Migrena vs. pracodawca/ Migraine vs. employer

„Migrena występuje u 12–28% ludzi w pewnym okresie ich życia. Zapadalność roczna wynosi 6–15% u dorosłych mężczyzn i 14–35% u dorosłych kobiet”. Ja jestem jedną z tych kobiet. Znam z autopsji migrenę zwykłą, czyli intensywny ból głowy, wielokrotnie doświadczyłam migreny z aurą, miałam w swoim życiu dwa incydenty migreny powikłanej, oba skończyły się krótkim pobytem w szpitalu. Na szczęście dzisiaj już nie miewam migren o takim natężeniu jak w okresie początków mojej drogi zawodowej, bo to był po prostu koszmar.

I kiedy czytam (tu), że osoby chorujące na migrenę doświadczają braku zrozumienia ze strony pracodawcy i współpracowników, bo następuje ograniczenie wydajności w pracy, a potem pojawia się konieczność nadrabiania zaległości i trudności z awansem, a do tego, że nieobecność w pracy osoby chorującej na migrenę przewlekłą może stanowić aż 40 dni rocznie, to sobie myślę, kurde, dopiero dzisiaj ktoś zauważył ten problem???

Ja miewałam ataki migreny za każdym razem, gdy opadały emocje związane z ważnymi wydarzeniami w moim życiu (pisałam już kiedyś o tym). Za każdym razem po dwóch, trzech tygodniach w nowej pracy, gdy kończył się trudny projekt w firmie, czy zamykaliśmy rok szkolny po zdanej sesji, dostawałam ataku w jego najgorszej wersji, z mroczkami w oczach, aurą, światłowstrętem i wymiotami. Zwykle w pracy, zwykle z samego rana, tuż po zjedzonym śniadaniu.

Oczywiście miewałam szefów, którzy mi w takim dniu współczuli i kazali iść do domu, ale miewałam też takich, że nawet nie próbowałam o tym z nimi rozmawiać, wręcz ukrywałam swój stan. Nie zrozumieliby, moja głowa mój problem, a robotę trzeba było wykonać.

Raz czy dwa razy w życiu usłyszałam, „daj spokój, migrenę to miała Emilia z Nad Niemnem, a ciebie po prostu łeb nap….la”. Że niby się nad sobą roztkliwiam.

Nigdy nie brałam z powodu migreny zwolnienia lekarskiego, ale też nigdy nie miałam migreny przewlekłej i szczerze mówiąc nie wiem, jak sobie radzą osoby z taką jej wersją. Moja trwała zwykle 5-8 godzin, ale przez ten czas miałam zawsze ochotę popełnić natychmiastowe bezceremonialne seppuku.

Czytaj dalej „Migrena vs. pracodawca/ Migraine vs. employer”

Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach/ If you want to make God laugh, tell him about your plans

A plan na ten weekend był zupełnie inny niż sprzątanie mieszkania, robienie pizzy na kamiennej płycie, czy relaksacyjna kąpiel z maseczką Planet Spa na twarzy. Nie tak miało wyglądać przełamywanie rutyny, o której pisałam w poprzedniej notce!

Przygotowałam się, zrobiłam obowiązkowe szczepienia, przeczytałam wszystko co turysta powinien przeczytać, spakowałam walizkę, która już od poniedziałku czekała na mój czwartkowy powrót z pracy. Weekend miałam spędzić tu:

photopictureresizer_190928_193013927_crop_1023x6913444120355747318343.jpg

i np. oglądać to:

Ale dwa dni przed wylotem @Garfield_Hug, z bloga Garfieldhug dała mi znać, że płoną lasy w Indonezji, (ogień objął obszar większy niż Bory Tucholskie!!), co sprawiło, że nie tylko w samej Indonezji, ale też w Malezji i niestety również nad Singapurem zawisł smog. Little Red Dot jeszcze trzy dni trzy dni temu wyglądała tak:

2,w=1280,c=08599433225723628426..jpg

Dlatego z bólem serca zdecydowałam, że jednak nie lecę.  Zresztą serce boli do tej pory:-)

Dzisiaj dostałam co prawda cynk (oraz ten filmik i zdjęcie Singapuru nocą), że nie jest już tak tragicznie jak wcześniej, jednak nadal uważam, że biorąc pod uwagę moje problemy z alergią i oskrzelami, lepiej było nie ryzykować.

