No i po ławeczce / And the bench is gone

Taka ciekawostka:-)

Nie wiem, jak długo stała zanim ją zabrali, ale chronologia jest taka, jak poniżej na zdjęciach. Najpierw poluzował się metalowy wspornik (patrz: Ławeczka), potem odpadła listwa, następnie koronawirus pokrzyżował założony w projekcie plan zbliżania ludzi, więc ławeczka otrzymała stosowną naklejkę.

Dzisiaj ławeczki nie ma.

wp-15940336085106300644987541793741.jpg

Jakie to symboliczne w swojej prostocie. Pomysł fajny, wykonanie do d.:-)

Czytaj dalej „No i po ławeczce / And the bench is gone”

Kolejne dni na dwóch kółkach / Another days on two wheels

W sobotę zrobiliśmy na rowerach 46 km!! Byliśmy w Parku Młocińskim,  który ma tak samo przyjemne aleje, jak Las Kabacki i świetną ścieżkę zdrowia. W czasie II wojny światowej teren parku był terenem walk zarówno w czasie wojny obronnej w 1939 r., jak też później, gdy działało tu Zgrupowanie AK Kampinos, szczególnie aktywne w okresie powstania warszawskiego. Jak podaje Wikipedia, do dzisiaj można odnaleźć ślady pocisków w starodrzewie i kule wyłuskiwane z drewna ściętych starych drzew.

Wracając zrobiliśmy rundkę po Żoliborzu, zjedliśmy obiad w jednej z knajpek przy Al. Jana Pawła II i powlekliśmy się do domu. Dosłownie, tylko koło za kołem:-)

wp-15940243060446647749179435440470.jpg
Przystań Młociny

Trochę przesadziłam ustalając trasę i pod koniec wycieczki kolana odmawiały mi posłuszeństwa. Największe problemy sprawiało mi siadanie i wstawanie:-). Mimo to, co zrobiła Beata? W niedzielę znowu wskoczyła na rower. Jednak tym razem po to, żeby pojechać nad wodę i poleżeć na zielonej trawce. Z okolicznych miejscówek jedynie Jeziorko Czerniakowskie pozytywnie przeszło badania sanepidu i można się w nim kąpać. Bardzo lubimy to miejsce, dlatego decyzja zapadła szybko i bez marudzenia.

wp-15940267566683167940831228968517.jpg
Takie okoliczności przyrody w drodze nad jeziorko.

Oczywiście na plaży nadal trzeba zachowywać dystans społeczny i zakrywać twarz, ale w rzeczywistości, jak to w rzeczywistości. Tłum plażowiczów, dużo biegających dzieci, kolejki po gofry i lody, no i ani jednej maseczki. Z drugiej strony, jak iść do wody w maseczce? Staraliśmy się więc zachować dystans, a maseczkę sobie odpuściliśmy. Rozłożyliśmy się w dużej odległości od innych,  w wodzie odpływałam na bezpieczną odległość. Liczę też trochę na to, że prażące wczoraj do nieprzyzwoitości słońce, osłabiło drania, choćby na ten jeden dzień:-)

wp-15940238751523116524618197498738.jpg
Jeziorko Czerniakowskie, w tle kominy Elektrowni Siekierki

A Wisła sobie płynie, i życie w jej sąsiedztwie toczy się prawie jak dawniej.

wp-15940256158657388719189587342221.jpg
Widok z mostu Siekierkowskiego
wp-15940256907728306113671188265236.jpg
Bulwary Wiślane

Czytaj dalej „Kolejne dni na dwóch kółkach / Another days on two wheels”

Jutro na Młociny / Outing tomorrow – Młociny

wp-15937767728601503995808740461216.jpg

Mój tata miał w swoim życiu epizod kolarski (sekcja w KS Lublinianka), to chyba nic dziwnego, że tak bardzo lubię jeździć na rowerze i temat wraca, jak bumerang.;-)

Ale umówmy się, (Dygresja: Lubicie tego typu wtręty? Takie jak „umówmy się”, albo dodawane na końcu każdego zdania „tak?”, że w sumie nie wiadomo, czy ktoś stwierdza, czy rzeczywiście pyta, lub – moje najbardziej znienawidzone – przerywanie wypowiedzi wtrętem „wiesz, o co chodzi”, jakby człowiek rzeczywiście zawsze wiedział, o co drugiej osobie chodzi), więc umówmy się, że pedałowanie dla samego pedałowania, jest nudne:-). Dopiero ta cała otoczka, jaką jest chęć poznawania świata, natury, okolic bliższych i dalszych, nadaje wycieczkom rowerowym wymiar relaksacyjny.

