A propos wczorajszej notki/ A propos the last post

Wczoraj umówiłam się z koleżanką w pobliskim Green Cafe Nero, gdzie są duże odległości między stolikami i spora przestrzeń ułatwiająca zachowanie jako takiego dystansu. Obgadałyśmy ze szczegółami cały ostatni rok, bo widziałyśmy się rzeczywiście dokładnie we wrześniu 2019. Zwykle spotykamy się częściej, nawet odkąd jestem w Warszawie. A jak mieszkałam w Lublinie to starałyśmy się cyklicznie robić nasze babskie wypady na Stare Miasto. W tym roku wiadomo, Covid.

Było fajnie, Marzena ma takie poczucie humoru, które ja lubię najbardziej. A poza tym, obie przeszłyśmy przez to samo szowinistyczne piekło, zanim malutkimi krokami doprowadziłyśmy do zmiany człowieka, który wydawał się niereformowalny. Dzisiaj chyba rozumiemy się bez słów.

Tak więc bezpiecznie wypiłam kawę, obśmiałam się za wszystkie czasy, zjadłam przepyszne quiche, a potem…. pojechałam!! 🙂

Mobilność w obecnej sytuacji jest najważniejsza.

Czytaj dalej „A propos wczorajszej notki/ A propos the last post”

Home office dzień drugi / The home office day two

Ja nie wiedziałam, że home office może być tak przyjemny. Nigdy wcześniej nie miałam okazji go doświadczyć, a tu przecież takie bogactwo możliwości! Praca wre, ale międzyczasie mogę sobie zrobić świeżutką kawę prosto z ekspresu, w kuchni gotuje się zupka, na twarzy połyskuje zielonkawa papka maseczki, na którą nigdy nie mam czasu, czekam na telekonferencję, ale w międzyczasie po prostu delektuję się tym, że jestem tu i teraz:-)

No i Bajt, śpiąc słodko w swoim domku, jednym okiem zerka na mnie zakochanym okiem.  Rozumiecie, ten mentalny wilczur czuwa!:))))

20191011_135808-515x3816171891819826920791.jpg

Prawie pełnia szczęścia.

We śnie bardzo często unoszę się w powietrzu. Latam poruszając dłońmi jak ptak. Wiem, że taki sen może być odczytany jako podświadoma chęć oderwania się od życiowych problemów, oniryczna próba ucieczki. Coś w tym jest, w końcu sytuacja nie jest łatwa. Nie poddajemy się jednak panice nawet wtedy, gdy słyszę o planie awaryjnym, zakładającym podział Warszawy na strefy, z zakazem przemieszczania się, ułatwiającym kontrolę obszarów objętych kwarantanną. Cóż, tak przecież było w Chinach i tak jest we Włoszech. Czy Polska może temu zapobiec? 

Nie wiem, ale jakoś mi smutno, zwłaszcza, że chyba trzeba odwołać wyjazd do Lublina. Mieliśmy jechać na weekend do mamy:-(

Jak myślicie, jechać, czy nie jechać? Nie chcę jej narażać. Czytaj dalej „Home office dzień drugi / The home office day two”

Scenka rodzajowa: w autobusie/ Short story: at the bus

Wczoraj wieczorem, tuż za mną wsiadła do autobusu para z, na oko może 2-3 letnim, płaczącym wniebogłosy dzieckiem, które ojciec chwycił pod pachy i próbował szybko dotrzeć do najbliższego siedzącego miejsca. Odniosłam wrażenie, że ten płacz to bardziej histeria, strach przed autobusem albo tłumem ludzi. Potem pomyślałam, że mała płacze bo jest chora, tylko że ona płakała, a rodzice nie reagowali, nie próbowali uspokajać, zagadywać, przytulać. Jak moje dzieci były małe, to ja od tego zaczynałam. Przytulałam i odwracałam uwagę. Jeśli rozpacz działa się w autobusie, to była prościzna, za oknem poruszający się świat, mnóstwo obrazów, wrażeń, mogłam szybko je wciągnąć do jakiejś rozmowy, a one zapominały o płaczu.

Tatuś posadził małą na siedzeniu, wyciągnął telefon komórkowy, otworzył na nim kolorową aplikację i podał dziecku. A ono się cudownie uspokoiło i przestało płakać.