Liczę, że to tylko przesunięcie w czasie, ale wiecie co, następnym razem nikomu nie zdradzę swoich planów, tak na wszelki wypadek, żeby nie zapeszyć:-)

Czytaj dalej „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach/ If you want to make God laugh, tell him about your plans”

Kryminały też uczą/ Crime stories also broaden the mind

Pewnie wielu z Was już wie, a inni dowiedzą się całkiem niedługo, że czas zap…la szybko płynie. Gdy zaczynamy się starzeć, on także przyspiesza, kwestią sporną pozostaje tylko to, kiedy ten proces się zaczyna i w którym momencie my to zauważamy. Tak czy siak, z biegiem lat każdy rok staje się mniejszą częścią naszego życia, więc nasza percepcja wariuje i zakłamuje rzeczywistość. Tę, trochę matematyczną zależność można oszukać przełamując codzienną rutynę, przeżywając nowe doświadczenia, szukając wrażeń, ekscytujących wyzwań.

Główny bohater kryminału Harlana Cobena pt. „Nie odpuszczaj”, który snuje powyższe rozważania (stąd i mnie natchnęło),  dochodzi do wniosku, że na wakacjach nie dlatego szybko mija czas, że on biegnie szybko, tylko dlatego, że my się świetnie bawimy robiąc w ciągu kilku urlopowych dni więcej fajnych rzeczy, niż w tym samym okresie, będąc np. w pracy.

Ten bohater mówi tak: Jeśli chcecie zwolnić upływ czasu – zróbcie coś innego, odwiedźcie egzotyczne miejsca, zapiszcie się na kurs!” – no i otóż dokładnie w tym momencie, w trakcie pisania tej właśnie notki, miałam zacząć wcielać słowa w czyn.

A przynajmniej, w momencie pisania tej notki, taki był plan…

Czytaj dalej „Kryminały też uczą/ Crime stories also broaden the mind”

W uzupełnieniu do notki „Odpowiedzialność artysty”- Uwaga delikatny spoiler/ In addition to the note „Responsibility of the artist” – Note delicate spoiler

Obiecałam, że odniosę się do filmu „Polityka”, jak pójdę do kina i go zobaczę. No więc byłam, widziałam i w zasadzie do tej pory nie wiem czy to była komedia, tragifarsa, czy może jakieś rozliczenie z bolesną polityczną prawdą. Bo Vega zapowiadał, że robi film o polityce i rzeczywiście zrobił. Mamy kuluary Sejmu, scenę polityczną w jej karykaturalnym, przejaskrawionym, prześmiewczym ujęciu. Śmiech przez łzy jest zawsze bardzo dobrym zabiegiem artystycznym, tylko że tu… nie było śmiechu. No chyba, że mówimy o tym mężczyźnie z sąsiedniego rzędu, który przespał cały seans głośno chrapiąc. Mieliśmy ubaw za każdym razem, gdy przekraczał barierę dźwięku:-) Może był zmęczony, ale ja nie byłam, a też w którymś momencie na kwadrans odpłynęłam.

Aktorzy w „Polityce”

Misiewicz zagrany przez Królikowskiego – zaskakująco dobrze, Kaczyński – słaby, choć momentami wzbudzający sympatię i współczucie, prawdopodobnie nie taki był zamysł reżysera. Rewelacyjna Pawłowicz w wykonaniu Iwony Bielskiej, bardzo żałuję, że miała tak małą rolę, na pewno wniosłaby do filmu więcej dobrego humoru. Kacprzyk- słaba, Zbigniew Kozłowski grający zakochanego posła, jeszcze słabszy, posłanka, z którą romansował, ładna ale zupełnie niewiarygodna. Uwielbiam Janusza Chabiora, który zrobił co mógł, żeby postać Maciarewicza wypadła dobrze. Jako gej bardzo prawdziwy.

O analogiach politycznych pisać chyba nie muszę, bo tyle się o filmie mówiło, jeszcze na etapie jego produkcji, było tyle trailerów i spekulacji, że już nic więcej dodać nie można.

Zwiastuny filmu

Tymi trailerami strzelił sobie Vega w kolano, bo ja po obejrzeniu chyba wszystkich tych komediowych zajawek, oczekiwałam czegoś więcej, jakiegoś spektakularnego wow! Zapowiadało się naprawdę dobrze, tymczasem zabawnie było jedynie w trajlerach, a pozostałe 100 minut, to nuda.

I ostatnia kwestia, w zasadzie pytanie. Czy może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego poseł Stefan (grany przez Daniela Olbrychskiego) pokazał w sejmie d….ę, a potem jakby nigdy nic, kontynuował poselską przemowę? Rozumiałabym to przesłanie, gdyby nie niosło ze sobą, jakby nie było, sprzecznego komunikatu:-)

20190924_072439-1235x7277668825517463971559.jpg

Maj 2019, ja w drodze do pracy,  oni już na planie filmowym „Polityki”:-)

20190924_111226-907x1342-453x6704405586580026395443.jpg

Czytaj dalej „W uzupełnieniu do notki „Odpowiedzialność artysty”- Uwaga delikatny spoiler/ In addition to the note „Responsibility of the artist” – Note delicate spoiler”

