Ziarno z Chin? / A seed from China?

Czy słyszeliście już o podejrzanych przesyłkach z Chin, których nikt nie zamawiał, nie wiadomo, kto wysłał, ale trafiły w ostatnim czasie do wielu krajów świata? Co ważne, na etykiecie podano, że zawierają biżuterię, a znajdował się woreczek z nasionami niewiadomego pochodzenia.

Najpierw zaobserwowano je w USA, a ponieważ zostały oznakowane po chińsku, od razu zostały skojarzone z zimną wojną, która na skutek Covid-19 rozgorzała pomiędzy tymi dwoma krajami. Jednak przesyłki trafiły też do wielu krajów Europy, w tym do Polski.

Urzędnicy Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa przestrzegają przed otwieraniem torebki, odradzają wysiewanie nasion do ziemi, ponieważ mogą zawierać szkodniki, grzyby, bakterie wirusy itp., a co za tym idzie, stanowić najnormalniejsze w świecie zagrożenie dla naszego środowiska, które na te nieznane patogeny może być nieodporne.

Cóż, natura może sobie nie poradzić ze szkodnikami tak, jak sobie nie radzi z koronawirusem.

Jeśli te przesyłki to taki kiepski żarcik, to po co i za czyje pieniądze? Jeśli próba dezinformacji i frustracji, to ktoś wybrał idealny moment. Trwa pandemia, żyjemy  w stanie mniejszego lub większego niepokoju. Pierwsza fala sprawiła, że nagle znaleźliśmy się w alternatywnym świecie i chociaż każdy z nas tęskni za swoim dawnym życiem, to przecież nie wiemy, czy uda nam się je odzyskać. Sezon jesienno-zimowy to jedna wielka niewiadoma, a ja nie lubię nie wiedzieć.

W tej sytuacji wystarczy tylko podgrzać emocje, może nawet zupełnie nieszkodliwym ziarnem, i panika gotowa.

A co na ten temat mówią w azjatyckich mediach? Ja o całej sprawie dowiedziałam się z WION– komercyjnej stacji, której pasmo jest blokowane w Chinach. Oni mówią wprost, że może to być kolejny akt bioterroryzmu. 

Chiny zaprzeczają.

Czytaj dalej „Ziarno z Chin? / A seed from China?”

Przeskoczyć „Wszystkich Świętych”/ To skip „All Saints’ Day”

W sobotę byłam na zakupach w TK MAXX i wyobraźcie sobie, że stojąc już przy kasie, zauważyłam całą półkę asortymentu ozdobionego, skądinąd przesłodkimi, reniferkami, świętymi mikołajami, gwiazdeczkami i kolorowymi choinkami. Na szczęście z głośników nie leciały piosenki bożonarodzeniowe i nie sprzedawano bombek, ale i tak poczułam się jakbym, jakimś cudownym zbiegiem okoliczności przeskoczyła wprost z października do grudnia.

Z tym grudniem to się nawet trochę komponowałam. Szukałam zimowego płaszcza, który musiał spełnić kilka konkretnych wymagań: być długi, zapinany na zamek (a nie zatrzaski, które potem się „wyrabiają” i rozpinają w najmniej oczekiwanym momencie), i posiadać kaptur. Sądziłam, że w sklepie, który sprzedaje ubrania znanych marek, nie będzie problemu. W zasadzie nie było, bo znalazłam, cena przystępna, kaptur ładnie wyprofilowany, ale ten kolor, no znowu czarny! Kolejny czarny? Czy naprawdę nie można od czasu do czasu wyprodukować czegoś popielatego, kawowego, złotego, mlecznego błękitu?? Kupiłam czarny i teraz będę musiała polować na jakieś fajne, rozjaśniające czerń dodatki.

