanek ponownie?

Pytanie sugeruje śmiałą odpowiedź, że nie. Wstyd byłby, bowiem tak wielki, że skruszony koniecznością przeżywania tegoż wstydu obywatel, już nigdy nie próbowałby wyrządzić zła. Amen!

O naiwny Panie Redaktorze…. Przecież dzisiaj właśnie o to chodzi, żeby…

View original post 77 słów więcej

Metoda ucieczki od rzeczywistości czyli wypalenie zawodowe/ A technique of reality avoidance – a professional burnout

Czytałam ostatnio, że korporacyjni pracownicy, zmęczeni i wypaleni zawodowo, uciekają w czasie pracy do toalety i zamykają się w niej, żeby choć na chwilę odpocząć od rzeczywistości. Trochę wpisuje się to w moją niedawną wymianę komentarzy z Erratą, nt. dzisiejszej ludzkiej słabości, fizycznej, psychicznej, emocjonalnej. Jako społeczeństwo – jesteśmy słabsi.

Trudno mi uwierzyć, że kiedyś ludzie byli lepsi, że pracownik i pracodawca zawsze się lubili i zawsze z życzliwością działali dla wspólnego dobra. A jednak ludzi byli twardsi, silniejsi, ich psychika potrafiła przetrwać najtrudniejsze (również wojenne) czasy.

Jestem w stanie zrozumieć człowieka, który stosuje metodę ucieczki, dwa razy w życiu miałam tak wyczerpującą pracę, że w naprawdę kryzysowych momentach, sama ją stosowałam. Oczywiście wiedziałam, że takie postępowanie nie rozwiązuje problemu, jednak przez chwilę działało uspokajająco. Stress sprawia, że 8 godzin w pracy liczy się x 2, więc chowanie się przed szefem to nie tylko próba unikania kłopotów, to także, przyznaję że niefortunna, próba zadbania o własne zdrowie.

Moja pierwsza szefowa, Pani B. była trudna. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że ona po prostu nie lubi nowych i nie rozumie, że po okresie próbnym, pracownik ciągle jeszcze nie wie o firmie wszystkiego, on tylko ewentualnie już wie, kogo poprosić o pomoc. 🙂

Z tamtych czasów pozostał mi strach przed nowymi pracodawcami. Bo skoro raz się źle trafiło, to może się trafić ponownie, prawda?

Pamiętam, że źle sypiałam i mało jadłam. Wieczorne piątki były cudowne, a w niedzielne popołudnia miałam mdłości na samą myśl o poniedziałkowym poranku.

Mam takie zdjęcie, które już na zawsze będzie mi się kojarzyć z tym strachem. Na zdjęciu ja w otoczeniu rodziny, w tle huśtawki na lubelskim Globusie, słoneczna pogoda, roześmiane dzieci. Patrzę w obiektyw lekko uśmiechnięta, jakby rozmarzona, jednak doskonale pamiętam, że wcale nie byłam zrelaksowana. Byłam na skraju załamania, szukałam w sobie siły, żeby następnego dnia wstać z łóżka i uśmiechać się, kiedy wcale nie chciało się śmiać.

To nie było wypalenie zawodowe i jeszcze nie mówiło się o mobbingu.

Kilka tygodni później Pani B. została zwolniona z pracy.

A ja uniknęłam depresji.

Czytaj dalej „Metoda ucieczki od rzeczywistości czyli wypalenie zawodowe/ A technique of reality avoidance – a professional burnout”

Radość x 300/ Joy x 300

20191206_113352-720x5483397317726815119132-e1575628963226.jpg

Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale nawet jak jestem zapracowana i nie wrzucam nowych wpisów, to ktoś tu mimo wszystko zagląda i w dodatku lajkuje, a nawet subskrybuje!:-)

Bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam serdecznie wszystkich moich Followersów!

Niefollowersów też:-)

Ps. Już wiem!! To taki prezent od św. Mikołaja!!:))) Czytaj dalej „Radość x 300/ Joy x 300”