Kto głośniej / Who louder?

Wiosna!!

Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, czy wiosna nadchodzi, czy nie, to mam dwa dowody na tak. Pierwszy, to moja nasilająca się alergia. Im bardziej mnie drapie w gardle (a drapie!:), tym więcej pyłków w powietrzu, a drzewa pylą na wiosnę. Immunoterapia, którą zaczęłam 5 miesięcy temu, znacznie złagodziła objawy, ale jakieś nadal pozostały. Odczulanie to niestety proces kilkuletni, więc nie oczekuję cudów od razu, ale jednocześnie nie tracę nadziei, że pozbędę się tego draństwa na tyle, by spokojnie oddychać. I spać:-)

Drugim dowodem jest filmik, który nagrałam wczoraj w centrum Warszawy. Na Marszałkowskiej jest zwykle taki tam hałas, że nie słychać dzwoniącego telefonu, ale maluchy szalejące wśród gałęzi krzewu rosnącego przy hotelu Novotel, zagłuszyły nawet samochody 🙂

Czyż nie są słodkie?

PS. Wstawiłam nowy filmik, tym razem nakręcony nieco wcześniej. I dopiero teraz wyraźnie widać, że to NIE SĄ WRÓBLE:))) Kto wie co to za jedne?

Czytaj dalej „Kto głośniej / Who louder?”

O Walentynkach raz jeszcze, bo nam wolno / About Valentine’s Day once again, becouse it is allowed

Są kraje, w których Walentynki się nie przyjęły.  Szczerze mówiąc, ja też mogłabym się bez nich obejść, ale pod warunkiem, że nikt mi nie zabierze/ nie będzie krytykować Dnia Kobiet:-)

W Indonezji zakazano, ponieważ podobno romantyczne spotkania, czułe gesty i walentynkowy klimat, zachęcają do seksu przedmałżeńskiego. Zdarzały się tam sytuacje, gdy policja tego konkretnego dnia konfiskowała prezerwatywy, by uniemożliwić ich zakup, a co za tym idzie, ich użycie tego dnia. Trochę to nielogiczne, biorąc pod uwagę, że następnego dnia prezerwatywy legalnie wracały na sklepowe półki. Bo co, każdego innego dnia seks jest ok, ale w dniu Św. Walentego nie?

Podobno odbywają się w Indonezji demonstracje „Say no Valentine” oraz ”I am Muslim. No Valentines Day”. Jeśli tą notkę przeczyta mieszkaniec Indonezji bardzo proszę o sygnał. Jestem ciekawa, czy rzeczywiście chodzi tylko o religijność, czy raczej o mocniejszy przekaz, że np. Indonezja nie chce amerykanizacji społeczeństwa, wpisując się tym w nurt zauważalny w innych krajach muzułmańskich? Przecież i w tym kraju chłopcy zapraszają swoje dziewczyny na randki, prawda? Wtedy nie ma obawy, że dojdzie do seksu przedmałżeńskiego?

W Malezji, o której pisałam 8 lat temu, w kwestii Walentynek wiele się nie zmieniło, może jedynie trochę zaostrzyło. Zachęca się, by tego dnia kobiety były ubrane skromniej niż zwykle, ograniczyły użycie perfum do minimum, nie wysyłały smsów z emotkami będącymi wyrazem akceptacji. Zakazane są nie tylko serduszka, ale nawet zwykłe uśmiechy.

Cóż, u nas wolno, więc bawmy się i ślijmy walentynkowe „kartki” do kogo chcemy. Odnoszę wrażenie, że w Polsce to już nie tylko wyraz miłości, ale także wyraz przyjaźni, pamięci i niekoniecznie fizycznego zainteresowania. Ja właśnie tak do Walentynek podchodzę, dlatego bez wyrzutów sumienia wklejam tu, specjalnie dla Was, swoje blogerskie wyrazy pamięci:-)pexels-photo-867470

I na koniec uwaga, kawał zapisany na końcu reblogowanej notki jest w Polsce coraz bardziej aktualny, ale niezmiennie śmieszy.