Ale tak sobie myślę, że skoro w ubiegłych latach narzekaliśmy (nawet ja tu, na blogu), że tuż po sprzedaży zniczy zaczyna się bożonarodzeniowe szaleństwo, to niewątpliwie TK MAXX poszedł w tym szaleństwie o krok dalej 🙂

Czytaj dalej „Przeskoczyć „Wszystkich Świętych”/ To skip „All Saints’ Day””

Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility

„Polityka”

Zapewne pójdę na nowy, niewątpliwie bardzo kontrowersyjny film Patryka Vegi pt. „Polityka”. O ile go wyemitują. Pójdę, bo jeśli mam sobie wyrobić swoją własną opinię (a nie powielać cudze), muszę go najpierw zobaczyć. A z całą pewnością krótkie, dosadne trailery to za mało, choć i one wywołują polityczno – medialną burzą. No i oczywiście są śmieszne. 🙂

Pójdę na ten film mimo, że nie podoba mi się olewcze wyluzowanie samego reżysera, które obserwuję w trakcie przeprowadzanych z nim wywiadów (jak np. ten w Polsat News). Na pytanie dziennikarza, czy boi się tego, że będzie musiał zapłacić 1 mln zł Bartłomiejowi Misiewiczowi, w związku ze złożoną przez tegoż skargą, odpowiedział:

„Mam zegarek, który jest dwa razy więcej wart, niż jego pozew, nie czuję się zaniepokojony”.

Co z odpowiedzialnością artysty ?

W trakcie bardzo dobrze poprowadzonego przez Bogdana Rymanowskiego wywiadu, pada ogólniejsze pytanie: Czy to, że twórca ma kasę na ewentualną karę pieniężną, daje mu prawo do wzorowania się na jakiejkolwiek znanej, medialnej osobie (nawet jeśli nie jest ona powszechnie lubiana), i budowania na tym pierwowzorze fikcyjnej postaci, przedstawiając ją w sposób karykaturalny, oszczerczy, jednoznacznie pejoratywny? Co z odpowiedzialnością artysty?

Najlepiej obrócić w żart

Vega próbuje obśmiać odpowiedź sprowadzając temat do kwestii bycia homo, bi, czy heteroseksualności Misiewicza, do jego diety, ciąży (??), stosunków seksualnych, dzięki którym schudł, czy ilości spalonych w ten sposób kalorii. Trochę to słabe. Jednocześnie przyznaje, że nie ma twardych dowodów na przedstawione w filmie fakty (jak np. branie kokainy, seks za pracę, seks z przełożonym), ale szybko tłumaczy, że jako artysta może się „schować za tym”, że robi film fabularny, a nie dokument historyczny.

No i ja oczywiście mam dylemat, bo (zupełnie abstrahując od Misiewicza i polityki) trochę mi to wygląda tak: ja zrobię o Tobie film, obśmieję Cię przed całą Polską, nie powołując się na jakieś konkretne dowody świadczące o tym, że przedstawiam prawdę o Tobie, jednak i tak każdy Cię w tym filmie rozpozna, bo jesteś znany, więc stracisz dobre imię, być może także stanowisko, zaufanie społeczne, słowem zostaniesz zniesławiony, ale spoko, zarobię na filmie tyle kasy, że stać mnie będzie na dobrego prawnika.

Ja się chyba z tak przedstawionym artystycznym światopoglądem nie utożsamiam. A co Wy na to? Nie skupiajcie się proszę na kwestiach politycznych, na tym czy lubicie lub nie lubicie PIS-u, po którym jedzie Vega:-). Napiszcie, jak to według Was powinno być z tą wolnością słowa i odpowiedzialnością artysty.

Czytaj dalej „Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility”

Jutro do pracy inaczej!/ Tomorrow to work differently!

Dzisiaj bardzo pracowity dzień, więc wpadam tylko na chwilę, żeby Was poinformować, a może tylko przypomnieć, bo może niektórzy już wiedzą, że jutro tj. 9 lipca, jest Dzień Chodzenia Do Pracy Inną Drogą!:)

No przecież jakbyście się dowiedzieli o tym jutro, już po przyjściu do pracy, to byłoby po zawodach! A tak, macie szansę, żeby wytyczyć nową trasę, i może nawet okaże się, że ta nowa będzie lepsza (jak zapewnia Hołowczyc w Automapie) 🙂

Nie wiem, kto ten dzień wymyślił i dlaczego, ale z mojego punktu widzenia, gdy ciągle jeszcze poznaję Warszawę, to bardzo dobry pomysł! Człowiek rano nigdy nie ma czasu, idzie do pracy, jakby miał klapki na oczach.