Zwykła potrzeba przemieszczania się rowerem z miejsca na miejsce, jak np. z domu do pracy, w moim przypadku wymaga jednak czegoś extra, co sprawi, że nie będę się czuła znużona. Muzyki. Dużo i dobrej. Staram się systematycznie dodawać nowe, albo odświeżone, piosenki, bo ciągłe słuchanie tego samego wywołuje we mnie to samo, co pedałowanie dla pedałowania:-)

Co do poznawania świata, to planuję jutro pojechać metrem na Młociny i stamtąd, szwendając się po okolicznych osiedlach, zaglądając w nieznane zakamarki Warszawy, bez GPS-u bo tak jest najfajniej, wracać do domu. Taki jest plan, zobaczymy co na to pogoda, która ostatnio bardzo zaskakuje.

Czytaj dalej „Jutro na Młociny / Outing tomorrow – Młociny”

Wakacje 2020/ Holiday 2020

Niewiele się ostatnio mówi o planach wakacyjnych, za to bardzo dużo o powrotach w swoje stare zapomniane miejsca, gdzieś nad jeziorem lub na wsi, czy o kupowaniu ogródków działkowych, remontowaniu posiadanych tarasów tak, by mogły służyć jak najlepiej w trakcie urlopów, które większość z nas w tym roku spędzi w Polsce.

My mamy alternatywę: albo wyjazd na Pojezierze Łęczyńsko- Włodawskie, albo drobny, ale potrzebny remont mieszkania, żeby potem wygodniej się mieszkało. Jak myślicie, co wybierzemy?;-)

A propos wymarzonego (w obecnej sytuacji), wakacyjnego miejsca, to ja, gdybym tylko mogła, spędziłabym urlop na lubelskim skansenie. Powaga! Chciałabym przez dwa tygodnie cofnąć się technologicznie o jakieś dwieście lat i żyć wiejskim życiem tamtych ludzi. Z ich niewygodami, noszeniem wody z pobliskiej studni (tylko, co na to moje plecy), z pieleniem ogródka, karmieniem zwierząt, czy dosypywaniem ziarna w kurniku. Bez telefonu, internetu, problemów cywilizacyjnych i społecznościowo-osobowościowych ;-). Szkoda, że Skansen nie oferuje takich atrakcji.

wp-15936880415785814672820273072530.jpg

Skoro już doszliśmy do tematu kurnika, to pewnie niektórzy z Was wiedzą, że jeśli marzę o kawałku ziemi, to między innymi po to, żeby móc hodować kury. Tak dla siebie, dla tych szczęśliwych jajek i porannego piania koguta.

Czyż nie jest piękny?  🙂 Wiecie, on tak spojrzał mi prosto w oczy i zapiał z zachwytu!:))

I jeszcze kilka zdjęć ze spaceru po skansenie.

Czytaj dalej „Wakacje 2020/ Holiday 2020”

Zlany poniedziałek / Rainy Monday

Wczorajsza burza złapała mnie na ścieżce rowerowej pomiędzy Czerniakowską, a Mostem Łazienkowskim. Niby krótki kawałek, jakieś 800 metrów, ale przeżyłam na nim chwile grozy. Najpierw jechałam, w strugach deszczu, w okularach, którym przydałyby się miniwycieraczki, jednak podmuchy wiatru sprawiały, że w pewnym momencie już nie byłam w stanie utrzymać równowagi na rowerze i zdecydowałam się go prowadzić. Do czasu, aż nie zaczęły trzaskać na przemian błyskawice i pioruny, wtedy prowadzenie zamieniłam w bieg. Taki jogging z rowerem, w strumieniach deszczu to naprawdę duże wyzwanie, mam nadzieję, że kalorii spaliłam więcej, niż gdybym nim jechała 😉

wp-1593511769287972032396999612196.jpg
Widać, gdzie wcześniej była linia brzegu

Jednak najważniejsze, że przeżyłam, a uwierzcie, że kiedy nagle na chodniku zrobiło się wody po kostki, a wiatr miotał mną tak, że oczyma wyobraźni ujrzałam się w nurcie Wisły (z rowerem lub bez), kwestia przeżycia nie była taka oczywista.

Bo zachciało się Beacie zażywać sportu!:-)

wp-15935117691905918046190321287371.jpg
Plaży nie ma

Zdjęcia nie oddają tego, co się wczoraj działo, a jakoś nie pomyślałam, żeby tę zawieruchę nagrać.

Na pierwszym zdjęciu, w zbliżeniu, tuż obok Grubej Kaśki, widać walczącą z wiatrem mewę i ja dzisiaj  cały czas o niej myślę. Jak myślicie, czy ona w ogóle doleciała do brzegu?

Czytaj dalej „Zlany poniedziałek / Rainy Monday”

Podsumowanie weekendu / Summary of the weekend

Straszyli burzami, deszczem, gdzieniegdzie chyba też gradobiciem, ale w Warszawie była piękna, słoneczna pogoda. W związku z tym udało nam się zrobić dwie wycieczki rowerowe, trochę się nawet opaliłam. Sobotnia to w zasadzie wypad obiadowy, połączyliśmy przyjemne z pożytecznym jadąc rowerami na pobliski Festiwal Food-trucków, natomiast niedzielna była już poważną przejażdżką, bo zrobiliśmy w sumie ponad 35 kilometrów.

