Dojazd do pracy w dobie pandemii / Commuting in the pandemic time

W czasie pandemii mam znacznie więcej pracy niż przed. Nie narzekam, cieszę się, że w ogóle ją mam, bo wiem, że ci co siedzą w domu i obcięli im pensje, lub stracili swój biznes, woleliby być zarobieni po łokcie i żeby było normalnie. Tak więc nie narzekam, tłumaczę jedynie, dlaczego nie mam czasu na bloga. 

Od ubiegłego poniedziałku wróciłam do biura i zaczął się problem z dojazdami. Obiecałam sobie, że do czasu, aż nie będzie całkowicie bezpiecznie, nie będę korzystać z komunikacji miejskiej. Z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty, wirus utrzymuje się w zamkniętych pomieszczeniach dosyć długo, więc w autobusie  łatwiej się zarazić mimo cyklicznej dezynfekcji. Drugi powód jest ważny z innego punktu widzenia. Otóż, ja mam do pracy tylko 6 ,5 km, więc mogę sobie zorganizować inną formę dojazdu, a  nawet, od biedy, przejść na piechotę. Są jednak tacy ludzie, którzy dojeżdżają z przedmieść Warszawy, i dla nich ZTM to jedyna dostępna forma transportu, a trzeba pamiętać, że ilość miejsc w autobusach jest teraz znacznie ograniczona.

Więc pozostaje mi przy ładnej pogodzie rower, a przy gorszej trochę logistycznej kombinacji, ale bez tragedii. W te gorsze będę dojeżdżać samochodem w pobliże strefy płatnego parkowania i przesiadać się… na hulajnogę!!:)))

A jak Wy docieracie do pracy?

À propos pogody: Zdjęcie zrobione dzisiaj w drodze do pracy. A gdzieś tam w górach spadł śnieg:)

wp-1589276507962650665457336798662.jpg


During a pandemic I have much more work than before. I am not complaining, I am glad that I have it at all, because I know that those who are sitting at home and their salaries are cut, or lost their business, would prefer to be very busy and that it would be normal. So I’m not complaining, I’m just explaining why I don’t have time to blog.

Last Monday I went back to work in the office and the commuting problem started. I promised myself that until it was completely safe I would not use public transport. For two reasons. The first is obvious, the virus stays in closed rooms for a long time, so it’s easier to get infected on the bus despite cyclical disinfection. The second reason is important from a different point of view. Well, my way to work takes only 6, 5 km, so I can organize a different form of commuting, and even, go on foot. However, there are such people who commute from the suburbs of Warsaw, and for them ZTM is the only available form of transport, but you have to remember that the number of places on buses is now significantly limited.

So, during a nice weather I take a bike, and during the worse one Iwill need a bit of logistic combination, but without tragedy. I will commute by car near the paid parking zone and change a car for on a scooter !! :)))

And you, how do you get to work?

À propos the weather: Photo taken today on the way to work. I know that snow fell in the mountains 🙂

55 myśli w temacie “Dojazd do pracy w dobie pandemii / Commuting in the pandemic time

  1. No cóż, ja mam chyba teraz najwygodniejszy w swoim życiu dojazd do pracy – muszę się zwlec z łóżka i jestem w biurze. Nawet nie muszę przechodzić do innego pokoju.

    Niestety, mój rosnący brzuch bardzo nie lubi takiej sytuacji i domaga się ruchu. Do tej pory były to 4 km na rowerze w jedną stronę. Teraz to trzy i pół kroku w stronę biurka. Jest różnica.

    Polubienie

    1. Ja taki dojazd miałam przez 8 tygodni i wiesz co? Z ogromną przyjemnością wróciłam do biura. Nigdy nie sądziłam, że to powiem:-) To znaczy, niesamowicie fajnie było pracować w domu, ale potem zaczęłam po prostu potrzebować biurowego sprzętu, pieczątek, różnych innych rzeczy, po które za każdym razem musiałam jechać. Więc… powrót ułatwił naprawdę wiele kwestii. Oczywiście, jeśli się znowu okaże, że liczba zakażeń wzrośnie, wrócimy do pracy zdalnej.
      A propos brzucha, mi też przybyło wtedy kilka kilogramów, ale ostra dieta i rower już sobie z tym poradziły. No i to jest właśnie bardzo istotny minus pracy w domu:)

      Polubienie

    1. No to dobrze, że praca dojechała. Tak wiele osób spośród moich znajomych ma niepłatny przestój. Z wyjątkiem oczywiście tych różnych postojowych, ale nie znam się na tym za bardzo. Ja po powrocie z home office już wróciłam do swojej normalnej wagi, a bałam się… oj bałam:-) Pozdrawiam