Najlepiej na piechotę/ Better on foot

Wiele razy pisałam, że lubię być mobilna, lubię testować te wszystkie, ułatwiające człowiekowi przemieszczanie się nowości, zwłaszcza w drodze do pracy, lub jeszcze lepiej, dla zdrowia. Jednak najbardziej lubię przemierzać świat na piechotę, co oczywiście nie zawsze jest możliwe, stąd też poszukiwanie innych wrażeń:-)

Z łezką w oku wspominam czasy, gdy pracowałam w takiej odległości od domu, że mogłam sobie dwa razy dziennie robić 2-kilometrowy spacerek. Ktoś mi powie, ok, w Lublinie to może i możliwe, ale przy warszawskich odległościach nie za bardzo. Ale ja przez pewien czas miałam tak nawet tutaj. Chodziłam w deszczu, wiał rozwiewał mi włosy, nie korzystałam z komunikacji nawet wtedy, gdy przymroziło:-)

I nie musiałam się martwić o to, czy autobus przyjedzie na czas, albo, czy w ogóle przyjedzie. Jak dzisiaj.

Rano wybrałam się do ZTM, żeby w końcu wyrobić sobie Kartę Warszawiaka, która uprawnia do różnych zniżek. Pojechałam do najbliższego punktu obsługi klienta, z którego do pracy mam średnio dobre połączenie, ale liczyłam, że po prostu podjadę kilka przystanków tramwajem, żeby się nie spóźnić. Na spacer już nie miałam czasu.

I co? Kicha!

20190919_1014052717882568597630869.jpg

Wystarczy, że zepsuje się jeden i wszystkie linie jeżdżące tą samą trasą stoją uziemione.

W związku z tym jednak był poranny spacerek, i to 2,5 km:-)

Czytaj dalej „Najlepiej na piechotę/ Better on foot”

Z logiki byłam the best/ I used to be the best at logic

Piątek 13-ego

Skoro przez cały tydzień miałam niczym w piątek 13-tego, to czy w piątek 13-tego mogę liczyć na sielankę i rzyganie kolorową tęczą?


Friday the 13th

Since I had like at Friday the 13th throughout the whole week, does it mean that on Friday the 13th I can count on idyll and puking with a colorful rainbow?

Odpowiedź przychodzi znienacka/ The answer comes suddenly

Szukając odpowiedzi

Czy macie czasem tak, że zupełnie przypadkiem, bez żadnego wysiłku z Waszej strony, dostajecie odpowiedź na zadawane sobie wcześniej pytanie?

Ja mam tak na tyle często, że kiedyś powstała, trochę jakby o tym, notka pt. O Caffe na tropie, dociekliwości nagrodzonej oraz pewnej lubelskiej legendzie. Rzeczywiście bywam dociekliwa, zainteresowana, szukam odpowiedzi, docieram do źródeł, poszerzam wiedzę. Jednak, najczęściej z zabiegania, i nie bójmy się tego słowa, ułomnej pamięci, temat po prostu znika w czasoprzestrzeni.

Na szczęście zdarza się również i tak, że zupełnie nieoczekiwanie wraca.

Crocopark Agadir – Boa albinos

Dzisiaj przypadkiem mi się „klikło” na jakiś youtubowy film, który w dodatku miał zupełnie nieadekwatną do treści ikonkę, i dostałam wyjaśnienie, że na zdjęciu z wakacji jest boa albinos. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki gatunek, a kiedy przeglądałam zdjęcia zrobione w agadirskim Crocoparku, nie mogłam sobie przypomnieć co to za wąż. Węży nie lubię, ale zaskoczył mnie jego kolor, cytrynowa żółć przeplatana z bielą, no i te wydawałoby się myślące, bursztynowe oczy. Nie lubię, ale obiektywnie muszę przyznać, że to piękna gadzina!:-)

Jak sądzicie, czy on, tak patrząc, myślał: Jakby tu się dokoła niej owinąć….?;-)

20190814_120929-1612x784-644x3138903861951367441055.jpg

photopictureresizer_190911_135801016_crop_3559x1791-1423x7168399749099801253770.jpg

Czytaj dalej „Odpowiedź przychodzi znienacka/ The answer comes suddenly”

Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning”

Wiem, nadal nie ma takiego cyklu …. , choć były już dwie takie notki, więc mógłby powstać:-)
Poskarżę się Wam, że nie wyrabiam czasowo, dlatego nadal mnie na blogu mniej i niestety prognozy na kolejne 3 tygodnie są podobne 😦 Czasu brak, więc na szybko dzielę się z Wami zauważonym dzisiaj, porannym absurdem i myślą przewodnią, że ludzie chyba dziwaczeją.