No co, też odwrócił uwagę.

Ale ja sobie pomyślałam, jak ten człowieczek ma poznawać własne miasto, gdy zamiast je obserwować, od małego siedzi z nosem wściubionym w komórkę? Skąd kiedyś będzie wiedział, które przystanki omijać, a na którym wysiąść? No dobra, trochę przesadzam, kiedyś się nauczy, ale raczej później, niż wcześnie.

Ważniejsze jest co innego.

Czy ci rodzice nie zdają sobie sprawę, że właśnie od tego zaczyna się fonoholizm, późniejsze problemy emocjonalne, osłabienie kontaktów z rówieśnikami, brak zainteresowań, pasji, zaburzenie funkcji biologicznych (sen, odżywianie), alienacja?

Nie mam pojęcia, ale komentowali z dumą, że mała świetnie sobie radzi z obsługą smartfona.

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa: w autobusie/ Short story: at the bus”

Sobotni relaks/ Saturday’s relax

W prezencie urodzinowym, dostałam od córki karnet do gabinetu kosmetycznego Déesse, na zabieg Bloomea i na manicure hybrydowy. Ponieważ ostatnio miałam dosyć intensywne weekendy, ciągle gdzieś jechaliśmy, ciągle mieliśmy jakieś inne plany, dopiero dzisiaj miałam okazję ten karnet zrealizować.

Och mówię Wam, jak ja lubię od czasu do czasu nic nie robić, tylko leżeć i pachnieć!! Sam zabieg przyjemny, mówi się, że gwarantuje kobietom efekt przeciwzmarszczkowy, nawilżający, wygładzający i korygujący przebarwienia. Moja córka powiedziała: „Mamo, będziesz 10 lat młodsza!”:)))) No to ja nie wiem, na ile po tym zabiegu wyglądam, skoro już wcześniej nie wyglądałam na swoje ,… no na tyle ile mam:-)

Przesympatyczna pani, tłumaczyła mi po kolei, co robi i dlaczego. Wyciąg z agawy jest składnikiem niezbędnym do tego, by przy pomocy urządzenia Bloomea doprowadzić do zjawiska tzw. wtórnej keratynizacji naskórka. Jak zwał tak zwał, ważne, że było przyjemnie i bezboleśnie, a po zabiegu skóra stała się bardziej miękka, nawilżona i jakaś taka rozświetlona.

wp-15480606470571244002361235298565.jpg

 

Kolejnym etapem była maseczka algowa, i to było cudowne 20 minut przy dyskretnym świetle i muzyce relaksacyjnej w tle. Nie zasnęłam tylko dlatego, że dzisiaj się naprawdę porządnie wyspałam.

Na koniec manicure hybrydowy, tym razem, wyjątkowo w czerwonym kolorze, którego na co dzień nie noszę, ale co tam, w końcu mamy karnawał!:-)

20190119_1859102418241032182790041.jpg

Czytaj dalej „Sobotni relaks/ Saturday’s relax”

Akcja segregacja/ Action segregation

Ja jestem za! Za segregowaniem śmieci, recyklingiem, kupowaniem rzeczy wielokrotnego użytku, sprzątaniem po sobie na plaży i wszędzie. No tak mnie wychowano, że nie lubię zostawiać po sobie syfu, a jeśli chodzi o segregację, wpisuje się ona w moją empatię dla matki Ziemi:)) O!

Mój ekologiczny światopogląd, każe mi też nie zostawiać śmieci w miejscach do tego nieprzygotowanych, dlatego np. wyrzutą gumę zawsze niosę do śmietnika (nawet jeśli go nie ma przez kilka kolejnych kilometrów), a nie rzucam gdzieś w trawę. Wiecie, że taka plujka rozkłada się w ziemi aż 5 lat? A szklana butelka aż do 4 tys. lat, choć podobno znaleziono koraliki ze szkła jeszcze starsze, bo datowane na ok. 2000 lat p.n.e.!! Powaga. Właśnie dlatego, plaża w Grecji, na której lubiliśmy spędzać czas, jest usłana mnóstwem wyrzuconych na brzeg różnego koloru szkiełek, wygładzonych przez morze i piasek. Niech tylko jeden człowiek na świecie wyrzuci do wody tylko jedną butelkę i tak przez następne setki lat, to powstanie niewyobrażalna liczba.