Tak więc proponuję jutro zwolnić na chwilę tempo. To idealny moment, żeby trochę przełamać rutynę. Ja jutro idę przez Powiśle!

A Wy?

Czytaj dalej „Jutro do pracy inaczej!/ Tomorrow to work differently!”

Informacja dla kobiet, argument dla mężczyzn (albo odwrotnie). Seks zamiast kremu przeciwzmarszczkowego:-)/ Information for women, argument for men (or vice versa). Sex instead of anti-wrinkle cream

Już od dawna wiadomo, że seks jest sprzymierzeńcem człowieka i wpływa na wiele aspektów ludzkiego życia. Często uprawiany, poza doznawaniem przyjemności i fascynacji cielesnością, pozytywnie wpływa na kondycję psychiczną, rozładowuje napięcie i stres, wzmacnia odporność, daje poczucie spełnienia. Dla kobiet powinno być istotne również to, że uprawiany regularnie, modeluje sylwetkę, a męski dotyk to naprawdę dobry masaż kobiecych piersi. Seks dotlenia organizm, w wieku prokreacyjnym łagodzi objawy miesiączkowania, a w okresie przekwitania, objawy menopauzy.

Do tego wszystkiego co powyżej, możemy dodać kolejne korzyści, które na pewno zainteresują kobiety, zwłaszcza te w dojrzałym wieku lub ze skłonnością do powstawania zmarszczek.

Bo otóż naukowcy amerykańscy dowiedli….. (w tym momencie zawsze następuje salwa śmiechu:-)…… ale….

Rzeczywiście dermatolodzy amerykańscy zauważyli (pisze o tym Medekspress tu), że seks, tak jak sport, na skutek zachodzących w organizmie reakcji, poprawia kondycję cery i daje efekt naturalnego rozświetlenia. Mówi się nawet, że kobieta promienieje. Ponieważ nie jestem jakimś znawcą chemii napiszę krótko i prosto. Otóż w trakcie seksu obniża się poziom hormonu stresu (kortyzolu), który to hormon, jeśli wzrośnie do bardzo wysokiego poziomu,  niszczy w organizmie kolagen. A co to jest kolagen to już każda kobieta wie, to takie coś, bez czego skóra np. twarzy zaczyna przypominać dojrzałego mopsa. Oczywiście tak samo działa na mężczyzn, ale mężczyźni zwykle mają to w dalekim poszanowaniu, a mi się bardzo podoba jak mężczyzna ma to w dalekim poszanowaniu.

Wracając do kolagenu i kortyzolu, nie jest to tylko taka dermatologiczna sekwencja zdarzeń. Regularny seks to też uregulowana gospodarka hormonalna kobiety, a poziom naszych hormonów jest odpowiedzialny za powstawanie trądziku, jakichś nierówności, przebarwień itp.

Niestety wspomniana kuracja nie cofa tego, co już się dokonało w naszej skórze, ale za to można ją zacząć stosować w każdym momencie, pamiętając, że tylko regularność przyniesie właściwe rezultaty. Tak więc kobiety – do dzieła! Seks co najmniej 3 x w tygodniu!

Wiecie, dowiedzione naukowo:-)

Czytaj dalej „Informacja dla kobiet, argument dla mężczyzn (albo odwrotnie). Seks zamiast kremu przeciwzmarszczkowego:-)/ Information for women, argument for men (or vice versa). Sex instead of anti-wrinkle cream”

Co drugie dziecko w klasie ma za sobą próbę samobójczą!/ Every second child in the class has a suicide attempt! /

Wczoraj było zabawnie, teraz wracamy do smutnej rzeczywistości.

