No i po ławeczce / And the bench is gone

Taka ciekawostka:-)

Nie wiem, jak długo stała zanim ją zabrali, ale chronologia jest taka, jak poniżej na zdjęciach. Najpierw poluzował się metalowy wspornik (patrz: Ławeczka), potem odpadła listwa, następnie koronawirus pokrzyżował założony w projekcie plan zbliżania ludzi, więc ławeczka otrzymała stosowną naklejkę.

Dzisiaj ławeczki nie ma.

wp-15940336085106300644987541793741.jpg

Jakie to symboliczne w swojej prostocie. Pomysł fajny, wykonanie do d.:-)

Czytaj dalej „No i po ławeczce / And the bench is gone”

Nadchodzi ciepło / Warm days are coming

Mam nadzieję, że już wkrótce będzie na tyle fajnie, że w końcu pojadę do pracy rowerem, a nie hulajnogą. Hulajnoga jest super, ale chodzi o to, aby było nie tylko dla ducha (hulajnoga to niezła zabawa), ale też dla ciała. Tym bardziej, że już dawno temu zostaliśmy zaproszeni na wesele, ale dopiero teraz wiemy na pewno, że wesele będzie, więc trzeba się wylaszczyć i zadbać o formę;-) 

Poza tym, uznaliśmy w firmie, że po naprawdę pracowitych, ciężkich, stresujących miesiącach pandemii, należy nam się urlop, więc zamierzam już niedługo zaszyć się na prawie dwa tygodnie, nad jednym z lubelskich jezior. Stąd też tytuł notki, trochę zaklinam pogodę, ale rozumiecie, że pogoda nad polskim jeziorem to sprawa kluczowa:-)

Poza tym, przyznam się Wam z lekkim oporem (bo wiem, że wiele osób ucierpiało), że dla mnie okres odosobnienia był jednym z fajniejszych w ostatnim czasie. Wykorzystałam ten czas na maksa i teraz jakoś rzadziej myślę o nowych przypadkach, śmierci, zagrożeniu, a częściej optymistycznie patrzę w przyszłość. Ale to chyba dobrze, prawda?:-)

Czytaj dalej „Nadchodzi ciepło / Warm days are coming”

Telekonferencje / Teleconferences

Nie będę pisać, że mam dużo pracy, bo to widać, skoro mnie tu nie widać:-)

Pisałam ostatnio, że Covid zmienił moje podejście do transportu i aby się nadal bezpiecznie izolować, śmigam hulajnogą. Minęły już prawie trzy tygodnie od zakupu, a mi to wciaż sprawia radość. Przez pół godziny jadąc słucham muzyki i terapeutycznie wprawiam się w dobry nastrój. Żeby nie było, głośność dopasowuję tak, aby słyszeć otoczenie i w razie czego, reagować.

Covid zmienił też moją pracę. Kiedyś chodziliśmy na różne spotkania poza biurem, lubiłam to, poznawałam ludzi i miasto. Teraz miasto zeszło na dalszy plan, a żeby móc spotykać się z ludźmi, musiałam nauczyć się nowych programów i aplikacji. Nie wiedziałam nawet, że tych telekonferencyjnych jest aż tyle. Biznesowo najczęściej korzystam z Teams, What’s up, Zoom, Meet, ale prywatnie najczęściej gadam przez stary dobry Messenger i Facebook. Microsoft Teams sprawdził się do tego stopnia, że wczoraj zorganizowałam na nim Walne Zgromadzenie i wszystko poszło zaskakująco sprawnie. W bardzo krótkim czasie musiałam się nauczyć tego programu, męczyłam więc ostatnio kogo się tylko dało, żeby przetestować telekonferencje z jak największą liczbą osób. A teraz umiem już nawet tworzyć formularze do głosowania uchwał:-) Szał ciał!

Oczywiście nie obyło się bez pomocy serwisu technicznego Microsoft, bo nie wszystko zadziałało od razu (jak to zwykle u mnie), ale przecież nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy:-) A wszystko skończyło się sukcesem.

Walne to przeszłość, najbliższa przyszłość rysuje się natomiast w cudnych, urlopowych barwach:) Potrzebuję odpoczynku, mówię Wam, Covid dał mi w kość:)

Czytaj dalej „Telekonferencje / Teleconferences”

Dojazd do pracy w dobie pandemii / Commuting in the pandemic time

W czasie pandemii mam znacznie więcej pracy niż przed. Nie narzekam, cieszę się, że w ogóle ją mam, bo wiem, że ci co siedzą w domu i obcięli im pensje, lub stracili swój biznes, woleliby być zarobieni po łokcie i żeby było normalnie. Tak więc nie narzekam, tłumaczę jedynie, dlaczego nie mam czasu na bloga. 