Ten zielony to włąśnie „szmaragd”:-)

Mój mąż nazywał te zielone kawałeczki szkła szmaragdami, bo w wodzie błyszczały rzeczywiście przepięknie. I wiecie co? Miał trochę racji, bo to jest szmaragdowe bogactwo setek lat ludzkiego niedbalstwa.

Ale nie tragizujmy tylko bierzmy się do roboty! Zróbmy coś z tym!

Ja chętnie przyłączyłabym się do akcji sprzątania plaż…, inna sprawa, że robiłabym to najchętniej na Karaibach, ale ad rem :-). To powinno się robić w ramach akcji społecznych, w ustawowo wolnym od pracy dniu. Chyba chcemy, żeby nasze praprawnuki też miały kiedyś szansę cieszyć się przyrodą.

Ale jeśli moja mama segreguje te wszystkie śmieciuchy, wrzuca do żółtego kontenerka, to co do żółtego trzeba, a do zielonego, to co do zielonego itd., a moja mama to już starsza pani, więc nie muszę tłumaczyć, że zapomina jaki kolor do czego, zawsze wcześniej zagląda do karteczki, w której ma rozpisane zasady segregacji odpadów.

Więc jeśli moja mama to wszystko robi, zadając sobie niewątpliwie jakiś trud, a potem przyjeżdża śmieciarz i mówi, „pani kochana, to nie ważne, przecież te wszystkie worki i tak trafiają do jednego kontenera w śmieciarce”, to ja się pytam, k…. po co to wszystko!???


I’m for it! For sorting waste, recycling, buying reusable items, cleaning up on the beach and everywhere. Well, I was raised so, that I do not like to leave shit, and when it comes to segregation, it fits into my empathy for mother Earth :))

My ecological worldview, it also makes me leave no rubbish in places that are unprepared, that’s why, for example, I always put the chewing gum into the garbage, I do not throw it somewhere in the grass. You know that such revenues spreads out in the ground for 5 years? A glass bottle up to 4,000 years, but I know that were found glass beads dated to about 2000 years BC !! Seriousness. Probably because of that, the beach in Greece, where we used to spend time, is strewn with a lot of throwned to the shore of different color pieces of glass, smoothed by the sea and sand. Let’s only one man in the world throw only one bottle into the water, during next hundred years, it will be an unimaginable number. My husband called these green pieces of glass as emeralds, because in the water they were really beautiful greenish shining. And you know what? He was right, because it is the emerald wealth of hundred years of human negligence.

But let’s not do drama! Let’s do something about it!

I would be very happy if I could to join in the beach cleaning action … another matter that I would be doing the most, if it was the Caribbean beach, but ad rem :-). This should be done as part of social action, on a statutory day off. I think it should be very important for us,to do everything what is possible, that our great-grandchildren to have a chance to enjoy nature once.

But if my mother segregates all the trash, puts to the yellow container, what is required to the yellow one, and puts to the green container, what is needed to the greenone etc., and my mother is the old lady, so I do not have to explain that she forgets what color is to every different kind of rubbish,… and she always has to look into a piece of paper with rules for waste segregation.

So if my mother does all this actions, going through the trouble of, and then a garbage collector arrives and says, „dear lady, it does not matter, after all, all these sacks still go to one container in the garbage truck,” I ask, what for, the fuck, is all of that! ???

Scenka rodzajowa. Ciasteczko z wróżbą/ Cookie “with a fortune telling”

Dostałam wczoraj od męża „ciasteczko z wróżbą”, wie, że lubię takie pierdułki.
Z niecierpliwością otwierałam torebeczkę. Co też mi w przyszłości przyniesie los?

2018-07-17 14-530660431..jpg

I to ma być wróżba??? Zareklamowałam jako towar niezgodny z zamówieniem!:-)

***
I got from my husband a cookie “with a fortune telling”, he knows that I like such ballshits. I was impatiently opening the bag. What will happen to me in the future?

„Everyone stands out by what others can not do”

This pretend to be a divination? I made a complaint, as a product not matching the order:-)

Dosyć tego! / Enough!