Pojechaliśmy do Lasu Kabackiego z zamiarem zjechania go wzdłuż i wszerz, odszukania miejsca katastrofy samolotu, którym leciała Anna Jantar, oprócz tego kilku pomników przyrody, o których przeczytałam w necie. Niestety ostatnio pojawiły się komary, a jak są komary to oczywiście wszystkie przylatują do mnie, więc uciekliśmy stamtąd dosyć szybko i wtedy okazało się, że znaleźliśmy się w… Powsinie. Do domu mieliśmy 16 km jazdy bardzo wygodną, szeroką ścieżką rowerową, na całej trasie bez zbyt częstej konieczności przechodzenia przez ulicę.

wp-15934178480844278368520328181295.jpg
W tle widać Świątynię Opatrzności Bożej, a nawet Pałac Kultury. Uwielbiam takie widoki, aż po horyzont.

Wisła rozlała się szeroko, w wielu miejscach kraju jej poziom przekroczył stan alarmowy. U nas jest tak, jak poniżej, plaże zalane:

wp-15934182807046177904938235671559.jpg
Ten widok też bardzo lubię.

Wieczorem obejrzałam na TVN film „Covid-19: Świat w zagrożeniu”, będzie powtórka 8 lipca, polecam. Pokazuje całą prawdę o pandemii, krok po kroku, od Chin, przez Włochy, Hiszpanię, USA i Indie, uwzględniając jej humanitarny aspekt, etykę lekarską, łamanie praw człowieka, zadufanie polityków, opieszałość. No i jest tam też polski akcent, czyli komentarze niesamowicie charyzmatycznego i bardzo kompetentnego profesora K. Simona. Tego człowieka mogłabym słuchać bez końca. Nawet o pandemii:-)

Porysowałam ekran mojego pięknego, wypasionego, ukochanego telefonu! W sierpniu minie 2 lata od zakupu, a on do tej pory wyglądał jak nowy. A wszystko przez uchwyt do telefonu, taki do zamontowania na hulajnodze, który kupiłam w sobotę. Niestety nie wypolerowali dobrze tego miejsca, w które wsuwa się telefon, a ja nie zwróciłam na to uwagi. Jestem zła.

Czytaj dalej „Podsumowanie weekendu / Summary of the weekend”

Scenka rodzajowa/ Short story

W niedzielę, korzystając z tego, że otwarte (z okna widzę rozłożony parasol:-), chciałam kupić w osiedlowym warzywniaku pomidory. Założyłam maseczkę i pewnym krokiem ruszyłam do sklepu, a tam…

wp-15929015489648310478877792197422.jpg

„Trudne sprawy”?:-)

Pomidorów nie kupiłam, ale niewiele brakowało, a obok ziemniaków, w filmie zagrałby także mój Bajt 😉

Ale on, zamiast zostać celebrytą, wolał wrócić do domu, żeby robić to, co lubi ostatnio najbardziej.


Kupiliśmy mu ostatnio takie legowisko, podobno relaksacyjne, na pewno mięciutkie. Stwierdziliśmy, a co! Niech ma na stare lata i komfort i relaks:-)

Po pierwszych godzinach totalnego ignorowania, chyba je polubił:-)

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa/ Short story”

Muzyka relaksacyjna/ Relaxing music

Najlepsza na świecie:-)

The best relaxing music ever.

W końcu zapamiętałam, że mam nagrywać w poziomie i nareszcie film nie tylko dobrze brzmi, ale też dobrze wygląda.

Ławeczka / A bench

Najpierw myślałam, że zepsuta, bo coś tam wisi pod deskami, a potem okazało się, że to ławeczka, która zbliża ludzi.

Dosłownie:) Bo taki napis jest na oparciu ławki, choć trochę już starty i niezbyt wyraźny.

wp-15913545628241911285652724465708.jpg
Na placu przed Torwarem

Ale wiecie co? Właśnie sobie przypomniałam, że na samym początku mojej blogowej przygody, bardzo popularnym szablonem była właśnie „Ławeczka”, ze zdjęciem takiej zwykłej, parkowej ławki. Spodobała mi się, była symbolem chwili odpoczynku na przeczytanie notek, rozmowy z blogowymi znajomymi. I chociaż nie ma już tamtej ławeczki, to ona jednak, jak ta z dzisiejszego zdjęcia – łączy, bo nadal przychodzimy tu i tu prowadzimy rozmowy. Cóż można dodać:  tak trzymać!:))

Czytaj dalej „Ławeczka / A bench”