Od ubiegłego poniedziałku wróciłam do biura i zaczął się problem z dojazdami. Obiecałam sobie, że do czasu, aż nie będzie całkowicie bezpiecznie, nie będę korzystać z komunikacji miejskiej. Z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty, wirus utrzymuje się w zamkniętych pomieszczeniach dosyć długo, więc w autobusie  łatwiej się zarazić mimo cyklicznej dezynfekcji. Drugi powód jest ważny z innego punktu widzenia. Otóż, ja mam do pracy tylko 6 ,5 km, więc mogę sobie zorganizować inną formę dojazdu, a  nawet, od biedy, przejść na piechotę. Są jednak tacy ludzie, którzy dojeżdżają z przedmieść Warszawy, i dla nich ZTM to jedyna dostępna forma transportu, a trzeba pamiętać, że ilość miejsc w autobusach jest teraz znacznie ograniczona.

Więc pozostaje mi przy ładnej pogodzie rower, a przy gorszej trochę logistycznej kombinacji, ale bez tragedii. W te gorsze będę dojeżdżać samochodem w pobliże strefy płatnego parkowania i przesiadać się… na hulajnogę!!:)))

A jak Wy docieracie do pracy?

À propos pogody: Zdjęcie zrobione dzisiaj w drodze do pracy. A gdzieś tam w górach spadł śnieg:)

wp-1589276507962650665457336798662.jpg

Czytaj dalej „Dojazd do pracy w dobie pandemii / Commuting in the pandemic time”

Covid 19 – czyli jak postępować z żywnością / Covid 19 – how to deal with bought food

Moi Drodzy, po przeczytaniu poniższego artykułu widzę, że niektóre rzeczy robiłam źle, a przecież jakieś pojęcie o higienie i dezynfekcji mam:-)

Wklejam Wam link do niego, bo uważam, że skoro z koronawirusem będziemy się musieli borykać jeszcze rok albo i dłużej, każdy powinien wiedzieć, jak postępować z zakupami, które przynosimy ze sklepu.

Czy Polacy wiedzą, jak postępować z żywnością w dobie pandemii COVID-19?

Czytaj dalej „Covid 19 – czyli jak postępować z żywnością / Covid 19 – how to deal with bought food”

Druga fala w Chinach / Second wave in China

Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie, z czym tak naprawdę mierzymy się w okresie pandemii i wydaje mu się, że maseczki to głupota, że kwarantanna jest niepotrzebna, a odosobnienie i zamknięte miejsca publiczne to wymysł Ł.Szumowskiego, (ja mu w tym zakresie ufam), to poniżej wklejam raport, który powinien nas wszystkich zaniepokoić.

Raport_Chiny 2020-04-17

O ile nikt się nie włamał na stronę, która zbiorczo podaje raporty z wszystkich krajów, to dzisiejsze cyfry dotyczące Chin wyglądają niepokojąco. 1290 nowych zgonów, po kilkunastu dniach względnej ciszy.

Update: Dzisiaj raport z Chin już bez przypadków śmiertelnych w ogóle, więc albo wczoraj rzeczywiście przyznali się do dodatkowych zgonów i nie dotyczyły one tego jednego dnia, albo dzisiaj znowu wrócili do zatajania prawny. Któż to wie.

Co Wy o tym myślicie? Ja już od dawna uważam, że koronawirus swoim zasięgiem i sposobem rozprzestrzeniania się, nasilenia, przypomina hiszpankę.

Wczoraj obejrzałam film, wyemitowany przez WION, internetową stację telewizyjną w Indiach. Stacja powołuje się na dane z raportu opracowanego przez amerykański Fox News, które mówią wprost, że wirus z Wuhan jest dziełem człowieka (co mieszkańcy USA na to?). To nie mutacja kilku czynników związanych z targiem ze zwierzętami, to wyścig biologicznych zbrojeń, w oparciu o wirusa pochodzącego od nietoperzy. Wirus wydostał się z chińskiego laboratorium tuż po tym, jak zmarł jego zainfekowany pracownik.

Jeśli tak, to smutne, bo za pyszałkowatość kilku krajów, za ten chory wyścig płaci cały świat.

Czytaj dalej „Druga fala w Chinach / Second wave in China”

Limeryk… o mutowaniu patogenów / Limerick… about pathogen mutation

Poezji jako takiej nie lubię, za to uwielbiam limeryki, dlatego pojawiają się one na moim blogu stosunkowo często. Swoimi już kiedyś się chwaliłam (Retrospektywnie, o zabawie w poetkę), teraz czas na rewelacyjny „Limeryk Antydepresyjny” Tadeusza Haftaniuka, autora bloga Zlepek klepek albo beczka śmiechu. Mnie ubawił, pośmiejcie się i Wy.

