Blogowe porządki/ Blog’s cleaning

wp-1528888869234-2116933365.jpg

Jestem leniwa. Od czasu przeniesienia Blog Caffe z Onetu na platformę WordPress (5 miesięcy !!) nie zrobiłam tu  żadnych porządków. Tylko to, co uważałam za konieczne do prowadzenia bloga. Wiem, że stare zdjęcia zniknęły, niektóre linki są bez sensu, ponieważ przenoszą do czegoś, co już nie istnieje, a w wielu przypadkach doszło do rozformatowania tekstu.

Więc zaczęłam porządki, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest tu prawie 600 notek, nie obiecuję, że będę w stanie je ukończyć w ciągu kilku dni.

Mam jednak prośbę. Ponieważ WordPress poleca stare notki, dajcie znać w komentarzu, gdy zauważycie coś takiego, a ja szybciutko poprawię:-). Nie chciałabym pokazywać ich tak bez retuszu, to denerwujące, a wręcz nieprzyzwoite 🙂

***

I’m lazy. Since the transfer of Blog Caffe from Onet to the WordPress platform (5 months !!) I haven’t done any cleanup. I did only that what I thought would be necessary to write a blog. And I know that old photos have disappeared, some links are pointless, because they are moving to something that no longer exists, and in many cases the text has become unformatted.

So I start to cleanup, but given the fact that there are almost 600 notes here, I do not promise that I will be able to finish them in a few days.

However, I have a request. Because WordPress recommends old notes, please write in the comments, if you find such my improper text somewhere, I will correct it immediately. I would not like to show them without retouching, it’s annoying, even indecent 🙂

Reklamy

Warszawa ma swój własny Balaton/ Warsaw also has its own Balaton:-)

Balaton

20180523_182359-effects-1-357757807.jpg

*nawet w tytule można zrobić literówkę…niestety 🙂

Nie czekając na wenę/ Without waiting for the inspiration

images (8)Młodsi blogerzy radzą, by nie czekać na wenę. Należy pisać codziennie, przez minimum 30 minut. Nawet jeśli zupełnie nie ma się na to czasu, ochoty, ani (co gorsze) nie ma o czym. A ja zawsze uważałam, że jak nie ma o czym, to lepiej milczeć. Jednak chodzi po prostu o wyrobienie nawyku siadania do komputera (taki nawyk to ja akurat miewam, tylko niekoniecznie w celu pisania notki), bo „w tworzeniu bardzo ważna jest konsekwencja i systematyczność”. To akurat potwierdza również Remigiusz Mróz, który siada do pisania książki codziennie, na około 8-10 godzin.

Ja jednak nigdy nie uważałam, że pisanie bloga to twórczość! Raczej odskocznia, fanaberia, takie pitu pitu będące specyficznego rodzaju zabawą. Specyficznego, bo przecież nie każdy lubi pisać, a zdecydowanie nie każdy lubi czytać. Jeśli już jednak czyta blogi, to raczej te, z krótszymi notkami, dlatego ja również, od pewnego czasu staram się nie rozpędzać i poprzestawać na 3-4 akapitach. Maksymalnie pięciu.

Sama wiem, że gdy zaglądam na czyjąś stronę i widzę epistołę, w dodatku pisaną bez akapitów, wyboldowań, przecinków, ze zdaniami rozwlekłymi niczym to spaghetti z Księgi Guinnessa, to mam wewnętrzny opór. Oczywiście bardzo lubię zdania wielokrotnie złożone i z elokwentnym współrozmówcą wielokrotnie sobie na nie pozwalam:-). Jeśli jednak chodzi o bloga, to widzę, że i na mnie odcisnęło się piętno współczesnego skracania wypowiedzi, ekonomizacji języka, ucinania myślowego słowotoku (szkoda, że nie udzieliło się politykom btw). No i jestem wzrokowcem, więc znacznie szybciej pochłaniam tekst, gdy jego szata graficzna jest czytelna i przejrzysta.

