Portugalia 2021- Praia da Roche

Potrzebowałam urlopu. W maseczce, bez maseczki, szczepiona czy nie (ale zaszczepiona), w kraju, za granicą, w grupie czy sama z mężem. Wszystko jedno byle urlop z dala od domu.

Udało się!! Szybka decyzja, last minute rezerwacja i oto jesteśmy. Pełny relaks!!

Oczywiście w maseczce, za to w pięknym regione Algarve. I nawet zimny Atlantyk nie jest w stanie mi tego zepsuć:-)

Pozdrawiam!!!

Smutno mi

Krajanka odeszła.

Jakoś sobie tego nie mogę uświadomić.

Znałyśmy się tylko blogowo, ale to było 14 lat naszego blogowego (i nie tylko) życia.

Krajanko, tak na szybko, na dzień przed urlopem, w trakcie miliona różnych spraw, w trakcie pakowania, Ty znowu pokazałaś mi gdzie jest nasze miejsce. Nas, ludzi.

I zatrzymałam się zdumiona własną bezsilnością.

Krajanko, odpoczywaj w pokoju.

Alw, dziękuję za wiadomość. Nie traćmy kontaktu.

Wakacje 2021/ Holiday 2021

W zasadzie to chyba niewiele się zmieniło w moim wakacyjnym światopoglądzie, z wyjątkiem tego, że teraz nie chciałabym mieszkać w skansenie.
Teraz chciałabym mieć skansen!!:-)

PS. Lub polecieć na Kretę.

In fact, it probably hasn’t changed much in my holiday outlook, except that now I would not like to live in an open-air museum.
Now I would like to have an open-air museum !! 🙂

PS. Or go to Crete.

Blog Caffe

Niewiele się ostatnio mówi o planach wakacyjnych, za to bardzo dużo o powrotach w swoje stare zapomniane miejsca, gdzieś nad jeziorem lub na wsi, czy o kupowaniu ogródków działkowych, remontowaniu posiadanych tarasów tak, by mogły służyć jak najlepiej w trakcie urlopów, które większość z nas w tym roku spędzi w Polsce.

My mamy alternatywę: albo wyjazd na Pojezierze Łęczyńsko- Włodawskie, albo drobny, ale potrzebny remont mieszkania, żeby potem wygodniej się mieszkało. Jak myślicie, co wybierzemy?;-)

A propos wymarzonego (w obecnej sytuacji), wakacyjnego miejsca, to ja, gdybym tylko mogła, spędziłabym urlop na lubelskim skansenie. Powaga! Chciałabym przez dwa tygodnie cofnąć się technologicznie o jakieś dwieście lat i żyć wiejskim życiem tamtych ludzi. Z ich niewygodami, noszeniem wody z pobliskiej studni (tylko, co na to moje plecy), z pieleniem ogródka, karmieniem zwierząt, czy dosypywaniem ziarna w kurniku. Bez telefonu, internetu, problemów cywilizacyjnych i społecznościowo-osobowościowych ;-). Szkoda, że Skansen nie oferuje takich…

View original post 310 słów więcej

Tak trudno wrócić. Do pisania też.

Wszystko co dobre szybko się kończy. 8 miesięczny home office również. Wróciłam do pracy w biurze, do wcześniejszego wstawania, robienia kanapek, przejazdów hulajnogą. Być może wróciłam też do blogowania, ale to się jeszcze zobaczy.

A propos wcześniejszego wstawania, Teddy wprowadził w naszym domu drastyczne zwyczaje. Bajt w życiu nie naraziłby swojej pańci na wychodzenie z domu przed 6 rano. Nigdy. Ten cudowny pies spał tak długo jak ja, a funkcja siku włączała mu się dopiero, gdy zaczynałam się kręcić po mieszkaniu. 🙂

Teddy natomiast budzi mnie swoim mokrym, włochatym pyszczkiem, o nieludzkich porach, czasem tuż po 5 (sic!!) dając mi do zrozumienia, że albo natychmiast wstanę, albo on sobie poradzi beze mnie. W przedpokoju lub łazience.

