Migrena/ Migraine

Zauważyłam, że migrena dopada mnie wtedy, kiedy po kilku ciężkich, trudnych i stresujących dniach następuje wyciszenie. Uwalnia ją kombinacja spokoju i zmieniającej się pogody. Co dziwne, nie wtedy kiedy ciśnienie spada, jak u większości meteoropatów, ale wtedy, gdy rośnie. Jak dzisiaj.

Nie wiem, czy chodzi o to, że ja jestem niskociśnieniowcem, więc niskie ciśnienie za oknem mnie po prostu nie rusza, czy ma to zupełnie inne biologiczne wyjaśnienie.

Czy jest na sali lekarz, który mi to wytłumaczy?

Najgorsze migreny miewałam tuż po porodzie, to był koszmar. Światłowstręt, wymioty, ból rozsadzający czaszkę. Chciało się wyć i milczeć jednocześnie, bo każdy ruch, nawet ten mimiczny, podwajał ból. Nie muszę tłumaczyć, jak ciężko było znosić takie dni przy dwójce małych dzieci. Dzisiejszy atak jest niczym w porównaniu z tamtymi dolegliwościami i to jest niewątpliwy plus, jeden z niewielu, które wiążę z wiekiem 🙂

Ale tak w ogóle, to jest piątek, więc lepiej, że mnie boli dzisiaj, niż żeby jutro, prawda? 🙂

Bo jutro chcemy się wybrać do kina, btw. co polecacie?


I noticed that migraine is coming always after a few heavy, difficult and stressful days, when is the calm after the storm. Migraines are caused a combination of peace and changing weather. Oddly, the weather not then, when the pressure drops, as in most meteoropaths, but when it grows. Exactly like today.

I do not know if it’s just that I’m a low-pressure person, so the low pressure outside the window just does not move me, or maybe there is a completely different biological explanation.

Is there a doctor on the board to explain it?

I had the worst migraines right after giving birth, it was a nightmare. Photophobia, vomiting, a splitting headache…. I wanted to howl and be silent at the same time, because every movement, even the mimic one, doubled the pain. I do not have to explain how hard it was to endure these days with two young children. Today’s attack is nothing compared to those ailments and this is a definite plus, one of the few that I associate with age 🙂

But in general, it’s Friday, so it’s better that it hurts me today than it would be tomorrow, right? 🙂

Besides tomorrow we want to go to the cinema, btw. what do you recommend?

Reklamy

Refleksyjnie

Listopad rozpoczął się bardzo pracowicie. Dużo pracy w pracy, w domu też dużo odłożonych spraw na „po świętach”. A w dodatku trochę rozleniwiły mnie 4 dni wolnego, które były wolnymi tylko z nazwy. Pewnie jak większość z Was, odwiedzając znajomych żywych i umarłych, zrobiłam od czwartku do niedzieli tyle kilometrów, ile zwykle robię przez cały tydzień. I chociaż uwielbiam i odwiedziny i spacery, to z przyjemnością następny weekend spędzę nie ruszając tyłka z domu. Taki mam plan:-)

A po powrocie do Warszawy okazało się, że lampki na grobach są passe, że już teraz, w tym momencie, natychmiast, trzeba zacząć ludzi wkręcać w kolejną świąteczną atmosferę. Czy oni myślą, że my się sami w tę atmosferę nie wkręcimy kiedy przyjdzie na to właściwa pora?

Uwielbiam okres przed świętami Bożego Narodzenia, ale przecież nie 5 listopada!! Jak mam się potem cieszyć choinką, widokiem bombek, światełek czy bałwanków, skoro zostanę nimi nafaszerowana dwa miesiące wcześniej?

No jak?

 


November began with very great effort. A lot of work at work, a lot of postponed affairs for „after holidays” at home. And in addition, these 4 days off made me sluggish, my vital signs are invisible. Probably like most of you, visiting friends …. living and dead, I made from Thursday to Sunday as many kilometers as I usually do during the whole week. And although I love visiting and walking, I will be happy to spend the next weekend without moving my ass from home. It is my plan:-)

And after returning to Warsaw, it turned out that the lamps and flowers on the graves are passe, that right now, at this moment, immediately, people have to start screwing into another festive atmosphere. Do they think that we will not get into this atmosphere alone when the right time will come?

I love Christmas, but not November 5! How can I then enjoy the Christmas tree, view of glass balls, lights trees or snowmen, since I will be stuffed with view of them two months earlier?

How can I?

Zwariowany klimat, odpowiedzialność itp /About crazy climate, responsibility, ect.