20190911_130013-1005x1149-402x4605120119645246497158.jpg

Często widzę, że w autobusie kobiety się malują, ludzie gadają przez telefon, czym doprowadzają innych pasażerów do szaleństwa (mężczyźni trochę rzadziej, zwykle dla szpanu opowiadając o super hiper wypasionych projektach), matki klikają w telefon zamiast pilnować własnych dzieci, młodzież pije piwo (choć za to jest kara), a mężczyźni czasem paradują bez T-shirtów, być może sądząc, że klatą wzbudzają podziw. Nie zawsze podziw.
Jednak jednoczesne klikanie w telefon i picie kawy widziałam w autobusie po raz pierwszy. Nie, to nie był kubek termiczny:-) I nie miał przykrywki.

Zdjęcie zrobiłam, gdy już siedziała i nasze ubrania znowu były w miarę bezpieczne.

Czytaj dalej „Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning””

Być na bieżąco/ Keep up to date

Mój mąż od 10 lat bierze na wyjazdy zagraniczne ukochaną sportową czapeczką w biało-czerwone barwy, z napisem Polska. Na widok tejże czapeczki zawsze, ale to zawsze, najpierw następuje, nawiązujące do naszego kraju powitanie, a potem próba wciągnięcia nas w turystyczno – handlową rozmowę.

  • 10 lat temu w Egipcie: „Jak sze masz?” lub ” Dobra dobra, zupa z bobra”
  • 8 lat temu w Turcji: „Adam Małysz. Dzień dobry!”
  • 6 lat temu, Włochy: „Kupica! Hello my friend!”
  • 5 lat temu Włochy: „Taniej niż w biedronce!”
  • 3 lata temu na Malcie: „Lewandowski! How are you”
  • Miesiąc temu w Maroku: „Polska, Kazimierz Deyna!!”

Deyna, serio? Nie Kamil Stoch czy Bartosz Kurek lub choćby nadal Lewandowski??
Ten Deyna sprawił, że nas jednocześnie zamurowało i cofnęło w czasie:)

A dzisiaj, kupując znaczki pocztowe, otrzymałam właśnie Deynę, znaczki zostały wydane w okrągłe 30 lat po śmierci piłkarza (1.09.1989 r.). Czy w przypadku tego człowieka z Maroka, to też był tribute?:-) Cóż, Każdy składa taki hołd, jaki może.

Kazimierz Deyna - znaczki polskie. Blog Caffe

Czytaj dalej „Być na bieżąco/ Keep up to date”

Aleje Ujazdowskie

Kiedyś sobie to tylko wyobrażałam, a teraz doskonale rozumiem dlaczego Warszawiacy uciekają poza granice miasta i tam właśnie kupują działki, domy, mieszkania, stamtąd prowadzą swoje biznesy, tam organizują punkt dowodzenia.

Pracuję na ulicy Wiejskiej, więc z jednej strony graniczę z teatrzykiem sejmowym, którego nieodłącznym elementem są strajki, protesty, zgrupowania, wiece i przemowy, z drugiej zaś słyszę odgłosy z Alej Ujazdowskich. Alejami właśnie, kilka razy dziennie, czasem kilkanaście do kilkudziesięciu w tygodniu (w zależności od wydarzeń państwowych i politycznych) przejeżdża na sygnale kawalkada policyjnych samochodów, pilotując ważne osobistości od Krakowskiego Przedmieścia do Belwederu, i z powrotem. Jeśli do tego dodamy karetki, czasem straż pożarną, motory oraz zwykle odgłosy miasta, powstaje kakofoniczny mix, który na pewno przeszkadza w codziennym życiu.:-)

Naprawdę współczuję ludziom, którzy nadal tu mieszkają.

Czytaj dalej „Aleje Ujazdowskie”

Jak się nie zestarzeć ;-)/ How not to age

Onet Rano doniósł, że Krzysztof Ibisz zdradził tajemnicę swojego wyglądu i wyjaśnił dlaczego się nie starzeje. Otóż trzeba:

  1. Dużo pracować
  2. Mało spać

Wtedy organizm po prostu nie ma czasu i siły, żeby się starzeć:-)

PS. A ja tak kocham spać!:))))

Czytaj dalej „Jak się nie zestarzeć ;-)/ How not to age”

Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility

„Polityka”

Zapewne pójdę na nowy, niewątpliwie bardzo kontrowersyjny film Patryka Vegi pt. „Polityka”. O ile go wyemitują. Pójdę, bo jeśli mam sobie wyrobić swoją własną opinię (a nie powielać cudze), muszę go najpierw zobaczyć. A z całą pewnością krótkie, dosadne trailery to za mało, choć i one wywołują polityczno – medialną burzą. No i oczywiście są śmieszne. 🙂

Pójdę na ten film mimo, że nie podoba mi się olewcze wyluzowanie samego reżysera, które obserwuję w trakcie przeprowadzanych z nim wywiadów (jak np. ten w Polsat News). Na pytanie dziennikarza, czy boi się tego, że będzie musiał zapłacić 1 mln zł Bartłomiejowi Misiewiczowi, w związku ze złożoną przez tegoż skargą, odpowiedział:

„Mam zegarek, który jest dwa razy więcej wart, niż jego pozew, nie czuję się zaniepokojony”.