Tak czy siak, spróbuję się zastosować do wskazówek, będę pisać nawet o niczym……w końcu trzeba iść z duchem czasu!;-)

***

Younger bloggers advise: do not wait for the inspiration. You should write for a minimum of 30 minutes daily. Even if you do not have time for it, you do not want to, or (worse) you have nothing to say about. Well, I always thought that if there is nothing to talk about, better is to remain silent 🙂 However, it’s just about keeping a habit of sitting at the computer (in the matter of fact that habit I have, but not necessarily for writing notes), because „in the process of creating, the consistency and regularity are very important”. This is exactly confirmed by Remigiusz Mróz, who write his books every single day for 8-10 hours.

However, I never thought that writing a blog is creativity! Rather a deep breathe, a whim, small chats, and something being a specific kind of fun. Specific, because not everyone likes to write, and definitely not everyone likes to read. If, however, they already read blogs, then they choose those with shorter notes, that’s why I have been trying not to exceed 3-4 paragraphs, up to five.

When I glance at somebody’s website and see a long epistola, and worse, written without paragraphs, bolds, commas, sentences as longs as that spaghetti from the Guinness Book, I have internal resistance. Of course, I really like compound-complex sentences and having an eloquent talker, I complex allow myself use them:-). However, when it comes to a blog, I see that I am influented by current shortening of statements, the language economisation, the cutting of verbal diarrhea (I wish all of that to our politicians, btw ;-). Well, I am a visual learner, so I absorb the text much faster when the graphic layout is clear and transparent.

Anyway, I will try to follow the tips and I’ll write even about nothing …… eventually, I have to move with the times! 😉

Przegapiłam/ Missed

500_F_122556198_z9J7yB4D2aTGJHvEPGhvLi1vs8LtTFeJWłaśnie sobie uświadomiłam, że przegapiłam cynowe (lub aluminiowe) blogowe gody. Wolę aluminium, bo ma fajniejszą strukturę i jest plastyczne, a więc zmienne. Jak ja. 🙂 Jakby ktoś jeszcze nie wiedział o co chodzi, to z początkiem kwietnia minęło 10 lat prowadzenia Bloga Caffe (a wcześniej przez rok Bloga Beaty).

Czy 11 lat bycia w blogosferze jest jakimś wielkim wyczynem? Nie! Ale już systematyczne pisanie notek przez tyle lat zdecydowanie tak. Świadczy o dyscyplinie wewnętrznej, pomysłowości autora (przecież o czymś się jednak pisze), świadczy również o tym, że nagle człowiek zaczyna od siebie wymagać czegoś, czego właściwie wcale nie musi. Pokonuje własne lenistwo, zastój myślowy, skrobie te własne wypociny i wrzuca do sieci, przedtem koryguje, edytuje, dopieszcza. W dodatku cały czas obarczony stresem, że musi pisać tak, aby go potem nie ścigali prawnicy czy GIODO:-)

W tym wszystkim niesamowite jest jeszcze coś innego. Kiedy założyłam bloga, nie przyznałam się nikomu, nawet mężowi. Bo to był wtedy trochę obciach. Mój kolega socjolog ironicznie stwierdził, że bloger sili się na dziennikarza. Wkurzyło mnie to! Bo ja – bloger chciałam po prostu móc się wypowiedzieć w szerszym, niż własny dom, gronie, chciałam pisać, być czytana, wchodzić w polemikę. Zawsze bardzo lubiłam te blogowe rozmowy, gdy trafiałam na kogoś kto myśli dokładnie tak samo jak ja, ale też gdy ktoś myśli zupełnie inaczej!  Wiecie jakie wtedy bywają ciekawe rozmowy?

Dzisiaj już w zasadzie wszyscy znajomi wiedzą, że bloguję, przestałam być anonimowa. Jednak teraz co drugi człowiek na świecie, z dostępem do internetu, to bloger :-). Mało tego, dzisiaj blogerzy stają się rozpoznawalni, są mile widziani „na salonach”, a niektórzy potrafią na blogowaniu zbić całkiem niezłą kasę.

A ja?

Nie jestem rozpoznawalna i nie zbiłam kasy. Tego drugiego to akurat nieustannie  żałuję:-)

***

original_bottoms-up-funny-birthday-cardI just realized that I missed my blog’s tin anniversary (sometimes called „aluminum annniversary”). I am not sure, but I think that this nomenclature appears only in Polish tradition. Merely it regards to wedding anniversaries, but very often we recall that nomenclature to any other anniversaries just for fun, all names see below. I prefer aluminum, because it has a nicer structure and is flexible. Like me:-) I mean, I change my mind flexibly and it is not rare. I am woman!:-) If somebody still does not know what I’m talking about: at the begginig of April it’s been 10 years since I started Blog Caffe, and 11 since Beata’s Blog (wchich was run only for one year).