      Polubienie

          1. W sumie to żadna tajemnica. Najtrudniej zacząć. Zacząłem, więc od zatrucia pokarmowego. I przeszedłem na ścisłą dietę. Po wyleczeniu zostawiłem dietę 🙂 Serio. Trochę ją wzbogaciłem, bo na kleiku ryżowym daleko bym nie zajechał. Zmniejszyłem porcje a zwiększyłem częstotliwość posiłków. Przed zatruciem jadłem 2-3 razy dziennie, z czego główny posiłek wieczorem. Teraz pilnuję 5-6 posiłków, ale małych. Jakościowo wyeliminowałem słodycze w 100%, kupne wędliny w 99%, tłuste mięsa w 95%. Zostały warzywa, owoce, bakalie (orzechy, suszone figi, śliwki, czasem wiśnie). Z mięs cielęcina, kurczak, indyk, królik. Gotowane lub duszone. Nigdy smażone. Sporo wprowadziłem kuchni orientalnej z ostrymi przyprawami. I od prawie dwóch miesięcy regularnie ćwiczę. Codziennie rano. Ot i cała tajemnica. Najtrudniej zacząć. Potem już jakoś idzie.
            Pozdrawiam

            Polubione przez 1 osoba

            1. Zapomniałem o kilku drobiazgach. Jem jajka i ryby w sporych ilościach. Jajka gotowane a ryby głównie wędzone a czasem parowane czy duszone w wywarze z białego wina z przyprawami. Ważne żeby mimo diety jeść smacznie. Inaczej taka dieta zbrzydnie i ją stopniowo zarzucę. Znam siebie 🙂

              Polubienie

              1. To prawda, że musi być smacznie, bo po kilku dniach każda niedobra dieta się znudzi i organizm zamarzy o …..pizzy:-)
                Ja teraz też staram się po prostu liczyć kalorie, ale jeść potrawy, które lubię, warzywa, owoce i ryby to podstawa.

                Polubienie

            2. Czyli potwierdzasz to, co w zasadzie i ja zauważyłam na sobie. Zwiększyłam ilość posiłków, ale pilnuję, żeby jeść najpóźniej na 3 h przed spaniem. Nie jem słodyczy, nie jem owoców na noc. Staram się być aktywna. Chudnę:-)
              Jednak to prawda, że bardzo często właśnie choroba wymusza zmianę stylu życia, i diety:)
              Pozdrawiam

              Polubienie

    1. No i to jest właśnie najlepsza opcja i u mnie. Jeśli będzie brzydka pogoda, to będę podjeżdżać samochodem na parking niepłatny, a stamtąd mam jeszcze mx. 4 km, więc mogę je przejechać hulajnogą, albo przejść na piechotę. Przy brzydkiej pogodzie rower odpada.

      Polubione przez 1 osoba

    1. Ja też lubię na nogach, zanim dotarła do mnie hulajnoga, miałam taki szybki 3 km marsz. Dało się wytrzymać. Ale hulaśką fajniej!:)))
      Masz rację, dla zdrowia trzeba wybierać coś co da trochę wysiłku. Jak się poprawi pogoda, powróci do łask rower.

      Polubienie

    1. Oj wiało wiało. W zasadzie do tej pory przyjemniej wybrać hulajnogę niż rower. W niedzielę testowaliśmy nowy rower męża, więc pojechaliśmy na trochę w świat. No i po 1,5h daliśmy sobie spokój i wróciliśmy do domu. Jazda pod wiatr, a jakimś cudem cały czas było pod wiatr:-), to nie jest miłe!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Skąd ja to znam? Ciągle pod wiatr 😀
        Ostatnio pojechałam w pole na zachód słońca. Wracając zastanawiałam się, czy to moja kondycja tak wysiadła, czy to przez stary rower, czy może to przez ten wiatr nie daję rady ;P Autentycznie chciałam zejść z roweru i go prowadzić, bo tak było ciężko jechać po piaszczystej drodze.
        Masz rację, to nie jest miłe! 😀
        pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

        1. Moja kondycja po zimie zawsze gorsza, a przecież człowiek z roku na rok coraz starszy:-)
          Dlatego nawet jeśli mam już tą hulajnogę, to postaram się nie zapominać o rowerze….
          Pozdrawiam:-)

          Polubione przez 1 osoba

            1. Rower jest the best, ale dla mnie to opcja tylko na ciepłe dni. W te inne jest mi z zewnątrz zimno, w środku gorąco i to się ze sobą zawsze, ale to ZAWSZE kłóci:-)

              Polubione przez 1 osoba

  2. U mnie wciąż komunikacja miejska nie pracuje. Aczkolwiek to się może zmienić od poniedziałku. Trwają bowiem dyskusje, jako że tempo zachorowań zdecydowanie spadło. Dla nas komunikacja jest dość ważna, przede wszystkim pod katem zakupów.