U nas 20 stopni ciepła, a na południu Hiszpanii opady śniegu! We Włoszech wichury i ulewy! Wczoraj oglądałam film z zalanej Wenecji, która nawiasem mówiąc i tak już cierpi z powodu podnoszącego się z roku na rok poziomu wody! W jednej z weneckich pizzerii pracownicy ubrani w kalosze, mimo niedogodności pogodowych, pomykali po lokalu serwując swoim gościom pizzę. Nie patrząc na niepogodę i „niedogodę”, kurczę, prawie jak na Titanicu, do końca.

I tak sobie myślę, że przecież ci kelnerzy mogli powiedzieć swojemu szefowi: „wrócę do pracy, jak to wysuszysz/ jak woda opadnie/ będą lepsze warunki/ to jest niezgodne z zasadami BHP/ nie na to się godziłem podpisując umowę”, itp. Przecież z całą pewnością oprócz obowiązków, znają też swoje prawa.

Dwa lata temu, temperatura w mojej ówczesnej pracy zimą spadała do 12 stopni. W lecie, chyba dla urozmaicenia, dach nagrzewał cały budynek do niewyobrażalnych temperatur tak, że ciężko było oddychać. A nasz szef albo oszczędzał na ogrzewaniu, albo udawał, że ciepła nie ma. Wody ciepłej do mycia rąk nie było w ogóle, a przysługującej nam latem mineralnej także nie. Wkurzaliśmy się i obiecywaliśmy sobie, że pewnego dnia po prostu nie przyjdziemy do pracy. Coś tam wspominając przy tym o inspekcji pracy, artykule 55 kodeksu czy groźbie ucieczki w chorobę. Wspominaliśmy między sobą oczywiście:-) Czasem rzuciliśmy tym i owym. W sensie mięsem:-)

Zanim ktoś powie, że współczuje tamtemu szefowi, to Wam powiem, że tego lata, w obecnej firmie, temperatura w biurze znacznie przewyższała te poprzednie, a mimo to nikt się nigdy nie poskarżył. Nikt nikogo nie chciał straszyć kodeksem pracy, ani lewym zwolnieniem, ani nie rzucał mięsem. Jak myślicie dlaczego?

Jasne, że w przypadku pizzerii w grę wchodziły również pieniądze, wizja utraty zysku, obawa, że produkty się zmarnują, ale chyba nie pieniądze przeważyły. Dla fajnego szefa, wyrozumiałego i szanującego ludzi pracownik zrobi wiele, znacznie więcej niż dla tyrana, który lekceważy i mobbinguje personel. Jestem przekonana, że łatwo wtedy przymknąć oko na drobniejsze utrudnienia, a nawet zaopatrzyć się w kalosze. Czy choćby i w parasol!:))


At Poland 20 degrees, at the south of Spain a lot of snow. In Italy, gale and heavy rain! Yesterday I watched a movie from the flooded Venice, which by the way is already suffering from the rising water level from year to year! In one of the Venetian pizzerias, workers dressed in wellies, despite the inconvenience of the weather, were scurrying around the premises, serving their guests with a pizza. Without looking at the bad weather and „inconvenience”, almost like on the Titanic, to the end.

And I think that these waiters could tell their boss: I’ll go back to work, when you dry that place/ when the water will down/ there will be better conditions/ it is inconsistent with health and safety rules/ I did not agree for that, when I signed the contract / etc. I think that in addition to duties, they also know their rights.

Two years ago, the temperature in my work, during the winter time, used to drop to 12 degrees. In the summer, perhaps for variety, the roof was heating the whole building to unimaginable temperatures, so it was hard to breathe. And our boss either saved on heating, or pretended that there was no heat. There was no hot water to wash hands for a whole year, and in the summer we did not have mineral water to which employer is obliged to buy to his staff, by Polish law. We were pissed off and promised that some day we would simply not come to work. Sometimes we were mumbling something about the labor inspection, article 55 of the labor code or about our escaping into illness.

Before someone says that he feel sorry for that boss, I will tell you that this summer in the current company the temperature in the office far outweighed those I mentioned before, and no one ever complained. Nobody wanted to scare anyone with a labor code or a false dismissal. How do you think why?

It is clear that the pizzeria issue was also about the case for money, a vision of losing profit, the fear that the products would go to waste, but probably not only about it. For a cool boss who understands and respects people, the employee will do much more than for a despot who disregards and mobbing his staff. I am convinced that every person is then able to forget about minor obstacles, even he would have to wear wellies. And even an umbrella! :))

To nie jest notka z cyklu „kiedyś to było lepiej”!/ This is not about „once was better” !!