There are countries where Valentine’s Day has not been adopted. To be honest, I would also be able to do without them, provided that no one takes me / criticizes Women’s Day.
In Indonesia, it was banned because supposedly romantic meetings, tender gestures and Valentine’s climate, encourage pre-marital sex. There were occasions when the police confiscated condoms that particular day to prevent their purchase, and their use that day. It is a bit illogical considering that the next day condoms were legally returning to the store shelves. Well, in other day, sex is ok, but on St. Valentine’s not?
Supposedly, demonstrations are taking place in Indonesia under the slogan: „Say no Valentine” and „” I am Muslim. No Valentines Day ”. If an Indonesian resident reads this note, I am asking for a signal. I am curious, is it really only about religiosity, or rather about a stronger message that, for example, Indonesia does not want to Americanise society, inscribing in this trend noticeable in other Muslim countries? But in this country boys invite their girls on dates, right? Then, there is no fear that there could be premarital sex during such date?
In Malaysia, which I wrote about 8 years ago, a lot has not changed about Valentine’s Day, maybe just a bit sharpened. On this day, women are encouraged to dress more modestly than usual, limit the use of perfumes to a minimum, and do not send sms with expressions of acceptance. Not only such emoticons like hearts are prohibited, but even ordinary smiles.
Well, but at Poland it is allowed, so let’s have fun and send Valentine’s cards to whoever we want to. I get the impression that in Poland it is not only an expression of love, but also an expression of friendship, memory and not necessarily only physical or sexual interest. This is how I approach Valentine’s Day, that’s why without remorse I paste here, especially for you, my blogging signs of memory 🙂

And last but not least, the joke written at the end of the reblogged note, is becoming more and more current in Poland.

Blog Caffe

Nadchodzą Walentynki a w związku z tym szaleństwo, które od pewnego czasu stało się przywilejem a niekiedy nawet obowiązkiem ludzi młodych, starych i tych po środeczku. Wszyscy odczuwają moralną, wewnętrzną potrzebę, by wysłać komuś buziaczek, serduszko, czy słodkie cukierkowe „Misiu”*. Nie będę krytykować amerykanizacji polskiego społeczeństwa, bo akurat taką amerykanizację „zniesę”, stwierdzam tylko nieśmiało, że nie każdy jest tak liberalny, jak ja.

Malezyjczycy na przykład nie są.

I trudno się temu dziwić, skoro Malezję w 60 % zamieszkują muzułmanie, a islam jest tam religią oficjalną, ostatnimi czasy z upodobaniem podążającą w stronę skrajnego fundamentalizmu. Tak więc koniec z tolerancją religijną i przymykaniem oka na amerykańskie wtrącanie się w sprawy społeczno – kulturowe (oczywiście w polityczne również, ale teraz nie o tym), koniec z aprobatą amerykańskiego stylu życia wśród malezyjskich nastolatków i naśladowania grzesznej popkultury.

Od kilku już lat w dniu 14 lutego przeprowadza się w tym kraju „operację Walentynki”. Dziesiątki…

View original post 201 słów więcej

Przypowieść z „Jeżycjady”/ Parable from „Jeżycjada”

Po kilku latach czytania niemal jedynie kryminałów, nastąpił przesyt. We mnie nastąpił. Chyba miałam dosyć już trupów, dramatów, nieszczęść, tragedii i rozlewu krwi.

Rzuciłam się z czytaniem w „Jeżycjadę” Małgorzaty Musierowicz. Zaczęłam od samego początku, od tej pierwszej książki z 1975 roku, która opisuje świat, jakiego już dzisiaj nie ma. To era przed-komórkowa, przed komputerowa, era wspólnych domowych obiadów, przyjaźni międzysąsiedzkich, bezinteresownej pomocy i znajdowania radości pomimo wszystko.

Przeczytałam 13 z 22 części, a akcja tej, którą mam teraz na tapecie, toczy się w 2003 roku. I wiecie co, nawet w takich lekkich młodzieżowych książkach można zaobserwować zmiany w społeczeństwie. Zmienia się świadomość Polaków, a chociaż główni bohaterowie próbują trzymać się dawnych przyzwyczajeń, celebrują rodzinność, ciepło domowego ogniska, szacunek dla rodziców, to jednak nawet oni czują, że są już reliktem przeszłości.

W jednej z książek tego cyklu, młoda mama trójki dzieci, w tym bliźniaków, zmęczona po ciężkim dniu, opowiada przyjaciółce przypowieść o czterolistnej koniczynie, więc i ja się nią z Wami podzielę:-)

Pewna kobieta znalazła czterolistną koniczynę. Wiedziała, że przynosi ona szczęście, więc zawołała całą swoją rodzinę, zaprosiła przyjaciół, ulubionych sąsiadów, żeby poczekać na ten cud. Trwając w oczekiwaniu zasiedli przy stole wpatrując się w zielone listki, a ponieważ nic się nie działo, zaczęli rozmawiać, zjedli wspólny posiłek, posłuchali muzyki, obok dzieci bawiły się swoimi zabawkami, na dworze szalała burza, a w domu, było ciepło i przytulnie.
Czekając na szczęście przesiedzieli tak do rana, aż w końcu rozeszli się rozczarowani, że szczęście nie nadeszło.

I co Wy na to?:-)

Ida Borejko_rys. Beaty z Bloga Caffe.jpg
Ida Borejko_rys. Blog Caffe

PS. Tak mnie dzisiaj parabolicznie naszło, chyba dlatego, że długo nie pisałam i się stęskniłam:-)

PS.2 Wszędzie te prawa autorskie! Chciałam wrzucić jakieś fajne zdjęcie zwariowanej Idy, bohaterki 5 części serii i nie mogę, bo nawet do tych najstarszych rysunków ktoś mógłby mieć ewentualne roszczenia.

