Walka o przetrwanie

Ten tydzień był, a właściwie przez najbliższe 8 godzin ciągle jest, prawdziwą walką o przetrwanie.

Nie mam grypy. Wiem, bo wczoraj w końcu wybrałam się do lekarza. Będąc przekonana, że zaraziłam się od męża (i na pewno tak było, tyle że ja mam nieco lżejszy przebieg), leczyłam się tym, co on, tj. coldrexem i witaminami. Pan doktor stwierdził, że to bardzo dobrze i że na tym poprzestać. Nadal jednak mam okropny kaszel i to ten, którego nie lubię najbardziej (o ile w ogóle jakikolwiek można lubić), suchy, drażniący, napadowy, dlatego jedyny lek, który dostałam ponad to co biorę, to uwielbiany przez młodzież thiocodin. Listek, btw. wiecie, że jednorazowo się więcej w aptece nie kupi? Na pewno wiecie.

Mi ten listek wystarczy na 5 dni, oni (młodzież) potrzebują dwóch lub trzech naraz.

Ale to temat na inny post.

W związku z tym, że jest to lek opioidowy, liczyłam na lekką fazę, która sprawiłaby, że dzień stanie się znośniejszy, tymczasem rozbolała mnie głowa, zrobiło mi się niedobrze i w ogóle jest do dupy.

Jak tu iść do pracy?

A tak prosiłam/ I asked him

żeby nie zaraził i zaraził!

Nawet spaliśmy osobno, czym mocno skonfundowaliśmy naszego psa, który wieczorem nie wiedział czy ma iść do pokoju po lewej, czy po prawej. Więc w końcu stanął między nimi, przyjmując pozę pod hasłem „no przecież się nie rozdwoję”.

No!

A dzisiaj mąż został w domu, bo mógł, a ja poszłam do pracy, bo musiałam. Zakichana i kaszląca. Jeszcze mnie nie rozłożyło całkiem, więc stosuję środki zapobiegawczo perswazyjne. Do tej pory wypiłam 3 herbaty, obficie zakrapiane cytryną. Ci co mnie znają, wiedzą że zdrowa Beata herbaty nie tyka, tylko i wyłącznie kawę.

Chora odrzuca kawę i przechodzi na witaminowo teinowy mix, naiwnie licząc na cud.

Obawiam się jednak, że tym razem cudów nie będzie, gardło mam zdrapane niczym gospodyni wiejska ręce po wykopkach.

Najgorsze, że to już jakaś cholerna tradycja! Za każdym razem, w każdej nowej pracy chorowałam w trakcie próbnego okresu, wtedy kiedy najbardziej zależało mi na dobrej formie.

Złośliwość losu, czy próba charakteru?:-) Czytaj dalej „A tak prosiłam/ I asked him”