Oglądałam poranną relację Onetu, prowadzoną przez dziennikarza Klaudiusza Ślęzaka, który przekazał, że dzisiaj, co drugie dziecko w klasie, ma już za sobą próbę samobójczą!

Obawiam się, że wielu rodziców o takich próbach nie wiedziało. Inne, niż zwykle zachowanie dziecka, łatwo wytłumaczyć gorszym dniem, zmęczeniem czy dorastaniem, a na standardowe pytanie rodzica „co u Ciebie”, czy „co tam w szkole?”, dziecko zwykle odpowiada: „spoko”.  Nawet, gdy nie jest spoko i gdy wcale nie chodzi o szkołę. Dzisiejsze dzieci mają problemy egzystencjalne, są samotne w grupie, w domu, wśród ludzi, których znają i widują na co dzień. Oczywiście część z nich próbuje rozmawiać z rodzicami, ale oni, doświadczeni życiem i znieczuleni na dorosłą rzeczywistość, posiadając taki lub inny system wartości, zwykle na początku bagatelizują problem.

Ja wiem, że ten temat został przewałkowany już wielokrotnie i pod każdym kątem, na blogach, w mediach, czy innych kanałach przekazu, więc ja w zasadzie nie o tym.

Ja raczej o tym, czym nas karmią media, nas wszystkich, a więc także dzieci, z ich delikatniejszym, jeszcze ciągle wrażliwym spojrzeniem na świat. Dostajemy pokaźną dawkę pesymizmu, wulgarności, tragedii, dramatów i katastrof cywilizacyjnych. Media już dawno temu zorientowały się, że na przekazywaniu pięknego świata nie zarobią, więc ekstremalnie przechyliły się w drugą stronę.

Czasem chce mi się pierdyknąć telewizorem, (który i tak rzadko włączam) o ścianę i usunąć konto ze wszystkich mediów społecznościowych, odizolować się i wyciszyć. Tylko, że to nie o mnie chodzi.

Chodzi o dzieci, z których co drugie miało już za sobą próbę samobójczą!

Bo to przede wszystkim dzieciaki wchodzą do portali społecznościowych, i dostają po oczach funpejdżami celebrytów, kontami pełnymi zdjęć szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi, ludzi sukcesu, ludzi, „którym się udało”. Dzieci nie do końca uświadamiają sobie jeszcze, że to zasłona dymna, kreowanie siebie, pokazywanie jedynie tego, co pomoże się wylansować czy po prostu wzbudzić zazdrość. Ale widzą i porównują ze swoim życiem, samotnością, bezradnością wobec świata, i krok po kroku, zaczynają tracić poczucie własnej wartości. Porównanie nie wychodzi dobrze, więc próbują się dopasować, a w trakcie tego procesu stają się niezwykle podatne na manipulację oraz medialne przekłamywanie rzeczywistości. A to mieszanka wybuchowa.

Dlatego dzisiaj, co drugie dziecko, miało już za sobą próbę samobójczą!

Wiem, że nikt nie mógł przewidzieć skutków tej przemiany cywilizacyjnej i kulturowej, która dokonała się na przestrzeni ostatnich 50-60 lat, ani tego, że człowiek zacznie mieć skłonności autodestrukcyjne, ale właśnie taki świat wykreowaliśmy. W tym świecie, który jest, nie tylko młodzi ludzie pogubili się i wymagają pomocy, ale zwłaszcza oni potrzebują mądrych dorosłych, którzy będą dla nich wsparciem.

Pewnie potrzebujemy też dobrego, szeroko zakrojonego planu przeciwdziałania samobójstwom, który zaangażuje całe społeczeństwo, bo ten, który powstał na lata 2012-2015, najwyraźniej się nie sprawdził, bo jesteśmy w czołówce Europy jeśli chodzi o samobójstwa wśród dzieci i nastolatków do 18 roku życia.