Zacznę od truizmu: dzieci uwielbiają się bawić, a bawiąc zapominają o całym bożym świecie. Tak było, jest i pewnie będzie. Będzie?

Pamiętam, że gdy ja byłam mała, z niecierpliwością czekałam na wyjście na dwór, szybko więc wracałam ze szkoły i odrabiałam lekcje, bo wiedziałam, że w przeciwnym razie mama mi nie pozwoli wyjść. W sumie, to jak tak dzisiaj sobie przypominam tamte czasy, to ona mi wcale nie zabraniała, a nawet nie sprawdzała, czy rzeczywiście ja te lekcje odrobiłam. Miała zaufanie, no i przecież chodziła na wywiadówki.

W każdym razie, jak już wyszłam, to mogłam sobie pohasać ile tam chciałam (a chciałam zwykle tyle, ile wtedy było wolno, czyli do zmroku), a potem wracałam do domu, jadłam kolację, oglądałam coś tam w tv lub nie, myłam zęby lub nie (to drugie jak zasnęłam nad książką) i szłam spać. Pamiętam, że wygodne łóżko, wspomniana książka i puszysta kołdra zawsze były w stanie mnie w końcu skusić i uśpić 🙂

A wiecie, że dzisiaj jest inaczej?

Na pewno wiecie, ale nic z tym nie jesteście, w stanie zrobić. A może jesteście?

Bo dzisiaj dzieci może i chętnie wychodzą z domu, ale też chętnie w tym domu siedzą. One kładą się spać ze smartfonem i z nim się budzą. Lekcje zaczynają odrabiać po godzinie 22, kiedy jakimś cudem uda im się odessać od laptopa, ale nawet wtedy uczą się wciąż zerkając na portale społecznościowe.

Dzisiaj przeczytałam, że blisko jedna trzecia nastolatków (15–17 lat) odrabia lekcje lub przygotowuje się do zajęć po godz. 22, a prawie co dziesiąty na godzinę przed północą. Wieczorno-nocne odrabianie lekcji dotyczy także co siódmego 10–14 latka. Już coraz młodsi, coraz później kładą się spać, a potem wstają niewyspani i idą do szkoły jak zombie. I tak w koło Macieju. Zwykle już te kilkunastoletnie dzieciaki wspomagają się kawą, którą ja polubiłam dopiero na studiach lub energetykami, których nie lubię wcale.

Cyfrowe dzieci (tak się je dzisiaj nazywa) tyją, są zmęczone i niedospane, mają trudności z koncentracją, i przyswajaniem wiedzy. I wiecie co one jeszcze mają?

Przechlapane.

PS. Żyję. Sos grzybowy (patrz notka Jesiennie/ Autumn) był rewelacyjny!!


Let me start with the truism: children love to play and then they forget about the whole of God’s world. It was, it is and it will be. Will be?

I remember that when I used to be young, I was looking forward to go outside, so I was coming back from school quickly and did my homework because I knew that my mother would not let me out. To be honest, when I remind those times today, she did not forbid me, and did not even check if I did my homework. She had confidence, and after all, she also had parent – teachers evenings.

Anyway, when I was going out, I could go to have fun for as long as I wanted to (but I usually wanted as long as my mather let me ;-)), and then I was coming back, ate dinner, watched something on TV or not, I brushed my teeth or not (I didn’t only when I fell asleep reading a book) and went to sleep. I remember that a comfortable bed, said good book and a fluffy quilt were always able to finally tempt and make me asleep 🙂

And you know that today children have different life?

You know for sure, but you can’t do anything about it. Can you?

Because today children maybe often go out but also willingly stay at home. They go to sleep with a smartphone and wake up with it. They start doing homework after 10 pm, when they somehow manage to suck away from the laptop, but even then they learn still looking at social networking sites.

Today I read that nearly one-third of teenagers (15-17 years) do homework or prepare for classes after 22 pm., and almost every tenth, of an hour before midnight. Night-time homework also applies to every seventh 10-14 year old. The younger start to learn the later and they get up sleepy and go to school like zombies. And so all over again. Usually, these young children support theirselves throught coffee, which I started to like when I was a student or energetic drinks, which I do not like at all.

Digital children (as they are called today) are getting fat, always tired and unwell, have difficulties concentrating and learning. And do you know what else they have?

Screwed.

