Scenka rodzajowa. Wkręceni/ Short story. Cheated

images (7)W czwartki mam co jakiś czas takie spotkanie, które bardzo lubię, ponieważ przychodzą na nie ludzie z niesamowitym poczuciem humoru (wśród nich oczywiście ja ;-). Spotkanie trwa zwykle około 2 godzin, ale pomimo przedłużonego dnia pracy, nie narzekam, bo zawsze wracam wtedy do domu uchachana i zrelaksowana. I właśnie wczoraj, w Mikołajki, wypadło kolejne. Ponieważ widujemy się jak wspomniałam, raz na jakiś czas, to zwykle na początku gadamy sobie o tym, co u nas słychać, co się wydarzyło, co ciekawego w naszych firmach itp. Taka gadka szmatka.

Jeden z uczestników zaczyna opowiadać, że już wchodząc do budynku, w którym odbywało się to nasze spotkanie (bardzo szacownej instytucji btw) został napadnięty. Zaczepił go jakiś zapijaczony gość i zaczął zachowywać się wobec niego bardzo agresywnie. Pozostała część grupy zszokowana zaczęła się przekrzykiwać, czy nic się temu koledze nie stało, co to za facet i w ogóle, o co chodziło?

– Mijałem się z nim w drzwiach, już z daleka śmierdziało od niego alkoholem, przepuściłem go bo wiecie, to on wychodził, a ten wyskoczył z tekstem, że ja mu pracę zabieram, że to wszystko przeze mnie!

– Jak to napadł na ciebie!! I jaką pracę mu zabierasz, przecież Ty tu przychodzisz jako gość!! – zdenerwował się gospodarz spotkania.

– No właśnie sam się zdziwiłem – relacjonuje kolega dalej – W ręku miał reklamówkę i tą reklamówką chciał mnie zdzielić po głowie, ale potem się chyba rozmyślił, bo rzucił kilka epitetów i nagle wcisnął mi ją do ręki – w tym momencie kolega pochylił się i wyciągnął spod biurka reklamówkę.

– I co tam jest, zaglądałeś? – zapytał zszokowany gospodarz, który jak się potem okazało, już miał zamiar wzywać ochroniarza, żeby sprawdzić nagrania z monitoringu.

– No zobacz sam! – w tym momencie kolega podszedł do niego, otworzył reklamówkę, a gospodarz zaczął się głośno śmiać i wyciągnął czekoladowego mikołajka. Takiego samego otrzymał potem każdy z pozostałych uczestników spotkania.:-)

Daliśmy się wkręcić jak dzieci, a to nas wprawiło w jeszcze lepszy nastrój:-)

Fajny pomysł!


On Thursdays, I meet from time to time a group of people with an amazing sense of humorr (of course I am one of them ;-). The meeting usually lasts about 2 hours, and I have long work day but I do not complain, because I always come back home in high spirits and relaxed. And just yesterday, in Santa’s Day, we had such meeting. At the beginning of the meeting, we usually tell each other, what happened to each of us, about all news in our companies, etc. Such small talk about everything and nothing.

One of the participants said that when he was entering the building, where we were waiting for him (it is very respectable institution) he was attacked. A drunken man accosted him and began to behave very aggressively towards him. The remaining part of the group began to shout over, ask him he feel ok, to tell everything, what happened and who was the attacker, what was going on?

– I passed with him in the door, he stank of alcohol. I let him go to went out, and he accused me of stealing his job, and that’s all because of me!

– What!! How did he attack you !! What job did you steal to him? You come here as a guest !! – the host of the meeting got upset.

– Well, I was surprised – says a colleague further – He had a plastic bag in his hand and wanted to hit my head, but then I think he changed his mind because he started to insult me and suddenly he stuffed this bag to my hand – at that moment a colleague leaned over and pulled a plastic bag from under the desk.