Pomyślałam i pojechałam do lasu, aby sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. A mianowicie, aby zastosować dendroterapię! Mówiąc po ludzku, aby poprzytulać się do drzew, które mają wiele pozytywnych i leczniczych właściwości. Dodają energii, uwalniają endorfiny, koją skołatane nerwy.  Ja przecież ostatnio mam co koić!

Przez pól godziny spacerowałam i przytulałam się do brzóz.

20180531_132250976323455.jpg
Caffe hugging birch 🙂

Słuchałam śpiewu ptaków.

A potem przez następne 48 – leczyłam alergię!! 🙂

***

Enough! I thought and went to the forest. It was my last resort: dendrotherapy! And speaking humanly, to hug trees that have many positive and healing properties. They add energy, release endorphins, soothe troubled nerves. I have a lot to soothe!
For a half an hour I walked and hugged the birches. Listening to birds songs.

And afterwards, for the next 48 hours I was treated allergy:-)

Nie taki diabeł straszny czyli RODO w praktyce/ The devil is not so black- GDPR in practice

pobrane (5)

Ktoś, kto tu bywa od początku (są jeszcze takie osoby?):-) może sobie przypomnieć, że była kiedyś taka notka: TU. Tak tak, 5 lat temu!! Wtedy dopiero rozpoczynały się prace Komisji Europejskiej nad rozporządzeniem, a dzisiaj mamy obowiązujące RODO. Czy dla przeciętnego Polaka to temat novum? Coś trudnego? Nie!

Czy RODO dużo zmienia? Według mnie tak. Uważam, że temat jest do ogarnięcia, choć oczywiście im większa firma, tym więcej przechowywanych danych, a w związku z tym prawdopodobnie więcej kasy trzeba przeznaczyć na zabezpieczenia. Trochę współczuję Inspektorom Danych Osobowych tych firm.

Miesiąc temu byłam na szkoleniu z RODO, więc co nieco wiem i uważam, że wszystko sprowadza się do odpowiedzialności za drugiego człowieka, który był na tyle ufny, że powierzył nam jakąś część własnej tożsamości. Kiedyś przerażona myślałam, no ale jak? Jak ja mam sobie przypomnieć, gdzie i komu podawałam adres e-mailowy, numer telefonu, adres pocztowy? A może gdzieś wcześniej również PESEL, datę urodzenia, czy konto bankowe. Poza tym, po wielu latach zarabiania na sprzedaży pięknie sprofilowanych rejestrów, dane Caffe mogą być w zasadzie wszędzie. No i na szczęście okazuje się, że to nie ja muszę pamiętać! To oni (administratorzy) powinni spełnić obowiązek informacyjny wobec mnie i przypomnieć mi, że tam u nich jestem:-) Niektórzy już to nawet zrobili, muszę teraz tylko łaskawie się zastanowić czy zignorować zalegające w skrzynce e-maile (jeśli chcę swoje dane pozostawić) czy wysłać żądanie o usunięcie moich danych.

Czy to załatwia sprawę?

W zasadzie tak. W praktyce nasze dane nadal tam będą. Mam tylko nadzieję, że jednak w znacznie mniejszym zakresie. Chodzi o to, że firma musi przecież wiedzieć, czyje dane miała i kiedy je usunęła. Musi prowadzić wewnętrzny wykaz, żeby w razie sytuacji spornych, roszczeniowych, móc udowodnić działanie zgodne z prawem. W rzeczywistości więc Caffe nadal będzie figurowała jako pacjent pewnego gabinetu stomatologicznego, nawet jeśli nigdy więcej do niego nie pójdzie, bo jej tam spieprzyli zęba:-)

***

Someone who read my blog from the beginning (there are still such people?):-) can recall that there was once such a note: HERE. Yes yes, 5 years ago !! At that time, the work of the European Commission on the regulation was just beginning, and today we have the current GDPR. Is this the topic of novum for the average Pole? Something difficult? No!

Does GDPR change a lot in our reallity? In my opinion, yes. I think, that this is something we can handle, although of course the larger the company, the more data stored, and therefore probably more money needs to be spent for protection. I feel sorry for the ADO of these companies.

