Przemyślenia posylwestrowe z Sylwestrem związane pośrednio

Sylwester spędziłam we własnym domu, w grupie przyjaciół ze szkolnych lat. Zawsze w takich momentach dziwię się, że tyle już lat minęło a my ciągle razem:) Telewizor włączony, jakiś noworoczny koncert w tle. Słuchaliśmy mimochodem pogrążeni w rozmowach, zajęci sobą i degustacją dobrych trunków, wyluzowani, roześmiani.

Ja, bardziej niż inni, cieszyłam się ze schyłku 2013, bo był koszmarny.

Nagle na scenę weszła Edzia. Nie, żebym jej nie lubiła. Głos ma piękny ale razi mnie egzaltacją, zmanierowaniem, mimiką. I w dodatku patrząc na nią ciągle się zastanawiam czy w jej policzkach jest jeszcze natura czy już tylko botoks.

No ale weszła na scenę, goście powiedzieli głośne „o nieeeee!” i wyłączyli telewizor.

Dlatego gdy na drugi dzień przeczytałam pełne oburzenia nagłówki gazet, że to skandal i żenada, że ogromne faux pas i wielkiej artystce tak nie wypada, nie wiedziałam o co chodzi. Pomyślałam: albo była pijana, co zdarza się sławnym, albo pokazała coś, czego nie powinna, co też zdarza się sławnym.

Tymczasem okazało się, że Edyta G., śpiewając na koncercie we Wrocławiu powitała Kraków! Przeprosiła tłumacząc, że to przejęzyczenie, bo jej narzeczony pochodzi z Krakowa, więc dla mnie w tym momencie temat się kończy. Ale media podniosły larum. Szczerze mówiąc, słyszałam większe żenady lub śmieszności, ktoś czasem nie wyłączył fonii lub nie przemyślał wypowiedzi.

Jak wtedy, gdy Magda Mołek  „uśmierciła” na wizji żyjącego do dzisiaj, a w tamtym momencie walczącego o życie w szpitalu, Nergala. I jakoś nikt wtedy nie podważył jej dziennikarskich kompetencji. A ona sama, kiedy w sekundę później uświadomiła sobie co powiedziała, wyglądała jakby miała ochotę ze wstydu zapaść się pod ziemię lub chociaż, wcale nie teatralnie, zemdleć.

Jak wtedy, gdy stremowana dziennikarka opowiadając o przyczynach kolejowego wypadku nie potrafiła poprawnie przekazać wiadomości  („Jak już we wcześniejszym moim wejściu powiedziałam, szyny…… były złe, a podwozie……… podwozie….. podwozie też było złe”).

Jak wtedy gdy wyciekło nagranie Durczoka, który komentował brudny telewizyjny stół.

Jak dawno temu aktor, podkładający głos do bajki o Misiu Uszatku, myśląc że nie jest już na antenie, kazał dzieciom pocałować wspomnianego Misia w d…..:)

A przecież było wiele, wiele innych.

Jeśli o mnie chodzi, to takie wpadki telewizyjne sprawiają, że patrzę na celebrytę jak na człowieka, a nie wszechwiedzącego guru. I mnie osobiście bardzo pociesza fakt, że nie tylko ja się mylę. A kiedy widzę takie wpadki jak Magdy Mołek, to jestem wręcz szczęśliwa, że nie zostałam dziennikarką.

Ola