– What’s inside, have you checked? – asked the host who, as it turned out later, was about to call a bodyguard to check the monitoring recordings.

– See for yourself! – at that moment the collegue approached host of the meeting, opened a plastic bag, and the host began to laugh and pulled out a chocolate Santa. The other participants of the meeting received the identic chocolate Santa’s a little bit later 🙂

He winded us up pretty good, and made our day even better 🙂

GReat idea!:)

Reklamy

Kręci mnie kręcenie / It turns me on

Kiedyś chciałam zostać dziennikarką. Nie zostałam, ale prowadzę bloga, więc piszę, czyli robię to, co lubię najbardziej.

Jednak ostatnio coraz częściej nachodzi mnie myśl, że równie fajne, a może nawet fajniejsze jest kręcenie filmików. Zwyczajowym obiektem takich, które zrobiłam do tej pory jest mój pies, więc one są śliczne, słodkie, a w trakcie kręcenia w zasadzie nie wymagały dubletów. Może by jednak coś zmienić, unowocześnić, dodać!

Może by….  wprowadzić drugiego/nowego aktora? 🙂

Albo, gdybym tak sama stanęła przed obiektywem kamery, co? Czy umiałabym mówić na tyle ciekawie, żeby komuś chciało się oglądać? Przecież oprócz tego „o czym” gadać, trzeba wiedzieć „jak”, a potem to „jak” konsekwentnie realizować. Czy to w ogóle ma sens, żebym (teoretyzuję teraz) to, co tu na blogu opisuję, tam po prostu opowiadała, hm?

Mam kilka ulubionych kanałów na youtube, ale prowadzą je piękni, młodzi i uzdolnieni medialnie 30-latkowie. A ze mną jest trochę tak, jak kiedyś żartobliwie powiedziała Cindy Crawford: „Nawet ja, gdy rano wstaję z łóżka, nie wyglądam jak Cindy Crawford”:-) Czyli, że potrzebuję trochę więcej zaangażowania niż zrobienie fryzury i makijażu:-)

Przydałby się też prompter (a kiedyś mogłam tanio kupić!!), lub chociaż jakaś dobra tablica, którą mogłabym zawiesić w polu widzenia i przyklejać na niej ściągawki.

Nagrywanie filmów zajmuje dużo więcej czasu niż napisanie notki, ale to byłaby nowość, wyzwanie, adrenalinka!

Co Wy na to?

PS. Czy macie swoje ulubione kanaly na youtube prowadzone przez osoby po 40 stce? Jeśli tak, dajcie znać.


I once wanted to become a journalist. I didn’t, but I’m running a blog, and write, so I do what I like the most.

However, lately I’m more and more inclined to think that it’s equally cool or maybe even funier to make movies. The usual object of the ones that I have done so far is my dog, so they are cute, sweet, and during the filming they basically did not require doublets. However, maybe I should change something, modernize it, add it!

Maybe … to introduce another hero? 🙂

Or if I would stand in front of the camera lens, hm? Could I be able to talk interesting enough to make someone want to watch? After all, „what” to talk about, you have to know „how” and then „how” to consistently implement it. Does it make sense at all (theorize now) say on YouTube what I am describing here on the blog, hm? 😉

I have a few favorite YouTube channels, but they are run by beautiful, young and talented 30-year-olds. And with me is a bit like once Cindy Crawford said: „Even I, when I get up in the morning, do not look like Cindy Crawford” 🙂 It means I need a little more engagement than making a hairstyle and make-up 🙂

I also need a prompter (and once I could buy it cheap !!), or at least some table that I could hang in the field of view and stick there the scenario.

It takes a lot more time to record movies than writing a note, but it would be a novelty, a challenge, an adrenaline!

What do you say?

PS. Do you have your favorite YouTube channels run by people over 40 (in any language)? If so, please let me know.

