W oczekiwaniu na nowy post. Scenka rodzajowa

Ona (rozmarzona): Ach, chciałabym, aby w moim życiu wydarzyły się naprawdę te fantazyjne sceny z „50 twarzy Greya”.

On   (przymilnie): Taaak,  a które?

Ona (rozmarzona): No, na przykład ta, kiedy ona od razu po skończeniu studiów dostaje pracę.

🙂

PS. Na film się oczywiście wybieram, ale póki co czeka niedokończony post o spektaklu teatralnym, który ostatnio widziałam i drugi wcale nie feministyczny, o wpływie kobiety na mężczyznę.

Nie wiem, który będzie pierwszy. Ani kiedy:-)

images

Reklamy

„Och tylko nie o pięćdziesięciu odcieniach szarości!”

– oburzony, a już na pewno zdegustowany kolega w ten sposób skwitował moje słowa, że czytam książkę o Christianie Greyu.

No czytam, drugi tom w dodatku.

Rzeczywiście książka jest mocno kontrowersyjna. Perwersja z lekką nutą sentymentalizmu (to bardziej, gdy mówimy o głównej bohaterce) i  ostrymi elementami  BDSM (gdy mówimy o bohaterze).

Kolega był zdegustowany (i być może zniesmaczony, w sumie nie zapytałam), prawdopodobnie bardziej tym, że książkę czyta POLONISTKA, niż czymkolwiek innym. Bo książka powinna traktować o holokauście, psychologii współczesnej cywilizacji czy biografii jakiegoś znanego geniusza. Taka ą, ę…., trendy, modnie wyszukana.

W nosie mam książkowy snobizm. Czytam to, na co mam w danym momencie ochotę lub co przyciągnie mój wzrok, a nie to co wypada przeczytać, chociaż przyznaję, że czasem i po takie sięgam. Ale wtedy gdy chcę.

Zresztą w jaki sposób można sobie wyrobić opinię na temat książki jeśli się jej nie przeczyta? Na temat nieobejrzanego filmu, potrawy, której nie poddaliśmy konfrontacji z własnymi kubeczkami smakowymi, czy piosenki bez zadania sobie trudu jej wysłuchania?  Jak w ogóle można się wypowiadać bez wcześniejszego przestudiowania tematu? Choćby pobieżnego.

A o TEJ książce rozpisują się wszędzie, w Internecie, w gazetach, mówią w radiu, chyba tylko w telewizji nie słyszałam o przystojnym, skrzywdzonym przez matkę, skrzywionym przez jej partnera,  miliarderze. No i babska ciekawość zwyciężyła.

Dygresja:

Kiedyś ubolewałam, że język polski jest  bardzo ubogi i mimo ciągłego rozwoju stanowi kruche tworzywo. Może będąc wytworem człowieka, nie jest w stanie (i może nigdy nie będzie) poradzić sobie z opisem natury? Seks jest przecież czymś naturalnym, tak jak wszystkie obszary ludzkiego ciała, które odgrywają w nim zasadniczą rolę. Dlatego próba opisania tego, co odbywa się w zaciszu sypialni kończy się marnie. Lub śmiesznie lub zbyt wulgarnie.

Książka, którą czytam w tym sensie śmieszna nie jest. Opisy scen na pewno działają na wyobraźnię, a to oznacza, że autorka (albo tłumacz) poradził sobie z warsztatem językowym. Wulgarna niestety czasem jest a wtedy lekko zalatuje pornosem.

I jeszcze jedno. Książkę napisała kobieta i w jakimś momencie zaczęłam się zastanawiać, czy autorka opisuje ukryte fantazje czy własne doświadczenia w świecie dominacji i uległości, a przecież doskonale znam fałszywość takiego założenia. Naprawdę wystarczy zamysł autorski i lekkie pióro;-)

W 2014 roku planowana jest ekranizacja książki. Ciekawe, kto podejmie wyzwanie i zagra główną rolę:-)