22 września – Dzień bez samochodu/ September 22 – Car Free Day

Podobno. Ten dzień kończy, obchodzony od 16 września, Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. 

Ja o tym nie wiedziałam (ignorantka!:-)), a że po pracy jadę na odczulanie, to jednak wybrałam się samochodem. Miałam zostawić auto na Saskiej Kępie, dalej śmignąć na hulajnodze, a potem wrócić na Saską, wsiąść w samochód i pojechać na Wilanów, gdzie mam te swoje comiesięczne zastrzyki.

Okazało się jednak, że po mojej stronie Wisły są takie korki, że dojechałam tylko do sąsiedniego osiedla. Potem straciłam cierpliwość i przesiadłam się na hulajnogę, po raz kolejny ciesząc się, że ją w ogóle mam.

No ale to ja, a pozostali? Jaką oni mają wymówkę, że wyruszyli do pracy autem?;-)

Czytaj dalej „22 września – Dzień bez samochodu/ September 22 – Car Free Day”

Już zmierzch wieczorny na wodę opada…

Nigdy nie interesowałam się wioślarstwem, ale jakoś tak ciągle ostatnio wioślarze wchodzą mi w kadr, wpływają właściwie. Może nawet zacznę śledzić losy polskiej reprezentacji. 🙂

A dzisiaj taki widok, no po prostu zachwyt!

Niemniej jednak pod koniec mojej przejażdżki zmarzłam, zresztą już od kilku dni rano zakładam do jazdy rękawice. Cóż, pomału nadchodzi jesień.

Szybki wpis/ Quick blog post

Bo tyle się dzieje, że nie nadążam:-)

W sobotę wydaliśmy córkę za mąż, w pracy od momentu powrotu z urlopu jest szaleństwo. Wieczorami padam ze zmęczenia, nie mam czasu na czytanie książek, ani nawet na oglądanie kolejnego sezonu „The 100”:-)

Wydałam córkę za mąż, ale to na razie tylko cywilny, wiecie, spełniliśmy połowę z tego: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie”. Druga połowa po Covidzie. Nie chcemy kolejnego wesela w stresie i maseczkach.

Bo chyba pisałam o tym, że byłam w lipcu na weselu i potem przez 2 tygodnie tylko słuchałam, czy coś mnie nie zaczynam boleć?:-)

Najbliższy weekend zapowiada się spokojnie, chyba że rezonans magnetyczny, który mam mieć jutro wieczorem wykaże jakieś zmiany. To wtedy przestanie być spokojny, bo zacznę się denerwować.

Ale póki co jest ok, czego i Wam życzę:-)

Czytaj dalej „Szybki wpis/ Quick blog post”

Media traumatyzują/ Media traumatizes

Chyba wszyscy to czujemy. Tak nas zewsząd bombardują złymi wiadomościami, że człowiek potem widzi wszędzie tylko zło albo śmierć. Ja się przed tym bronię, ale gdy na blogu God.fish zobaczyłam poniższe zdjęcie, to jak myślicie, o czym najpierw pomyślałam?

Zdjęcie dzięki uprzejmości God.fish:-)/ Photo from God.fish blog. Thank you:-)

Tak, macie rację, oczywiście koronawirusa!! 🙂

A tymczasem jest to kubek z ołówkami, do wiersza o tematyce matematycznej. Nic strasznego:-) Ale to dowodzi, że mój mózg żyje koronawirusem nawet, jeśli sobie tego nie uświadamiam. Mój mózg poddawany codziennemu medialnemu praniu, (no ok, jestem też trochę skrzywiona tą tematyką zawodowo) błędnie zinterpretował kolory i kształt:-). W pierwszej chwili zobaczyłam charakterystyczną koronę, czyli wypustki odpowiedzialne za rozpoznawanie receptorów na powierzchni komórki człowieka i wnikanie wirusa do jej wnętrza.

Przyznajcie się, co Wy zobaczyliście w tym pierwszym momencie?

Czytaj dalej „Media traumatyzują/ Media traumatizes”

Maseczka czy kominiarka? / Mask or balaclava?

Nad Jeziorkiem Czerniakowskim ciągle coś się dzieje. Ja byłam tam ostatnio trzy razy i jednego dnia utopiło się dwóch mężczyzn, innego uratowano topiącą się pijaną kobietę, a ostatnio złapałam w kadrze tego oto, zamaskowanego mężczyznę. Plaża jest mała, więc każdorazowa akcja ratowników budzi powszechne zainteresowanie.

To, co mężczyzna miał na głowie, w oczywisty sposób wszystkim skojarzyło się z terroryzmem, dlatego ratowniczka zareagowała od razu, ale pan nie chciał zdjąć kominiarki, ani wyjść z wody. Później okazało, że były to działania prowokacyjne, które miały na celu…, no właśnie, nie wiem co.

Trochę chodziło o to, że Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, iż wirusem Covid – 19 można się zarazić przez śluzówki oczu oraz przez kanał uszny. O uszach nie słyszałam, natomiast o oczach wiadomo od początku pandemii, więc mężczyzna się jakby spóźnił. Jednak skoro Ministerstwo potwierdziło, to wg tego pana, Ministerstwo powinno doprowadzić do usankcjonowania masek, które zakrywałyby oczy i uszy. Czyli kominiarek. Formalnie nie ma w Polsce zakazu noszenia kominiarek, a nawet, kilka lat temu, po jakichś kibolskich procesach, Trybunał Konstytucyjny uznał taki zakaz za niekonstytucyjny i z tego co wiem, nic się od tamtej pory nie zmieniło.

