Czego oczekujesz?/ What do you expect?

Czego oczekujesz od swojej pracy? Od miejsca, w którym spędzasz codziennie 1/3 swojego życia? Od ludzi, z którymi dzielisz biuro, wspólną szafę, może biurko i pokój socjalny.

Czy chodzi tylko o kasę? Żeby pójść, zarobić, a po pracy, wyjść i zapomnieć? Do następnego dnia oczywiście. Oddzielić grubą krechą to, co zawodowe, od tego, co prywatne?

Czy może dla Was liczy się to, czego się nie da przeliczyć na złotówki, dobra atmosfera w pracy, fajni kumple, super koleżanki, ludzki szef? Satysfakcja z wykonywanej pracy i uznanie klientów?

Ja wiem, jak jest u mnie. Dzisiaj mogę już sobie pozwolić na wybieranie miejsc pracy. Gdy w tej nowej zaczynam zauważać, że po początkowym „miesiącu miodowym”, praca coraz intensywniej wkracza w moje życie prywatne, w moje życie wewnętrzne, a co najgorsze niszczy zdrowie, bo związany z nią stres zżera od środka – nie czuję lęku przed zmianą.

A Wy? Czy, jakimś cudem, udaje Wam się połączyć przyjemne z pożytecznym?

Czytaj dalej „Czego oczekujesz?/ What do you expect?”

Reklamy

Takie tam ….przemyślenia sezonowe

Podobno zaczęliśmy sezon pt. „ale piździ” (sorry za kolokwializm, ale po pierwsze cytuję, po drugie, zwykłe „zimno” nie oddaje istoty sprawy). I nie ma znaczenia, że niewiele ponad miesiąc temu skończyliśmy sezon narzekania na upały. My Polacy kochamy narzekać, bez różnicy, na co akurat w danym momencie.

Jednakowoż, spadek temperatury wywołuje różne, do pewnego stopnia przewidywalne zachowania. Na przykład w niektórych instytucjach decyzyjni przypominają sobie o wysokich rachunkach za ogrzewanie i robią wszystko co im przyjdzie do głowy, żeby te rachunki obniżyć. Wiadomo.

U mojej koleżanki na przykład stwierdzono, że warto przenieść jej stanowisko z dużego pokoju na poddaszu, do poniższego ołpenspejsa.

To bardzo rozsądna decyzja, tym bardziej, że w sezonie grzewczym w jej pokoju rano bywało w porywach 14 stopni. W toalecie przymarzało wiecie co, do czego, bo toalety nie ogrzewano w ogóle.

Najśmieszniejszy w tym wszystkim jest fakt, że przenosiny na poddasze były podyktowane chęcią rozdzielenia pracowników, żeby broń Boże nie mogli sobie w czasie pracy ucinać pogawędek, narażając tym samym firmę na straty. Tak więc lepiej było płacić horrendalne rachunki za prąd:-)

No i teraz puenta.

Moja koleżanka uwielbia zmiany i tak jak kiedyś cieszyła się z izolacji, tak teraz cieszy się z możliwości bycia w grupie. Decyzyjnemu powinno więc być trochę łyso:-))

Wszak kobieta zmienną jest, czyż nie?

 MomentCam_20151012_113049