Limeryk… o mutowaniu patogenów / Limerick… about pathogen mutation

Poezji jako takiej nie lubię, za to uwielbiam limeryki, dlatego pojawiają się one na moim blogu stosunkowo często. Swoimi już kiedyś się chwaliłam (Retrospektywnie, o zabawie w poetkę), teraz czas na rewelacyjny „Limeryk Antydepresyjny” Tadeusza Haftaniuka, autora bloga Zlepek klepek albo beczka śmiechu. Mnie ubawił, pośmiejcie się i Wy.

Kiedy nocą nieopodal Spały
dwa wirusy się razem spotkały,
poszła wieść przez tereny,
że te dwa patogeny
niewątpliwie się tam mutowały

Więcej znajdziecie na blogu Autora.

A może ktoś z Was pokusi się o napisanie koronawirusowego wiersza? Każda forma będzie ok. Kto podejmie wyzwanie?

PS. Mam nadzieję, że udało mi się oddać sens limeryka w poniższym tłumaczeniu 🙂 Czytaj dalej „Limeryk… o mutowaniu patogenów / Limerick… about pathogen mutation”

Home office tydzień drugi / Home office week two

Jeszcze nie wariuję, a to za sprawą życia zawodowego, toczącego się trochę, jak w sytuacji kryzysowej, którą de facto jest sytuacja związana z COVID-19.

Pracuję nadal z domu, więc jestem online i w godzinach mojej pracy (czyli 8.00 – 16.00),  i o każdej innej porze dnia, gdy jest taka potrzeba, również późnym wieczorem. Telekonferencje organizowane są wtedy, kiedy istnieje pilna konieczność omówienia firmowych spraw i każdy to rozumie. Ja też.

Po tygodniu jednak stwierdzam, że home office jest fajny tylko wtedy, gdy nie jest wymuszony okolicznościami zewnętrznymi. Poza tym, wczoraj wyczytałam, że rośnie zużycie danych w Polsce (ciekawe dlaczego? ;-)) i operatorzy mogą nam spowolnić Internet.

Jak tu żyć bez sprawnego Internetu? Bez masła- tak, ale bez Internetu???:-)

Btw: Wspomniane masło mi się kończy, kupię gdzieś za normalne pieniądze, czy będzie problem?

Czytaj dalej „Home office tydzień drugi / Home office week two”

Ogłoszenie matrymonialne adekwatne do okoliczności / Dating announcement adequate to the circumstances

„Mam papier toaletowy i mydło. Chętnie poznam pana z makaronem i ryżem.”   😉


„I have toilet paper and soap. I’d love to meet a man with noodles and rice”.

W co się bawić, w co się bawić….?/ What we are supposed to do?

Do galerii nie, do kina nie, na spacer w sumie by można, ale nam się nie chciało. Może jutro. Pozostało delektowanie się własnymi czterema ścianami, (co w sumie nie jest znów tak niemiłe) i zabawa kreatywnością.

Na początek zrobiłam małe sprzątanko, wiecie, tak żeby uspokoić sumienie, że nie przeleniuchowałam całego dnia. Potem ugotowałam obiad, mąż zrobił zakupy, upiekłam chałkę.

wp-15841953019658299670877958448925.jpg

Spodziewaliśmy się wizyty dzieci, ale mąż zaczął kaszleć… Temperatury co prawda nie ma, jednak wstrzymaliśmy się z tymi odwiedzinami, może do jutra, może na dłużej. Lepiej nie ryzykować.

Skoro jednak mamy dużo czasu, to obejrzeliśmy w sieci film pt. „Koronawirus. Globalne zagrożenie” (żeby za bardzo nie odwyknąć od tematu ;-), teraz piszę notkę, a potem może skończę książkę Deana Koontza, o której pisałam kilka dni temu.

A co Wy robicie w ten pierwszy dziwny, z lekka wyizolowany, weekend?

Czytaj dalej „W co się bawić, w co się bawić….?/ What we are supposed to do?”