Co z odpowiedzialnością artysty ?

W trakcie bardzo dobrze poprowadzonego przez Bogdana Rymanowskiego wywiadu, pada ogólniejsze pytanie: Czy to, że twórca ma kasę na ewentualną karę pieniężną, daje mu prawo do wzorowania się na jakiejkolwiek znanej, medialnej osobie (nawet jeśli nie jest ona powszechnie lubiana), i budowania na tym pierwowzorze fikcyjnej postaci, przedstawiając ją w sposób karykaturalny, oszczerczy, jednoznacznie pejoratywny? Co z odpowiedzialnością artysty?

Najlepiej obrócić w żart

Vega próbuje obśmiać odpowiedź sprowadzając temat do kwestii bycia homo, bi, czy heteroseksualności Misiewicza, do jego diety, ciąży (??), stosunków seksualnych, dzięki którym schudł, czy ilości spalonych w ten sposób kalorii. Trochę to słabe. Jednocześnie przyznaje, że nie ma twardych dowodów na przedstawione w filmie fakty (jak np. branie kokainy, seks za pracę, seks z przełożonym), ale szybko tłumaczy, że jako artysta może się „schować za tym”, że robi film fabularny, a nie dokument historyczny.

No i ja oczywiście mam dylemat, bo (zupełnie abstrahując od Misiewicza i polityki) trochę mi to wygląda tak: ja zrobię o Tobie film, obśmieję Cię przed całą Polską, nie powołując się na jakieś konkretne dowody świadczące o tym, że przedstawiam prawdę o Tobie, jednak i tak każdy Cię w tym filmie rozpozna, bo jesteś znany, więc stracisz dobre imię, być może także stanowisko, zaufanie społeczne, słowem zostaniesz zniesławiony, ale spoko, zarobię na filmie tyle kasy, że stać mnie będzie na dobrego prawnika.

Ja się chyba z tak przedstawionym artystycznym światopoglądem nie utożsamiam. A co Wy na to? Nie skupiajcie się proszę na kwestiach politycznych, na tym czy lubicie lub nie lubicie PIS-u, po którym jedzie Vega:-). Napiszcie, jak to według Was powinno być z tą wolnością słowa i odpowiedzialnością artysty.

Czytaj dalej „Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility”

Najnowszy klip/ The newest clip

Widzieliście już teledysk do piosenki „Najnowszy klip” Dawida Podsiadło? Nie??? To koniecznie zobaczcie, bez względu na to, czy lubicie jego piosenki czy nie, czy to Wasz styl, czy nie, czy w ogóle chcecie tego słuchać:-). Ja jestem pod ogromnym wrażeniem emocjonalnego chaosu, który nieprzypadkowo udało się Dawidowi tym klipem pokazać.

Nie będę silić się na analizę literacką piosenki, nie mam też zamiaru moralizować pisząc o współczesnych uzależnieniach i relacjach. Po prostu obejrzyjcie teledysk, a powie  Wam wszystko.

Oni tam tacy uśmiechnięci, radośni, pełni pozornego szczęścia, ale ja się czuję jakoś przytłoczona.

Bo oni, to MY?

PS. Sprytnie udało się też wprowadzić reklamę filmu „Nieznajomi”, który wejdzie do kin pod koniec września.

„Ponad połowa z nas nie rozstaje się z telefonem komórkowym przez co najmniej 13 godzin w ciągu doby. Niezależnie od tego czy go używa, czy nie”.

Czytaj dalej „Najnowszy klip/ The newest clip”

O życiu, planach i esemesach

„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”, to słynne zdanie Woodego Allena pasuje do mnie jak ulał, co zresztą potwierdza reblogowana notka z grudnia 2010 roku. Och jak byłam wtedy wkurzona, rozgoryczona, rozżalona.

A przecież tylko jedenaście miesięcy wcześniej, nieświadoma nadciągających wydarzeń, śmiałam się, że plany są po to, żeby je zmieniać. Początek roku dawał nadzieję,  napisałam, że ocieram się o szczęście, czułam wiatr w żaglach, mogłam przenosić góry, byłam silna, i co? Powiedziałam o tym głośno.

Styczeń 2010. Tamten rok, tamten miesiąc zmienił wszystko, stał się cezurą, znienawidzonym „przed i po”, stał się życiem po życiu. Brzmi strasznie, ale tak nie jest.

Przecież żyję.


„If you want to make God laugh, tell him about your plans for the future,” then Woody Allen’s famous phrase fits me perfectly, which is confirmed by the December 2010 note. Oh how I was pissed, bitter, resentful at the time.