Ponieważ wiem, że tak będzie, zwykle błyskawicznie, jeszcze w półśnie, wypadam z łóżka, jedną ręką trzymając psa, drugą próbując się ubrać. Wiecie dlaczego trzymam go na ręce? Bo pies w powietrzu nie sika:-)

Właśnie sobie uświadomiłam, że nie było mnie tu ponad miesiąc. Mnie nie było, ale świat się dalej kręci, chociaż odnoszę wrażenie, że blogów jakby coraz mniej.

W ciągu tego ostatniego miesiąca zdążyłam przejść przez etap psiego przedszkola. Napiszę o tym trochę więcej innym razem, bo uważam, że jest to bardzo fajna sprawa. I wiecie, psie przedszkole tak naprawdę nie jest dla szczeniaczków, ono jest dla właścicieli psów. To ich trzeba edukować, co robić, żeby nie pozwolić tym słodziakom się sterroryzować, no i oczywiście, przy okazji, czegos mądrego nauczyć. Bo one na początku terrroryzują nieporadnością i szczenięcym spojrzeniem, a potem potrafią sterroryzować naprawdę.

To była piękna niedziela

Dlatego ruszyliśmy tyłki z kanap i wybraliśmy się na długą rowerową wycieczkę. Uznałam, że nie będziemy wracać na obiad do domu, tylko zjemy gdzieś na trasie. Ciągle jeszcze można to robić jedynie w opcji na wynos, ale jedzenie na schodkach Bulwarów Wiślanych ma swój urok. Miałam ochotę na wegańskiego burgera i powiem Wam, że mój Vege Koza miał prze-koza-cki smak.

To był pierwszy tak długi wypad rowerowy Teddiego, i pochwalę go, bo zachowywał się nad wyraz grzecznie. Dziwiłam się, że w ciągu 4 godzin wycieczki nie uciął sobie nawet 5 minutowej drzemki, (w tym samym koszyczku, w którym kiedyś woziłam Bajtusia 😦 ), a to przecież ciągle jeszcze szczeniak i potrzebuje kilkunastu godzin snu dziennie. Behawiorysta powiedziałby, że go przebodźcowaliśmy, bo wieczorem rozszalał się tak, że nie mogliśmy pójść spać. Były gonitwy po domu, podgryzanie kostek i generalnie istne szaleństwo. Nad wszystklim pracujemy, chodzimy nawet do psiego przedszkola (powaga:-)!) więc mam nadzieję, że za kilka tygodni wyeliminujemy niedobre zachowania, a zostanie sama radość z posiadania psa. Tak było z Bajtem, a Teddy jest chyba mimo wszystko bardziej wyważony i szybciej się uczy. Czasem mu się po prostu włącza krejzol.

Próby aktywizowania Tadka (mam nadzieję, że mężczyźni o tym imieniu się nie obrażą:-) były niezbyt udane ponieważ, mimo że hawańczyk potrzebuje ruchu, to nasz Teddy jest bojaźliwy, boi się i obcych ludzi i innych psów. Nic dziwnego, że skoro nie wybawi się na dworze, to potem szaleje w domu. Tu zasada jest dokładnie taka sama, jak z dziećmi. Dlatego dzisiaj idę z nim po pracy na długi spacer, zmęczę gówniarza.:-)

Pewnie też zmęczę siebie, ale to jest akurat to co tygryski lubią najbardziej.

Wracając do kwestii podróżowania, to na szczęście znowu trafił nam się zwierzak, który nie ma choroby lokomocyjnej. Mielibyśmy problem, bo my bardzo lubimy różnego typu wypady, tymczasem, z lekkim sercem mogę napisać, że sezon wycieczkowy naszej mieszanej, psio-ludzkiej rodziny uważam za otwarty!

PS. Tylko muszę kupić lepszy koszyk, z takim zabepieczającym stelażem nad głową psa. Kiedyś kolega zajechał mi drogę doprowadzając do wypadku rowerowego (brzmi groźnie, było mniej groźne, a skończyło się całkowitym happy endem), Bajt jednak mógł to przypłacić życiem nie tylko z powodu samego upadku, ale też dlatego, że gdy przestraszony wyskoczył z koszyka, ze strachu zaczął uciekać przed siebie, nie patrząc na jeżdżace obok ścieżki rowerowej samochody.

