Otwarcie Atrium Felicity

Muszę się trochę poznęcać nad tematem, bo nigdy nie jest tak, żeby było idealnie. Oczywiście jestem zadowolona, że takie centrum handlowe powstało, to przecież nowe miejsca pracy, pierwszy hipermarket w okolicy Felina i naprawdę imponujący budynek!

Że „nareszcie” mamy Zarę…. średnio mnie wzrusza.

Budynek ogromny, położony w zasadzie na jednym poziomie, w kształcie litery L.  Ale kiedy już znajdziesz się na jednym jego końcu i przypomni Ci się, że trzeba jeszcze wejść do tego sklepu z początku…. musisz zrobić pół kilometra. Po powrocie do domu, nogi bolały mnie jak diabli.

Zwykle tak ogromne centra handlowe mają zapędy do tego, by stać się również centrum rozrywki, jednak trudno mi to sobie wyobrazić w przypadku Atrium. Będzie kino, ale jeśli chodzi o inne rozrywki to, biorąc pod uwagę właśnie powierzchnię handlową, może być trudno. Jeśli natomiast Atrium takim centrum w ogóle nie miało być, to (powiem teraz tak, jak kiedyś powiedziano o kosmosie na myśl, że moglibyśmy być w nim jedynymi istotami) byłoby to straszne marnotrawstwo przestrzeni. Nie wyobrażam sobie zresztą jak, tak wielki budynek, utrzyma się bez dodatkowych funduszy z „eventów” w nim organizowanych. Prorokuję (oby źle), że za tydzień czy dwa, tłum ciekawskich Lublinian się przewali, i hipermarket położony na obrzeżach miasta, będzie świecić pustkami. Mieszkańcy najbliższych osiedli mogą nie wystarczyć ale Prezes hipermarketu cieszyła się, że Felicity ma blisko lotnisko, bo „Szef szefów” Atrium European Real Estate, mógł przylecieć na otwarcie. Tylko, że on przyleciał i odleciał, a Atrium pozostało i teraz musi powalczyć o przetrwanie. I tego życzę, bo inwestycja ma się zwrócić dopiero za 8 lat!

Nie oddano jeszcze do użytku antresoli, z bezpośrednim wejściem do kolejnego w Lublinie kina. Może więc później budynek otrzyma ciekawszy wygląd, może tam na górze jest jeszcze w planie coś, co nas zaskoczy oryginalnością,  dizajnem, konceptem.

Otwarcie odbyło się z pompą w postaci konkursów, Oliwiera Janiaka, Karoliny Malinowskiej, pokazu mody z uczestniczkami Top Model, jakiejś lokalnej wokalistki i całkiem fajnego (i znowu całkiem przystojnego!) skrzypka.

O 20 były oczywiście (jak zwykle przy takich okazjach) fajerwerki, ale ja nie widziałam, wtedy byłam już w innym centrum handlowym i innym istniejącym już kinie.

Na parkingu przeżyłam dwa horrorki. Zostawiłam samochód w części „zielonej”, prawdopodobnie jednak zjechałam innym wejściem niż wjechałam, rozejrzałam się, zielonego ani widu ani słychu. Skoro na górze ogromna przestrzeń to oczywiste, że na dole też. Trochę trwało zanim znalazłam swoje auto, a zależało mi żeby szybko, bo z każdego głośnika słyszałam niepokojący alarm: „Proszę natychmiast opuścić parking, poziom stężenia spalin przekroczony”. W dodatku źle oznakowano alejki i za cholerę nie mogłam znaleźć wyjazdu. Poczułam się jak jakaś blondynka, ale tych znaków po prostu nie było.

Za to bardzo podoba mi się nazwa,” Felicity”, od położonego najbliżej osiedla Felin. Nasza nazwa, lubelski klimat, nie to co „Zamkowe Tarasy”….