Dzisiaj / Today

Mój mąż powiedział, że mimo soboty musi popracować i zaraz po śniadaniu zamknął się w gabinecie, więc ja, żeby mu nie przeszkadzać,… pojechałam na zakupy. Nie bez przyjemności 🙂 Spacer zresztą odpadał ze względu na zauważalny w Warszawie smog,  btw. u Was też „smożyło”?

Wybrałam się do takiego centrum handlowego, o którym już dawno słyszałam, że tam jest wszystko. Rzeczywiście miejsce robi wrażenie, choć wyobrażałam sobie, że to będzie kolejna galeria handlowa. Tymczasem weszłam do ogromnej hali przypominającej trochę bazarek, a trochę skupisko butików w stylu dawnego KDT. Mnóstwo sklepów i zakładów kosmetycznych prowadzonych przez Wietnamczyków, ale też sporo, przyzwoitych cenowo, o różnorodnym asortymencie sklepów polskich.

Kupiłam sobie ażurowe buty, na które polowałam od jakiegoś czasu, a nie znalazłam nigdzie w mojej okolicy. W sklepach internetowych jakieś są, tylko ja nie potrafię kupować ubrań w ciemno. Przy okazji dowiedziałam się, że kilka znanych marek obuwniczych (w tym Lasocki), do tej pory produkujących buty skórzane, w niedalekiej przyszłości przejdzie na eko-skórę. Ja wiem, że z jednej strony to dobrze, z drugiej zaś, taka skóra w zimie się za bardzo nie sprawdza, a w dodatku pieką stopy.

20191026_130157-1008x4907495230590913702385.jpg

No i tak, ogólne wrażenie z zakupów w tym miejscu dobre, ale…. po godzinie krążenia alejkami, których nie sposób zapamiętać, ani nawet policzyć, poczułam się jak Jacek Pałkiewicz, nasz polski dziennikarz i podróżnik, po powrocie z Amazonii. Otóż Pan Jacek powiedział, że przeżył tam dwie najwspanialsze chwile: kiedy wchodził do dżungli i kiedy z niej wychodził:-)

Czytaj dalej „Dzisiaj / Today”

Otwarcie Atrium Felicity

Muszę się trochę poznęcać nad tematem, bo nigdy nie jest tak, żeby było idealnie. Oczywiście jestem zadowolona, że takie centrum handlowe powstało, to przecież nowe miejsca pracy, pierwszy hipermarket w okolicy Felina i naprawdę imponujący budynek!

Że „nareszcie” mamy Zarę…. średnio mnie wzrusza.

Budynek ogromny, położony w zasadzie na jednym poziomie, w kształcie litery L.  Ale kiedy już znajdziesz się na jednym jego końcu i przypomni Ci się, że trzeba jeszcze wejść do tego sklepu z początku…. musisz zrobić pół kilometra. Po powrocie do domu, nogi bolały mnie jak diabli.

Zwykle tak ogromne centra handlowe mają zapędy do tego, by stać się również centrum rozrywki, jednak trudno mi to sobie wyobrazić w przypadku Atrium. Będzie kino, ale jeśli chodzi o inne rozrywki to, biorąc pod uwagę właśnie powierzchnię handlową, może być trudno. Jeśli natomiast Atrium takim centrum w ogóle nie miało być, to (powiem teraz tak, jak kiedyś powiedziano o kosmosie na myśl, że moglibyśmy być w nim jedynymi istotami) byłoby to straszne marnotrawstwo przestrzeni. Nie wyobrażam sobie zresztą jak, tak wielki budynek, utrzyma się bez dodatkowych funduszy z „eventów” w nim organizowanych. Prorokuję (oby źle), że za tydzień czy dwa, tłum ciekawskich Lublinian się przewali, i hipermarket położony na obrzeżach miasta, będzie świecić pustkami. Mieszkańcy najbliższych osiedli mogą nie wystarczyć ale Prezes hipermarketu cieszyła się, że Felicity ma blisko lotnisko, bo „Szef szefów” Atrium European Real Estate, mógł przylecieć na otwarcie. Tylko, że on przyleciał i odleciał, a Atrium pozostało i teraz musi powalczyć o przetrwanie. I tego życzę, bo inwestycja ma się zwrócić dopiero za 8 lat!

Nie oddano jeszcze do użytku antresoli, z bezpośrednim wejściem do kolejnego w Lublinie kina. Może więc później budynek otrzyma ciekawszy wygląd, może tam na górze jest jeszcze w planie coś, co nas zaskoczy oryginalnością,  dizajnem, konceptem.

Otwarcie odbyło się z pompą w postaci konkursów, Oliwiera Janiaka, Karoliny Malinowskiej, pokazu mody z uczestniczkami Top Model, jakiejś lokalnej wokalistki i całkiem fajnego (i znowu całkiem przystojnego!) skrzypka.

O 20 były oczywiście (jak zwykle przy takich okazjach) fajerwerki, ale ja nie widziałam, wtedy byłam już w innym centrum handlowym i innym istniejącym już kinie.

Na parkingu przeżyłam dwa horrorki. Zostawiłam samochód w części „zielonej”, prawdopodobnie jednak zjechałam innym wejściem niż wjechałam, rozejrzałam się, zielonego ani widu ani słychu. Skoro na górze ogromna przestrzeń to oczywiste, że na dole też. Trochę trwało zanim znalazłam swoje auto, a zależało mi żeby szybko, bo z każdego głośnika słyszałam niepokojący alarm: „Proszę natychmiast opuścić parking, poziom stężenia spalin przekroczony”. W dodatku źle oznakowano alejki i za cholerę nie mogłam znaleźć wyjazdu. Poczułam się jak jakaś blondynka, ale tych znaków po prostu nie było.

Za to bardzo podoba mi się nazwa,” Felicity”, od położonego najbliżej osiedla Felin. Nasza nazwa, lubelski klimat, nie to co „Zamkowe Tarasy”….