Tak więc mężczyzna w zasadzie mógł wystąpić w kominiarce na plaży, a ratowniczka nie miała prawa go przeganiać, choć rozumiem, że miała za to taką potrzebę. Bo panu nie chodziło o kwestie zdrowotne, tym bardziej, że dziewczyna z którą pojawił się na plaży, kominiarki nie miała. Maseczki zresztą też nie.

Na koniec uwaga troszkę może podszyta czarnym humorem. Pijana kobieta wygląda słabo, pijana tonąca- tragicznie! Mówiąc wprost: wtedy wszystko wyłazi ze stroju kąpielowego na wierzch, a w tych okolicznościach nie jest to ładny widok, dla nikogo:-)

Czytaj dalej „Maseczka czy kominiarka? / Mask or balaclava?”

Fail tygodnia / Fail of the week

Jutro wizyta mamy mojego przyszłego zięcia, a mi właśnie trzasnął żyrandol w salonie. Jak go myłam, po jaką cholerę go ruszałam! Potem okazało się, że pralnia zapomniała o czyszczeniu naszego dywanu (w tymże salonie) i w dodatku nadal nie mam pomysłu na menu.

Ja ciągle jadam wegetariańskie, więc jak teraz muszę wyskoczyć z tradycyjnym obiadem, to pustka w głowie:-)

A jak Wam się zapowiada weekend?

Czytaj dalej „Fail tygodnia / Fail of the week”

„A mi się marzy kurna chata”, czyli notka w stylu „Jejku, a Caffe znowu o kurach”, czyli o tresowaniu kur:-) / Note in the style of „OMG, Caffe about hens, again”, that is, about training chickens. :-)

Marzenia

Okazuje się, że to nie tylko moje marzenie. Wracając z Lublina słuchałam audycji radiowej (btw. czy ktoś z Was jeszcze słucha wywiadów radiowych, czy przełącza na inny kanał, taki z piosenkami?:-)) i upewniłam się, że nie jestem jedyna! Są jeszcze na świecie ludzie tak samo dziwni jak ja, czyli tacy, którzy marzą o posiadaniu własnych kur i wybudowaniu kurnika. Zaryzykuję stwierdzenie, że świeże jajka, to w tym wszystkim tylko taki miły, ekologiczny dodatek. Ale dowiedziałam się, że są ludzie nawet jeszcze dziwniejsi ode mnie, bo oni, aby spełnić swoje marzenie rzucają korporacyjną pracę (co akurat rozumiem i bez chęci posiadania ptactwa domowego), wyprowadzają się na wieś, budują tenże kurnik i dostosowują działkę (a także całe swoje życie) do kurzego wybiegu.

"Pieją kury pieją, nie mają koguta"...:-)
Tresura kur

I wiecie co? Dziewczyna, z którą przeprowadzano wywiad, zaczęła te swoje kury tresować! Słyszeliście o czymś takim?? Trochę zgłębiłam temat i przeczytałam, że:

„Podczas szkolenia „Najpierw wytresuj kurczaka” kursant musi trenowany przez niego drób nauczyć dziobać w target”.

Sądzę, że to jest nadal zbyt korporacyjne.

Ja nie wiem, po co uczyć kury dziobania w target, one przez całe lata jakoś sobie radziły ze zdobywaniem targetu, ale wiem, że akurat umiejętności zdobyte przy trenowaniu kur przydają się w tresurze większych zwierząt. Można więc powiedzieć, że na kurach treser jest w stanie wyszkolić swój warsztat, aby potem właściwie kształtować zachowanie zwierząt.

Jeśli więc po pewnym czasie kury przestaną wystarczać, kurzy treser będzie już posiadać odpowiednie przygotowanie do tego, by rozszerzyć działalność.

I gospodarstwo:-)

Czytaj dalej „„A mi się marzy kurna chata”, czyli notka w stylu „Jejku, a Caffe znowu o kurach”, czyli o tresowaniu kur:-) / Note in the style of „OMG, Caffe about hens, again”, that is, about training chickens. :-)”

Notka poniekąd entomologiczna / A note somewhat entomological

Będąc w Lublinie, byłam na grobie taty i zobaczcie:

Nie zniszczyłam gniazda, przestawiliśmy znicz w odpowiednie miejsce, niedaleko, pod choinkę. Ale kiedy po 2 godzinach wróciłam na cmentarz.. bo za pierwszym razem nie miałam zapalniczki i nie zapaliłam tacie lampek, wiem, jestem gapa :-)… po podniesieniu wieczka zobaczyłam taki obrazek:

No jakie robotne!

Czytaj dalej „Notka poniekąd entomologiczna / A note somewhat entomological”

Po urlopie/ After the holiday

Jak to jest, że najpierw się człowiek cieszy, że idzie na urlop, wydaje mu się, że odpocznie, a potem wraca do pracy niedospany, zmęczony i w dodatku, nawet po krótkiej nieobecności, zawalony robotą.

Chyba poproszę swojego lekarza, żeby mnie wysłał do sanatorium. Powaga! I przysięgam, że nie wezmę telefonu, nie podam adresu, a potem będę płacić tylko gotówką, żeby mnie nikt nie namierzył.

Jaka jestem zmęczona!! A najbliższe trzy tygodnie będą szalone. W zasadzie to szalone będzie najbliższe pół roku. Nie tylko z powodu Covid-19, ale o tym napiszę Wam kiedyś.

A Wy jak sobie radzicie z nadchodzącym końcem wakacji, tak nic a nic? Bez stresu?

Czytaj dalej „Po urlopie/ After the holiday”