Kiedy nocą nieopodal Spały
dwa wirusy się razem spotkały,
poszła wieść przez tereny,
że te dwa patogeny
niewątpliwie się tam mutowały

Więcej znajdziecie na blogu Autora.

A może ktoś z Was pokusi się o napisanie koronawirusowego wiersza? Każda forma będzie ok. Kto podejmie wyzwanie?

PS. Mam nadzieję, że udało mi się oddać sens limeryka w poniższym tłumaczeniu 🙂 Czytaj dalej „Limeryk… o mutowaniu patogenów / Limerick… about pathogen mutation”

Na sposoby są sposoby / There are ways for the ways

Koronawirus już się przyjął, ludzie przyzwyczaili się i do niego, i do nowej sytuacji, wiedzą co robić a czego nie. Jednak niektórzy najwyraźniej starają się żyć jak dawniej, choć tak jak dawniej, żyć się nie da.
Dlatego właśnie spotykamy się z łamaniem prawa, przerywaniem kwarantanny, słyszymy informacje, że ktoś tam chodzi na spacery, spotyka się ze znajomymi, czy myje samochód (bo umycie samochodu jest sprawą priorytetową!).
Wiecie, to takie trochę zakłamywanie rzeczywistości, wmawianie sobie, że wirusa nie ma, podczas gdy w tym tygodniu pyknie nam prawdopodobnie półtora miliona zarażonych i 100 tys. zmarłych.
Statystyki kłamią? Tak, prawdopodobnie tak. Bo niektórzy twierdzą, że mamy na świecie 2 x więcej zarażonych i znacznie więcej zmarłych.
W tej sytuacji trochę dziwi mnie zachowanie prorektora Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie, który na wieść, że jego studenci tracą węch i smak, a to są pierwsze symptomy koronawirusa, jeszcze zanim pojawi się kaszel i gorączka, stwierdził, że studenci symulują.
Sama byłam studentką, więc naprawdę wiem, że zajęcia wiosną bywają nudne:-), ale przecież to, czy ktoś ma koronawirusa czy nie, łatwo sprawdzić. Myślę, że rektor takiej uczelni jak SGSP szybko mógłby wyegzekwować

od Sanepidu testy, przecież strażacy (również przyszli strażacy, a obecni studenci) to bardzo silna grupa wsparcia kryzysowego.
Tylko, że rektor nie chce.
Absurd chyba nawet gorszy od tego hejtu na lekcje w telewizorze.

Czytaj dalej „Na sposoby są sposoby / There are ways for the ways”

Weekend

W zasadzie wszystkie nasze myśli krążą wokół głównego tematu, jakim jest koronawirus i to, czy Polska opanuje sytuację. Oczywiście, jak staramy się nie zwariować, ale przecież nadal wychodzimy z domu tylko na tyle, na ile musimy. Sobota była podobna do innych. Trochę zakupy, trochę sprzątanie, trochę kuchnia. W jednym pokoju już nawet umyłam okna, uprałam firanki, reszta pomieszczeń musi poczekać do następnego weekendu. Mam tylko nadzieję, że będzie ciepło. Wieczorem mąż postawił mi bańki. To taka moja osobista próba wzmacniania odporności, żaden inny domownik tego nie robi, bo nie lubi, a ja owszem, a ja tak:))

W ubiegłą niedzielę okazało się, że wszystkie nasze planszówki zostały w Lublinie, więc kupiliśmy kilka nowych, polecanych w internecie i wczoraj cały dzień spędziliśmy na przemian oglądając filmy lub grając w Boggle, czy Fits. Boggle to jest nasz hicior, tę grę już znamy od dawna, musieliśmy tylko kupić nowy egzemplarz i wiecie co? Wkurzyłam się na maksa. Nie, nie przegrałam, w grach językowych jestem niezła:)

Wkurzyłam się, bo znowu trafiliśmy na bubel!! Pisałam już kiedyś o tym, że dwa na trzy zakupione przeze mnie produkty to niedoróbki. Taka karma! A potem tracę czas na reklamowanie, odsyłanie, wyjaśnianie. Boggle polegają na układaniu wyrazów z 16 liter, które za każdym razem miesza się w pudełku, żeby tworzyły inny zestaw. Już grając czułam, że coś jest nie tak, ale dopiero po kilku rundkach zorientowałam się, że po prostu brakuje litery ń oraz ó. No kurczę! Po pierwsze znaki diakrytyczne są nieodłączną częścią naszego alfabetu, po drugie, utrudniają grę, a ja lubię stopniowanie trudności.

No i właśnie za chwilę będę dzwonić do sklepu, który na szczęście mieści się na sąsiedniej ulicy.

Ale no kurczę!!

Fits – rewelacyjna gra! Polecam!!

Czytaj dalej „Weekend”