PS. The mushroom sauce (see note Jesiennie / Autumn) was sensational !! And I’m still alive:-)

Bo syn odchodzi, córka zostaje/ Because the son leaves, the daughter stays

pobrane (6)Ostatnio na organizowanej przez nas domówce (kiedyś bym napisała „prywatce”) usłyszałam od jednej z koleżanek, że rodzice synów są zawsze skazani na to, że synowie w dorosłym wieku „pójdą za żoną”, a rodzice zostaną na stare lata sami. Usłyszałam też, że to córka ma biologicznie, czy genetycznie zakodowany silny związek z własnymi rodzicami, to ona więc częściej do nich dzwoni, opiekuje się nimi, odwiedza. Synowie łatwiej przecinają pępowinę, rozpoczynają samodzielne życie, raczej rzadko uwzględniając w tym nowym życiu rodziców. Chyba, że rodziców żony.

Nie muszę mówić, że rozgorzała dosyć ciekawa dyskusja na ten temat, bo wśród naszych gości byli w przeważającej części rodzice synów, a wśród nich z kolei np. pielęgniarka. To ona właśnie, w trakcie swojej wieloletniej pracy zaobserwowała, że jeśli stara matka lub ojciec trafiają do szpitala, to zwykle czynności związane z toaletą czy karmieniem, a więc te wymagające częstych wizyt i dobrego nastawienia, wykonują córki. Synowie pojawiają się w niedzielę, poprawią poduszkę, pospacerują po korytarzu, rzucą jakąś kąśliwą uwagę personelowi szpitala i tyle.

Poczytałam trochę, co na ten temat mówią psychologowie. Generalnie najzdrowszy układ jest taki, gdy dziecko (bez względu na płeć) w odpowiednim momencie opuści dom i założy własną rodzinę. Wtedy, dojrzewając do własnego rodzicielstwa samodzielnie kreuje dalsze życie, jednocześnie (i to jest stanowczo podkreślane przez psychologów) nie tracąc kontaktu z rodzicami, by zaopiekować się nimi, jeśli zajdzie taka potrzeba. To jest jednak bardzo wyidealizowany obraz społecznych oczekiwań, bo przecież doskonale wiemy, że najczęściej bywa inaczej. I to inaczej w zależności od tego, czy mamy córkę czy syna.

Oczywiście prawdą jest, że młodym powinno się pozwolić na życie w zgodzie z samym sobą. Jednak tu smutna dla niektórych rodziców wiadomość: jeśli wcześniejsze relacje z ojcem i matką nie pozwalały na osiągnięcie niezależności, to drastyczne odcięcie się od domu przyniesie dziecku więcej pożytku, niż staranie się o wzorcowe relacje z rodzicami. Jestem jednak przekonana, że gdy już obie strony przepracują we własnej głowie problem (jeśli taki istnieje), pozwolą mu wybrzmieć bez wzajemnych oskarżeń i pretensji, gdy opadną emocje, (zakładając, że dostaną od losu odpowiednio dużo czasu), będą mogli na nowo te relacje zbliżać. Na nowych zasadach.

Bo dorosłe dziecko prawdopodobnie nadal kocha swoich rodziców, jedynie do szczęścia ich już nie potrzebuje. A czasem nawet wręcz przeciwnie, żeby być szczęśliwym musi od nich odejść.

I dopiero ten ostatni fakt jest według mnie powodem do smutku.

Co Wy o tym wszystkim sądzicie, córka czy syn, stereotyp, czy prawda?


Recently, at the party which I organized, I heard from one of my friends that sons’ parents are always condemned to the fact that sons of an adult age will „follow their wife” and their parents stay alone for the old years. I also heard that the daughter has a biologically or genetically encoded strong relationship with her own parents, so she often calls them, looks afte and visits them. Sons are more likely to cut the umbilical cord, start an independent life, rather rarely take into account in this new life of parents. Unless, the parents in law 🙂

I do not have to say that there was quite interesting discussion, because among our guests were mostly parents of sons, and among them, for example, a nurse. During
many years of work she observed that if an old mother or father goes to a hospital, usually activities related to the toilet or feeding, and therefore those requiring frequent visits and a good attitude, are performed by daughters.

The sons appear on Sunday, they will change the pillow, they will take a parent for a walk trhought the corridor, they will say some comment to the hospital staff and that’s all.

I read a little what psychologists say about it. Generally, the healthiest arrangement is when a child (regardless of gender) leaves home at the right time and sets up his own family. Then, matured to own parenthood, creates his own family life, at the same time (and this is strongly emphasized by psychologists) without losing contact with parents, to take care of them, if the need arises. However, this is a very idealized picture of social expectations, because we know perfectly well that it usually happens differently. And it’s different depending on whether we have a daughter or son.