    Polubienie

  3. Ja mam do pracy około 2.5 km. Całe lata chodziłam pieszo. Potem jak już miałam auto pieszo chodziłam dużo mniej. A teraz jeżdżę rowerem ale wczoraj i dziś podwiózł mnie niemąż z racji deszczu a wracam pieszo.

    Polubienie

    1. No i dobrze! W Twoim przypadku akurat ze względu na zdrowie:) 2,5 km to i jak kiedy chodziłam tylko na piechotę. Cudowne lata, miałam tyle ruchu, że nie musiałam obawiać się o zbędne kilogramy;-)

      Polubienie

      1. No, ja zdecydowanie lepiej się czuję jak mam ruch. Wczoraj koleżanka chciała mnie zabrać ale powiedzialam że chcę iść pieszo. Stwierdziła że nie zna osoby która woli iść pieszo niż jechać samochodem.
        To już zna.

        Polubione przez 2 ludzi

        1. Ja też, ale zamiast spaceru (który też bardzo lubię), jak tylko mogę, wybieram rower. Gdzieś w genach dostałam po tatusiu zamiłowanie do cyklingu. Tata był kolarzem, więc kto wie, kto wie:)))

          Polubione przez 1 osoba

          1. No, pasja odziedziczona w genach. Ja też uwielbiam rower. Tym bardziej cieszy mnie że nasz młody nauczył się jeździć na dwóch kółkach i w końcu możemy jeżdzić wszyscy razem.

            Polubione przez 1 osoba

            1. To prawda, bo dopiero jak możesz komuś pokazać okolicę, wycieczka rowerowa staje się ciekawsza. Tak dla siebie, to nuda, bo przecież po pewnym czasie człowiek już zna wszystkie okoliczne ścieżki 🙂

              Polubienie

                1. No nie jest. Na początku jest fajnie, jak się poznaje nowe okolice, ale potem wszystko powszednieje. Gdyby nie to, że ja muszę jakoś się dostać do pracy a potem jakoś muszę wrócić, to by mi się po prostu nie chciało.

                  Polubienie

  4. Już i ja jeżdzę do pracy. Tylko samochodem. Za daleko pieszo a rower nie wchodzi w grę. Z garażu na parking. U mnie nie jest rozbudowana komunikacja miejska, zostaje tylko dojazd prywany.

    Polubienie

    1. Więc masz problem zarażenia się w autobusie z głowy. Pozostaje jednak wiele innych miejsc, w których można to zrobić, więc uważaj na siebie!
      Przyznam szczerze, że ja bardzo lubiłam te dojazdy autobusem, mogłam sobie poczytać… Ale co zrobić:)
      I przyznam też, że strasznie się cieszę na przejażdżki hulajnogą:)

      Polubienie

      1. Myślę, że jazda elektryczną hulajnogą, to jest frajda. Jutro już jadę do pracy, nie pierwszy raz wprawdzie w trakcie wirusa. Maseczka, jak trzeba rękawiczki. Dziś też zadzwoniłam do restauracji czy na pewno otwarta, w internecie piszą że tak. Otwarta, zaprosiłam męża na piwo, w piątek po mojej pracy. Cieszę się na to wyjście. Zobaczymy jak to się odbędzie.

        Polubienie

        1. To bardzo fajnie usłyszeć, że człowiek na emeryturze ma jeszcze coś do zrobienia, że się nie nudzi, że nie czuje się odstawiony na boczny tor. Bo tak to odbieram i bardzo się cieszę Twoim dobrym samopoczuciem!

          Polubienie

  5. autobusami -aglomeracyjnym i potem miejskim, cały czas pracuję, dziwi mnie obecność kontrolerów bo mam wrażenie, że przecież jeśli sprawdzają kolejne pojazdy jeden po drugim to są doskonałymi roznosicielami

    Polubione przez 1 osoba

    1. A mnie nie dziwi. Trzaskowski nie zawiesił opłat parkingowych, żeby ludzie jeździli do pracy samochodem i w ten sposób zwiększali izolację. Jednocześnie, w ten sposób odblokowaliby transport miejski, co jest również bardzo ważne. Przecież to byłoby tylko na czas pandemii! W takiej trudnej sytuacji patrzył tylko na miejski budżet, to samo jest z kontrolerami.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s