Ćwicz i płać/ Practice and pay

Na oddziale rehabilitacyjnym jednego ze szpitali w Pomorskiem pobierano od pacjentów dodatkowe opłaty za korzystanie z wyposażenia placówki, to jest szafy, telewizora oraz czajnika. Zgodnie z cennikiem opłaty za używanie telewizora i szafy wynosiły po 30 złotych za tydzień pobytu od osoby. Rzecznik Praw Pacjenta zakazał szpitalowi pobierania takich opłat uznając, że proceder ten narusza prawo pacjentów do godności. A Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził to, co stwierdził RPP.

Orzeczenie Sądu odnosi się do kwestii opłat i  zgadzałabym się z nim w całości, gdyby dotyczyło oddziałów szpitalnych. Ale to jest oddział rehabilitacyjny. Pacjent nie przychodzi na kawkę czy pooglądać seriale, ale po to, aby poćwiczyć i aktywnie uczestniczyć w zabiegach.

Pamiętacie, jak kiedyś pisałam, że boli mnie ręka i stwierdzono łokieć tenisisty. No więc właśnie ostatnio załapałam się na rehabilitację i chodzę już drugi tydzień. Nie ma telewizora, ani czajnika. Jest za to dyspozytor z wodą, gdyby ktoś potrzebował napić się, czy popić leki, jest również darmowa szafa, w której mogę schować ubrania i uważam, że akurat w kwestii tej szafy zarówno Rzecznik Praw Pacjenta jak i Sąd mają rację. NFZ rozlicza się ze szpitalem za przeprowadzone zabiegi i szpital na tym zarabia, skąd więc pomysł, żeby jeszcze trochę pozarabiać na pacjencie? Czy opłata za użytkowanie szafy (jak to w ogóle brzmi), naprawdę tak znacząco zasila budżet placówki? Trochę żenada…

Jestem natomiast prze-szczęśliwa, że nie ma tam telewizora. Jest cisza i spokój, nie ma głośnego gadania przez telefon. Czasem ludzie zamienią ze sobą czy terapeutą kilka zdań, ale nawet to, w dosyć ograniczonym zakresie.  Dodam tylko, że grupa wiekowo jest bardzo różna, teraz problemy kostno – stawowe mają coraz młodsi.

No więc ja, gdy tylko podłączą mnie do tych wszystkich urządzeń, poprzypinają kabelki i puszczą prąd :-), biorę do ręki kindle i czytam. To jest moje 40 minut.

Po zwariowanym, hałaśliwym dniu, to naprawdę super relaks.


 

In the rehabilitation ward of one of the Pomeranian hospitals, additional fees were charged to the patients for using the facilities, namely the cabinet, TV set and kettle. According to the price list, the fees for TV use and wardrobes were PLN 30 per week of stay per person. Patient Rights Ombudsman forbade the hospital to charge such fees, recognizing that this practice violates patients’ right to dignity and the Supreme Administrative Court confirmed what the MPC has said.

The Court’s decision refers to the issue of fees and I would agree with it in its entirety if it concerned hospital wards. But this is a rehabilitation ward. The patient does not come to the cup of coffee or to watch the series, but to practice and actively participate in the treatments.

Remember how I once wrote that my hand hurts and I found a tennis elbow. Well, recently I just got a rehabilitation and I’ve been going there for the second week. There is no TV or kettle. There is a dispatcher with water, if someone needs to drink, there is also a free wardrobe in which I can hide my clothes and I think that in this case both the Patient Rights Ombudsman and the Court are right. National Health Fund settles with the hospital for all treatments and the hospital earns money in that way, so why the same hospital try to profit off some extra the patient? Is the fee for the use of the cabinet (as it sounds) really really adds to the budget of the facility? It is embarrassment …

I am, however, very happy that there is no TV there. There is peace and quiet spot, there is no loud chats, no phone conversations. Sometimes people will say a few sentences to eachothers or to the therapist, but in a limited extent. I will just add that the age group is very different, nowadays even young people have the musculoskeletal disorderss.
Well, as soon as they connect me with all these devices, glue the wires and let the electric power’s running throught me :-), I take a kindle and read. This is my 40 minutes.