Czytaj dalej „To była piękna niedziela”

Zbiorczo/ Summary

Mało mnie tu, nie piszę, nie bywam.

Nie mam o czym pisać, gdy tak siedzę już 7 miesiąc w domu, i nigdzie nie chodzę i nie bywam. Nuda.

Rzuciliśmy się w oglądanie seriali na Netflixie, polecam dla takich znudzonych jak ja.

Na szczęście już w czwartek Teddy bierze ostatnią szczepionkę i będzie mógł wychodzić na spacery. Psiarze wiedzą, że do tego czasu trzeba szczeniaka izolować. Ale potem, hulaj dusza, piekła nie ma! Codzienny godzinny spacer, aktywność, będę musiała chcieć ruszyć tyłek! Ja oczywiście mogłam spacerować i wcześniej, i nawet trochę to robiłam, ale… ja nie lubię tak bez celu:-) Także już niedługo będzie cel, będę chciała/musiała chcieć.

A poza tym, jestem po pierwszym szczepieniu Pfizerem. Bez reakcji alergicznej, pierwszego dnia po szczepieniu lekko boląca ręka w miejscu ukłucia, drugiego już zupełnie nic. Mój alergolog poradził, żebym dzień przed, dzień po i w dniu szczepienia przyjęła nieco większą dawkę leku przeciwhistaminowego. Na co dzień tych leków już nie biorę, więc albo zadziałało, albo po prostu i tak byłoby dobrze.

Przy okazji szczepienia mogłam znowu przyjrzeć się naszej służbie zdrowia. Szczepienie poszło sprawnie, świetna organizacja na Stadionie Narodowym, włącznie z wydzielonymi miejscami parkingowymi dla przyjezdnych. Z tego co wiem, w innych miejscach jest podobnie. U nas pomagało wojsko i bardzo podobały mi się te ich rzeczowe konkretne komunikaty. Bez zbędnego gadania, co się czasem zdarza w szpitalach. Covid nauczył dyscypliny, wymusił sprawną logistykę i bardzo bym chciała, żeby można było ten sam porządek zastosować wszędzie, gdzie trzeba, a nie tylko w takim wąskim (choć szerokim) covidowym aspekcie. O ile łatwiej wszystkim nam by się żyło.

Druga dawka pod koniec maja.

Czytaj dalej „Zbiorczo/ Summary”

Szczepienie / Vaccination

Zbliża się mój termin.

W ciągu minionego roku wiele razy miałam kontakt z zakażoną osobą i pozostałam zdrowa, więc albo jestem szczęściarą, albo mój organizm ma podobną odporność jak w przypadku grypy. Szczepionek przeciwko grypie nie biorę i/bo nie choruję. Miewam czase jakieś objawy grypopodobne, ale w bardzo łagodnym zakresie i zwykle przez dobę lub dwie.

Od początku jednak rozważałam szczepienie przeciwko koronawirusowi, dlatego już w styczniu zadeklarowałam taką chęć wypełniając odpowiedni formularz (była kiedyś taka możliwość na stronie MZ). Potem jednak wybuchła afera celebrycka, problemy z dostawami, pojawiło się wiele różnych rozporządzeń zmieniających porządek szczepień, więc kliedy w Wielką Sobotę dostałam telefon z automatycznego systemu szczepień, a w nim powiadomienie, że już za dwa tygodnie mam się stawić na Narodowym, byłam bardzo zdziwiona. Bardzo bardzo.

A teraz, gdy to już tuż tuż, trochę się boję.

Po mojej jedynej szczepionce przeciwko grypie trafiłam do szpitala z kosmicznym bólem głowy, wymiotami i w fatalnej formie. Dostałam kilka kroplówek, ale przez wiele godzin po prostu umierałam. Totalne rozbicie, przy którym migrena to pikuś. Nie chciałabym tego samego przechodzić teraz.

Ale mimo to pójdę się zaszczepić, zresztą chyba nie ma innego wyjścia jeśli chcemy tego lata pojechać na wczasy trochę dalej niż na Pojezierze Łęczyńsko – Włodawskie.

Och jak mi się marzy….

A Wy jesteście już po, przed, czy może w trakcie?

Czytaj dalej „Szczepienie / Vaccination”