A month ago, the company sent me for training with the GDPR, so I know something a bit and think that it all comes down to the responsibility of another person who was trusting enough to entrust us with some part of its own identity. 5 years ago I was terrified. I thought, how? How should I remember where and to whom I gave my e-mail address, telephone number, and postal address? Or maybe somewhere before my PESEL, ID, date of birth or bank account. Besides, after many years of make money on the sale of beautifully profiled registers, Caffe’s data can be basically everywhere. And fortunately, it turns out that I do not have to remember! It is they (administrators), who should fulfill the obligation of information to me and remind me that I am there. Some have already done it, and now I just have to think about ignoring some emails in my mailbox (if I want to leave there my data) or send a request to delete my data.

Is that enough?

Basically yes. In practice, our data will still be there. I only hope, however, to a much smaller extent, and some of them will be deleted. The point is that the company must know what data it had and when were removed. It must keep an internal list so that in case of disputable claims, whould be able to prove that it act is legitimate.
But in matter of fact, Caffe will still figure out in the data of a some dentist’s office, even if she never goes there again because the dentist screwed up her tooth:-)

Nie lubisz reklam?/ Don’t you like advertisements?

Przechwytywanie

Na pewno wiecie, że jeśli na ekranie (czegokolwiek) pojawia się reklama, to znaczy, że ktoś gdzieś za jej wyświetlenie zarabia. A w zależności od tego kto to jest, zarabia dużo, albo mało.

Dużo zarabiają media i firmy, mniej – vlogerzsi youtubersi, istagramersi, snapchatersi itp. Oczywiście ci, którzy prowadzą kanały w ramach umowy o pracę z mediami czy firmami nie zarabiają na reklamach w ogóle, a jeśli są naprawdę początkujący w sieci, to wtedy też prawie w ogóle. Podejrzewam, że celebryci mediów społecznościowych, sławni i „często klikani”, mają większy wpływ na negocjowaną kasę.

Usłyszałam ostatnio, że wspomniani (nazwijmy ich grupowo) -Ersi, jakiś tam jednak grosz za każdą wyświetloną przed ich filmem reklamę, dostają. Na wacik. Jeden:-) Ale wiecie kiedy? Tylko wtedy, gdy obejrzycie reklamę do końca. Wiedzieliście? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja nie!

Ja po prostu zawsze, ale to zawsze cieszyłam się, gdy zobaczyłam zapowiedź „Możesz pominąć reklamę za 4 sekundy”, potem czekałam te 4 sekundy, które dłużyły mi się, jak flaki z olejem (wiem, jestem niecierpliwa), a potem prędziutko klikałam „Pomiń reklamę”.

Kto jeszcze tak robił?

No więc od dzisiaj przestańcie! Od dzisiaj idźcie sobie w tym czasie zrobić kawę, czy herbatę, albo kanapkę, albo szybkie siku, albo sprawdźcie, czy nie dostaliście smsa od mamusi. A reklama niech sobie spokojnie wybrzmi do końca.

Wtedy Ers dostanie……dwa waciki!

Mnie to przekonuje, bo wiecie, waciczek do waciczka i będzie…….(co?….hm…), kosmeticzka! :))

PS. Idę zrobić sobie kawę.

***

I am sure you know that if an advertisement appears on the screen (of any device), it means that someone else earns money for displaying it. And depending on who he is, he earns a lot or little.

Media and companies earn a lot, less – vlogers, youtubers, istagramers, snapchaters, etc. Of course, those who run channels under a contract of employment with the media or companies do not make money on advertising at all, and if they are really beginners on the web, then also do not make money almost at all. I suspect, that celebrities of social media, famous and „often clicked”, have more influence on the negotiated money.

Recently, I heard that the mentioned (let’s call all of them) -Ers, get some penny for every advertisement displayed before their film. To buy a cotton swab. One 🙂 But do you know when? Only if you watch the ad until the end. Did you know that? Have you ever wondered about it? I do not!

I’was really always happy to see: „You can skip the ad in 4 seconds”, then I waited 4 seconds which is dull as dishwater, (I know, I’m impatient), and then I clicked ” Skip the ad. ”
Who else do just like that?

So, stop it! From today during the ad, go for a coffee or tea, or to make a sandwich, or to take a pee, or check if you have received a text from your mommy. Let the ad calmly resound until the end.

Then, -Ers will get …… two swabs!

Well…..look after the pennies and the pounds will look after themselves 😉

PS. I’m going to make myself a coffee.