After a crazy, noisy day, it’s really great relaxation.

Migrena/ Migraine

Zauważyłam, że migrena dopada mnie wtedy, kiedy po kilku ciężkich, trudnych i stresujących dniach następuje wyciszenie. Uwalnia ją kombinacja spokoju i zmieniającej się pogody. Co dziwne, nie wtedy kiedy ciśnienie spada, jak u większości meteoropatów, ale wtedy, gdy rośnie. Jak dzisiaj.

Nie wiem, czy chodzi o to, że ja jestem niskociśnieniowcem, więc niskie ciśnienie za oknem mnie po prostu nie rusza, czy ma to zupełnie inne biologiczne wyjaśnienie.

Czy jest na sali lekarz, który mi to wytłumaczy?

Najgorsze migreny miewałam tuż po porodzie, to był koszmar. Światłowstręt, wymioty, ból rozsadzający czaszkę. Chciało się wyć i milczeć jednocześnie, bo każdy ruch, nawet ten mimiczny, podwajał ból. Nie muszę tłumaczyć, jak ciężko było znosić takie dni przy dwójce małych dzieci. Dzisiejszy atak jest niczym w porównaniu z tamtymi dolegliwościami i to jest niewątpliwy plus, jeden z niewielu, które wiążę z wiekiem 🙂

Ale tak w ogóle, to jest piątek, więc lepiej, że mnie boli dzisiaj, niż żeby jutro, prawda? 🙂

Bo jutro chcemy się wybrać do kina, btw. co polecacie?


I noticed that migraine is coming always after a few heavy, difficult and stressful days, when is the calm after the storm. Migraines are caused a combination of peace and changing weather. Oddly, the weather not then, when the pressure drops, as in most meteoropaths, but when it grows. Exactly like today.

I do not know if it’s just that I’m a low-pressure person, so the low pressure outside the window just does not move me, or maybe there is a completely different biological explanation.

Is there a doctor on the board to explain it?

I had the worst migraines right after giving birth, it was a nightmare. Photophobia, vomiting, a splitting headache…. I wanted to howl and be silent at the same time, because every movement, even the mimic one, doubled the pain. I do not have to explain how hard it was to endure these days with two young children. Today’s attack is nothing compared to those ailments and this is a definite plus, one of the few that I associate with age 🙂

But in general, it’s Friday, so it’s better that it hurts me today than it would be tomorrow, right? 🙂

Besides tomorrow we want to go to the cinema, btw. what do you recommend?

Jeśli… / If…

Jeśli na moim blogu nie pojawia się notka, to nie znaczy, że ja sobie gdzieś tam w realnym świecie odpoczywam, tylko, że jestem zarobiona i nie mam czasu na pisanie, ani nawet robienie bardzo roboczych szkiców:-). Niestety potem często dzieje się tak, że gdy już w końcu usiądę przed komputerem, zamiast pomysłu widzę ciemność, a w zasadzie jasność. Ekranu. Wtedy zwykle robię sobie kawę i prasówkę i czekam na coś, co mnie obudzi, poruszy lub choćby wkurzy.

Tak było z dzisiejszym  artykułem o Heather Loclear. Ktoś mógłby napisać, a co cię obchodzi jakaś aktorka?! No niby nie obchodzi, ale to takie smutne, że piękna, obdarzona talentem i warunkami, kobieta, w ciągu 30 lat naprawdę dobrej kariery, tak zmarnowała swoje życie. Pamiętacie ją z Dynastii? W Polsce puszczano ten serial w latach osiemdziesiątych, a w czasie jego emisji zasiadały przed telewizorami całe rodziny:-). Dzisiaj tamta młodziutka Sammy, z burzą blond włosów, ślicznym uśmiechem i obłędną figurą, już nie jest taka młodziutka. Ma 57 lat i przebywa w szpitalu psychiatrycznym!

