Jeszcze raz jesiennie / Once again autumn

Wczoraj byłyśmy z córką w Łazienkach Królewskich, i jak widać na zdjęciu poniżej – dzikie tłumy. Miałam trudność z zaparkowaniem samochodu. Powiem Wam, że to miejsce nieodmiennie potrafi mnie zauroczyć. Jeżeli letnią wersję parku uznałam kiedyś za piękną, to wersja jesienna jest po prostu obłędna. Zwłaszcza w taki bezchmurny, ciepły dzień jak wczoraj, rozświetlony promieniami słońca, do tego stopnia, że aż mnie oczy bolały, gdy spoglądałam w taflę wody.

Przy tej okazji wspomnę o dwóch kwestiach, po pierwsze nie ma już spacerujących po parku bażantów. Noce bywają chłodne, więc prawdopodobnie ptaki przeniesiono do woliery, co niestety nieodmiennie przypomina o nadchodzącej zimie. Po drugie, zwróciłam uwagę na brzydkie metalowe ogrodzenia wokół altanki i pawilonu w Ogrodzie Chińskim (zdjęcie starałam się tak wykadrować, żeby było widać jak najmniej). Wyglądają okropnie, więc myślę, że skoro trzeba było te zabytki jakoś odgrodzić od ewentualnych wandali, może lepiej było postawić drewniany parkan, w kolorystyce pasującej do tego miejsca?

Pałac na Wyspie
20191020_135945-1612x12093435821078800346326.jpg

Ogród Chiński
20191020_144816-1612x7845752395019181450303.jpg

Stawy Łazienkowskie
20191020_135043-1612x1209-644x4834348681426168354930.jpg

20191021_1101472751381559368573371.jpg

Czytaj dalej „Jeszcze raz jesiennie / Once again autumn”

W drodze do pracy / On the way to work

Czyż nie pięknie?

Isn’t it beautiful?

20191010_161355-784x16132133783387201718308.jpg

Jesiennie/ Autumn

20141102_120331-effects3751889333159778473.jpg

Wczoraj był dla nas dzień spacerowy. A ponieważ weekend spędziłam w Lublinie, miałam okazję przypomnieć sobie stare ścieżki. Tą, którą przez moment sfilmowałam, chodziłam przez 8 lat podstawówki, codziennie rano.

My spacerowaliśmy, a znajomi wybrali się do lasu na grzyby i co chwila przesyłali zdjęcia dorodnych prawdziwków czy kań. Dostaliśmy potem nawet od nich duży słoik grzybowego sosu, z zaznaczeniem, że ja mam zjeść jutro. Wiecie dlaczego?

Bo oni wiedzą, że czuję paniczny strach przed konsumpcją jakichkolwiek innych grzybów niż zwykle pieczarki. No jejku, przecież nawet grzybiarze z wieloletnim doświadczeniem potrafią pomylić je z trującymi, więc to nie jest znowu jakaś niepojęta fobia. Niektórzy zarzucają mi brak zaufania, jednak ja zawsze wtedy tłumaczę, skąd on się wziął.

To było ładnych kilkanaście lat temu. Oglądałam wrześniowe wiadomości, w których uśmiechnięta urocza dziewczyneczka w wieku mojej córeczki, opowiadała, jak to jej tatuś, który zna się na grzybach, przyniósł z lasu cały koszyk, mamusia ugotowała zupkę i cała rodzina zjadła ją potem na obiad. Ją bardzo rozbolał brzuszek, wymiotowała i dlatego trafiła do szpitala. Teraz czuje się już lepiej, ale pan doktor nie pozwala jej jeszcze wrócić do domku. Potem wypowiadał się pan doktor.

20141011_144414-mix1842411653756814456.jpg

Potwierdził, że rzeczywiście atak bólu minął, ale na skutek ogromnego spustoszenia jakiego dokonała a-amanityna w organizmie dziecka, małej Oli zostało prawdopodobnie tylko kilkanaście godzin życia.Bo w tym sosie był jeden z najbardziej trujących grzybów, muchomor sromotnikowy, a już taki średniej wielkości zawiera dawkę trucizny śmiertelną dla 2-3 osób.

Może dzisiaj są lepsze metody leczenia takich zatruć, ale ja tą małą uśmiechniętą Olę widzę przed oczyma za każdym razem, gdy ktoś mnie częstuje grzybową.

Tak więc, kiedy już dostaję słoik grzybowego sosu, to oczywiście przyjmuję go z wdzięcznością, ale jem dopiero dzień po degustacji przez grzybiarza. Co jest jakby zrozumiałe, on zwykle wierzy, że to co uzbierał jest zdrowe.

Zanim to zrobi, ja dostaję przysłowiowego szczękościsku:-)


Yesterday was a beautiful day for walking. And because I spent the weekend in Lublin, I had the opportunity to recall old paths. Those path from my short movie, I went to primary school for 8 years, every morning.

We had wonderful walk, and our friends went to get fungi and then they sent pictures of good-looking cap boletuses and kans. We even got a large jar of fungi sauce from them, advice me to eat it tomorrow. Do you know why?

Because they know that I feel a panic fear of consuming any other mushrooms than those cultivated. Oh, even great mushroom picker with many years of experience can confuse them with poisonous ones, so this is not an unintelligible phobia again. Some people accuse me of lack of trust, but I always explain where it came from.

It was nice a dozen years ago. I watched one of September news, in which a smiling little girl at the age of my daughter, said than her daddy, who knows the mushrooms, brought the whole basket from the forest, mummy cooked a soup and the whole family then ate it for a dinner. Her tummy ached very much, she vomited and therefore she went to the hospital. It feels better now, but the doctor does not let her come back to the cottage yet. Then was the doctor described girl’s condition. He confirmed that the pain attack had indeed passed, but due to the enormous devastation which was made by the a-amanitine in the child’s body, the little Ola probably has had not much time left. Because in this sauce was one of the most poisonous fungi, the phylum amanita, and this medium-sized one contains a dose of deadly poison for 2-3 people.

Maybe today there are better methods of treating such poisoning, but I see this smiling Ola in front of my eyes every time someone cook for me some fungi.

So, when I get a jar of fungi’s sauce, of course I accept it with gratitude, but I only eat the day after tasting by the mushroom picker. Which is understandable, he usually believes that what he has collected is healthy.

Before he does it, I get proverbial lockjaw:-)