And yet, only eleven months earlier, unaware of the upcoming events, I laughed that the only reason for plans is their change. The beginning of the year gave hope, I wrote that I feel kind of happy, I felt the wind in my sails, I could move mountains, I was strong, and what? I said it out loud to.

January 2010. That year, that month changed everything, became a turning point, hated „before and after”, became life after life. Sounds terrible, but it’s not.

I’m still alive.

Potrzeba wysyłania esemesów potwierdza, że żyjemy w tyranii chwili. Tak intensywny kontakt zagęszcza teraźniejszość, której kurczowo się trzymamy. Nasze plany na przyszłość sięgają czasem najbliższego wieczoru. A jedyną pewną rzeczą wdaje się data spłaty kolejnych rat kredytu [prof. Roch Sulima].

Wiadomo, że w języku polskim są trzy prawdy* i właściwie wszystkie trzy mogę odnaleźć w słowach pana profesora. Rzeczywiście żyjemy w tyranii chwili, czas rozciągamy do granic możliwości, komasujemy czynności i wydarzenia, okazuje się, że nie zawsze ze szkodą dla czynności i wydarzeń. Na pewno kosztem prywatności, czasu dla rodziny i czasu dla siebie. Zagęszczenie teraźniejszości wydaje się być świetnym terminem, który dokładnie odzwierciedla dzisiejszą modę na bycie wszędzie.

Jeśli zaś chodzi o plany, a dokładniej, o moje plany, to oczywiście jakieś tam robię, ale już nie trzymam się ich kurczowo. Nauczyłam się boleśnie, że im lepiej zaplanowane wydarzenie, im mocniejsze powiązania kolejnych punktów cudownej koncepcji, tym większe rozczarowanie, kiedy…

View original post 152 słowa więcej

Na zakręcie/ At the bend

Gdybym miała powiedzieć, od czego zaczęła się moja miłość do książek, to bez zastanowienia powiedziałabym, że od „Zapałki na zakręcie”. Oczywiście przeszłam wcześniej przez etap książek dziecinnych, przeczytałam te wszystkie „Karolcie”, „Dzieci z Bullerbyn”, „Ferdynandów Wspaniałych”, jednak to właśnie historia Mady i Marcina spodobała mi się tak bardzo, że gdy na jakimś wakacyjnym obozie, na który oczywiście zabrałam ze sobą swój własny egzemplarz, zostałam z niej dla zabawy odpytana, to okazało się, że nie tylko znam treść książki, ale w ogóle znam ją na pamięć.:-)

Jednym wchodzi do głowy „Pan Tadeusz” innym „Zapałka na zakręcie”:-)

Tę pierwszą „Zapałkę” wypożyczyłam w osiedlowej bibliotece, z którą wiąże się dzisiaj śmieszna, ale wtedy wcale nie, historia. Bo otóż biblioteka sąsiadowała z restauracją Trojka, w której wieczorami odbywały się dancingi. Na dole pod Trojką działał bar mleczny, z przepysznymi ruskimi i równie pysznymi kopytkami, (porcja 8 pierogów za 3 zł i 10 groszy). Jeśli w szkole obiad był do bani, to wstępowałam do baru na pierogi, potem szłam na pięterko do łazienki, tuż obok wspomnianej restauracji i myłam ręce, żeby nie zatłuścić książek, bo w zasadzie zawsze potem odwiedzałam bibliotekę. Spędzałam w niej całe godziny, jak jakaś głupia:-) No i kiedyś zdarzyło się tak, że właśnie ten moment, gdy wchodziłam na piętro zauważyła nauczycielka geografii, która pechowo dla mnie, z jakiegoś powodu tam się znalazła (czekała na dancing?;-). Wyciągnęła jedyny słuszny według niej wniosek, że nastoletnia Beata poszła do lokalu dla dorosłych! Następnego dzień dowiedziała się o tym moja wychowawczyni, a kolejnego, moja mama:-) Oczywiście wytłumaczyłam, gdzie, i dlaczego widziała mnie nauczycielka, w dodatku jak ona sama potwierdziła, tuż po lekcjach, a nie w nocy:-) Mama mi ufała, więc szybko zapomniałyśmy o sprawie, ale tej nauczycielce już nigdy więcej nie dałam kwiatka na zakończenie roku. Małpa jedna mogła najpierw mnie zapytać, a nie stresować rodzica:-)

Wracając do Siesickiej. W niedzielę, zupełnie przypadkiem, dowiedziałam się, że powstał dalszy ciąg historii opowiedzianej w „Zapałce”, tj. „Pejzaż sentymentalny” i trochę wariacja na temat tejże historii, „Zatrzymaj echo”. Jestem już po lekturze obu książek i wiecie co? Na początku poczułam się oszukana, jakby ten dalszy ciąg napisała zupełnie inna osoba, która nie sprostała moim oczekiwaniom. I oczywiście wiem, że taki mógł być zamysł autorski, ale coś mi tu nie grało.

