12 tys. kroków/ 12 thousand steps

Nie będę ściemniać, że moje obecne życie jest interesujące. Zamiast tego stało się wymagające, o czym już wcześniej wspominałam. Moje obecne życie to ciągłe zmuszanie się do ćwiczeń, do aktywności, do jedzenia i picia wody (nadal nie mam apetytu), do brania leków, do ciągłego wsłuchiwania się we własne ciało, a potem zastanawiania, czy nadal funkcjonuje na tyle prawidłowo, by znieść kolejną chemię.

A tak zupełnie w bonusie, zmuszam się do szukania w tym swoim nieinteresującym życiu, optymizmu. I wiecie co? Czasem mi się udaje udawać, że wszystko jest jak dawniej.

Wczoraj na fali hurraoptymizmu poszłam nad Balaton. Zabrałam ze sobą psa, który należy do tych raczej leniwych i zrobienie z pańcią 12 tys. kroków, to dla niego większy wyczyn, niż dla mnie:-) Wiele razy w ciągu spaceru stawał na środku alejki i ostentacyjnie pokazywał mi, że ani kroku dalej. Ja cierpliwie czekałam, aż zmieni zdanie i jakoś to szło. Idzie wiosna, musi być przygotowany:-). Na szczęście potem mu się chyba spodobało, poznawał nowe zapachy, obwąchując mijane krzaczki i czworonogi.

Tak czy siak, oboje daliśmy radę!

Zdumiewające, że jeszcze kilka dni temu jeziorko było w połowie zamarznięte.

Trzecie zdjęcie zrobiłam 18 stycznia, w dzień po pierwszej chemii. Po drugiej potrzebowałam aż tygodnia, żeby nabrać sił. Już się boję kolejnego terminu (hurraoptymizmu wystarczyło mi na krótko:-).

Uwielbiam kaczuchy, czekam aż znowu pojawią się kaczki mandarynki. Są przepiękne! 🙂

I don’t want to lay, that my life is interesting. Instead, it has become demanding as I mentioned before. My present life is constantly forcing myself to exercise, to be active, to eat and drink water (I still have no appetite), to take medications, to constantly listen to my own body, and then wonder if it is still functioning properly enough to bear another chemistry.
And by the way, on a bonus, I force myself to look for optimism in my uninteresting life. And guess what? Sometimes I pretend everything is as it used to be.
Yesterday, on the wave of hurrayoptimism, I went to Lake Balaton. I took a dog for a walk, my dog belongs to the rather lazy ones, and he made 12,000 steps with me, it is a greater achievement for him than for me 🙂 Many times during this walk he stopped in the middle of the path, to ostentatiously show me that he did not want to go any further. I waited patiently for him to change his mind and somehow it was going. Spring is coming, he needs to be prepared. Fortunately, he probably liked it later, he got to know new fragrances, sniffing the passing bushes and quadrupeds 🙂
Anyway, we both made it!
Amazing that just a few days ago the lake was half frozen.
I took the third photo on January 18, the day after the first chemo. After two, I needed a week to regain my strength. I am already afraid of another term (hurrayoptimism was enough for me, for a short time :-).
I love ducklings, and waiting for the mandarin ducks to appear again. They are beautiful! 🙂

23 myśli w temacie “12 tys. kroków/ 12 thousand steps

  1. Doczytałam. Wspieram. Życzę dużo siły i optymizmu. Z nim dużo łatwiej przejść przez to uciążliwe leczenie.
    Też się zmuszam do kroków ;), choć mnie akurat lekarze zabraniają zbyt dużego wysiłku fizycznego przy permanentnej anemii spowodowanej braniem leków…
    Moc serdeczności 🙂

    Polubienie

    1. O matko!! Anemia z powodu leków, to czym ją leczyć? Chyba tylko sokami, dużą ilością warzyw i owoców. Ja również przesyłam moc uścisków, trzymaj się!

      Polubienie

      1. Nie pomaga. Gdy się bierze chemię codziennie już 6 rok. Dieta bogata w żelazo jest ważna, ale niestety muszę też łykać żelastwo, a krwinki czerwone i tak na żałosnym poziomie 😉
        Trzymajmy się i nie puszczajmy życia() 😉

        Polubienie

    1. Dziękuję!! Ja robię tak, albo spacer i pomiędzy 8 a 10 tys. kroków, albo ćwiczenia w domu, kiedy pada albo jest smogowato na zewnątrz. Oczywiście biorąc pod uwagę mój stan, zdarzają mi się obsuwy, ale staram się:)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Leczenie jest trudne, wyczerpujące fizycznie i psychicznie więc tylko podziwiać, że mimo to a może na przekór jednak znajdują się siły na 12tys kroków. A z wiosną to może i o uśmiech i optymizm będzie łatwiej. Trzymam kciuki

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jest dużo piękna dokoła, pytanie tylko, czy zmuszę się do tego, by je podziwiać:-) Wiem, wszystko zależy od tego jak się będę czuła, organizm nie wyciśnie z siebie więcej niż może. Ale ma sza rację, bardzo liczę na to, że wiosna będzie dla mnie łaskawa.

      Polubienie

    1. Czekam na nią z utęsknieniem i co tu kryć, faszeruję ciało zdrowymi składnikami, żeby dotrwać do końca chemii. Mimo wszystko optymizm, choćby od czasu do czasu:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s