Is 11 years in the blogosphere a big deal? No! But systematic writing of notes for so many years definitely yes. It testifies to the internal discipline, inventiveness of the author (after all, I have to find some topic to describe about), also proves that suddenly a blogger begins to require something from himself. He overcomes his own laziness, mental stagnation, create those intellectual scribbles and throws them into the net. Before that he corrects, edits and polishes. In addition, all the time burdened with stress, that he have to write in that way, that it would not be followed afterwardes by attorneys or GIODO 🙂

There is something amazing in that experience. When I started to run a blog, I did not confess to anyone, not even my husband. Because it was a litte bit embarrassing, a litte bit shameful. My colleague, the sociologist, ironically stated that the blogger is trying to become a journalist. It pissed me off! Because me – a blogger, just wanted to be able to speak to a wider group of people than in my own home. I wanted to write, be read and enter into polemics. I have always liked blog conversations very much, when I came across someone who thinks exactly the same way I am, but also when someone thinks differently! Do you know how interesting conversations are then?

Today, basically, all friends know that I’m blogging, I’ve stopped being anonymous. I am after coming out:-) Today, however, every second person in the world with access to the Internet is a blogger. Not only that, today bloggers become recognizable, they are being invited, and some are able to make a pretty good money on blogging.

And what with me?

I’m not recognizable and not earned money. This second issue is the reason for my constant regret:-)

 

Example: 1 year wedding aniversary is called „Paper anniversary”

1- paper; 2- cotton (some sources give the reverse order of the first two anniversaries); 3- leather; 4- floral or fruit (silk name is also found); 5- wooden; 6- sugar (or iron); 7- wool (or copper); 8- bronze or brown; 9- tinware; 10- tin (or aluminum); 11- steel; 12- canvas, silk or linen; 13- lace; 14- ivory; 15- crystal or glass; 20- porcelain; 25- silver; 30- pearl; 35- coral; 40- ruby; 45- sapphire; 50- gold; 55- emerald or platinum; 60- diamond; 65- iron; 70- stone; 75- brilliant; 80- oak

Zalety

Nie chwaliłam się jeszcze, że zmieniłam pracę. Już dawno się tu niczym nie chwaliłam, btw:-)

W każdym razie, zmieniłam i trzeba było się przestawić na inne oczekiwania i priorytety. A propos oczekiwań: nowością jest to, że teraz zawsze muszę uczestniczyć w spotkaniach mojego szefa. Jestem jego drugim wzrokiem i słuchem. Po każdym spotkaniu robię roboczą notatkę, protokół czy zapisuję wnioski. Szef to oczywiście potem uzupełnia, coś tam koryguje merytorycznie, ale ja nadaję temu pierwszy rys. A zwykle jest o czym pisać.

Protokołowanie jest fajne i niefajne jednocześnie. Fajne, bo jako uczestnik spotkania jestem w centrum wydarzeń. Wiem jakie są plany firmy, czy mojego szefa, w jakim kierunku będziemy się rozwijać jako podmot gospodarczy, czy choćby dlaczego nowy minister jest lepszy od starego:-)

Niefajność polega na konieczności ciągłej koncentracji. Nie można się na chwilę wyłączyć i myśleć o niebieskich migdałach. Jak potem wytłumaczę dziurę w notatce? Przecież nie powiem, że w momencie gdy pan Kowalski referował projekt kampanii reklamowej, ja rozważałam co zrobić na obiad:-)

Zdecydowaną zaletą jest to, że w ogóle wychodzę z biura, że poznaję nowych ludzi, bywam w takich miejscach Warszawy, do których bym pewnie nigdy nie trafiła.

Wartość edukacyjna – bezcenna.

Trzecia blogowa przeprowadzka

Najpierw była platforma Onetu, potem transport za pośrednictwem Onetu na platformę onetowo – wordpressową, teraz całkowity wordpress. Chaos totalny, ale mam nadzieję, że z czasem do ogarnięcia. Strona firmy, w której teraz pracuję zawieszona jest na wordpressie, więc liczę na szybki edukacyjny update.