Of course, it is true that young people should be allowed to live in harmony with themselves. However, here sad news for some parents: if earlier relationships with father and mother did not allow to achieve independence, then drastic separation from the home will bring more benefit to the child than to strive for a model relationship with parents. I am also convinced that when both sides reconsider the problem in their own heads, it will allow to resist without mutual accusations and complaints, when emotions fall, (assuming that they will get enough time from fate), they will be able to re-create relations approach. With new rules.

Because an adult child probably still loves his parents, but does not need them anymore to became happy. And sometimes even the opposite.

And only this last fact is, in my opinion, a reason for sadness.

What do you think about all of above, a daughter or son, a stereotype or a truth?

Jesiennie/ Autumn

20141102_120331-effects3751889333159778473.jpg

Wczoraj był dla nas dzień spacerowy. A ponieważ weekend spędziłam w Lublinie, miałam okazję przypomnieć sobie stare ścieżki. Tą, którą przez moment sfilmowałam, chodziłam przez 8 lat podstawówki, codziennie rano.

My spacerowaliśmy, a znajomi wybrali się do lasu na grzyby i co chwila przesyłali zdjęcia dorodnych prawdziwków czy kań. Dostaliśmy potem nawet od nich duży słoik grzybowego sosu, z zaznaczeniem, że ja mam zjeść jutro. Wiecie dlaczego?

Bo oni wiedzą, że czuję paniczny strach przed konsumpcją jakichkolwiek innych grzybów niż zwykle pieczarki. No jejku, przecież nawet grzybiarze z wieloletnim doświadczeniem potrafią pomylić je z trującymi, więc to nie jest znowu jakaś niepojęta fobia. Niektórzy zarzucają mi brak zaufania, jednak ja zawsze wtedy tłumaczę, skąd on się wziął.

To było ładnych kilkanaście lat temu. Oglądałam wrześniowe wiadomości, w których uśmiechnięta urocza dziewczyneczka w wieku mojej córeczki, opowiadała, jak to jej tatuś, który zna się na grzybach, przyniósł z lasu cały koszyk, mamusia ugotowała zupkę i cała rodzina zjadła ją potem na obiad. Ją bardzo rozbolał brzuszek, wymiotowała i dlatego trafiła do szpitala. Teraz czuje się już lepiej, ale pan doktor nie pozwala jej jeszcze wrócić do domku. Potem wypowiadał się pan doktor.

20141011_144414-mix1842411653756814456.jpg

Potwierdził, że rzeczywiście atak bólu minął, ale na skutek ogromnego spustoszenia jakiego dokonała a-amanityna w organizmie dziecka, małej Oli zostało prawdopodobnie tylko kilkanaście godzin życia.Bo w tym sosie był jeden z najbardziej trujących grzybów, muchomor sromotnikowy, a już taki średniej wielkości zawiera dawkę trucizny śmiertelną dla 2-3 osób.

Może dzisiaj są lepsze metody leczenia takich zatruć, ale ja tą małą uśmiechniętą Olę widzę przed oczyma za każdym razem, gdy ktoś mnie częstuje grzybową.

Tak więc, kiedy już dostaję słoik grzybowego sosu, to oczywiście przyjmuję go z wdzięcznością, ale jem dopiero dzień po degustacji przez grzybiarza. Co jest jakby zrozumiałe, on zwykle wierzy, że to co uzbierał jest zdrowe.

Zanim to zrobi, ja dostaję przysłowiowego szczękościsku:-)


Yesterday was a beautiful day for walking. And because I spent the weekend in Lublin, I had the opportunity to recall old paths. Those path from my short movie, I went to primary school for 8 years, every morning.

We had wonderful walk, and our friends went to get fungi and then they sent pictures of good-looking cap boletuses and kans. We even got a large jar of fungi sauce from them, advice me to eat it tomorrow. Do you know why?

Because they know that I feel a panic fear of consuming any other mushrooms than those cultivated. Oh, even great mushroom picker with many years of experience can confuse them with poisonous ones, so this is not an unintelligible phobia again. Some people accuse me of lack of trust, but I always explain where it came from.

It was nice a dozen years ago. I watched one of September news, in which a smiling little girl at the age of my daughter, said than her daddy, who knows the mushrooms, brought the whole basket from the forest, mummy cooked a soup and the whole family then ate it for a dinner. Her tummy ached very much, she vomited and therefore she went to the hospital. It feels better now, but the doctor does not let her come back to the cottage yet. Then was the doctor described girl’s condition. He confirmed that the pain attack had indeed passed, but due to the enormous devastation which was made by the a-amanitine in the child’s body, the little Ola probably has had not much time left. Because in this sauce was one of the most poisonous fungi, the phylum amanita, and this medium-sized one contains a dose of deadly poison for 2-3 people.