Przez nowe części przeziera nostalgiczny smutek, żal związany z niezrealizowanymi marzeniami, utraconymi miłościami, żal za czymś, co mogło być, ale się nie stało. Nie mogłam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, dopóki nie sprawdziłam, kiedy te książki zostały napisane. Otóż „Zapałkę” Siesicka napisała, gdy miała 40 lat, „Pejzaż” powstał w 1999 r., gdy pisarka miała już 71, a „Zatrzymaj echo”, gdy była już 97- latką!

Moim zdaniem właśnie ten wiek tłumaczy podejście autorki do kwestii miłości, życia, partnerstwa, przyjaźni, przemijania! Przecież ja sama zupełnie inaczej patrzyłam na świat, gdy byłam trzydziestolatką, inaczej, gdy stuknęła mi czterdziesta, a jeszcze inaczej teraz. Życiowe doświadczenie zmienia obraz rzeczywistości, sprawia, że wracamy do niezałatwionych spraw, przewartościowujemy wszystko, patrzymy z innej perspektywy.

Może właśnie dlatego ta trzecia część jeszcze do mnie nie przemawia, jest przefilozofowana, przeteoretyzowana, za dużo w niej tego coby by było, gdyby, za dużo rozważań odautorskich. Może powinnam ją przeczytać za jakieś 50 lat:-)

Czytaj dalej „Na zakręcie/ At the bend”

Nostalgicznie nieco/ A bit nostalgic

Weekend spędziłam nad Zagłęboczem, na Pojezierzu Łęczyńsko – Włodawskim. Cudowna pogoda, woda tak ciepła, że nie trzeba się było oswajać, więc nareszcie popływałam sobie do woli, nie to, co w Maroku:-)

photopictureresizer_190827_093113969_crop_3358x1651-1343x6601942280969170235743.jpg

Widok pobliskiego pola namiotowego nastroił mnie nostalgicznie. Przypomniałam sobie, jak dawno temu, gdy dzieci były małe, spędzaliśmy wakacje nad Jeziorem Łukcze. Spaliśmy w przyczepie kempingowej, którą tata kupił jeszcze w latach 70-tych, i powiem Wam, że to były zawsze świetne wakacje. Nawet wtedy, gdy padało:-)

przyczepaW tej przyczepie dziecko mogło się czuć jak w chatce na kurzej nóżce, taka była malutka:-) Nasza posiadała już wygodny duży dach, (który co roku przed wyjazdem obszywałam tiulem, mającym nas chronić przed muchami i komarami), ale nadal, żeby rozłożyć spanie, trzeba było najpierw złożyć stół. A potem odwrotnie:-)

W ustronnym miejscu pola namiotowego stała bardzo czysta, choć siermiężna toaleta, z wydzielonym miejscem na prysznice. Trzeba było raz na kilka dni odstać swoje w łazience i zrobić pranie. Wiadomo: małe dzieci – duże pranie:-)

Jak ja uwielbiałam to miejsce!! Uwielbiałam biwakowe życie, niewygody, brak prądu, bieżącej wody, ciasnotę, którą rekompensowało obcowanie z naturą przez cały dzień. Jak fajnie było leżeć na leżaku do późnej nocy tylko po to, żeby wpatrywać się w gwiazdy:-)

Blog Caffe_Jezioro Zagłębocze.jpg

A dzisiaj hotel, koniecznie ze śniadaniem, żeby nie trzeba było gotować, i najlepiej żeby był taras z widokiem na morze, a w pokoju klimatyzacja:-)

No ludziom się w d…. poprzewracało:-)

A gdzie Wy spędziliście swoje najcudowniejsze wakacje?

PS. Mój pies też uwielbia jezioro Zagłębocze i spacery z patykiem w pyszczku:-)

20190827_134737-682x5797523015457177548386.jpg

 

Czytaj dalej „Nostalgicznie nieco/ A bit nostalgic”

Pustelnicze życie/ A hermit life

Będąc w Maroku wybraliśmy się na wycieczkę w okolicę Legzira Beach, która słynie z pięknych dzikich zakątków i często bardzo niebezpiecznych klifów. Właśnie w skałach, nieliczni mieszkańcy okolicy – rybacy, wykuli swoje domy, wykorzystując pomysłowość natury i własną wyobraźnię.