Jest narkomanką, alkoholiczką i lekomanką, która próbowała udusić własną matkę, zaatakowała ojca, pobiła sanitariusza, która wchodzi w ciągły konflikt z prawem i otaczającymi ją ludźmi. To wyniszczona używkami brzydka kobieta!

I znowu ktoś mi powie, że pewnie jej się w d…. poprzewracało, więc ma czego chciała. No tego to ona raczej nie chciała, choć możliwe, że w jakimś momencie kariery woda sodowa uderzyła jej do głowy. Tylko, mi nie jest żal kariery, żal mi kobiety i tego dobra, które zostało jej dane, potencjału, który nieodwracalnie zniszczyła.

Bardzo wątpię, że udać jej się powrócić do zdrowia, pesymistycznie uważam, że wkrótce podzieli los Whitney Houston.

Tak, naprawdę mnie to przygnębia.


If there is no note on my blog, it does not mean that I’m resting somewhere in the real world, only that I’m very busy and do not have time to write or even make any drafts. Unfortunately, then often happens that when I finally sit in front of the computer, instead of an idea I see darkness, or in the matter of fact, brightness. Screen brightness:-) Then I usually make myself a cup of coffee and a newspapers review.

And I am waiting for something that will wake me up, move me, or even annoy me. That was the case with today’s article about Heather Loclear. Someone could write: „Why are you bother about that actress?!” Well, I do not bother, but it is so sad that beautiful, talented and with so many atributes, woman, in 30 years of a really good career wasted her life. Do you remember her from The Dynasty? In Poland, the series was broadcasted in the eighties, and during the broadcast, entire families sat in front of television sets. 🙂 Today, that young Sammy, with a storm of blond hair, a lovely smile and a lucky figure, is not as young. She is 57 and was taken to the psychiatric hospital!

She is a drug addict, an alcoholic who tried to strangle her own mother, attacked her father, beat up a paramedic who is in constant conflict with the law and the people around her. And it is ugly crackhead.
And again someone will tell me that she is probably like Hollywood’s gone to her head, so she got what she wanted. Well, she did not want it, although it is possible that at some point in her career the it happened. But, I do not feel sorry for her career, I feel sorry for the woman and all those unmaterial goods she was given, potential which she herself irrevocably destroyed.

I doubt very much that she will be able to recover, I think pessimistically that she will soon share of Whitney Houston fate.

And yes,  it really depresses me.

Chodnik antysmogowy/ Anti-smog pavement

Dowiedziałam się dzisiaj, że na jednej z bardzo ruchliwych warszawskich ulic ułożony został chodnik antysmogowy. Brzmi trochę niewiarygodnie, ale okazuje się, że jest to prawda. Podobno specjalny beton, z domieszką tlenku tytanu sprawia, że pod wpływem promieni słonecznych dochodzi do redukcji szkodliwych substancji (w szczególności dwutlenku azotu), następnie ich rozkładu na nieszkodliwe związki, które wraz z wodą deszczową odpływają do gleby.

No i ja się najpierw zachwyciłam, a potem uświadomiłam sobie, że jednak one odpływają do gleby, niby już nieszkodliwe, ale kto wie, co się okaże za parę lat. Nie chcę uprawiać czarnowidztwa, bo i tak mi smutno po porannej wiadomości nt. ton plastiku, które pływają po oceanach, i że jeśli nic z tym nie zrobimy, to za 30 lat wagowo będzie w wodzie więcej plastiku niż ryb. To jest dopiero niewiarygodne! Zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że intensywne zaśmiecanie Ziemi zaczęło się nie dalej niż ok. 60 lat temu. Wcześniejsze lata to przecież pikuś.