Albo poprzedni blog był tak zapełniony, że import po prostu nie zadziałał, bo trwa już ponad 24 godziny, albo potrzebuję pomocy. Fakt, że są to pliki z 10 lat blogowania, ale mimo wszystko wydaje mi się, że coś poszło nie tak. Widzę w tym pewną złośliwość losu, bo jak nazwać to, że gdy w końcu znowu mam czas na blogowanie, blog  się zbiesił.

Jeszcze się nie poddaję. Pliki z bloga.pl zaimportowałam, wiec w razie czego mam bazę. Wysłałam prośbę o pomoc, ale nie wiem w jakim tempie pracownicy wordpressa reagują. Mam nadzieję, że szybko, bo procesu importowania przerwać nie mogę, a ikonka się kręci i kręci i kręci.

Jeśli ktoś ma jakieś dobre rady, to chętnie przyjmę wszystkie.

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji (Tomasz z Akwinu)

Jak pewnie każdy, także i ja, mam swoje ulubione miejsca w sieci, które odwiedzam, lubię i oglądam cyklicznie. Niektóre polajkowałąm, inne zasubskrybowałam, do jeszcze innych ściągnęłam aplikację i kiedy tylko pojawia się coś nowego, dostaję powiadomienie, że jest.

No i właśnie na jednym z tych kanałów obejrzałam filmik blogerki, vlogerki, posiadaczki instagrama, facebooka, snapchata, popularnego kanału na youtubie i być może czegoś tam jeszcze, o czym nie wiem, że istnieje, ale jeśli istnieje to ona na pewno go ma! 🙂

Ta blogerka uaktywniła się właśnie na snapchacie (jest snapchaterką?:-), przepraszając, że zaniedbała tę formę kontaktu z subskrybentami, że postara się poprawić, będzie bywać, wrzucać, snapować i w ogóle będzie fajnie….a potem to już mówiła właściwie o niczym. Jak to na snapchacie.

No i ja właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że NIE, nie uważam, że trzeba być aktywnym na każdej jednej istniejącej platformie społecznościowej i wrzucać treści o niczym tylko po to, żeby zaznaczyć teren.

Oczywiście, że chodzi głównie popularność, pławienie się w blasku rozpoznawalności, czy bardziej przyziemne kwestie, jak dzisiejsze pojmowanie nowoczesności, to żeby być na czasie, na pierwszym miejscu lub na tyle wysoko w rankingu, by móc ten wskaźnik eksponować w kręgu znajomych lub innych (a użyję tego słowa) userów czy followersów. I to akurat się mocno łączy z kwestią popularności.

Jednak chyba lepiej angażować się w mniej, nazwijmy to, projektów medialnych niż gadać o pogodzie. Co innego, gdy ma się naprawdę wiele do przekazania, dzieli własne kanały tematycznie, i na każdym z nich dzieje się coś interesującego. Ale to jest bardzo rzadkie i trudne.

Lepiej ograniczyć własne zaangażowanie do jednego miejsca w sieci, choć oczywiście, że wtedy istnieje ryzyko, że wypadnie się z obiegu, wprawy, a nawet pamięci czytelników.

Come back oraz kilka słów o „Ice Bucket Challenge”.

Odpoczęłam. Od Internetu, wiadomości, pisania i zmuszania się do czegokolwiek.

Najpierw było dziwnie, potem fajnie, cudowna wolność, dużo czasu, okres urlopowy, zwiedzanie, czytanie, zdjęcia i fotograficzne reportaże, a potem z jakiegoś dziwnego powodu zaczęłam odczuwać najpierw delikatną, a potem coraz mocniejszą potrzebę wyjścia z blogowej impotencji.

I jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, zaczęłam odczuwać potrzebę posiadania potrzeby pisania bloga. Nie samego pisania, potrzebę tej potrzeby. Bo ona jest mi niezbędna do tego, żeby robić to, co robiłam przez ostatnie 8 lat:)

Więc jestem.

Czy zauważyliście, że jak człowiek nie ma pełnej wiedzy na jakiś temat, a sam temat wygląda na pierwszy rzut oka dosyć osobliwie, to najpierw zaczyna od jego krytyki?