20190810_110404-1612x7846493602884255440981.jpg

Na tzw. niszach abrazyjnych (ha! przygotowałam się do tej notki i poczytałam o urwiskach skalnych:-), powstały całkiem spore tarasy. Może niezbyt estetyczne, ale za to całkowicie funkcjonalne. Znalazło się tu nawet miejsce na toaletę, co prawda taką na Małysza, ale zawsze to coś:-)

20190810_111749-1612x784654811849821181807.jpg

Wiatr niemiłosiernie targał nam włosy, ocean szumiał złowrogo, więc na chwilę schroniliśmy się w chatce. Rybak cierpliwie odmierzał porcję marokańskiej herbaty, wsypał ją do imbryczka, zalał gorącą wodą, i wielokrotnie napowietrzał wywar, przelewając z jednego czajniczka w drugi, wysoko unosząc przy tym rękę. Z czystym sumieniem muszę przyznać, że w tym miejscu, w tym kraju i tak przygotowana herbata, (w dodatku posłodzona!), bardzo mi smakowała.

20190810_105811-784x1613787489343860416166.jpg

Uprzedzając ewentualne pytania, które mogłyby się pojawić na widok tej kuchni odpowiadam: nie, nie dostaliśmy rozstroju żołądka:-)

20190810_110131-1612x7845622520879442944099.jpg

Widok z balkonu niesamowity, szum fal, kojący i niepokojący jednocześnie, warunki spartańskie. Czy wyobrażacie sobie życie w tym miejscu, przez 365 dni w roku?

Czytaj dalej „Pustelnicze życie/ A hermit life”

Wrażenia/ Impressions

Jadąc do Maroka, nie miałam zielonego pojęcia, że w pokoju hotelowym nie będzie WiFi:-) Zasięg jedynie na korytarzu, i chociaż można było sobie tam usiąść na wygodnych kanapach, to chyba każdy rozumie, że po intensywnie spędzonym dniu najfajniej jest wziąć prysznic, zrobić drinka, a dopiero potem, w pozycji horyzontalnej, we własnym (choć hotelowym) łóżku, przejrzeć e-maile, blogi, portale społecznościowe, wiadomości i co tam się jeszcze chce:-)

Niewątpliwym plusem tego braku był cudowny, dwutygodniowy, cyfrowy detoks. Jejku, ile ja tam miałam czasu dla siebie!!:-)

Drugim zaskoczeniem, może nawet większym niż brak WiFi, okazała się marokańska pogoda. W Marrakeszu, do którego pojechaliśmy najpierw, było ponad 40 stopni i to właśnie wydawało mi się normalnym stanem pogodowym afrykańskiego miasta. W Egipcie o tej porze roku jest podobnie, a Maroko to przecież niemal ta sama szerokość geograficzna, ten sam równoleżnik*. Wędrując starymi uliczkami Medyny marzyliśmy o oceanicznej bryzie chłodzącej ciało, której spodziewaliśmy się w następnym mieście- Agadirze. Zamiast bryzy powitała nas tam szarobiała mgła, która właśnie w sierpniu bardzo często napływa znad Oceanu Atlantyckiego, sprawiając, że całkowicie znika ułożony na pobliskim wzgórzu napis „Allah, król i ojczyzna”.

photopictureresizer_190822_110802583_crop_1440x529-576x2127924391014303060037.jpg

photopictureresizer_190822_110842574_crop_1440x598-576x2399106479682259032259.jpg

Ta mgła, a czasem mglista mżawka, rekompensuje mieszkańcom Agadiru brak deszczu, którego nie było w tym kraju od dwóch lat. Wyschły koryta rzek i kanałów wodnych, skończyły się wycieczki do pobliskich, przepięknych wodospadów, woda jest towarem, którego nikt tu nie marnuje. Na ulicach Marrakeszu widywałam hydranty, czy małe kraniki, z których można było nabrać wody, i chociaż nie ma znaków zakazu czy nakazu, to Marokańczycy doskonale wiedzą, że w tej materii trzeba być oszczędnym.

* Pisząc notkę porównywałam szerokość geograficzną Egiptu i Maroka i przy tej okazji dowiedziałam się, że jest szerokość o nazwie „ryczące czterdziestki”, „wyjące pięćdziesiątki”, a nawet „bezludne sześćdziesiątki”. Bardzo symptomatyczne nazwy:)))

Czytaj dalej „Wrażenia/ Impressions”

Poznajcie Oubamę, DJ-a and Oumę:-)/ Meet Oubama, DJ and Ouma

Czy kiedykolwiek jeździliście na wielbłądach? Ja tak, 12 lat temu w Egipcie, i powiem Wam, że dla mnie, osoby która wtedy po raz pierwszy przyjechała do afrykańskiego kraju, było to niezapomniane przeżycie. Cieszyłam się jak dziecko:-)

Tym razem odpuściliśmy sobie przejażdżkę, ale nie sesję zdjęciową!

Czyż nie są słodkie?

Czytaj dalej „Poznajcie Oubamę, DJ-a and Oumę:-)/ Meet Oubama, DJ and Ouma”