Wspomniany beton ma właściwości samooczyszczania się i nie wykluczone, że będzie mógł stać się nawet fasadą budynków. Więc może nie wszystko stracone?

News na ten temat: Tu


I learned that an anti-smog pavement was laid out on one of the very busy streets in Warsaw. It sounds unbelievable, but it turns out to be true. Apparently, a special beton, with an admixture of titanium oxide, causes that under the influence of sunlight there is a reduction of harmful substances (in particular nitrogen dioxide), in the further process decompose into harmless compounds and drain into the soil together with rainwater.

Well, I was delighted at the beginig, and later on, I realized that they are draining to the soil, seemingly harmless, but who knows what will turn out in a few years. I do not want to cultivate bad prognosis, because I’m sad enough, after the morning news about the tons of plastic that swim in the oceans, and that if we don’t do anything about it, in 30 years weights in the water more plastic than fishes. This is unbelievable! Especially if we realize that the intense littering of the Earth began not more than about 60 years ago. Earlier years are after all a picnic.
I always say that human can ruin the most.

Said concrete has self-cleaning properties and it is possible that it will be able to become even a building façade. So maybe people have any future?

News about it: Here

O tempora, o mores!:)

Trzeba się cofnąć, najlepiej tak do czasów pierwszej klasy szkoły podstawowej. Bo ja już nie potrafię w sposób zadowalający posługiwać się długopisem! Piszę jak kura pazurem, strasznie wolno i brzydko. Dzisiaj robiłam szybką notatkę, z której potem miał powstać e-mail do klienta i cholercia nie wyglądało to dobrze! Na szczęście nie mam kłopotów z pamięcią. Jeszcze, chciałoby się dodać (nawiązuję do mojej starej notki: TU). Więc chyba odtworzyłam w e-mailu wszystko, co miało w nim być, a co skrótowo opisałam poniżej. To jakiś dramat!:)))

20181116_1515255589385299289642856.jpg

Ps. Na komputerze piszę szybko i bezwrokowo. O tempora, o mores!:)


I have to get back, preferably to the first grade of primary school. Because I can not use the pen in a satisfactory way! I write like a monkey, terribly slow and barely legible. Today I was making a quick note, which was then supposed to be e-mailed to the client and it did not look good! Luckily, I have no memory problems. So far… I would like to add (I refer to my old note: HERE). So I probably recreated in the email everything that was supposed to be in it, and what is briefly described below.

It’s a kind of drama! 🙂

 

Ps. On computer I can write fast and touch type. O tempora, o mores!:)

„Ślepnąc od świateł”/ The movie „Ślepnąc od świateł”

Czy ktoś oglądał „Ślepnąc od świateł”? Jeśli tak, napiszcie proszę, czy serial Wam się podobał, czy nie. A jeśli tak/nie, to dlaczego?

Bo przyznam szczerze, że ja mam bardzo mieszane odczucia, a obejrzałam całość. Jak teraz napisać, o co mi chodzi, żeby przy okazji nie popsuć oglądania tym, którzy dopiero mają zamiar to zrobić?

Ostatnio w komentarzu stwierdziłam, że bardzo lubię, gdy akcja filmu lub książki umiejscowiona jest w Warszawie, bo mogę sobie fajnie wszystko zwizualizować.  I tu jest Warszawa, więc dobrze, ale taka, której ja nie znam i może to akurat drugie dobrze. To miasto oglądane nocą, w światłach klubów, w podejrzanych lokalach, miasto które zalewa fala narkotykowego brudu i tego czegoś, czego nie możemy, albo nie chcemy powstrzymać. Świat widziany w odcieniach szarości, pozbawiony piękna i kolorów. To bardzo symptomatyczne, że barwne obrazy pojawiają się jedynie w marzeniach głównego bohatera.

