W drodze do Lublina/ On the way to Lublin

Temat afery urzędowej w stolicy jakoś szczególnie Was nie poruszył i w sumie wcale się nie dziwię. Dlatego dzisiaj z innej beczki, chociaż nie mniej frustrującej.

Kiedy miesiąc temu jechałam do mamy sprzątać jej spiżarkę, pamiętacie opisywałam później to i owo, na trasie w okolicy Józefowa (a może Anina, zawsze mi się te odcinki mylą), wzdłuż torów kolejowych, zakorkowało się. Nagle. Zaczęliśmy się ciągnąć 20 na godzinę lekko podenerwowani, ale dzięki temu mogłam zobaczyć co się stało. Policja, karetka, parawan, za nim ciało leżące w miejscu, w którym nie ma przejścia dla pieszych, tylko tory kolejowe. Klasyka! Pomyślałam sobie, że skoro ciągle jeszcze jest widno, to człowiek musiał być albo pijany, albo naćpany, albo samobójcą. Wszedł pod pociąg, bo nie był w stanie zarejestrować faktu, że ten nadjeżdża, lub, bo po prostu chciał się zabić. Innego wyjścia nie ma, prawda?

No i otóż jest!

Ten facet (bo okazało się, że to mężczyzna) pisał smsa!! Wlazł na tory, w niedozwolonym miejscu, nie rozglądając się na boki, wlepiając oczy w ekran smartfona!!

No i jak tu współczuć?

BTW. W USA już niedługo policja dostanie gotowe narzędzie do sprawdzania, czy kierowca, tuż przed wypadkiem korzystał ze smarfona czy nie. Textalyzer  przeanalizuje używane w telefonie aplikacje, ale jednocześnie nie będzie mieć dostępu do danych osobowych użytkownika. Oczywiście służby mundurowe od wielu lat korzystają z tego typu technologii, ale Textalyzer będzie narzędziem produkowanym globalnie, a nie tworzonym na potrzeby konkretnego klienta (jak np. policja).

Co Wy na to? Kolejny sposób inwigilowania, czy potrzeba chwili?

Czytaj dalej „W drodze do Lublina/ On the way to Lublin”

„Wiem o tobie wszystko”

Skończyłam wczoraj czytać książkę Claire Kendal, opowiadającą o stalkingu kobiety, której historia zaczyna się, gdy powodowana zwykłą uprzejmością wobec kolegi z pracy, przyjmuje zaproszenie na jego wieczór autorski. Traci przytomność, a następnego dnia budzi się z niejasną świadomością, że stało się coś złego. Powoli zaczyna się domyślać, że została odurzona środkami nasennymi, że prawdopodobnie dokonano na niej gwałtu. A potem przekonuje się, że jest obiektem chorej, psychopatycznej miłości. Krok po kroku odkrywa mroczną przeszłość stalkera.
Narracja w trzeciej osobie przeplatana jest monologiem głównej bohaterki, która w myślach rozprawia się ze swoim oprawcą. Na początku trochę mnie to drażniło, pewnie jak wszyscy jestem przesiąknięta najczęściej stosowaną narracją trzecioosobową. Potem jednak uświadomiłam sobie, że dzięki temu zabiegowi czuję więcej i mocniej, wczuwam się w sytuację głównej bohaterki niemal tak, jakbym czytała jej pamiętnik, lub listy. Bardzo osobiste wyznania.

Stalker trafił na twardą kobietę, na kobietę która wie, że jeśli chce się uwolnić, musi być konsekwentna w działaniu. Nie może pogrążyć się w strachu i poczuciu upokorzenia. Dlatego gromadzi dowody, robi notatki i zdjęcia. Doskonale zdaje sobie sprawę, że kiedy będzie zeznawać, wszystko co powie zostanie podważone, ośmieszone, postawione w rzędzie perwersyjnych upodobań, lub kobiecych fanaberii.

Po lekturze tej książki zrozumiałam, że ciągle jeszcze jest we mnie coś z małego dziecka, które chciałoby, żeby opowiadana historia zakończyła się happy endem. Żeby było jak w bajce, w której dobro wygrywa ze złem. Że ona żyje długo i szczęśliwie, nie ma koszmarów sennych i zasypia bez codziennej porcji tabletek antydepresyjnych. Poznaje królewicza, bez białego konia, ale także bez nałogów, sfrustrowanej byłej żony i finansowych zobowiązań.

Czy tak się kończy historia opowiedziana przez Claire Kendal? W zasadzie mogłabym odpowiedzieć, ale …….nie chcę nikomu zepsuć ewentualnej lektury.