Nie to nie. Sama narysowałam 😉

Tak właśnie wyobrażałam sobie kiedyś Idę. Tylko oczywiscie rudą:-)

Czytaj dalej „Przypowieść z „Jeżycjady”/ Parable from „Jeżycjada””

Cyfryzacja seniorów / Digitization of seniors

Moment pisania reblogowanej notki pamiętam, jakby to było wczoraj. A nawet, jakby to było dziś!:-) Przyznaję szczerze, że bycie 50-plus wydawało mi się wtedy jakąś zupełnie abstrakcyjną formą gatunkową:-)

A Rychoc wkurzył się, że jego grupę wiekową wrzucono do wspólnego worka z seniorami.

No ale dzisiaj, po prawie 10 latach od tamtej notki i przeprowadzonych wielu różnych badaniach naukowych, raczej nikt nie ma wątpliwości, że pięćdziesięciolatek nie jest staruszkiem, a niektórzy skwapliwie przytakną, że nie jest nim także sześćdziesięciolatek.

Jak to się ma do postrzegania wieku sprzed kilku setek lat, o którym wspominałam tu? Nijak:-) Ale historyjka opowiedziana przez profesora nadal mnie bawi i często ją przekazuję dalej, zwłaszcza gdy ktoś narzeka na swoje lata.

Wiek to coś więcej niż ilość lat spędzonych na Ziemi. Mówi się, że ludzie żyją dłużej, bo żyją zdrowiej. Z tym „zdrowiej”, to bym trochę polemizowała, niemniej jednak rzeczywiście niesamowicie daleko odeszliśmy od stereotypowego postrzegania starości i w zasadzie jestem w stanie przyznać rację, że ktoś, kto dzisiaj ma 60 lat rzeczywiście jest w średnim wieku.

Ale to wszystko sprowadza się do potrzeby zaktualizowania definicji, a według mnie znacznie ważniejszą kwestią jest nie sam PESEL, a bardziej samopoczucie/zdrowie, sprawność psychofizyczna, być może ewentualna aktywność zawodowa, z całą pewnością aktywność technologiczna, bezpieczeństwo finansowe itp. Definicja to przecież tylko słowa.


I remember the moment of writing the reblogged note as if it were yesterday. And even if it was today! 🙂 I honestly admit at that being 50-plus, seemed to me some the abstract form of genre 🙂

And Rychoc was pissed off that his age group was thrown into a shared bag with seniors.

Well, today, after almost 10 years since that note and many different scientific studies carried out, there is no doubt that a fifty-year-old is not an old man, and some will eagerly conclude that a sixty-year-old neither.

How does this relate to the perception of a few hundred years ago that I mentioned here? Nothing 🙂 But the story told by the professor still amuses me and I often pass it on, especially when someone complains about his years.

Age is more than the number of years spent on Earth. It is said that people live longer because they live healthier. With this „healthier”, I would argue a bit, nevertheless, we have really gone far from the stereotypical perception of old age and in principle I am able to admit that nowadays someone who is 60 years old is actually middle-aged.

But it all comes down only to the need to update the definition, and in my opinion a much more important issue is not PESEL itself, but be well-being, psychopchysical development, perhaps professional activity, certainly technological activity, financial security, etc. Definition is just only the words.

Blog Caffe

Przeczytałam ostatnio dwa artykuły na temat korzystania z Internetu przez osoby powyżej 50 roku życia. Jeden mówił o radości, jaką daje starszym Polakom korzystanie z Internetu, drugi, że ci sami Polacy nie odczuwają potrzeby korzystania z nowych technologii, a co za tym idzie, czują się wykluczeni cyfrowo. I mimo pozornej sprzeczności oba artykuły są prawdziwe.

Jest w tym wieku bowiem grupa ludzi otwartych na nową wiedzę i grupa tych, którzy uważają, że komputer nie jest im do niczego potrzebny. Jedni są poszukiwaczami, drudzy pozostali w erze przedinternetowej.

W mojej rodzinie jest pewien prawie 80-latek, który kilka miesięcy temu stał szczęśliwym posiadaczem ?laptoka? i dzisiaj potrafi nie tylko wysyłać e-maile (z załącznikami!), ale także sprawdzić sobie stan konta bankowego, zrobić przelew, czy skontrolować rachunek telefoniczny on-line.

Bywają przy tym sytuacje zabawne. Kiedyś zadzwonił do mnie zmartwiony, że zepsuł komputer, bo mu się ekran odwrócił do góry nogami a ponieważ jest tak…

View original post 206 słów więcej