A jest nim dawny chłopak z Mazur, dzisiaj młody gangster, któremu fajnie się żyje za pieniądze zarobione na dilerce. Jeździ wypasioną beemwicą, nosi niezłe ciuchy, tworzy wokół siebie aurę niedostępności i tajemniczej wyniosłości. Ale mimo że, istotnie, patrzy na wszystkich z góry, darzy go zaufaniem i mafijny boss, i bogaci klienci. Odnoszę wrażenie, że zaufanie rozumiane jest tu, jako taki ostatni bastion uczciwości człowieka.

Z drugiej strony próbuje się nam pokazać w tym mężczyźnie wrażliwca, niedoszłego artystę, człowieka skrzywdzonego, zmęczonego życiem, który kłamie rodzicom, że odniósł zawodowy sukces. W rzeczywistości zaś próbuje przetrwać do najbliższego urlopu, żeby móc oderwać się od koszmaru, w którym się pogrążył. Dowiadujemy się, że facet nigdy w życiu nie był na urlopie. No biedaczek!

Wiecie co, ktoś tu chciał nas w coś wkręcić. Ofiary dilera są pokazane w sposób przerysowany, karykaturalny, trochę śmieszny, niekonieczne sympatyczny. My im nie współczujemy, może jedynie myślimy „jak to dobrze, że to nie ja”. A główny bohater przyznaje szczerze, że lubi to co robi, więc chyba nie potrzebuje współczucia?

Obejrzałam serial, który mnie nie powalił, ale chyba spełnił swoje zadanie, bo nie przeszłam obojętnie. I nawet napisałam notkę:)) Jednak nie będę współczuć dilerowi, nawet jeśli posiada sumienie. Natomiast z czystym sercem współczuję uzależnionym, bo oni pewnie, jak większość z nich, sądzili, że będzie dobrze, że tylko raz, że dla zabawy, poprawy samopoczucia, okazjonalnie.

I może jeszcze współczuję tamtemu chłopakowi z Mazur, bo stracił coś bezpowrotnie.


Did anyone watch „Ślepnąc od świateł”? If so, please write whether you liked the series or not. And if yes / no, why?

Because I must admit that I have very mixed feelings after I had watched the whole series. How do you write about what I mean, not to spoil the viewing of those who are just about to do it?

Recently I commented that I like very much when the action of a movie or book is located in Warsaw, because I can visualize everything. And here is Warsaw, ok, but one that I do not know, and maybe it’s also ok. This city is showed at night, in the lights of clubs, in suspicious restaurants, a city that floods a wave of drug dirt and something that we can not, or we do not want to stop. The world is seen in shades of gray, deprived of beauty and colors. It is very symptomatic that colorful images appear only in the dreams of the main character.

And used to be a boy from Masuria, today he is a young gangster who feels good that he earn money from selling drugs. He has an outstanding BMW, good clothes, creates an aura of inaccessibility and mysterious haughtiness around him. But even though, in fact, he looks down on everyone, his boss trusts him as much as rich customers do. I have the impression that trust is understood here as the last bastion of human honesty.

On the other hand, we try to show to the man a sensitive, would-be artist, a man who is hurt, tired of life, who lies to his parents that he was professionally successful. In fact, he tries to survive until the next holiday, in order to be able to break away from the nightmare in which he plunged. We find out that the guy has never been on holiday in his life. Well, poor boy!

You know what, someone here wanted to screw us in. The drug dealer’s victims are shown in an exaggerated, caricatural, somewhat ridiculous, unsavory. We do not sympathize with them, maybe we just think „how good it is not me.” And the main character admits honestly that he likes what he does, so I do not think he needs sympathy?

I watched that movie series and I wasn’t blown away, but films did a job because I did not just walk away. I even wrote a note :)) However, I will not sympathize with the dealer, even if he has a conscience. However, with a pure heart, I feel sorry for addicts, because they probably, like most of them, thought that ieverything will be good that only once, that for fun, improve well-being, occasionally.

And maybe I could feel sorry for that boy from Masuria, because he lost something irretrievably.