Balkony – krótkie blogowe podsumowanie/ Balconies – – short blog’s summary

Kiedyś wspominałam tu na blogu o przepięknych balkonach jednej z warszawskich kamienic. Kwiaty, pergole, kolorowy zawrót głowy. Pisałam o gołębim balkonie będącym własnością pewnego zbieracza śmieci. Notka sprzed roku, ale temat nadal aktualny. Współczuję sąsiadom. Chwaliłam się Wam moim balkonem, a nawet nagrałam, jak próbują się na nim zadomowić skrzydlaci intruzi. Pokazywałam też balkon pewnego marokańskiego pustelnika, z którego roztaczał się przepiękny widok, choć sam balkon nie przeszedłby przez kontrolę polskiej inspekcji sanitarnej:-) Zrobiłam zdjęcie balkonu, przez którzy wchodzili strażacy, aby dostać się do wiszącego w zaryglowanym mieszkaniu samobójcy. I pamiętam swój smutek, bo wtedy zawsze wraca wspomnienie z 2004 roku, gdy byłam świadkiem samobójczego skoku pewnego nastolatka. Nie da się zapomnieć.

A ostatnio wpadł mi w oko kamery (znaczy smartfona) taki kadr. Na szczęście ten wywołał uśmiech:-)

I teraz mam jedną refleksję i jedno pytanie:

Refleksja: Wow, przez 14 lat pisania, 6 razy tematem przewodnim był balkon, a wydawałoby się, że to takie trywialne:-)

Pytanie: A Wy co przechowujecie na swoim balkonie?:-)

Czytaj dalej „Balkony – krótkie blogowe podsumowanie/ Balconies – – short blog’s summary”

Scenka rodzajowa… aktualizacja, czyli jak kupić mieszkanie/ Short story – update. How to buy an apartment

Na ostatniej Blogowej Środzie dowiedziałam się, że warto wracać do starych postów, odświeżać je i aktualizować treści. No proszę! A ja sądziłam, że wracanie do notek sprzed lat, to odgrzewanie starych kotletów, że trzeba ciągle tworzyć coś nowego! Ale skoro już wiem, że nie, to super, ponieważ akurat dzisiaj WordPress z jakiegoś powodu przypomniał „Scenkę rodzajową” ze stycznia 2009 r., więc szybka aktualizacja. Miałam wtedy za sobą trzy miesiące pracy w Warszawie, kończyłam właśnie okres próbny, trzy miesiące weekendowych przejazdów do Lublina i z powrotem, mieszkania na stancji i generalnie, 3 miesiące zawieszenia w próżni, jeśli chodzi o wymyślenie planu długoterminowego. Bo co tu dużo mówić, mieszkanie w Warszawie było jakimś  kosmosem, nierealnym marzeniem, czymś co pojawiało się w rozmowach w formie żartu. Po pierwsze, bo tyle kasy, a po drugie, bo ja zawsze sądziłam, że praca tutaj to okres przejściowy. Jednak znacie prawo Murphy’ego – „Prowizorka zawsze okazuje się najtrwalsza”? To ja mogę tylko dodać – „a okres przejściowy najdłuższy”.

Dzisiaj uświadomiłam sobie, że tamta żartobliwa scenka ma swój happy end, bo od 2 lat jednak mamy swoje mieszkanie w Warszawie, co prawda nie 100 metrowe, ale też nie kawalerkę. 🙂 Mam wygodną, bardzo dużą loggię, słońce od rana do wieczora, kupiliśmy więc rozkładane krzesła balkonowe, parasol (na zdjęciu akurat bez) i teraz bardzo lubię w wolnej chwili właśnie tam wypić moją poranną kawę.

I wiecie co? Szybko polubiłam to mieszkanie, szybko się też do niego przyzwyczaiłam, a piszę o tym dlatego, że u mnie proces od akceptacji, do powodującej spokój ducha radości, trwa naprawdę bardzo długo. Oczywiście mogę gdzieś pomieszkiwać, lubię zmiany, ale nie zakochuję się od razu. A w tym mieszkaniu zakochałam się od pierwszego wejrzenia. To ja je znalazłam, ja umówiłam nas na spotkanie z pośrednikiem i w zasadzie również ja, po obejrzeniu całości, postawiłam sprawę jasno: pośrednik ma zakończyć „otwarte dni” i już nikomu więcej tego mieszkania nie pokazywać, a mąż ma się zastanowić, co zrobić żeby je kupić, bez napadania na bank 🙂

Obaj stanęli na wysokości zadania, a ja… cóż…   idę na kawę.

20190531_113352-734x10411201512475514114162.jpg

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa… aktualizacja, czyli jak kupić mieszkanie/ Short story – update. How to buy an apartment”