Czytaj dalej „Co drugie dziecko w klasie ma za sobą próbę samobójczą!/ Every second child in the class has a suicide attempt! /”

Niedziela nad Zalewem Zegrzyńskim. Hasło dnia – nie utopić się/ Sunday at the Zegrze Reservoir. The word for today is – do not drown

Wczorajszy upał zdecydowaliśmy się spędzić w Nieporęcie nad Zalewem Zegrzyńskim, którego przez tyle lat pobytu w Warszawie, nie miałam do tej pory okazji odwiedzić. Moja pierwsza reakcja: duży! Bardzo duży! Porównywałam do lubelskiego Zalewu Zemborzyckiego, który też jest sztucznym zbiornikiem i to porównanie wygląda tak: nad Zemborzyckim jest więcej atrakcji wodnych dla dzieci, ale nad Zegrzyńskim fajniejsze plaże i więcej sportów wodnych. Woda w obu zbiornikach kolorystycznie tak samo brzydka, ale skoro została dopuszczona do kąpieli, uznam, że taka jej uroda (choć brak przejrzystości wody ma znaczenie, co się okaże dalej).

Na plaży dziki tłum, jak sardynki w puszce, wszystkie ocienione miejsca zajęte. Za to w pobliskich punktach gastronomicznych jedzenie smaczne i w przyzwoitych cenach, w tym lody i gofry, w których bita śmietana ma smak bitej śmietany, a nie jakiejś sztucznej mazi. 

Z ciekawostek historycznych odnośnie powstawania Zalewu Zegrzyńskiego, znalezione w sieci, treść z jakiejś gazety z końca lat 60-ych:

„Powstanie jeziora wiązało się z koniecznością przymusowych wywłaszczeń i przesiedleń mieszkańców z terenu przygotowanej niecki zbiornika. Mieszkańcy w akcie rozpaczy nierzadko rzucali się w akcie protestu pod lemiesze koparek, bądź też grozili kontrolującym pracę urzędnikom utopieniem się.

No i tu dochodzę do głównego tematu mojej notki. Wiecie, że tylko w ubiegłym miesiącu utonęło w Polsce, aż 90 osób? Wczoraj miałam możliwość zobaczyć, jak wygląda akcja szukania topielca, a nawet sama brałam w niej udział.

Wszystko działo się szybko, usłyszeliśmy syreny, potem nadpływające trzy jednostki WOPR, w międzyczasie znajdujący się na plaży ratownicy nakazali wyjście wszystkich plażowiczów z wody. Pracę rozpoczęli jednocześnie i nurkowie, i ratownicy, którzy w sposób kontrolowany, pozwolili ludziom z brzegu wziąć udział w akcji przeszukiwania dna.

20190630_141254-1612x9076529059251701640947.jpg

Utworzyliśmy szpaler, a potem, ręka za rękę, szliśmy w głąb jeziora, do momentu, aż byliśmy w stanie utrzymać głowę nad powierzchnią. Nie wiedzieliśmy kogo szukamy, ale podświadomie, chyba każdy z nas myślał, że dziecka…

Nie wiem, jak długo to wszystko trwało, ale szpaler wchodził do wody dwa razy i posuwistym ruchem nóg sprawdzał dno. Nie znaleźliśmy nikogo, akcję z udziałem plażowiczów przerwano, pozostali tylko nurkowie. Wróciliśmy na swoje miejsce zmęczeni, w niewesołych humorach, jakoś odechciało nam się pływać.

photopictureresizer_190701_105744187_crop_3629x14032494707097558585778.jpg

A potem podali komunikat, że „nasz” topielec żyje. Wybrał się po prostu do sklepu po piwo i długo stał w kolejce. Nosz-kurde…!!!

Byliśmy na plaży 6 godzin, WOPR wzywano jeszcze 3 razy, z czego raz doszło do poważnego podtopienia dwóch mężczyzn, można się spodziewać dużego uszkodzenia pracy mózgu, a dwa pozostałe przypadki to mniejsze i mniej „spektakularne” urazy w wyniku zabaw na wodzie, wiecie, amatorzy pontonów, skuterów wodnych, kitesurfingu czy nurkowania.  Praca ratowników nie jest lekka, muszą mieć oczy wszędzie, pilnować dzieci i dorosłych, którzy zachowują się jak dzieci. Bo ci dorośli nagle, najczęściej pod wpływem alkoholu, stają się świetnymi pływakami i miłośnikami sportów wodnych i wszelkich innych, które można było znaleźć nad jeziorem.