Tak było, gdy po raz pierwszy zobaczyłam filmik „Ice Bucket Challenge”. Na początku stwierdziłam, że oblewanie się lodowatą wodą w celu udowadniania czegokolwiek, to dziecinada i żenada, że jeśli już chcemy wesprzeć jakąś wartościową akcję, lepiej zasadzić drzewo, zaadoptować  zwierzaka, opłacić czyjąś naukę czy kupić przysłowiową cegiełkę.

No i otóż chyba się trochę myliłam. Co prawda w kwestii lodowatej wody nadal mam mieszane uczucia, bo co to za odwaga chlusnąć sobie w twarz, jednak wspieranie fundacji ratującej ludzkie życie jest rzeczą godną poparcia, bez względu na to, jak bezsensowne łańcuszki (bo przecież to jest łańcuszek), ją poprzedzają.  W przypadku „Ice Bucket Challenge” chodzi o to, by osoba, która nie podejmie wyzwania, zapłaciła stu-dolarowego karniaka  na rzecz fundacji ASL (stwardnienie zanikowe boczne). Tak więc twardziel, który obleje się wodą w sumie nie musi płacić, ale jaki byłby z tego wizerunkowy pożytek dla osoby znanej i cieszącej się społecznym uznaniem? I cóż to jest 100 dolców dla…. Billa Gatesa na przykład?  Dlatego każda gwiazda ekranu najpierw oblewa się wodą, a potem płaci.

I jeśli nawet ten specyficzny celebrycki show rozszerzył się także wśród zwykłych posiadaczy facebooka, to jest to nadal show charytatywny (za każdy udostępniony film podobno płaci portal)  i dlatego cierpię …… nie całkiem w pokorze.

Mam tylko nadzieję, że do mnie łańcuszek nie dotrze i nikt nie każe mi się kąpać w przeręblu ani okładać kostkami lodu. Źle znoszę krioterapię:-)

Bill Gates podejmujący wyzwanie.

A tu przygnębiający, dający do myślenia film z realizacji „wyzwania” ….. w strefie zbombardowanej Gazy. Wersja mówiąca wiele, której nie trzeba ani komentować, ani tłumaczyć.

Moskaliki i takie tam…:)

Co z tymi moskalikami Caffe? – padło ostatnio pytanie, więc już odpowiadam.

Nie wygrałam konkursu (pisałam o nim tu), ale za to poznałam świetną limerykowo-moskalikową grupę, z którą bawimy się w wierszyki do tej pory. Więc uważam, że warto było przegrać, żeby wygrać.

Wszystkich nas obowiązuje prawo o ochronie własności intelektualnej, w związku z tym nie wkleję tu wierszy bez zgody autorów, a prosić o nią jakoś mi jeszcze głupio (w końcu to blog, a nie Tygodnik Literacki;-)), dlatego wrzucam kilka moich własnych pomysłów i wygrany moskalik pani Marii, który uznałam za najlepszy. Ten moskalik akurat mogę udostępnić, ponieważ został już upubliczniony przez Agorę po zakończeniu konkursu.

Kto powiedział, że Hiszpanie

Tańczą z większym animuszem

Ten lichtarzem w łeb dostanie

Tuż przed Św. Mateuszem

 

Kto powiedział, że Słowaczki
są wielbione przez Ułanów
tego żegnać będą płaczki
przed kościołem Franciszkanów

 

Moskaliki przełamane gatunkowo:

 Kto rzekł, że wśród ekscentryczek

Five o’clock jest znowu w modzie

Temu wsadzę w dupę smyczek

Przy rapsodii albo odzie

 

 Kto śmiał rzec, że Anglosasi
Kopią piłkę niczym Pele
Temu trutką się okrasi
Obiad, w farnym kościele

 

 Moskalik Pani Marii:

Kto powiedział, że Chorwaci
nie szanują swoim dam
tego strzelę gumką z 
gaci
przed Katedrą Notre Dame

 

PS. A jak powiedziałam, o tych moskalikach to dostałam notatnik, żebym je mogła gdzieś zapisywać. Prawda, że piękny i adekwatny?:))

Caffe notatnik