Home office dzień drugi / The home office day two

Ja nie wiedziałam, że home office może być tak przyjemny. Nigdy wcześniej nie miałam okazji go doświadczyć, a tu przecież takie bogactwo możliwości! Praca wre, ale międzyczasie mogę sobie zrobić świeżutką kawę prosto z ekspresu, w kuchni gotuje się zupka, na twarzy połyskuje zielonkawa papka maseczki, na którą nigdy nie mam czasu, czekam na telekonferencję, ale w międzyczasie po prostu delektuję się tym, że jestem tu i teraz:-)

No i Bajt, śpiąc słodko w swoim domku, jednym okiem zerka na mnie zakochanym okiem.  Rozumiecie, ten mentalny wilczur czuwa!:))))

20191011_135808-515x3816171891819826920791.jpg

Prawie pełnia szczęścia.

We śnie bardzo często unoszę się w powietrzu. Latam poruszając dłońmi jak ptak. Wiem, że taki sen może być odczytany jako podświadoma chęć oderwania się od życiowych problemów, oniryczna próba ucieczki. Coś w tym jest, w końcu sytuacja nie jest łatwa. Nie poddajemy się jednak panice nawet wtedy, gdy słyszę o planie awaryjnym, zakładającym podział Warszawy na strefy, z zakazem przemieszczania się, ułatwiającym kontrolę obszarów objętych kwarantanną. Cóż, tak przecież było w Chinach i tak jest we Włoszech. Czy Polska może temu zapobiec? 

Nie wiem, ale jakoś mi smutno, zwłaszcza, że chyba trzeba odwołać wyjazd do Lublina. Mieliśmy jechać na weekend do mamy:-(

Jak myślicie, jechać, czy nie jechać? Nie chcę jej narażać. Czytaj dalej „Home office dzień drugi / The home office day two”

Szybki wpis / Quick note

Szybkie pytania.

Kto dzisiaj pracuje w domu (bo ja tak)? Czy ktoś z Was miał problem z dotarciem do pracy, lub jakikolwiek inny, związany z obecną sytuacją? Nie pytam o wczorajsze szaleństwo w sklepach, bo wyglądało to tak, jak poniżej, pytam o kwestie międzyludzkie lub wręcz egzystencjalne.

Zdjęcia od lewej: Lidl Warszawa, Rossman Warszawa, Biedronka Lublin, Market Glasgow.

W Warszawie, moja koleżanka, jechała autobusem, w samym środku dnia i była jedyną pasażerką! Śmiałyśmy się, że gdyby tak jeszcze kierowca wysiadł, to koniec świata!:))

No i w ogóle, napiszcie, jak się czujecie? Mam nadzieję, że nie doświadczacie objawów koronawirusowych!

Czytaj dalej „Szybki wpis / Quick note”

Szaleństwo dopiero się zaczyna / The madness is just beginning

Koronawirus Covid-19

Mamy to: pierwszego pacjenta, dynamiczną sytuację i wyczuwalne już objawy paniki.
Mamy braki w aptekach czy sklepach sprzedających płyny dezynfekcyjne (pamiętajcie, że taki płyn możecie sobie zrobić w domu sami, ja zrobiłam).

Jeszcze nie jedziemy z tym wszystkim na ostro, są zalecenia, a nie nakazy, prośby, a nie specustawa. Jeszcze sobie żartujemy i czujemy się bezpiecznie, ale jednak, gdzieś z tyłu głowy zaczynają się pojawiać najzwyklejsze obawy. Że może ta pani obok, która kaszle (bo akurat ma alergię na wyziewy z rury wydechowej autobusu, lub perfumy, siedzącej obok pasażerki), już jest chora. Że ten pan z kropelkami potu na czole, (bo w autobusie upał, jak cholera, gdyż ZTM zbyt dosłownie traktuje sezonowość i w lecie, gdy ludzie są lekko ubrani, mrozi jak szalone, a w zimie, gdy wsiadają ubrani w kurtki, czapki i szaliki, jak szalone grzeje), na pewno ma temperaturę i trzeba od niego z daleka.

Zdarzają się już przypadki, jak w Lwówku Śląskim, czy Świętochłowicach, że chorego zabiera załoga ubrana w białe kombinezony ochronne. To musi robić wrażenie.

A u nas w Warszawie taki oto obrazek. Żarcik?wp-15835013908165031035978803888899.jpg

PS. Na fali opisanych powyżej obaw od wczoraj pracuję zdalnie, z domu, bo ta kobieta z alergią na spaliny i zbyt mocne perfumy, to ja:-)

Czytaj dalej „Szaleństwo dopiero się zaczyna / The madness is just beginning”