Maybe today there are better methods of treating such poisoning, but I see this smiling Ola in front of my eyes every time someone cook for me some fungi.

So, when I get a jar of fungi’s sauce, of course I accept it with gratitude, but I only eat the day after tasting by the mushroom picker. Which is understandable, he usually believes that what he has collected is healthy.

Before he does it, I get proverbial lockjaw:-)

Akcja segregacja/ Action segregation

Ja jestem za! Za segregowaniem śmieci, recyklingiem, kupowaniem rzeczy wielokrotnego użytku, sprzątaniem po sobie na plaży i wszędzie. No tak mnie wychowano, że nie lubię zostawiać po sobie syfu, a jeśli chodzi o segregację, wpisuje się ona w moją empatię dla matki Ziemi:)) O!

Mój ekologiczny światopogląd, każe mi też nie zostawiać śmieci w miejscach do tego nieprzygotowanych, dlatego np. wyrzutą gumę zawsze niosę do śmietnika (nawet jeśli go nie ma przez kilka kolejnych kilometrów), a nie rzucam gdzieś w trawę. Wiecie, że taka plujka rozkłada się w ziemi aż 5 lat? A szklana butelka aż do 4 tys. lat, choć podobno znaleziono koraliki ze szkła jeszcze starsze, bo datowane na ok. 2000 lat p.n.e.!! Powaga. Właśnie dlatego, plaża w Grecji, na której lubiliśmy spędzać czas, jest usłana mnóstwem wyrzuconych na brzeg różnego koloru szkiełek, wygładzonych przez morze i piasek. Niech tylko jeden człowiek na świecie wyrzuci do wody tylko jedną butelkę i tak przez następne setki lat, to powstanie niewyobrażalna liczba.

Ten zielony to włąśnie „szmaragd”:-)

Mój mąż nazywał te zielone kawałeczki szkła szmaragdami, bo w wodzie błyszczały się rzeczywiście przepięknie. I wiecie co? Miał trochę racji, bo to jest szmaragdowe bogactwo setek lat ludzkiego niedbalstwa.

Ale nie tragizujmy tylko bierzmy się do roboty! Zróbmy coś z tym!

Ja chętnie przyłączyłabym się do akcji sprzątania plaż… inna sprawa, że robiłabym to najchętniej, gdyby ta plaża była na przykład na Karaibach, ale ad rem :-). To powinno się robić w ramach akcji społecznych, w ustawowo wolnym od pracy dniu. Chyba chcemy, żeby nasze praprawnuki też miały kiedyś szansę cieszyć się przyrodą.

Ale jeśli moja mama segreguje te wszystkie śmieciuchy, wrzuca do żółtego kontenerka, to co do żółtego trzeba, a do zielonego, to co do zielonego itd., a moja mama to już starsza pani, więc nie muszę tłumaczyć, że zapomina jaki kolor do czego, zawsze wcześniej zagląda do karteczki, w której ma rozpisane zasady segregacji odpadów.

Więc jeśli moja mama to wszystko robi, zadając sobie niewątpliwie jakiś trud, a potem przyjeżdża śmieciarz i mówi, „pani kochana, to nie ważne, przecież te wszystkie worki i tak trafiają do jednego kontenera w śmieciarce”, to ja się pytam, k…. po co to wszystko!???


I’m for it! For sorting waste, recycling, buying reusable items, cleaning up on the beach and everywhere. Well, I was raised so, that I do not like to leave shit, and when it comes to segregation, it fits into my empathy for mother Earth :))

My ecological worldview, it also makes me leave no rubbish in places that are unprepared, that’s why, for example, I always put the chewing gum into the garbage, I do not throw it somewhere in the grass. You know that such revenues spreads out in the ground for 5 years? A glass bottle up to 4,000 years, but I know that were found glass beads dated to about 2000 years BC !! Seriousness. Probably because of that, the beach in Greece, where we used to spend time, is strewn with a lot of throwned to the shore of different color pieces of glass, smoothed by the sea and sand. Let’s only one man in the world throw only one bottle into the water, during next hundred years, it will be an unimaginable number. My husband called these green pieces of glass as emeralds, because in the water they were really beautiful greenish shining. And you know what? He was right, because it is the emerald wealth of hundred years of human negligence.

But let’s not do drama! Let’s do something about it!