20190630_140607-1612x9072479870145077714006.jpg

Poza tym wszystkim co powyżej, był to jednak cudowny dzień, słońce grzało tak bardzo, że mimo noszenia kapelusza, rozbolała mnie głowa i z tym bólem poszłam spać. Na pewno przyjadę jeszcze nad Zegrze, tylko wybiorę inną stronę jeziora, może Białobrzegi.

No kto przebije swoimi atrakcjami, moją niedzielę?;-)

Czytaj dalej „Niedziela nad Zalewem Zegrzyńskim. Hasło dnia – nie utopić się/ Sunday at the Zegrze Reservoir. The word for today is – do not drown”

Dylemat samobójcy. Żyć czy zrezygnować?/ Suicide dilemma. Live or give up?

Trzy tygodnie temu bezczelnie chwaliłam się Wam, że odpoczywam leżąc na hamaku nad Wisłą. Taka byłam potem zrelaksowana, w dobrym humorze, że zapomniałam o wszelkich problemach tego świata, myśląc tylko o tym, żeby nie dostać plam od słońca. Miałam wolne, więc włóczyłam się po Warszawie rowerem, zaglądając w miejsca, w których nigdy wcześniej nie byłam.

No i właśnie wtedy, pod jednym z wieżowców, natrafiłam na zadzierający głowy, tłum gapiów. Patrzyli, jak strażacy próbują wejść na balkon znajdujący się na jednym z ostatnich pięter. Okazało się, że w mieszkaniu zamkniętym od środka na klucz, ktoś popełnił samobójstwo.

photopictureresizer_190626_114731523_crop_1404x20664834865969534777699.jpg

Jedni powiedzą „znak czasów”, drastyczny, ale dobrze znany sposób na pozbycie się życiowych kłopotów, na nieradzenie sobie z rzeczywistością. Inni nazwą samobójstwo tchórzostwem i machną ręką. Ale ja mam syndrom człowieka, który widział taką śmierć. Piętnaście lat temu młody chłopak wyskoczył z ostatniego piętra wieżowca, w którym wtedy mieszkałam. Do dzisiaj pamiętam jego śmiech, rzucone tuż przed skokiem „c’est la vie”, a potem głuchy dźwięk, jaki wydało spadające ciało w zetknięciu z chodnikiem. Krew rozpływająca się dokoła głowy. Za każdym razem, gdy słyszę, że jakiś człowiek popełnił samobójstwo, jest mi strasznie smutno.

Tego samego dnia, ale już pod domem, minęłam się z dziewczyną, która szła dosyć szybko, mimo że musiała wspierać się o kule. Nie miała jednej nogi, i co dziwne, nie miała też protezy. Ten niewątpliwy brak podkreślała minispódniczka w cudownie letnim, pomarańczowym kolorze.

Wiecie, jak mnie to poruszyło? Dwie tragedie jednego dnia, ale jak inne życiowe postawy: rezygnacja i godna akceptacja własnych ograniczeń.

Jak to jest, że przeżyte dramaty jednych hartują, a innych łamią, co w nas musi być, żebyśmy chcieli chcieć? Jeśli tu zagląda psycholog, to poproszę o miniwykład.

Czytaj dalej „Dylemat samobójcy. Żyć czy zrezygnować?/ Suicide dilemma. Live or give up?”

Lajki i folołajki czyli życie influencera/ Likes and following. The life of an influencer

Im dłużej obserwuję blogo- i nie tylko -sferę, utwierdzam się w przekonaniu, że zarabiać pracując w domu, prowadząc swój kanał społecznościowy, musi być cholernie fajnie. Oczywiście jestem świadoma minusów, jednak w moim odczuciu, plusów jest więcej. Ale nie o tym notka.