I would be very happy if I could to join in the beach cleaning action … another matter that I would be doing the most, if it was the Caribbean beach, but ad rem :-). This should be done as part of social action, on a statutory day off. I think it should be very important for us,to do everything what is possible, that our great-grandchildren to have a chance to enjoy nature once.

But if my mother segregates all the trash, puts to the yellow container, what is required to the yellow one, and puts to the green container, what is needed to the greenone etc., and my mother is the old lady, so I do not have to explain that she forgets what color is to every different kind of rubbish,… and she always has to look into a piece of paper with rules for waste segregation.

So if my mother does all this actions, going through the trouble of, and then a garbage collector arrives and says, „dear lady, it does not matter, after all, all these sacks still go to one container in the garbage truck,” I ask, what for, the fuck, is all of that! ???

Dzieci to skarb/ Children are a treasure

London-Newborn-Photo-Session_01.jpg
http://achphotography.com

Kiedyś zastanawiałam się (TU), jak to jest, że z cudownego brzdąca wyrasta człowiek, który nagle zaczyna sprawiać rodzicom problemy. Zadają sobie pytanie „dlaczego”, mówią „przecież nie tak cię wychowywaliśmy”, „co się z dzieje? Odpowiedzi dobrej, jednoznacznej i trafiającej w samo sedno problemu nie ma. To składowa wielu czynników, za które są odpowiedzialni zarówno rodzice, jak i cała reszta świata. Zewnętrzne okoliczności, w tym przekazy medialne, internet, środowisko, koledzy, cywilizacja. Im więcej bodźców zewnętrznych, tym więcej uzależnień i uwarunkowań sprzyjających wypaczeniu.

I potem dzieje się tak, jak w opisywanej wczoraj w prasie historii, kiedy to 18-latek rzucił się na matkę, bo poprosiła go o wyłączenie komputera. Grał i jednocześnie głośno rozmawiał przez telefon, a była 4 rano. Podejrzewam, że matka wstawała rano do pracy, a synek miał już wakacje.

Albo tak, jak w innej historii, która miała swój finał aż na sali sądowej. 25 letnia córka, absolwentka studiów wyższych, ciesząca się dobrym zdrowiem, pozwała swoją matkę o alimenty, a w zasadzie o ich przedłużenie. Tysiak miesięcznie. Argumentowała to tym, że ma zamiar robić doktorat, który pochłania tyle czasu, że nie będzie w stanie pracować na utrzymanie. Podejrzewam, że historia musi mieć drugie dno i wcale nie chodzi o pieniądze. Z własnego doświadczenia wiem, że rodzice chętnie finansują edukację własnych dzieci, pomagają im i cieszą się, gdy chcą się uczyć. Więc raczej sądzę, że matka miała po prostu dość. Czego? Nie wiem. Może braku szacunku, to dzisiaj wcale nie taka rzadkość, może arogancji, może braku wspólnej płaszczyzny porozumienia, która nagle zaczęła matce przeszkadzać, która ją raniła? Oczywiście nie wykluczam, że matka też mogła mieć coś na sumieniu.

Trudno to ocenić, ale zgadnijcie co orzekł sąd?

Update:

Sąd zweryfikował informacje o zadłużeniu kobiety. Okazało się, że ma długi w wysokości 196 tys. Z tego tytułu komornik potrąca co miesiąc z jej konta około 2,8 tys. zł. Sędzia zauważył jednak, że „sytuacja materialna matki wcale nie uległa zmianie, a jest dokładnie taka sama, jak wtedy, gdy zasądzono alimenty”.

Zauważył także, że wiek, w którym jest teraz córka oraz jej wykształcenie wcale nie oznaczają, że musi się usamodzielnić. Zauważył, że studia zajmują jej cały czas także poza uczelnią, co utrudnia zapewnienie sobie dodatkowych dochodów. „Trzeba pamiętać, że obowiązek rodziców do świadczeń alimentacyjnych względem dzieci jest tym najszerszym obowiązkiem alimentacyjnym i nie ma jednej, automatycznej granicy, z przekroczeniem której ten obowiązek ustaje

***

Once I was wondering (HERE) how it is that a wonderful toddler grows up a man who suddenly makes problems for his parents. They ask themselves „why”, they say „we did not brings you up at this way”, „what’s happening?” There are no answers to a good, unambiguous and hitting point. It is a component of many factors for which both parents and the rest of the world are responsible The external circumstances, including media messages, the Internet, the environment, colleagues, civilization, the more external stimuli, the more addictions and conditions conducive to depravation.

And then it happens as in the history described in the press yesterday, when the 18-year-old threw himself at his mother, because she asked him to turn off the computer. He played and simultaneously talked loudly on the phone, and it was 4 in the morning. I suppose that his mother wakes up for work in the morning and the son had vacations.

Or like in another story that had its final at the courtroom. A 25-year-old daughter, a graduate of higher education, enjoying good health, sued her mother for maintenance, and in principle for their extension of that maintence. Thousan monthly. She argued that she was going to do a PhD that would take so much time that she would not be able to work for a living. I suspect that history must have a second bottom and it is not about money at all. From my own experience I know that parents are willing to finance their children’s education, help them and are happy that they want to learn. So, I think that this mother could fed up. Why? Maybe disrespect, it’s not so rare today, maybe arrogance of doughter, maybe the lack of a common plane of understanding that suddenly began to disturb her mother, hurt her? Or maybe mather was not fair.

It is difficult to judge, but guess what did the court say?

 

Zapachy lata w Skaryszewskim/ Summer scent in Skaryszewski Park

Notka z okazji pierwszego dnia lata:)))

Stojąc dokładnie w tym miejscu, twarzą w stronę skąpanego w czerwcowym słońcu Jeziorka Kamionkowskiego, obserwując szykujące się już do snu nenufary, poczułam zapach czekolady. Czasem robię sobie wycieczkę rowerową własnie do Parku Skaryszewskiego, bo lubię słodki zapach wydobywający się z Fabryki Wedla. Pewnie ciągle drzemie we mnie tamta mała dziewczynka, która ze wszystkich słodyczy świata lubiła tylko mleczną czekoladę:)

20180616_180350-1361539783.jpg

Nieco dalej, ale już pod drugiej stronie jeziorka zapachniało kwiatami. Czy zauważyliście, że te kupowane w kwiaciarni już nie pachną? Czyżby dopadło je GMO?

20180616_181051-2138195409.jpg

Kiedy już nasyciłam zmysł powonienia, któremu w mieście wcale nie codziennie trafia się taka gratka, pojechałam jeszcze troszeczkę dopieścić zmysł wzroku, ukoić go zielenią.

20180616_181416-2013612224.jpg

No, a potem to już mogłam spokojnie wracać do domu:-)

***
A note on the occasion of the first day of summer :)))

Standing exactly in this place, facing the lightening by the sun Kamionkowskie Lake, observing the water lilies preparing for sleep, I felt the smell of chocolate. Sometimes I take a bike trip to Skaryszewski Park, because I like the sweet smell coming from the Wedel Factory. Probably is still inside me that little girl who, out of all the sweets in the world, liked only milk chocolate 🙂

A little further, but on the other side of the lake it smelled of flowers. Have you noticed that the ones bought at the florist do not smell anymore? Is it GMO?

Once I have saturated the sense of smell, which in the city is not such a treat at all on a daily basis, I have gone a do something extra for the sense of sight, soothe it with greenery. And only then I could go home.

Blogowe porządki/ Blog’s cleaning

wp-1528888869234-2116933365.jpg

Jestem leniwa. Od czasu przeniesienia Blog Caffe z Onetu na platformę WordPress (5 miesięcy !!) nie zrobiłam tu  żadnych porządków. Tylko to, co uważałam za konieczne do prowadzenia bloga. Wiem, że stare zdjęcia zniknęły, niektóre linki są bez sensu, ponieważ przenoszą do czegoś, co już nie istnieje, a w wielu przypadkach doszło do rozformatowania tekstu.

Więc zaczęłam porządki, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest tu prawie 600 notek, nie obiecuję, że będę w stanie je ukończyć w ciągu kilku dni.

Mam jednak prośbę. Ponieważ WordPress poleca stare notki, dajcie znać w komentarzu, gdy zauważycie coś takiego, a ja szybciutko poprawię:-). Nie chciałabym pokazywać ich tak bez retuszu, to denerwujące, a wręcz nieprzyzwoite 🙂

***

I’m lazy. Since the transfer of Blog Caffe from Onet to the WordPress platform (5 months !!) I haven’t done any cleanup. I did only that what I thought would be necessary to write a blog. And I know that old photos have disappeared, some links are pointless, because they are moving to something that no longer exists, and in many cases the text has become unformatted.

So I start to cleanup, but given the fact that there are almost 600 notes here, I do not promise that I will be able to finish them in a few days.

However, I have a request. Because WordPress recommends old notes, please write in the comments, if you find such my improper text somewhere, I will correct it immediately. I would not like to show them without retouching, it’s annoying, even indecent 🙂