Już na długo przed Poznaniem wiedziałam, że znane marki współpracują tylko z tymi blogerami (instagramerami, youtuberami itp.), którzy mają dobre statystyki. To logiczne, marka decydując się na taką współpracę oczekuje szerokiej reklamy produktu, a algorytmy nie kłamią, ci z małym zasięgami, mają…. małe zasięgi:-) Dlatego dla influencera bardzo ważne są lajki, subskrypcje i followersi:-) Wiem, że śmiesznie to brzmi, ale tak właśnie jest. 

Tylko, że przecież taki bloger (czy blogerka), nie od razu staje się sławny (może z wyjątkiem Kasi Tusk), rozkręcenie własnego kanału społecznościowego zajmuje miesiące, a nawet lata. Nowicjusz nie ma więc jeszcze „zasięgów”, liczniki nie szaleją, nikt nikogo nie poleca, mało osób lubi, nie ma więc serduszek, rączek bijących brawo i podniesionych kciuków 🙂

Dygresja. Co można odpowiedzieć osobie, która zamiast komentarza wrzuca ikonkę bicepsa? Albo klaszczących rąk? Mam wrzucić ikonkę sztangi czy odklaskać?

Taki człowiek bez zasięgu ma dwie możliwości. Jeśli jest kreatywny i cierpliwy – podkręci statystyki podkręcając atmosferę na własnym kanale, poprzez tworzenie ciekawego kontentu*, ciekawych treści, tak często jak to możliwe, czyli bardzo często. Kreatywny i niecierpliwy – kupi lajki, followersów, subskrypcje i wszystko, co mu tam jeszcze będzie potrzebne, żeby wygenerować dobre statystyki 🙂 Są specjalne agencje dla ifluencerów, wystarczy wpisać hasło „pozyskiwanie fanów” i masz.

A potem na blogu, który istnieje zaledwie od miesiąca wszystko hula i nakręca się, niczym trąba powietrzna w Wojciechowie. Mi się to trochę kojarzy z dawnymi ogłoszeniami o pracę na stanowisko sekretarki. Młoda i z doświadczeniem🙂 Ale nie ma się za bardzo nad czym zastanawiać, rynek wszystko zweryfikuje. Jeśli ktoś ma naprawdę smykałkę do pisania czy tworzenia filmików, to nawet taki początek mu nie zaszkodzi. Skróci jedynie czas. Jeśli ktoś chce szybko zacząć zarabiać, a ma już kapitał do zainwestowania, to inwestuje go tak, jak uważa za stosowne. Biznes is biznes.

Myślę, że dzisiaj mniej ważne jest to, jak influencer zaczyna, producenta to zresztą zupełnie nie interesuje (pamiętamy słynne, „nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy” – dalej będzie więc trochę a propos końca). Znacznie ważniejszy jest wspomniany zasięg i przebieg współpracy. Marki chciałyby, żeby promocja ich produktu nie okazała się marketingowym niewypałem, a nawet totalnym fuckapem. I tu niestety bywa różnie. Zaufanie to podstawa. Gdy szanująca się firma motoryzacyjna powierzy swój produkt blogerowi, cieszącemu się ogromną popularnością, a on zostanie potem przyłapany na prowadzeniu auta pod wpływem alkoholu lub narkotyków, to będzie dla obu stron strzał w kolano. Firma z całą pewnością zerwie umowę, ale smrodek pozostanie. Bloger ma pod tym względem nieco inaczej. Jeśli firma postawi go w niezręcznej sytuacji z powodu wyprodukowania wadliwego/szkodliwego produktu, zwykle wystarcza szczery wpis na własnym profilu, bo ludzie mimo wszystko cenią uczciwość (o czym pisałam trochę tu: O etyce w blogosferze). Dla blogera odcięcie się od nieuczciwej marki może więc okazać się wystarczającym samobiczowaniem.

* Zauważyliście, że dzisiaj wszystko jest kontentem? Już nikt nie mówi „treść”, czy wypełnienie, zawartość. Wszystko to kontent:-)

Czytaj dalej „Lajki i folołajki czyli życie influencera/ Likes and following. The life of an influencer”